Historie rodzinne (V)

with 8 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneOch jak mi miodowo! Pół dnia wolnego i jeszcze kilkanaście słoików dżemu więcej! A teraz siedzę i piszę i nic mnie nie goni! Słodki czas wieczornego spokoju. Ech...

Tomasz pozostawiony został, z wyjątkowej piękności dziewczyną, w jednym pomieszczeniu.
W jednym, ponieważ jego kwatera składała się z jednej izby właśnie. Nie doskwierały mu dotąd posiadane metry kwadratowe osobistej ciasnoty, lecz nigdy też nie miał okazji i planów na dzielenie jej z tak olśniewającą istotą.

Ludwika zostawiła ich samych, nie omieszkawszy jednak przypomnieć mu o warunkach zawartej umowy i ewentualnych konsekwencjach jej naruszenia. Tomasz miał pilnować siebie, oraz okiełznywać potencjalne zauroczenie Marleny, gdyby takie się pojawiło.
Patrząc na dziewczynę i jej bijący po oczach urok osobisty, Tomasz nie podejrzewał, by ona zauroczyła się tak wątłym i niezbyt atrakcyjnym mężczyzną, jak on sam.
Zdawał sobie sprawę z faktu, iż Ignacy dobrał sobie go, jako towarzysza, właśnie przez wzgląd na posturę. Nie bez znaczenia było wspólne dorastanie i przeżywanie idiotycznych okresów dojrzewania.
Był z nimi jednak w tym czasie i Bartłomiej.

Bartłomiej, syn właściciela sklepu z importowaną odzieżą. Bartłomiej wysoki, przystojny i najlepiej z nich wszystkich ubrany. To do Bartłomieja wzdychała płeć piękna, za nic mając bogactwa ojca Ignacego, a tym samym zamożność samego Ignaca. Bolało Ignacego towarzystwo tak przystojnego konkurenta i ucieszył dzień, gdy Bartłomiej wyjechał na studia do Paryża. Ignacemu padły do stóp zasmucone pannice, a ten przebierał w nich, jak w ulęgałkach. Był w końcu wreszcie najgorętszym samcem w okolicy.
Z początku Ignacy zachłysnął się tą jawną adoracją jego osoby, lecz już po niedługim czasie przejrzał na oczy. Stało się to właściwie w momencie, gdy zauroczony tancerką, która wraz z rosyjskim baletem przybyła do miasta, oświadczył się pochopnie, nie pytając o zgodę ojca. Wybuchł skandal, Ignacy upierał się przy swym uczuciu do przepięknej Nataszy i wyznaczono nawet datę ślubu, gdy...

- Co za żmija plugawa! - Rozjuszony Ignacy wparował do niewielkiej stancji Tomasza nie bacząc na fakt, iż ten oddawał się odpoczynkowi po wyjątkowo upojnych zmaganiach z córką karczmarza. - Żeby tak mnie potraktować! Jak psa! Gorzej nawet! - Ignacy wrzeszczał, opluwając się z nadmiaru emocji. - Jak ścierwo najgorsze i to dla kogo?! Dla starca, który jedną nogą w trumnie już stoi!

Jak się później okazało, piękna Natasza odrzuciła względy Ignacego, a wszystko to dla właściciela fabryki tektury, który faktycznie podupadał na zdrowiu, włosów na ciele miał niewiele więcej niż sztucznego uzębienia, a którego ciało pokryte było już od kilkudziesięciu lat zmarszczkami i plamami wątrobowymi.
Nie odraziło to jednak Nataszy. Dla niej liczył się stan posiadania starca i to, że nie miał on potomków, a tym samym spadkobierców.
Miesiąc po poznaniu się doszło do hucznych zaręczyn. W międzyczasie huknęła również plotka, iż starzec wszystko przepisał Nataszy i zrobił to wbrew doradcom, prawnikom i rodzinie.
Dwa miesiące później miejsce miał ślub, a po czterdziestu dniach od ślubu, pogrzeb.
Ten ostatni nie zdziwił nikogo zbytnio i przyjęty został drwinami, a częściowo zazdrością, że starzec na koniec życia korzystać mógł z usług anielskiej piękności. Może nie jak mężczyzna z kobietą, nie po bożemu, ale jednak na wyłączność i w pełni dyspozycyjnie. Ponoć Natasza usługiwała mu ubrana jedynie w pończochy, szpilki i czepek pielęgniarki.
Bajki i opowieści, które zaczęto przekazywać sobie z ust do ust po śmierci bogacza, urosły do wielkości legendy i niewiele brakowało, by zaczęto śpiewać o nim pieśni, jak o bohaterze i żelaznym mężczyźnie.

Ignacemu pozostał w umyśle wbity cierń i krwawił, ilekroć doszło do jego spotkania z Nataszą, podczas któregoś z przyjęć organizowanych przez elity.
Natasza opływała w luksusy, które przyozdabiały jej piękno, czyniąc zeń niedościgniony ideał i niezdobytą twierdzę. Kokietowała Ignacego, następowała mu na odcisk, drażniąc jego delikatne ego, czym zniechęcała do brania udziału w przyjęciach.

Ignacemu pozostała słabość do tancerek, lecz Nataszy nie dał rady zastąpić żadną z nich. Dziura w sercu pozostała, znieczulając je na wdzięki i zaloty przedstawicielek płci pięknej.
Ignacy pożerał niewiasty, jak smok owieczki i nie szukał już uczucia. Było mu dobrze, gdy konsumował kobiety, jak smakosz świeże ostrygi. Czasami po którejś mu się odbiło, lub też rozsmakował się na dłużej. Zawsze jednak to on zakańczał związek i szukał nowej zdobyczy.

Tomasz był dla Ignacego kompanem, lecz bardziej na zasadzie błazna, niż towarzysza.
Drobny, jak na mężczyznę, choć natura wyposażyła go w pewien męski atrybut z nadmiarem.
Bez majątku i rodziny, która mogłaby go wesprzeć w trudnej chwili.
Tomasz utrzymanek Ignacego, zależny dotąd od niego. Od jego humorów, nastrojów i sympatii, jaką darzył kompana, w zależności od dnia.
Stanął oto przed szansą, a szansa ta obleczona była w skromną sukienkę, która nie ukrywała jednak piękna kobiecych kształtów i świeżości dziewczyny. Przyglądała mu się ona bystrym spojrzeniem, nie zwracając uwagi na brzydotę pomieszczenia, w którym miała zamieszkać na czas jakiś. Było to dziwne dla Tomasza tym bardziej, że każda z jego kochanek tych, które przyprowadzał tutaj dotąd, krytykowała obskórność mieszkanka.
Nie ona. Ona zdawała się tego nie widzieć.
Zaproponował Tomasz zmianę lokum na czas przedsięwzięcia, lecz Ludwika odmówiła. Nie o oprawę chodziło, lecz o treść tego, po co przyprowadziła mu Marlenę.
Zmiana lokum? Jasne, ale jako nagroda za wykonanie zadania i sukces.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za kilka miesięcy będzie mieszkał w lepszym miejscu, z dobrą kobietą i może choć odrobinę tak piękną, jak ta stojąca przed nim. Może nawet otworzy sklep z artykułami dla artystów i odda się chociaż trochę malarstwu?
Może...

- Przepraszam za mieszkanie. - Tomasz postanowił wytłumaczyć swój stan posiadania, czy raczej braki w nim. - Nie jest tutaj pięknie, ani wygodnie, lecz karaluchów nie doświadczysz.

Teraz dopiero rozejrzała się dziewczyna po pomieszczeniu, jakby zdziwiona tym, co widzi.

- Ale tutaj nie jest źle, ani brzydko. - Wydawała się mówić szczerze. - W zakonie było podobnie, lecz skromniej i dużo zimniej. Nawet latem w izdebce, czy w kaplicy panował ziąb. Przez cały rok towarzyszył nam chłód i szary kolor wszystkiego. Tutaj jest przynajmniej ciepło i kolorowo. - Wskazała na obraz przedstawiający nagą kobietę, leżącą w zmysłowej pozie na szezlongu.
- Dziękuję. - Tomasz poczuł dumę, a zarazem ulgę. - To pamiątka z czasów, gdy chciało mi się jeszcze malować.

To powiedział, a w duchu dodał: „Gdy stać mnie było na płótna, farby i pędzle”.

- Ty to namalowałeś?! - Ożywienie i szczery zachwyt, który oblekł twarz Marleny, poskrobał ego Tomasza i jeszcze coś w podbrzuszu. Coś, czego dawno nie czuł. - Masz ogromny talent!
- E tam. - Lekceważąco machnął ręką, ciesząc się jednak komplementem. - Dwa lata Akademii Sztuk Pięknych i trochę prób przeniesienia piękna świata na płótno. Dziękuję jednak.
- Nie ma za co. Trzeba umieć dojrzeć piękno.- Uśmiechnęła się tak, że Tomasz miał ochotę rozebrać ją tu zaraz i teraz, by pokazać inny rodzaj dostępnego piękna.
- Dobrze, Marleno. - Podjął temat po dłuższej chwili milczenia i bezruchu, w czasie którego ta oglądała sobie go, jak małpkę w klatce. - Ludwika przyprowadziła cię tutaj w określonym celu i na określony czas. - Splótł palce dłoni, by nie zacząć zaciskać ich nerwowo, może wyłamywać. - Nie traćmy więc czasu, lecz zabierzmy się do... - zawahał się przed użyciem słowa – … pracy.
- Jestem gotowa. - Wyprostowała się, unosząc lekko brodę. - Czekałam na to.

Tomasza zaswędziało w brzuchu, a krew odpłynęła w rejony poniżej pasa na myśl o tym, czego dotyczyć miała ta praca.

- Dobrze więc. - Odetchnął głęboko, by okiełznać ogarniającą go ekscytację. - Środkowa półka w szafie jest twoja, w łóżku natomiast sama wybierz stronę. - Zaczął od spraw organizacyjnych. - Gdy będziesz gotowa, zaczniemy.
- Dobrze. - Szczery uśmiech. - Pani Ludwika uprzedziła mnie o wszystkim, a i Aldona nie ukrywała prawdy. Jestem gotowa i wiem, że mam ograniczony czas na naukę.

Mówiąc to rozpinała guziczki bluzki, zrzuciła ją razem z żakietem i odpinała haftki długiej spódnicy. Kilka chwil później stała przed oniemiałym Tomaszem jedynie w bieliźnie, składającej się z przykrótkiej halki, pończoch i stanika. O wiele mniejsze wrażenie zrobiłaby, gdyby rozebrała się do naga. Tak, zatkało Tomasza z wrażenia, a może z zachwytu.

- Od czego zaczynamy? - Nie kryła ekscytacji.
- Może od tego, że to nie kobieta ma się rozbierać przy mężczyźnie, lecz on zdejmuje z niej poszczególne części ubioru. - Starał się nadać głosowi srogi tembr. - Szczególnie, gdy sprawa dotyczy mężczyzny pokroju Ignacego.
- Dlaczego? - Nie rozumiała najwyraźniej.
- Sam proces własnoręcznego odsłaniania kobiecego ciała jest ekscytujący. - Tomasz podniósł ubranie Marleny z podłogi. - Tak dla mężczyzny, jak i dla kobiety. Ignacy ma każdą kobietę, której zapragnie.

Poza jedną oczywiście. Tak pomyślał, lecz prawdę zachował dla siebie.

- Twoim zadaniem będzie opieranie mu się i powstrzymywanie go od dotarcia w słodkie rejony między twoimi nogami. - Tomasz postanowił mówić wprost, nie zawoalowując prawdy. Ile bowiem słów musiałby użyć więcej, by wytłumaczyć prostą prawdę? - Ignacy dosiada każdej klaczki, która wpadnie mu w oko i równie szybko porzuca, jak zużyty kielich.
- Więc mam się bronić? - dopytywała Marlena. - Nie dopuszczać?
- Odganiać, lecz dać spróbować. - Tomasz starał się wytłumaczyć subtelność gry, którą będzie musiała pojąć i podjąć. - Studzić zapał, topiąc się równocześnie i płonąc. Trudna sztuka, lecz jedyna, która ma szanse powodzenia, w przypadku takiego Kasanowy.
- Rozumiem. - Marlena na powrót zakładała bluzkę, naciągnęła spódnicę i grzecznie czekała na dyspozycje Tomasza, zapinając guziczki pod szyją. - Mam się zachowywać, jak Diabeł.
- Jak Diabeł?! - Tym ostatnim zaskoczyła Tomasza.
- Pokazać, ale nie pozwolić dotknąć – wyjaśniała z tajemniczym uśmiechem. - Dać dotknąć, lecz nie skosztować. Pozwolić skosztować, lecz nie dać zgody na połknięcie.
- Filozoficznie powiedziane. - Zamyślił się nad jej słowami. - Ale tak. Tak właśnie masz postępować. A teraz ja cię będę rozbierał, a ty mi nie pozwolisz, lecz w taki właśnie sposób.

I sięgnął do guzików bluzki z odwagą, której nie czuł, lecz udawał brak strachu.
Wiedział, że po to się właśnie spotkali, że los ich zetknął, by przygotował grunt pod małżeństwo Ignacego.
Poczuł żal, że nie dla niego jest tutaj ta piękna istota. Odepchnął jednak to uczucie, postanawiając się cieszyć tym, co zesłał mu los. Nacieszy się Marleną na tyle, na ile czas mu pozwoli. Skosztuje jej ciała tyle, by nietknięte przekazać Ignacemu. Tknie to ciało na tyle, na ile można bez rozdziewiczania delikatnych rejonów między jędrnymi udami.
Tomasz wiele zaznał, wiele kobiet skosztował, a ponieważ był dla nich równie hojny, co one dla niego, to i na wiele mu kochanki pozwalały. Nauczyły go tego, o czym nie rozmawiało się głośno nawet podczas męskich pijatyk. Wiedział, że wielu spośród jego znajomych nie skosztowało nawet części tego, co on dostawał od kobiet.
Nie bez znaczenia był również fakt, że mimo drobnej budowy ciała, przyrodzenie Tomasza było ogromne i wyjątkowo okazałe. Jego szczupła sylwetka wyolbrzymiała tę część ciała w momencie, gdy nabiegał człon ten krwią i usztywniał się, stercząc dumnie.
Tak też działo się w tej chwili. Każdy guziczek, który odpinał pod bacznym wzrokiem Marleny, pompował krew w rejony poniżej pasa i przyspieszał oddech.
Oczy Marleny błyszczały, źrenice były szerokie i zakrywały czernią prawie całą tęczówkę oka.
Gdy Marlena wykonała bezwiednie mały gest i oblizała spierzchnięte usta, Tomasz nie wytrzymał i przyciągnął zaskoczoną dziewczynę do siebie, wpijając się w różowość pełnych warg dziewczyny.

Zapisz

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. magda
    | Odpowiedz

    bardzo mi sie podoba to opowiadanie:-) z niecierpliwoscia czekam na dalsze czesci:-)

  2. AGucha
    | Odpowiedz

    Coraz bardziej się wkręcam 🙂 i coraz ciekawiej sie robi 😀
    Z (nie)cierpliwością czekam na ciąg dalszy 🙂

  3. Ach to diablica jedna… po takim “wejściu” kolegi chyba zacznę zwracać większą uwagę na tych niepozornych 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      No właśnie to tak często bywa, że niepozorni są inaczej… pozorni 😉

  4. Alicja K.
    | Odpowiedz

    W miarę? No proszę Cię… Dla mnie jest MEGA! Uwielbiam to opowiadanie 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dziękuję. Ono też lubi być pisane 😉

      • Iza
        |

        Czytając można to poczuć, że to opowiadanie jest dopieszczone 😉 I ten klimat dawnych czasów i język jakim piszesz:-) Miodzio. Czekam na więcej;-)
        A o tych niepozornych facetach to pierwsze słysze.
        Iza

  5. olenka684
    | Odpowiedz

    konkretnie zawirowałaś, jestem pod wrażeniem!

Napisz nam też coś :-)