Historie rodzinne (X)

with 4 komentarze

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneDziś bez wstępów 😉

- Kto to jest? - Ignacy, zdenerwowany własną na Marlenę reakcją, wykrzyczał zapytanie do Ludwiki.

Ta znała wybuchowość swego syna. Postanowiła więc przeczekać jego agresję, nim przejdzie do odpowiedzi której ten, w obecnym podminowaniu nie usłyszy.

- No więc? - Domagał się wyjaśnień.
- Drogi synu – zwróciła się do młodzieńca. - Że nie młodnieję, a i sił mi coraz bardziej brakuje, to wiesz. - Zaplotła ręce pod piersiami. - Że brakuje mi towarzystwa ojca, któremu powinieneś pomóc, a w końcu przejąć rodzinną firmę, to też wiesz. - Przyglądała się próbie ukrycia złości przez syna. - Potrzebuję czasami otworzyć do kogoś usta, porozmawiać na kobiece sprawy z inną kobietą, czy zrobić zakupy i wypić popołudniową herbatkę bez konieczności milczenia. Ze służbą nie mam zamiaru rozmawiać – ciągnęła swą wypowiedź. - Nie interesuje ich nic poza obowiązkami. Nie znają się na muzyce, sztuce, czy literaturze.
- A ta dziewczyna się zna?! - W jego ustach zabrzmiało to prawie, jak zarzut.

Wprawnemu oku Ludwiki nie umknęła mało szczera obojętność syna i udawana kpina, którymi chciał zawoalować zainteresowanie, czy raczej piekącą ciekawość. Opóźniała udzielenie odpowiedzi tak długo, jak tylko cierpliwości jej starczyło i nim litość się włączyła.

- Ta dziewczyna jest wykształcona, inteligentna i nie zepsuta – odparła spokojnie, obserwując reakcje syna.

Na wzmiankę o zepsuciu, czy raczej jego braku u tak pięknej dziewczyny, Ignacy prawie zastrzygł uszami, po czym zacisnął usta w cienką linię. Zrobił to wyłącznie po to, by nie okazywać zbytniego zainteresowania rzekomą niewinnością dziewczyny. Zrobił to w sposób tak typowy dla siebie i łatwy do odczytania przez matkę, że Ludwika zyskała pewność iż wabik, którym miało być dziewictwo Marleny jest tym, czym planowała, by było.

- Tę dziewczynę wychowały siostry zakonne, lecz jest ona zbyt uzdolniona i pełna energii życiowej, by zostawić ją w zakonie – kontynuowała przygotowaną już dawno regułkę. - Szkoda tak lotnego umysłu i radości poznawania, na zamknięcie jej w klasztorze. Wzięłam ją z polecenia i na prośbę Matki Przełożonej, mojej starej przyjaciółki..
- Będzie tutaj mieszkała? - Znów badanie gruntu przez Ignacego. - Jak długo?

Pytając, oglądał sobie paznokcie prawej dłoni i czynił to z przesadnym skupieniem.

- Aż nie znajdzie się kandydat na męża – odpowiedziała niby obojętnie. - Do tego czasu Marlena jest pod moją opieką. Jestem za nią odpowiedzialna.

Mina Ludwiki świadczyła o przejęciu i zamiarze dopilnowania znalezienia Marlenie męża.
Ludwika wiedziała od dawna, kto ma być tym mężem, lecz musiała ukrywać ów fakt.
Pierwszy haczyk zarzucony przez nią został połknięty.
Wszystko szło zgodnie z planem.

***

- Tutaj masz dziecko swój pokój, ale to nie jest zwykły pokój. - Ludwika wtajemniczyła Marlenę w sekrety domu. - Na tej ścianie wisi obraz, lecz budynek pochodzi z czasów, gdy właściciel musiał mieć możliwość ucieczki.
- Ucieczki? - Marlena taktownie dopytywała.
- Kiedyś tak, teraz nie ma takiej potrzeby. - Ludwika uśmiechnęła się tajemniczo. - Teraz można wykorzystać konstrukcję podwójnych ścian inaczej i gwarantuję ci, że Ignacy zrobi to z pewnością.
- Co zrobi? - Dla dziewczyny zabrzmiało to groźnie.
- Nie martw się. - Uspokajała ją. - Jeśli nie odblokujesz pokoju od środka, to nie wejdzie do ciebie, ale będzie mógł cię podglądać.

Marlena wyprostowała się zastanawiając, czy będzie w stanie zachowywać się równie naturalnie co wtedy, gdy zdawała umiejętność krygowania się swoją kobiecością przy Aldonie. Czuła się piękna mimo, że przyglądała jej się kobieta.
Przy Tomaszu działo się z nią coś zupełnie innego. Wtedy chciała być piękna dla niego. On był piękny mimo, że nie spełniał ogólnie przyjętych standardów męskiego wzorca. On był dla Marleny piękny od środka. A że pięknie ją dotykał i całował, to już inna sprawa.

- W obrazie są otwory, o tutaj. - Ludwika włożyła palce w oczodoły postaci namalowanej na płótnie, przesuwając tym samym rysunek gałek ocznych. - Poniżej natomiast masz skobel, którym blokujesz przejście.

Nacisnęła metalową rączkę, ich uszu dobiegło ciche szczęknięcie metalu i powoli odciągnęła potężną ramę obrazu od ściany, otwierając ten niczym drzwi. Za obrazem ziała ciemność, niknąca zakrętami w obie strony ściany naprzeciw.

- Trochę to straszne – wyszeptała Marlena. - Dobrze wiedzieć, że mogę się zamknąć od środka i czuć się w miarę bezpiecznie. - Zastukała w tylną część obrazu, stwierdzając grube dechy z otworami do podglądania. - Czyli mam robić przedstawienie, gdy coś w rysunku oczu na obrazie zmieni się.
- Tak – przytaknęła jej Ludwika. - I rób to z wykorzystaniem wszystkich swych talentów. Grasz o przyszłość całej rodziny.

Na to Marlena nic nie odpowiedziała. Trochę przerastał jej młody umysł ogrom odpowiedzialności, jakim ją obarczono. Trochę, to mało powiedziane!
Chciała się wyrwać z monotonii zakonu, chciała zacząć żyć i tylko jeden gwoździk kuł ją w serce i był nim Tomasz, a właściwie to, co czuła myśląc o nim. Starała się nie myśleć, gdyż to nie o niego w jej życiu miało chodzić. Celem był Ignacy, o którym Tomasz wypowiadał się różnie. Zazwyczaj jednak z szacunkiem i nawet lekką zazdrością. To Ignacemu miała być żoną i parą na zawsze. To on miał być jej mężem i ojcem dzieci.
Jego towarzystwo miało być cenne, twarz najpiękniejsza i ciało pożądane. Ich przyszłość będzie świetlana, dzieci scementują małżeństwo i rodzinę, a Ludwika zaopiekuje się nią, jako synową i boginią rodzinnego ciepła.

Z takim nastawieniem przygotowywała się do wieczornej toalety.
Jako, że dom był już bardzo cywilizowany, a Antonii uparł się swojego czasu na ulepszenia w nim, takoż rozciągnięto w całym budynku miedziane rurki, którymi doprowadzono bieżącą wodę. To tymi rurkami popłynęła gorąca woda, którą napełniono Marlenie wannę w jej prywatnej łazience.
Takich wygód dziewczyna dotąd nie zaznała. Wielka drewniana balia w klasztorze, zimna woda z górskiej rzeczki i niewielka ilość podgrzanej nad paleniskiem wody mająca jedynie przełamać lodowatość kąpieli. Pomóc w wejściu do wody, by szybko spłukać ciało i równie szybko wytrzeć chropowatym płótnem.
To, co czuła w momencie zanurzania palców stopy, w pstrykającej bąbelkami i drażniącej nozdrza zapachami wodzie, było czymś tak przyjemnym, że już po kilkunastu minutach leżenia w rozluźnionej pozycji, usnęła.
Obudziło ją zimno wody i niewygodne zdrętwienie szyi. Usiadła powoli, by po chwili unieść się na przedramionach i wyjść z wanny. Osuszyła ciało ręcznikiem, zawinęła wilgotne włosy w drugi i podeszła do szafy w pokoju. Po otwarciu drzwi ogromnego, trzydrzwiowego mebla stwierdziła w jej wnętrzu tęczę. Było to pierwsze, co przyszło Marlenie do głowy, gdy oczy napotkały przepych barwnych tkanin na wieszakach, oraz półkach. Takiej ilości ubrań nie widziała nawet u Aldony.
Wyjmowała obciągnięte jedwabiem wieszaki i napawała się delikatnością, oraz eleganckim krojem ubrań na nich. Sukienki dzienne, kończące się tuż poniżej kolana i te wieczorowe, długie, lśniące materiałem, lub zdobieniami cekinów. Na półkach równo poukładane czekały na nią halki, koszulki i coś, co wywołało u Marleny krwisty rumieniec na policzkach.

Gdy była jeszcze w mieszkaniu Tomasza, ten całymi dniami śledził każdy jej ruch i gest. Nie widziała jednak w jego oczach żaru podobnego do tego, co wtedy, gdy założyła prezent od Aldony. Była to skromna koszulka na ramiączkach i równie prosty, delikatny w kroju pasek do pończoch. Nauczyła się obsługi tych damskich łaszków podczas pobytu u Aldony, lecz to na Tomaszu sprawdziła skuteczność jego oddziaływania.
Zapinała właśnie sprzączkę na przedzie uda i to nie sprawiło jej trudności. Gorzej było z tą umieszczoną poniżej pośladka. Wyginała się Marlena i wykręcała, by ucelować gumową podkładką z pończoszką i wcisnąć ją w metalowe uszko, wiszące na obszytej koronką gumce.
Nie było to łatwe, tak więc po kilku minutach celowania Marlena była wściekła, spocona i bliska płaczu. Gdy pokazywała jej tę sztukę Aldona, nie sprawiło to aż takiego trudu. Teraz było inaczej. Ona sapała żądzą mordu na wynalazcy bibelotu, a Tomasz obserwował jej zmagania roziskrzonymi oczami, zagryzając dolną wargę.

- Na jakie licho takie utrudnienia! - warczała zeźlona. - Cóż za idiotyczny wynalazek!
- Pomogę. - To Tomasz zmienionym głosem, który zdekoncentrował Marlenę jeszcze bardziej.

Naciągnięta gumka z metalową sprzączką wymknęła jej się spomiędzy palców i boleśnie oddała moc uderzenia w wypięty pośladek.

- Au! - Nakryła bolesne miejsce dłonią. - I jeszcze mnie po pupie bije!

Miało być śmiesznie i żartobliwie nawet, ale Tomaszowi nie było do śmiechu.
Sam nie wiedział, jak to się dzieje, że przy tej dziewczynie jest wiecznie gotowy i rozgrzany, niczym piec hutniczy. Wystarczył mu widok kawałka nagiej piersi, bądź gładkiego pośladka, by podniecić się momentalnie. Jedynie wpojone zasady dobrego wychowania powstrzymywały go przed tym, by nie rzucić się na nią i wziąć ją w jakikolwiek sposób.
Nigdy nie był aż tak bardzo wystawiony na pokusę i nie czerpał aż takiej przyjemności z obcowania z kobiecym ciałem. Tak właściwie to nie był pewien, czy większą rozkosz dawało mu obcowanie z jej ciałem, czy może jednak z umysłem. Czystym, świeżym, pogodnym, spokojnym i nie zbrukanym chciwością i żądzą.
Czyli stan, który był możliwy do znalezienia jedynie u dziecka. Z pewnością nie u tak ponętnej kobiety.
Marlena była wesoła, pracowita i wciąż pełna energii, teraz jednak strapiła ją drobnostka i własna nieumiejętność. Tomasza natomiast podnieciła i rozepchała mu napęcznieniem spodnie.

- Czy ty się podniecasz wszystkim?! - Chciała wyglądać na oburzoną, lecz wyglądało to raczej na rozbawienie. - Tak na ciebie działam, czy po prostu chcesz skrupulatnie wypełnić swoje zadanie.

Była niby oburzona, lecz pośladek, który wypięła do Tomasza wskazywał na rozbawienie, może nawet miał być zachętą do zabawy.

- Jeśli chcesz być pomocny, to rozmasuj, bo boli. - Wydęła wdzięcznie usta.
- Tutaj? - Tomasz ucisnął różowy pośladek. - Czy bardziej tutaj? - Objął drugi i zacisnął na nim palce, może zbyt mocno nawet.
- Tak. - Głos jej zachrypł. - Wszędzie.

Opadł Tomasz na kolana i przyciągnął jej pupę do twarzy. Całował i przygryzał sprężystą skórę, a w końcu zaczął wciskając język między pośladki Marleny.
Zdziwiona nową pieszczotą dziewczyna zamarła, by po chwili wypiąć pupę, by ułatwić mu dostęp. Wiedziała, jak przyjemnym i wrażliwym miejscem jest każdy milimetr przedziałka. Starała się nie ruszać, nie nakierowywać na ruchliwy język, gdyż wtedy Tomasz drażnił się z nią uciekając ustami i cofając głowę. Słodka tortura i rozkoszna zabawa.

Stała teraz z paskiem pończoch w dłoniach i wspominała tamten czas.
Tak właśnie myślała o kilkunastu dniach spędzonych w mieszkanku Tomasza. „Tamten czas”.

Trzymany przez nią teraz pasek był piękny, wręcz ekskluzywny i niezbyt przypominał tamten, na którym ćwiczyła zapinanie pończoszek. Delikatny materiał, przeplatany srebrną nicią przypominał biżuterię, a nie element bielizny. Był piękny i zachwycił Marlenę, jednak nie wywołał tego, co wywoływało wspomnienie tamtego skromnego łaszka.

Przyjdzie czas, że i ten obuduje się w jej sercu dobrymi wspomnieniami. Ignacy zdecydowanie bardziej odpowiadał ideałowi mężczyzny, więc powinna cieszyć się z własnego szczęścia.

Rozmyślała, dotykając cienkość tkaniny i wąchając wonny zapach perfum, którymi została spryskana zawartość szafy.
Uniosła pasek do góry, by ocenić jak wygląda w całości i wtedy rzuciła jej się w oczy jakaś subtelna zmiana w otoczeniu. Gdyby nie poznała tajemnicy pokoju, pewnie wystraszyłaby się. Marlena wiedziała jednak i właśnie z tego powodu nie spoglądała na obraz.
Skoro otrzymała tyle nauk, to zrobi z nich użytek.

Odłożyła bieliznę do szafy, zdjęła ręcznik z włosów i zrzuciła ten, stanowiący jedyny już element jej ubioru.
Wilgotne pasma włosów opadły ciężko na nagie plecy Marleny.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Kasia
    | Odpowiedz

    “biedny” Ignacy, przedstawienie jakie mu zafundowałaś;) no no;)
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia

  2. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Czytelników kusi równie dobrze jak i Ignacego.

  3. Alicja K.
    | Odpowiedz

    Nareszcie 😀 na to czekałam i jak zwykle się nie zawiodłam :*

  4. Anathemaq
    | Odpowiedz

    świetna historia 😉 a serduszko zawsze :3

Napisz nam też coś :-)