Historie rodzinne (VIII)

with 8 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneKochani. Zmian na blogu nadciąga trochę i pewnie nie każdemu się te pomysły spodobają. Trudno, chcę spróbować i to zrobię.
A teraz świntuszenia ciąg dalszy.

I tak oto Tomasz ośmielił się w tłumaczeniu Marlenie zjawisk w jej i jego ciele zachodzących oraz tego, co działo się między nimi przed zbliżeniem, podczas niego i po.

To, co działo się z nimi po, było najbardziej zagadkowym zjawiskiem, gdyż Tomasz nigdy dotąd nie czuł się aż tak swobodnie przy żadnej kobiecie. Nigdy również nie ogarniało go aż takie szczęście pomimo, iż nie dochodziło między nimi do właściwej penetracji. Radowało go szczęście dziewczyny i jej zapał w dawaniu mu rozkoszy.
Marlena nie krępowała się już obnażenia ciała i z pełną swobodą układała się na łóżku, podłodze, czy przy stole w bezwstydnym rozkroku tak, jak życzył sobie tego Tomasz. Drażnił jej strefy intymne na różne, znane mu sposoby, co Marlena przyjmowała ogniście, prosząc o więcej.

- Zachłanna istota z ciebie - Tomasz jeździł czubkiem penisa po wypiętych pośladkach dziewczyny, zapuszczając się co chwilę pomiędzy nie. - Aż mnie korci, by spenetrować cię tutaj i teraz.
- Nie możesz! - Marlena wyprostowała się przy stole, o który opierała dotąd łokcie. - To by wszystko zniweczyło. Choć i ja bym tego chciała.

I zamyśliła się, tęsknym wzrokiem wpatrując się w nabrzmiały czubek sterczącego dumnie oręża Tomasza.
Skoro palcami i językiem potrafił zdziałać takie cuda, to co dopiero musiałaby czuć penetrowana tak żywotnym drągiem?!

- Ależ Marleno. - Tomasz odwrócił ją do siebie tyłem i zmusił do oparcia się na powrót o blat sfatygowanego stołu. - Są i inne sposoby na penetrację, bez uszkodzenia tego skarbu.

I znów otarł się o połyskującą sokami kobiecość dziewczyny.

- Jakie? - Ni to spytała, ni jęknęła. - Czy poznam je?
- Bardzo chcesz? - Czuł podekscytowanie i radość czując, że to ona naciska.
- A nie stracę dziewictwa? - Upewniała się.
- Gwarantuję ci to. - Sięgnął do jej podbrzusza, pochylając się do przodu. - I będzie bardzo przyjemnie.
- To pokaż mi to. - Otarła się prowokująco pośladkami.
- Połóż się więc na łóżku.

Wiedziała, że będzie przyjemnie, gdyż ani razu jeszcze nie doznała z jego rąk krzywdy i nieprzyjemności.
Ufnie i radośnie skoczyła na łóżko, a to w odpowiedzi zajęczało zmęczonym drewnem.
Siedziała czekając, a w oczach skrzyło się podniecenie.

- Położysz się na boku tyłem do mnie. - Zaczekał, aż się odwróci plecami, po czym wylał na penisa olej i rozsmarował.

Nabrał trochę na zagłębienie w dłoni i roztarł ten między jej pośladkami.
Nie powstrzymał się, by choć palcem wsunąć się w ciasnotę ciała dziewczyny. Podrażnił delikatnie i z żalem cofnął dłoń. Żal nie trwał jednak długo. O wiele bardziej dojmujące było podniecenie w podbrzuszu. Pompowało on krew w dolne partie ciała, a krew dudniła w uszach przepompowywana podekscytowanymi uderzeniami serca.

- Może być ci trochę dziwnie, ale tylko przez chwilę. - Mruczał jej w szyję, ocierając się naoliwionym podbrzuszem o pośladki. - Nie obawiaj się, bo chwilę później będzie ci rozkosznie. Ufasz mi?
- Tak – przytaknęła.

Od kiedy weszła z Ludwiką do jego mieszkania myślał właśnie o tej chwili. Wcześniej udawał przed sobą, że wcale nie miał tego na myśli, lecz teraz przyznał się do tego w duchu. Wiedział, że nie dane mu będzie bycie z Marleną, jak mężczyzna z kobietą lecz marzył, że dziewczyna okaże się na tyle otwarta i ufna, by mógł ją posiąść w inny, równie satysfakcjonujący sposób.
To było egoizmem z jego strony, lecz nie podejrzewał, że czas spędzony z Marleną okaże się tak intensywny i niestety wspaniały.
Dlaczego niestety?

Tomasz wolałby, by przyszła żona Ignacego okazała się próżną i oziębłą kobietą. Gdyby przyprowadzono mu dziewczynę, którą miałby nauczyć jedynie technik miłosnych, czy sposobu reagowania, czy raczej udawania reakcji podczas zbliżenia, wtedy byłoby o wiele łatwiej.
Przyprowadzono jednak Marlenę, a ta zostać miała w jego sercu na zawsze.
Jej uroda olśniewała, lecz uroda przeminie przecie. Nie uroda tak mocno zniewoliła serce Tomasza.
To żywiołowość, świeżość i radosna natura Marleny zawładnęła nim.
Zakochał się beznadziejnie pomimo, iż miłość jego nie miała sensu, czy szans na powodzenie. Wiedział, że nie pojawi się już w domostwie przyjaciela. Nie będzie mógł znieść obecności istoty, która w tak błyskawiczny sposób rozkochała go w sobie.
Skoro zawładnęła jego sercem, to zawładnie i Ignacym.
On był o wiele bardziej kochliwy.

Nie myśleć teraz o tym! - nakazał sobie. - Cieszyć się tym, co teraz, bo to teraz mam. - I pchnął delikatnie, czy właściwie naparł. - Rozluźnij się, Marlenko. - Mruknął jej w ucho, powstrzymując się przed mocniejszym ruchem bioder.

Pokusa nakazywała przeć, wedrzeć się we wnętrze i trzeć o nie. Tomasz bardziej niż dla siebie, dla Marleny przyjemność chciał sprowadzić.

- Tak właśnie. – Przygryzł płatek ucha czując, jak wpuszcza go na milimetry. - Za chwilę będzie ci wspaniale.

Marlena odchyliła szyję, mocniej wbijając głowę w poduszkę i odsłaniając kuszącą krzywiznę ramienia, przechodzącą w linię szyi. Jej ciało samo mówiło, czego pragnie. Pokazało Tomaszowi miejsce, które wołało o pocałunki i na te pocałunki reagowało żywiołowo. Jęk, przyciągnięcie jego głowy dłonią i wypięcie pupy do tyłu. Wypięcie i nabicie się na twardy dowód gotowości. Nabicie się i jęk, poprzedzający gwałtowniejszy ruch bioder Tomasza, wbijający jego maczugę głęboko między pośladki dziewczyny.
Już nie był delikatny, ale i ona tego nie oczekiwała. Potrzebowała brutalności dłoni, którymi objął ją w pasie by mu nie uciekła. By nie odsunęła się od niego nawet na centymetr. By móc uderzać głośno w jej spocone pośladki, a w końcu by sięgnąć dłonią między jej uda i trzeć opuchniętą łechtaczkę w takt własnych ruchów.
Marlena zatraciła się. Przestała myśleć, a jedynie odczuwała. Zmieniła się w dyszący instynkt i czerpała doznania.
Nie potrafiłaby się teraz ruszyć, a przynajmniej tak jej się wydawało. Kołysała się zgodnie z pchnięciami Tomasza, zaciskając kurczowo palce na jego biodrze. Przyciągała go do siebie, szybując ku słońcu.

- Tomaszu – zakwiliła. - Tomaszu...

Długo po tym leżeli, milcząc. Żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć i jak zareagować na to wspólne przeżycie. Byli razem, połączyli się i zaznali bolesnej wręcz rozkoszy.
Marlena czuła podświadomie, że takiej rozkoszy nie otrzymuje się na co dzień.
Tomasz o tym wiedział.
Marlena obawiała się, że z Ignacym może jej się nie udać być tak blisko z sobą i w sobie.
Tomasz miał taką nadzieję i złościł się za to na siebie. Chciał szczęścia dla Marleny, ale chciał jej to szczęście dać samodzielnie.
Kim on jednak był, by mieć takie marzenia?

Ojciec Tomasza był mało znanym rzeźbiarzem i jako taki, parał się drobnymi zleceniami dla kościołów, czy bogatszych mieszczan. Ledwie stać go było, dzięki temu, na założenie rodziny i na gorzałkę, która stała się w końcu jego kochanką i powiodła go do zguby.
Ojciec zmarł, a Tomasz został w maleńkiej izdebce i mieszkał w niej z matką. Większą część pomieszczenia zajmowały balie do prania i sznurki, na których suszyła się odzież i pościele. Jego matka prała cudzą bieliznę, lecz dzięki temu zajęciu stać ich było na bardzo skromne życie i nie przymieranie głodem.
Teraz Tomasz leżał na boku, obejmując najpiękniej pachnącą kobietę pod słońcem i walczył z uczuciem złości.
Złościł się na swoje pochodzenie i brak szczęścia.
Gdyby miał szczęście, byłby już znanym malarzem i stać by go było na zapewnienie dostatniego życia Marlenie. Nie polegałby na pieniądzach Ignacego, a później Ludwiki. Byłby samodzielny i samowystarczalny. Było tylko jedno ale.
Czy gdyby był znanym malarzem, to spotkałby Marlenę?

Postanowił sobie, że będzie szczęśliwy. Będzie się cieszył tym, co dał mu los do momentu, gdy dziewczyna zniknie z jego życia. Póki co, ma ją przy sobie i słyszy jej oddech. Oddycha tym samym powietrzem, co ona. Póki co, może usnąć, będąc wciąż w jej wnętrzu. Póki co, ma czas, by nazbierać pięknych wspomnień.

Piękne wspomnienia kompletowały się w sercu Tomasza w ogromnych ilościach.
Pokazał jej wszystkie, znane mu formy miłości fizycznej i obdarzył miłością, której nie próbował już nawet tłumić. Wiedział, że będzie później cierpiał, ale nie panował nad sercem, rozum dawno usypiając.

Marlena nie wiedziała jeszcze co czuje i skupiła się po prostu na odczuwaniu fizycznym.
Uczyła się pilnie technik pieszczot oralnych i przedłużania rozkoszy, aż do bólu prawie. Odwlekała spełnienie Tomasza, drażniąc się z nim często, lub udawała obrażoną tym, że on osiągnął satysfakcję wcześniej, nie czekając na nią. Tomasz nabierał się na jej aktorstwo i przepraszał gorąco, dając Marlenie przykład tego, jak łatwo można zwodzić mężczyznę. Zmanipulowanie przy użyciu słodkiej minki, szklących się oczu i głębokich westchnień. Było tak, że gdy Tomasz orientował się w podstępie dziewczyny, ta krzyczała już z rozkoszy i ponaglała jego ruchy. Była to zazwyczaj sytuacja bez odwrotu i to dla niego powinna była być nauką. Za każdym razem przepraszał Marlenę za coś, co ta sobie, jego zdaniem, wyimaginowała.

Dwa tygodnie minęły szybko.
Marlena dowiedziała się, jak rozpoznawać stan upojenia alkoholowego na poziomie, kiedy panowała jeszcze nad wdzięcznym zachowaniem i jedynym objawem spożycia procentów, była jej nadmierna wesołość i niefrasobliwość.
Cygara palić się nie nauczyła. Pierwszy kontakt z tą używką okupiła zielonością na twarzy, mdłościami, a w końcu wymiotami. Po wymiotach przyszła pora na sen i odchorowanie kontaktu z tytoniem.
O Ignacym dowiedziała się wszystkiego, co tylko wiedział na jego temat Tomasz.
Poznała jego preferencje, oraz typ zachowania kobiet, którym nie potrafił się był oprzeć. Wiedziała, kiedy powinna przed nim uciekać i stać się oziębłą, a kiedy dopuścić go z żarem do swych ust, by znów odsunąć się i spłoszyć.
Teorię poznała i nawet odrobinę cieszyła się na nową przygodę.
Cieszyła się i smuciła równocześnie.
Smuciła, nie potrafiąc nazwać swojego smutku.

Była niedziela ranek. Za oknami skromnego mieszkanka rozbrzmiewały dzwony kościoła, wzywające wiernych na poranne modły. Od przyjazdu do Tomasza, Marlena nie odwiedziła kościoła, lecz nie martwiło jej to. Wciąż czuła Boga w sercu i nawet pełniej i radośniej go odbierała.
Z jednej strony wiedziała, że żyje w grzechu i powinna czuć się nieczysto. Z drugiej jednak czuła się tak szczęśliwa, jak nigdy dotąd.
Czy takie szczęście może być czymś złym?
Czy nie powinna cieszyć się z daru od Najwyższego i kochać go dzięki temu pełniej?

W poranną szczęśliwość, świeże bagietki z twarogiem, zapijane tanią kawą, przy maleńkim oknie z widokiem na targowisko, wdarło się ciche pukanie do drzwi. Oszołomiony wciąż niedawno przeżytą rozkoszą Tomasz poszedł je otworzyć i zamarł z ręką na klamce, a twarz szarzała mu z sekundy na sekundę. Opanował odrętwienie, a dobre maniery wpajane mu przez matkę, wygrały.

- Zapraszam do środka. - Słaby głos szeleścił ledwie. - Proszę wejść, pani Ludwiko. Czemu zawdzięczam przyjemność?
- To już. - Krótka odpowiedź Ludwiki. - Musi wystarczyć praktyk. Ignacy wyczynia już tak bardzo, że trzeba go ustatkować i usadzić, nim się wszetecznik zapije. Czas na działanie!

 

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Styna
    | Odpowiedz

    Dzięki za kolejną część. Czekam (nie)cierpliwie na dalszy ciąg przygód Marleny…
    Pozdrawiam ☺

  2. Alicja K.
    | Odpowiedz

    Nie mogę doczekać się spotkania Marleny z Ignacym 🙂 Ciekawe na jaki los ich skarzesz?… 😉 czekam na kolejną część z coraz większą niecierpliwością 🙂

  3. Pietrek
    | Odpowiedz

    Będzie ostre rrznięcie

    • Adam Belka
      | Odpowiedz

      Bedzie sex

      • mika kamaka
        |

        No te!
        Ale dziwne 🙂
        U mnie sex?!
        A fe! 😉

      • Em
        |

        To niewątpliwie, ale chyba za dużo romansideł przeczytałam i za bardzo lubię happy endy, bo wciąż liczę na to, że będzie, ale z Tomaszem, nie Ignacym. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg, bo mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie przewidzieć co będzie dalej 🙂

  4. Adela
    | Odpowiedz

    Ciekawe..ciekawe co to bedzie dalej..co tez Mika wymysli..i szkodza ze nadchodza zmiany:(

Napisz nam też coś :-)