Historie rodzinne (IV)

with 12 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneObsmarkana, bez powonienia i smaku, w ten pięknie upalny dzień, choruję sobie radośnie.
Taki bzdet, jak przeziębienie nie zwalnia mnie z obowiązków. Muszę posprzątać mieszkanie, które wygląda tak, jakby w nim miesiąc nikt nie sprzątał. Trzeba też coś na jutro zaplanować, bo wolne i pogoda. Pranie, prasowanie, gotowanie, to kolejne sprawy, które sobie w poczekalni siedzą cierpliwie.
Co robi tymczasem Monia?
Monia se zrobiła kawę, po tym, jak zawekowała dwanaście słoików komfiturki truskawkowej, której miała nie robić, bo będzie się musiała z nią przeprowadzać.
Już przerobiłam kiedyś przeprowadzkę z dwustoma słoikami dżemów 😀
Ja nie potrafię poprzestać na dwudziestu. Robię takie ilości, że w rok nie da się tego przejeść. Robię je tak długo, aż mnie mąż opierniczy 😀
Z kawką Monia se siadła przy biurku i korzystając z pierwszego dnia wolnego od miesiąca (ha ha - wolny! dobre sobie!), pisze opowiadanie.
Nie wiem, kiedy kolejna część. Nie obiecam, bo znam jedną taką, która obiecuje, a później się stresuje, że życie jej plany pokrzyżowało 😀
Lubię to opowiadanie i takie slowly ono na maksa, ale tak właśnie czuję je.

Nauka Marleny trwała kolejnych dziesięć dni, po upływie których Aldona posłała wiadomość do Ludwiki, by ta zechciała ją odwiedzić. Tych dziesięć dni było tak intensywnych, jak tylko intensywnymi mogło być. Informacje sączone w młody umysł Marleny zasiewały się niczym wilgotne ziarno i Aldona, jako wprawna nauczycielka, była pewna efektu. Wiedziała, że to, co mówi trafi tam, gdzie powinno i zakiełkuje myślą i uczynkiem.
Jeszcze nie teraz, jeszcze dojrzeje, ale w końcu zaistnieje i zaowocuje.

***

- Ignacy, moja miłości. - Adela wsparła się plecami o futrynę.

Jej poza była wystudiowana, lecz w końcu była tancerką, więc musiała panować nad ciałem. Jej ciało było narzędziem. Wyjątkowo pięknym narzędziem.

- Mam dla ciebie prezent. - Oderwała się od futryny, odbijając wdzięcznym łukiem pleców. - Chcę ci ofiarować coś, co będzie dowodem na to, jak bardzo cię kocham.
- Co masz na myśli? - Ignacy zdziwił się nieoczekiwaną inwencją najnowszej kochanki.
- Chcę ci pokazać jak bardzo cię kocham. - Teatralna przerwa w słowach. - Na jakie poświęcenia jestem gotowa.

Ignacy obserwował Aldonę i jej taneczne ruchy. Podziwiał piękno, lecz nie miał ochoty na konsumowanie jej ciała. Miał ją już wiele razy. Zbyt wiele. Zawsze oddana i poddająca się jego zachciankom. Trochę go to już nudziło. Zawsze ten sam scenariusz. Potajemne spotkanie w tym mieszkaniu, namiętność nakazująca pozbycie się odzieży, a w końcu ostry akt zbliżenia.
Nie, Ignacy znudził się już tym przewidywalnym w toku, zespoleniem ciał.
Adela najwyraźniej wyczuła to i zamierzała ubarwić jakoś ich stygnące pożycie.

- Pokaż więc. - Ignacy podjął zabawę.

Nie miał złudzeń. Adela liczyła na związek z nim, czyli zabezpieczenie bytu i materialnego fundamentu. Nie, ona nie ostrzyła sobie zęby na małżeństwo. Wystarczyłaby jej rola utrzymanki, byle mieć spokojność bytu.
Nie, Ignacy nie wytrzymałby z taką istotą. Wolał pozostać samotnikiem, niż pozwolić sobie związać się z Adelą.
Nie czuł do niej nic, poza sympatią. Sympatia nie była fundamentem, na którym można było budować rodzinę. Poza sympatią wyczuwał również jej nastawienie na zrealizowanie scenariusza, w którym pionkiem miał być on sam. Sztuczność, udawanie uczuć i ciągłej fascynacji jego osobą. Nigdy jej nie zdenerwował, nie przeciwstawiła się jego zdaniu i zawsze postępowała zgodnie z jego wolą.
Adela - kobieta – kwiat.
Ignacy - kochanek skaczący od zawsze z kwiatka na kwiatek.

- Połóż się na plecach i zamknij oczy. - Wskazała łóżko. - I nie podglądaj!

Zrobił, jak kazała, odganiając namolne uczucie znudzenia. Może tym razem go zaskoczy.

Najpierw zasłoniła mu oczy miękką chustką, zawiązując tę nad uchem. Następne chustki unieruchomiły dłonie Ignacego, kolejne stopy. Ignacy czuł się, jak żaba w laboratorium, lecz zaciekawiły go dalsze poczynania kochanki.

- Kocham cię tak bardzo Ignacy, że gotowa jestem dzielić się tobą z innymi kobietami – mruknęła, zaciskając mocniej materiał na jego nadgarstku.

Miękka pierś otarła się o jego policzek, lecz gdy próbował namierzyć ją ustami, dotknąć wargami, ta umknęła mu, pozostawiając głód. Szczwana bestia wiedziała, jak bardzo lubił jej niewielkie, lecz sterczące piersi. Bardziej ponętną częścią ciała jego kochanki, była tylko jej kibić, przechodząca w krągłą, cudną swym kształtem pupę. Znał tę pupę bez mała na wylot. Każdy jej zakamarek i tunel rozkoszy. Adela nie miała oporów przed eksperymentowaniem w alkowie i to ona pokazała mu zakazaną miłość. Podczas igraszek zwiodła jego męskość z celu i nabiła się nań swą ciasną obręczą analną. Ignacy był tak zszokowany odkryciem, że po zaledwie kilku chwilach wewnątrz, eksplodował z krzykiem.
Czy był to krzyk rozkoszy, czy też zaskoczenia, tego już nie odkrył.

Ignacy nie zamierzał ułatwiać Adeli niczego. Nie pytał, co ta ma na myśli mówiąc o dzieleniu się nim. Wiedział, że powinien podjąć grę, ale miał to najzwyczajniej w świecie gdzieś. Płacił za Adeli fanaberie kulinarne, drogie alkohole, ubrania i fryzjerów, więc mógł teraz leżeć i czekać.

Do jego uszu dobiegło skrzypnięcie drzwi wejściowych i poczuł powiew powietrza na skórze.
Był ubrany jedynie w luźne, lniane spodnie. Pierś miał odkrytą i to ją połaskotał podmuch, poruszył włoskami. Ktoś wszedł do pokoju, może nawet więcej, niż jedna osoba.
Ledwie dosłyszalny szept, cichutki chichot i szelest materiału. Kobiecy głos, kocie mruczenie kobiety i ugięcie się materaca u jego stóp.

- Piękny mężczyzna.

Te słowa zabrzmiały w uszach Ignacego obcym akcentem i wyjątkowo gardłowym tembrem.

- Mocne, zdrowe ciało. - Palce wsunęły się od dołu nogawki i swobodnie sunęły w górę. - Twarde udo. - Dłoń dotarła wysoko, pozwalały na to luźne spodnie. - Czy tutaj też będzie twardo?

Kobieta cofnęła rękę, by po chwili sprawnie rozsupłać sznurek, przytrzymujący spodnie na biodrach. Materiał stracił kontakt z brzuchem i został opuszczony niżej. Na tyle, na ile pozwalały rozszerzone nogi Ignacego.

- Mrrrr. - Kobieta naśladowała kotkę. - Tutaj na pewno będzie twardo. - Potarła policzkiem po wciąż miękkim penisie. - Moim czarom nie oprze się nikt.

I faktycznie, potrafiła czarować. Nie dotykała przyrodzenia Ignacego dłońmi, ale wsysała miękki organ w pełne wargi, po czym wydmuchiwała go i znów wsysała. Palcami natomiast drażniła dwie, włochate kule poniżej i delikatnie drapała jeszcze dalej, między jego udami.
Ignacy czuł, jak pęcznieje i choć nie widział pieszczącej go kobiety, to krew utwardzała maczugę, a podniecenie ściskało go w brzuchu. Z jednej strony chciał, by nabiła się na niego jak najszybciej, z drugiej jednak wiedział, że przeciąganie spełnienia będzie o wiele przyjemniejsze. Efekt tych zabiegów będzie dzięki temu bardziej piorunujący i obezwładniający.
Tym razem Adela zaskoczyła go. Podetknęła mu nad usta pierś, a on łapczywie całował i ssał i tylko kształt sutka nijak mu nie pasował do kochanki. Zbyt miękka faktura, bardziej rozkołysana i obcy zapach.
Cudze dłonie sięgnęły do węzła chustki zakrywającej widzenie i przywróciły obraz oczom.
Kobietą, która zdjęła chustę, była obfita w swych wdziękach blondynka. Kręcone włosy spływały na ramiona i wyjątkowo duże piersi. Krągłość bioder i brzucha wtłoczona w gorset, który niczego nie zakrywał, a jedynie podkreślał piękno nadmiarów. Ostry makijaż i blond włoski na jej łonie. Wszystko to kontrastowało z urodą drugiej kobiety, która oderwała się od jego stwardniałego przyrodzenia i obserwowała reakcje Ignacego.
Ta druga kobieta była czarnoskóra, czarnooka i całkowicie łysa. Gdy stanęła przy blondynce Ignac zauważył dopiero, że piersi praktycznie nie odstają od klatki piersiowej, łono jest gładko wygolone, a biodra szczupłe, lecz dwa szczegóły tego ciała szokowały wyjątkową obfitością. Były to mianowicie pełne wargi, najbardziej rzucająca się część twarzy kobiety i mocno odstające pośladki, co stwierdził Ignac dopiero w momencie, gdy ta obróciła się bokiem, eksponując swój atut.

Adela siedziała w fotelu przy ścianie i z uśmiechem obserwowała widowisko.
Blondynka odrzuciła włosy na plecy i nie spuszczając drapieżnego spojrzenia z Ignacego, sięgnęła po flakonik stojący na szafce przy łóżku. Wylała część zawartości na dłoń, część na klatkę piersiową Ignacego pozwalając, by wonna oliwa spłynęła na brzuch i pod pachy. Czarnoskóra w tym czasie uwolniła jego stopy i zdjęła mu spodnie.
Sterczący oręż przyciągnął oczy wszystkich trzech kobiet. Purpurowo nabrzmiały, usiany żyłami i pulsujący oczekiwaniem. Blondynka rozsmarowywała olejek powolnymi, długimi ruchami, natłuszczając rejony brzucha, uda i boki bioder. Czarnoskóra tymczasem masowała mu stopy, oliwiąc je i śliską pieszczotą sunąc w górę. Żadna z kobiet nie dotarła do oczekującego niecierpliwie penisa. Znęcały się, omijając go już nawet wzrokiem. Gdy szczęki Ignacego zaciskały się już w złości, gdy chciał krzyknąć na nie i nakazać im uwolnienie mu dłoni, by mógł złapać jedną z nich w pasie i nabić na siebie, wychędożyć ją, czarnoskóra przerwała masaż i stanęła nad nim okrakiem.

- Piękny mężczyzna potrzebuje, bym ugasiła jego ogień? - Znów gardłowy tembr głosu z obcym akcentem. - Chce, bym ugasiła teraz?
- Tak, chcę – warknął Ignacy przez zaciśnięte zęby. - Poproszę!

Nie brzmiało to, jak prośba, bardziej jak rozkaz.
Kobieta uśmiechnęła się drapieżnie, przygryzła pełną wargę i wypchnęła biodra do przodu, po czym zalała Ignacego strumieniem ciepłego moczu.
Zszokowany Ignacy zamarł tak na zewnątrz, jak i w środku. Mieszanina obrzydzenia, oburzenia i czegoś jeszcze zalała mu umysł, a po chwili zaczęła rozpełzać się po ciele. Kobieta dostrzegła tę zmianę w jego oczach i z pewnym siebie uśmiechem obniżyła okapujące złotymi kroplami krocze i zaczęła się nim ocierać o coraz mocniej pulsujący członek Ignacego. Wsparta na jego piersi jedną dłonią, drugą ujęła ostrożnie penisa i obniżyła się o milimetry, przyjmując w swe wnętrze odrobinę. Po chwili wycofanie bioder i znów delikatne natarcie.

- Zrób to wreszcie kobieto – stęknął Ignacy czując, że sekundy jedynie dzielą go od finiszu poza gorącym wnętrzem kobiety.

Nie musiał prosić po raz drugi. Kochanka natarła na jego przyrodzenie, przyjmując go po same jądra. Kręcąc biodrami ujeżdżała gwałtownie, jakby obawiając się, że nie zdąży wykonać zaplanowanej liczby ruchów. Ignacy szybował coraz wyżej, obserwowany w skupieniu przez trzy kobiety. One miały jeden cel – usatysfakcjonować jego ciało. Zaspokoić, dopieścić, dostarczyć mu przyjemności.
Tak się też stało. Ignacy z jękiem wytrysnął w gorąc ciała czarnoskórej kobiety, patrząc równocześnie na czerwono zakończone palce blondynki i jej zabawy własną kobiecością.
Skurcz rozluźnił napięcie w lędźwiach, sperma opuściła ciało, oddech uspokajał się, oczy przymknęły, by zawieść go w objęcia snu.
Umysł pozostał bystry, lekko tylko zdekoncentrowany i zasmucony.

Ignacy wiedział jedno z całą pewnością i pojął tę decyzję zapadając w sen. Rozstanie się z tancereczką.
Ten związek wypalił się już jakiś czas temu, a eksces sprzed kilku chwil potwierdzał tylko fakt. Nie było już namiętności, chemia ciał wyparowała i pozostały tylko zabawy eksperymentalne. Umysły nigdy nie zbliżyły się do siebie, marna dawka zaciekawienia drugą osobą wyparowała na samym początku znajomości.

Ignacy usnął. Płatne kochanki otrzymały papierowe wynagrodzenie za swe usługi i tylko jedno martwiło Adelę. Będzie musiała wyrzucić materac i pościel. Nie chciała spać w czymś, co przesiąkło płynami ustrojowymi innej kobiety.
Ignacy też tym nasiąkł, ale to akurat nie przeszkadzało Adeli.
Pieniądze Ignacego, jego urok osobisty, oraz jurność i niezłomność, jako kochanka, wynagradzały jej wszystko. Znieczulały nawet na fakt, że przyglądała się harcom swojego kochanka z inną.

***

- Kochana przyjaciółko – zwróciła się Aldona do Ludwiki tuż po tym, gdy uściskała ją na powitanie, a było to nietypowe zachowanie w przypadku osoby aż tak przesadnie dbającej o wygląd i nienaganność makijażu. - Chcę ci podziękować za możliwość obcowania z tak zachwycająco czystą leliją!

Ten wybuch entuzjazmu Aldony zdziwił Ludwikę, ale również zasiał ziarno nadziei na powodzenie planu. Skoro światowa kobieta reaguje żywiołowo na dziewczę wychowane w zakonie, to musi być w tej dziewczynie coś wyjątkowego. Tylko wyjątkowość może skupić uwagę Ignacego i utrzymać ją wystarczająco długo.

- Czy mam rozumieć, że nasz plan ma szanse na powodzenie? - Oczy Ludwiki zabłysnęły tłumioną radością. Nie chciała się pochopnie cieszyć i być może zapeszyć sprawy. - Marlena jest gotowa?
- Jest na tyle gotowa, na ile mogłam ją przygotować. - Poważnie odparła Aldona. - Teraz trzeba jej bardziej praktycznych nauk.
- Taki mam zamiar. - Pokiwała głową Ludwika. - Taki mam zamiar, Aldono.

Kilka godzin później jechała z Marleną autem i tylko złościła się rozproszeniem uwagi kierowcy. Nie potrafił on oderwać oczu od odbicia dziewczyny we wstecznym lusterku i nie to złościło Ludwikę lecz fakt, że kierowca będzie wiedział dokąd zabrała dziewczynę.
Trudno, nie mogą iść przecie na piechotę. Najwyżej znów sypnie sowicie groszem, by wywołać u kierowcy zanik pamięci.

Drugie piętro i zbyt wiele schodów do pokonania, jak dla tak szacownej wiekiem damy.
Obskórna klatka schodowa, smród uryny w wejściu do kamienicy i odrapane drzwi wejściowe raniły wysublimowany gust Ludwiki.
Marlena natomiast chłonęła wszystko, jak gąbka. Widoki, odgłosy, odmienność i hałaśliwość ludzi. Wszystko ciekawiło ją i przyciągało oczy do tego stopnia, że nie zauważyła, kiedy otworzyły się drzwi, w które kołatała Ludwika.
Stał w nich oniemiały i zachwycony Tomasz zastanawiając się, czy aby nie ma przywidzeń właśnie. Ludwikę poznał, o szczegółach umowy pamiętał i tylko blond anioł nie pasował mu do tego świata. Dziewczyna była zbyt piękna, zbyt świeża i jakaś tak w rozedrgany sposób nieobecna.

Wpuścił kobiety do mieszkania i nie obeszło go nawet zdegustowane spojrzenie Ludwiki, którym omiotła skromne mieszkanko i ostrupiałe farbą ściany.

- Mamy wszystko ustalone i wiesz Tomaszu czym ryzykujesz. - Ludwika skupiła wzrok na młodym mężczyźnie, który bez reszty pochłonięty był Marleną. - Potwierdź, że zdajesz sobie sprawę z konsekwencji złamania przyrzeczenia.
- Tak, pani. - Przytaknął, skupiając uwagę na chlebodawczyni. - Aż nadto dobitnie zostało mi to dookreślone.

Chłopak miał na myśli kontrakt, który spisał pod przymusem prawie, a który to uposażał go na resztę życia zakładając, że będzie prowadził się w miarę skromnie i bez ekscesów. Plan był jego nagrodą od życia i szansą jedyą na milion. Był tylko jeden warunek...

- Pamiętaj, że dziewczyna ma pozostać nietknięta. - Palec Ludwiki wkuł się w powietrze pomiędzy nimi i zawisł w bezruchu na dłużej.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    Myślałam, że będzie trochę później 😀

  2. Aya
    | Odpowiedz

    Albo to takie krótkie, albo tak szybko przeczytałam. Wiem jedno POBOBA MI SIĘ TO OPOWIADANIE ;D

  3. Alicja K.
    | Odpowiedz

    Weszłam, przeczytałam,zachwyciłam się 🙂 , ślad po sobie zostawiłam, dziękuję! Wychodzę. 😀

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dziękuję, to dla mnie ważne.
      Nigdy nie wiem czy mi się opowiadanie podoba, czy może tylko wydaje mi się to.
      Weryfikujecie, a ja dziękuję 🙂

  4. AGucha
    | Odpowiedz

    Opowiadanie…..Bomba! 😀
    Mój mózg chwilowo zawieszony 🙂
    Dziękuje 🙂

  5. Weronika A.
    | Odpowiedz

    Co raz bardziej mi się podoba 😀 Dzięki!

  6. Sandra Ol
    | Odpowiedz

    Ignacy obserwował Aldonę i jej taneczne ruchy. – a nie Adele?:)
    Podoba mi sie! 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Z tymi imionami to ja mam ała 😀
      Dzięki za zwrócenie uwagi 😀

  7. Micra21
    | Odpowiedz

    Doczekałem się!!! Jak napisałem wcześniej, wciągnęło mnie 🙂 Czekam na następną część
    Pozdrawiam

Napisz nam też coś :-)