Historie rodzinne (VII)

with 6 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneMiało być rzyganie tęczą i pewnie na razie jest, ale znacie mnie już na tyle by wiedzieć, że tęcze i kucyki to nie u mnie. Nie długo już zmieni się trochę to i owo, bo z barbie i teletubisiów wyrosłam już dawno. Harlequiny czytałam w wieku lat nastu, dawno przestałam wierzyć w garnek złota na końcu tęczy.
Tęczy jeszcze w tym odcinku trochę, może nawet i w dwu kolejnych. Dalej się zobaczy 😀
ps. do południowej kawy
zamiast hejnału 😀

- Zacznijmy od podstaw. - Tomasz zastanawiał się, jak nie tyle rozniecić ją i rozpalić, co podtrzymać w stanie, w którym była, gdy tak niefortunnie zakończył pierwszą lekcję. - Już wiesz, że potrafisz podniecić i tylko musimy się do tego jakoś zabrać...

Zamyślił się Tomasz nad planem. Marlena tymczasem miała ochotę wyjść z siebie. Emocje w niej nie opadły i wciąż była w stanie pobudzenia. Tomasz był usatysfakcjonowany, ona natomiast nie.

- Posłuchaj mnie, Tomaszu – zaczęła spokojnie, choć miała ochotę rozebrać jego i siebie, a następnie kazać pokierować wspólną zabawą. - Zostałam wychowana w klasztorze i to jest fakt. Nie poznałam osobiście, nawet w średnio bliski sposób, żadnego mężczyzny, lecz teorii posiadłam całkiem sporo.
- Jak? - Tomasz nie krył zaskoczenia.
- Aldona mnie wtajemniczyła, trochę również Ludwika. - Wzruszyła ramionami. - W związku z tym może przestań się zastanawiać nad tym, jak mnie nie przestraszyć, a po prostu ucz tego, co może mi się przydać.
- Przydać? – zapytał Tomasz głupawo.
- Muszę wiedzieć o tak przydatnych sprawach jak ta, żeby nie łapać zbyt natarczywie za męskość, bo może się to skończyć równie gwałtownie, co przed chwilą.

Mówiła to zupełnie naturalnie i bez skrępowania, przez co sam Tomasz poczuł skrępowanie i oblał się nawet rumieńcem. Jak miał tłumaczyć temu żółtodziobowi, że doprowadziła go na skraj tym, że prawie nic nie wie na temat, nie umie nic i to to go tak rozpaliło? Plus jej dziecięca ciekawość.
Przecież Ignacy może reagować inaczej. Powierzchowność dziewczyny musi mu się spodobać, lecz już wiele pięknych kobiet rozkładało przed nim nogi. Może zadowolić się Marleną na chwilę, po czym odstawić ją, jak zużyty przedmiot.
To mogłoby się zdarzyć. Nie raz widział coś takiego przez tych wiele wspólnie spędzonych lat. Musiał ją przygotować tak, by była w miarę bezpieczna w nowej sytuacji.

- Dobrze więc. - Musiał jakoś wybrnąć z tej krępującej najwyraźniej tylko jego, sytuacji. - Całowanie jest ważną sztuką zbliżenia i to obejmiemy praktyką. Musisz pamiętać, że najczulszą częścią ciała mężczyzny jest ta, na którą ty tak bez pardonu natarłaś. - Postanowił przestać supłać treści w wyszukane słowa. - Jest to oczywiście przyjemne, ale zbyt krótko trwa ta przyjemność, a rozkoszy należy dać czas. Musi powoli narastać, by wybuchnąć w efekcie mocniej.
- Jak mam to rozumieć? - Dla Marleny i to wyjaśnienie było zbyt zawoalowane.
- Że nie łapiesz przyrodzenia i trzymasz je do efektu końcowego, bo skończy się to zbyt szybko na twej twarzy, lub biuście! - Tomasz podniósł trochę głos, ale zniecierpliwienie czuł przez fakt przymusu tłumaczenia tak fundamentalnych spraw.

Dziewczyna to wyczuła, ale nie zamierzała się ani oburzać, ani wystraszyć, czy też obrazić. Chciała i musiała posiąść wiedzę, a że Tomasz nie był najwyraźniej biegły w jej przekazywaniu, nie mogło być teraz problemem. Ludwika poinformowała ją, że Tomasz będzie do jej dyspozycji przez najbliższych kilkanaście dni i tylko jeden warunek podkreślała – miała Marlena pozostać dziewicą.

Wtedy Marlenie wydał się ten warunek błahy, lecz ostatnie wydarzenia kazały jej spojrzeć na sprawę inaczej. Nie podejrzewała, że tak dziwnie się poczuje i że będzie chciała więcej.

- Dobrze. - Stanęła przed nim wyprostowana, z dumnie uniesioną brodą. - Nie denerwuj się proszę moim brakiem wiedzy na tematy damsko - męskie, bo wiedzy nie miałam skąd posiąść. Dwa tygodnie to niewiele czasu, więc zabierzmy się za naukę.

Tomasz zamyślił się na dłuższą chwilę w czasie której brwi to spotykały się na jego czole, to znów jedna wędrowała wysoko w górę, druga pozostawała nieruchoma.

- Kładź się na łóżku – nakazał. - Przejdźmy do konkretów.

Marlena w pierwszej chwili zmieniła się w słup soli, gdyż takiego zwrotu nie oczekiwała. Myślała, że będzie z nią Tomasz rozmawiał, starając się ją edukować słownie. Założyła jeszcze, że pokaże jej sztukę całowania się. On ją tymczasem zaskoczył, obiecując „konkrety”. Nie wiedziała,czego się spodziewać.
W zakonie mówiono o grzechu, którym naznaczone było życie mieszczaństwa. Poddawali się oni instynktom i folgowali swej chuci, za nic mając zasady kościoła i życia w czystości. Zostało to wpojone również i Marlenie, więc w pierwszym odruchu poczuła silną chęć ucieczki. Chciała uniknąć tego, co nieczyste i grzeszne.

Gdzie jednak miałaby uciekać?
Jedynym miejscem, do którego mogła wrócić, był klasztor.
Nie, tego nie przełknęłaby.
Ruszyła w kierunku łóżka, odpinając po drodze żabki trzymające cienkie pończochy, przy koronkowym pasku. Nim usiadła na materacu, ich tiul zwinął się już delikatną siateczką w kostkach nóg.
Marlena siedziała naga i spokojna. Wewnętrzny spokój burzyła ciekawość i nerwowe oczekiwanie. Położyła się na plecach, obserwując szczękę Tomasza, która jakby w gniewie zaciskała się. Szczęki były wyraźnie zarysowane pod skórą, oczy przymrużone, a usta ściągnięte i nieruchome. Tomasz obserwował ją, jak wąż obserwuje myszkę. Tak się właśnie czuła w tamtej chwili.

- Do pocałunków przejdziemy, Marleno. - Podszedł do niej bardzo powoli. - Musisz pamiętać o jednym. - Usiadł na brzegu posłania, pieszcząc jej ciało wzrokiem. - Ignacemu nie możesz oddać się całkowicie. - Musnął palcami brzuch, zatrzymując palce na pępku. - Przed nim należy się bronić by myślał, że nie jest w stanie posiąść cię całkowicie. - Przesunął palce wyżej, muskając dół piersi i obserwując drżenie, które przebiegło przez jej ciało. - Tak długo, jak będzie mógł cię zdobywać, będziesz jego celem. Obyś zawiodła go przed ołtarz i stała się brzemienna do momentu, gdy straci zainteresowanie tobą. Nie możesz zdradzić się takimi reakcjami. - Zacisnął palce na czubku piersi, a w efekcie Marlena wciągnęła gwałtownie powietrze i zagryzła dolną wargę. - Jeśli będziesz tak łatwa do rozpalenia, jak teraz, to przegrasz. Ignacy przeżuje cię i wypluje.

Marlena słyszała słowa Tomasza, lecz o wiele mocniej skupiła się na tym, co działo się właśnie z jej ciałem.
Od czasu, gdy przyjechała po nią Ludwika wszystko wokół niej zmieniało się. Jednak to dopiero Aldona obudziła jej wyobraźnię i myśli, które można określić, jako nieczyste. Opowiadała o tym, co Ignacy będzie z nią robił i jak Tomasz przygotuje ją do tego. Mówiła o mężczyźnie olśniewającej wręcz urody i o jego powodzeniu u płci przeciwnej. Obiecywała ogień w sercu, który poczuje w momencie, gdy spotka Ignacego. Nie mówiła jednak nic o tym, że tak mocno zareaguje na dotyk tego drobnego mężczyzny i że to Tomasz rozpali w jej brzuchu ogień. Nie ostrzegła przed słabością, która rozleje się w jej żyłach i obezwładni ciało.

- Nie możesz tak reagować. - Palcami badał teraz wnętrze jej ud. - Musisz opanować ciało.

Musnął dziewicze płatki, na co Marlena zareagowała zdziwionym jękiem i szarpnięciem ciała, dźwigając się do siadu. Siedzieli teraz blisko siebie, twarz naprzeciw twarzy, mierząc się wzrokiem.
Tomasz zastanawiał się, jak ma zapanować nad własnym ciałem. Mówił jej, że ma opanować instynkty, a tymczasem sam ledwie nad sobą panował. Chwilę wcześniej uszły z niego męskie soki, a wraz z nimi powinny były również emocje i podniecenie. Nic takiego niestety nie miało miejsca. Znów twarda męskość czekała w gotowości, a on wciągał słodki zapach jej ciała i wdychał oddech.

Pocałował ją i tym razem Marlena zamknęła odruchowo oczy, poddała się wąskim wargom. Przyjęła ruchliwy język i trochę niezdarnie odpowiedziała swoim. Niezdarność trwała chwilę, gdyż szybko zrozumiała, jak powinien wyglądać taniec języków. Poczuła, jak brać i dawać w ten sposób przyjemność.
Tomasz zapragnął jej bardziej i bliżej. Wplótł palce w długie włosy i mocniej wpił się w usta. Przyciągnął głowę jedną dłonią, drugą objął pierś i ugniótł delikatnie. Czuł jej szybkie bicie serca, słyszał przyspieszony oddech. Gdy znów zawędrował dłonią na jej podbrzusze, bezwiednie rozszerzyła uda, ułatwiając mu dostęp. Wsunął palec między wargi i podrażnił, wsunął głębiej w śliskość.
Naparł na nią i przykrył sobą.

- Nie obawiaj się. - Szepnął w jej oddech, choć mówił to bardziej do siebie. Upominał swoje zapędy i studził. - Tylko dotyk, nie zagrożę twojej czystości. Dziewictwu. - Poprawił się.

Oboje nadzy, blisko siebie. On między jej ufnie rozłożonymi udami, ocierając się jedynie podstawą przyrodzenia o miejsce, w którym najchętniej zanurzyłby się, wbił w nie i tarł od środka. Ale nie mógł tego zrobić i ta świadomość podniecała go jeszcze bardziej. Czuł wilgoć na jądrach. To jej podniecenie było i to o nie ocierał się penisem.

- Tomaszu – jęknęła – Proszę...
- O co? - wyszeptał jej w usta.
- Nie wiem. - Jej bezradne słowa.
- Ja wiem.

I zjechał ustami między piersi, po chwili ukąsił delikatnie pierś i pocałował sutek. Marlena jęknęła trochę nieśmiało, jakby starała się powstrzymywać i kontrolować ciało. Nie udało jej się. Zdradziło ją ono i wybuchło głośnym jękiem w momencie, gdy język pokonał odległość między piersiami i pępkiem. Na chwilę zatrzymał się, by obniżyć się i wsunąć w mokrą cipkę. Marlena wygięła się w łuk i odepchnęła Tomasza. Patrzyła na niego ni to przerażona, ni zachwycona. Chciała i bała się.
Nie czekał na jej decyzję, lecz pchnął na posłanie i wpił się łapczywie w różowość. Dźwięk, który uciekł z jej ust był ni to jękiem, ni skowytem bólu. To tylko zachęciło Tomasza do ssania, lizania i brania jej językiem w sposób, na jaki nigdy dotąd nie miał jeszcze ochoty. Żadna z kochanek nie smakowała tak czysto i nie reagowała niekontrolowanie, jak Marlena. Wystarczyło kilka chwil, by dziewczyna złapała go za włosy i przyciągnęła bliżej ciała, nastawiając dziurkę do głębszej penetracji. Jeszcze kilka ruchów językiem, plus palec badający ją między pośladkami i dziewczyna z krzykiem eksplodowała. Głośno, szybko i niespodziewanie. Rozpłakała się, nakryła twarz poduszką i trwała tak, pozostawiając Tomasza osłupiałego.

- O co chodzi?! - Wyrwał jej poduszkę, odsłaniając zapłakaną twarz. - Czy zrobiłem coś źle, zabolało cię? Nie rozumiem!
- Ja przepraszam – chlipnęła. - Chciałam się powstrzymać, ale nie potrafiłam.
- Oj, głupia dziewczyno. - Zaśmiał się. - Dla mężczyzny takie zachowanie, to największy komplement. Dla przeciętnego mężczyzny, ale nie dla Ignacego. Po to tutaj jestem, by oswoić cię z tym wszystkim i nauczyć wyrafinowania.
- Czyli to dobrze? - W oczach Marleny zagościła nadzieja.
- Dla mnie bardzo dobrze. - Przytaknął głową. - Dla Ignacego niekoniecznie, ale do tego dojdziemy wspólnie później. Teraz poznania ciąg dalszy. Gotowa?

W odpowiedzi Marlena uśmiechnęła się radośnie wierząc, że dane będzie jej jeszcze raz poczuć przyjemność sprzed chwili.

- Dobrze więc. - Tomasz zdjął przez głowę luźną koszulę, ukazując sterczącego penisa dziewczynie. - I precz z dłońmi! Na razie precz... - dodał po chwili, przyglądając się ustom Marleny.

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Askaa
    | Odpowiedz

    Słodycz do kawy!:)
    Dzięki!!:)

  2. Joannaa
    | Odpowiedz

    Czekam na ciąg dalszy 😀

  3. Martyna
    | Odpowiedz

    Fajne, ja tam lubię tęczę-takie urocze, niecodzienne zjawisko!

  4. Ola
    | Odpowiedz

    Jestem zachwycona Twoimi opowiadaniami, przede wszystkim, że bohaterowie w nich różnią się od siebie. Często zdarzają się autorzy, którzy niby piszą nowe opowiadanie, ale postaci mają wszystkie taki sam charakter (a nawet wygląd) jak w poprzednim. Uwielbiam jak piszesz i choć nie zawsze zgadzam się z Twoim spojrzeniem na świat, to też lubię czytać, co myślisz.
    Pozdrawiam 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Po pierwsze dziękuję, to duże słowa z dużym ładunkiem. Oczywiście pozytywnym 😀
      Nie zgadzasz się i dobrze 😉
      Całusy – m

Napisz nam też coś :-)