Historie rodzinne (XV)

with 8 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczne- Chciałbym was prosić o błogosławieństwo. - Tymi słowy rozpoczął Antoni rozmowę z rodzicami dnia następnego po tym, gdy spotkał w burdelu Ludwikę, a ta zauroczyła go spąsowieniem na twarzy i koszulką nocną, przyklejoną wylanym na nią mlekiem.
- O co chodzi, synu? - Ojciec zaciekawił się prośbą.
- Chciałbym poślubić pewną dziewczynę – oznajmił Antoni wprost, szokując tym samym tak matkę, jak i ojca.

Nastąpiła dłuższa chwila przerwy, w czasie której oboje zapowietrzyli się, a ich brwi osiągnęły najwyższy stopień uniesienia na skórze czaszki. Antoni czekał cierpliwie, aż ich szok minie.

- Jaką dziewczynę? - Matka pierwsza odzyskała zdolność mowy, choć głos miała wysoki, a nawet lekko histeryczny. - Skąd ją znasz i przede wszystkim czy my ją znamy?
- Ma na imię Ludwika i nie znacie jej. - Tutaj mógł mówić prawdę. - Jest wychowanką swojej ciotki i wkrótce ma złożyć swe życie w ręce Boga. Ma żyć w klasztorze, ale zapałaliśmy do siebie czystą miłością i nie chcę pozwolić na to, by oddano ją do klasztoru.

Tu Antoni mógł tylko dywagować na temat uczuć Ludwiki do niego, lecz chciał dziewczyny, więc ona musiała być jego. Nie miał pojęcia o planie Nauczycielki i tym, jaką sam w tym planie odgrywał rolę. A może raczej o sznurkach, które były przez nią pociągane, a na których końcu znajdował się on sam.
Nie pierwszy zresztą i zapewne nie ostatni raz coś takiego robiła.

- Długo ją znasz?

Pytała wyłącznie matka, gdyż ojciec wiedział o kogo chodzi i najzwyczajniej w świecie bał się drążenia kompromitującego go tematu.

Rozmowa trwała długo. Antoni odpowiadał na pytania według obmyślonego wcześniej planu, trzymał się faktów i wiedział, że ojciec poprze go w wyborze.
Antoni sądził, że ten zrobi to wyłącznie ze strachu przed wyjawieniem jego tajemnicy. Ojciec wiedział jednak, że jeśli jego latorośl ustabilizuje się, założy rodzinę i pocznie potomka, to będzie pewniejszym i stabilniejszym zarządcą fabryki. Dzięki temu on sam zyska jeszcze większą swobodę i możliwości realizowania własnych marzeń. Odpowiadała mu taka wizja przyszłości i zamierzał przekonać do pomysłu i swą małżonkę.

Efektem rozmowy było entuzjastyczne przyzwolenie ojca i zdumione milczenie matki. Zgoda na zaręczyny jednak była i pozostało Antoniemu jedynie zdobycie serca przyszłej małżonki.
Nie wiedział chłopak, że wpadł w sprytnie zastawioną sieć, co nie wykluczało jednak szczęśliwości pożycia małżeńskiego.
O tym miał się jednak dowiedzieć później, a i nie raz oniemieć zszokowany zachowaniem skromnej dziewczyny i dziękować opatrzności, za postawienie mu na drodze tak nietuzinkowej kobiety.

Sama Ludwika poddała się przeznaczeniu i z nieumiejętnie tłumioną radością przyjęła oświadczyny przystojnego mężczyzny. Czuła ulgę wiedząc, że nie będzie musiała usługiwać wielu, a jedynie mężowi, w dodatku obleczonemu w tak piękne ciało. Wmawiała sobie, że na głębsze uczucie nie robi sobie nadziei i że wystarczy jej poczucie bezpieczeństwa.
Nie okłamała nawet samej siebie...

***

Teraz Ludwika przyglądała się Marlenie, która wiekiem nie odbiegała od niej samej, gdy stanęła na ślubnym kobiercu.
Marlena spożywała właśnie śniadanie i robiła to w milczeniu, podobnie jak syn Ludwiki – Ignacy. Marlena nie odrywała praktycznie wzroku od talerza, a Ignacy od jej twarzy. Ludwika obserwowała oboje, Antoni natomiast wszystkich troje. Ludwika nie wyjawiła mu nigdy tajemnicy, okrywającej ich poznanie i zainicjowanie zaślubin. Nie mógł więc nawet podejrzewać tego, czego udziałem stał się teraz jego syn, jak kiedyś on sam.
Ludwika starała się podtrzymać rozmowę, jednak wyłącznie jej mąż podejmował ją i to też bardzo oszczędnie.

- Zorganizujmy przyjęcie! - Tymi słowy, a raczej nieprzemyślaną ich spontanicznością zaskoczyła samą siebie. - Niedługo Ignacy ma urodziny, więc może przyjęcie w ogrodzie dla najbliższych przyjaciół?

Z tym ostatnim zwróciła się do męża, który zamarł z widelcem i sałatą nań nabitą, tuż nad talerzem. Zawsze dotąd Ludwika reagowała oporem na wszelkie planowane imprezy w ich posiadłości. Nie była towarzyską istotą, lecz jak się okazało, było to jedną z jej zalet. Wolała towarzystwo męża, niż herbatki z koleżankami i plotkowanie w czasie wolnym. Nie raz zadziwiła pracowników fabryki, gdy ramię w ramię z Antonim, spędzała dzień na inspekcji linii produkcyjnych. Interesowała się tak życiem pracowników, jak i tajnikami zarządzania miejscem pracy dziesiątków ludzi.
Nie raz usłyszał Antoni, że może to jest tajnikiem ich udanego pożycia małżeńskiego. Piękna i stateczna żona, a w dodatku powiernik problemów męża. Powiernik, który rozumie, z jakimi problemami musi się on zmagać. Doradca, bo przecież rozumiała mechanizmy.

Tym większym szokiem była dla Antoniego ta propozycja, lecz uznał po prostu, że może jakiejś odskoczni Ludwika potrzebuje. Podejrzewał również istnienie drugiego dna w tym pomyśle. Musiało mieć to jakiś związek z ich niesfornym synem i młodą pięknością, która od kilku dni mieszkała w ich domu. Że Ludwika nie przepadała za typowo damskim i rozkapryszonym towarzystwem, to wiedział. Musiał tylko poczekać na moment, gdy będzie chciała mu wyjawić powód zmian, które zaprowadzała w ich życiu.
Że bez powodu tego nie robiła, był pewien.

Ignacy nie zareagował na pomysł matki, tak skupiony był na złości pomieszanej z ciekawością, które zdominowały jego wnętrze, a wszystko przez Marlenę.
Marlena uniosła co prawda zaciekawiony wzrok na Ludwikę, lecz wystarczyło chwilowe skrzyżowanie wzroku z kandydatem na męża, by śpiesznie opuścić wzrok na za zawartość talerza, po którym od dłuższego czasu przesuwała zawartość widelcem. Miała zbytnio ściśnięte emocjami gardło, by odczuwać głód, by coś przełknąć.

Stanęło na tym, że w przeciągu najbliższych trzech tygodni Ludwika zorganizuje przyjęcie, na które Ignacy zaprosi swoich przyjaciół. Marlena miała pomóc Ludwice, w której głowie ułożył się plan wzbudzenia w Ignacym zazdrości. To Marlena była tutaj narzędziem i motorem, z czego ta ostatnia zdawała sobie doskonale sprawę. Celem był Ignacy.

Czas mijał szybko i tylko Ignacego wszystko, co związane z przygotowaniami, denerwowało i nie cieszyło na zbliżającą się z jego okazji uroczystość. Był poirytowany odświeżaniem wystroju domu i ogrodu. Zaangażowanie matki w całe to przedsięwzięcie mógł zrozumieć, lecz ekscytacja Marleny drażniła go tym bardziej, że nie mógł sobie już swobodnie jej podglądać. Remont domu wykluczał swobodne przemieszczanie się sekretnymi przejściami między pokojami, a tym samym odciął od widoku sypialni dziewczyny. Ta ostatnia zachowywała się, jakby go w ogóle nie zauważała. Szczebiotała z matką na wszelkie tematy związane z przygotowaniami i tylko czasami przemknęła po nim zamyślonym wzrokiem.
Nie był do takich zachowań przyzwyczajony. Nawykł do pełnych uwielbienia spojrzeń i adorowania jego osoby.

Sama Ludwika wciągnęła się w wir dobierania potraw do menu, kwiatów do kompozycji dekorujących pomieszczenia, a w końcu również i tego, co stanowić miało najatrakcyjniejszy punkt imprezy – namioty w ogrodzie, fontanna między nimi i parkiet dla tańczących. Kapela muzyków jazzowych, kucharze – kulinarne sławy i rzeźby z lodu były tym, o czym mówiono w kręgach osób zaproszonych i tych, których udział w fecie miał ominąć.

Mąż Ludwiki – Antoni, czuł się w całej tej sytuacji najdziwniej.
Nigdy dotąd aż tyle obcych osób nie zaprowadzało zmian w jego domu. Nigdy też nie był pozbawiony towarzystwa swojej małżonki przez aż tak długi czas. Towarzystwa i czegoś jeszcze, co stwierdził ze zdumieniem. Wsparcie, jakiego udzielała mu ta zrównoważona kobieta okazało się dla niego czymś równie ważnym, co powietrze, którym oddychał.

Tych kilka dni poprzedzających imprezę wypełnione były nerwowym sprawdzaniem przygotowania poszczególnych elementów, w tym ubioru Marleny. Ludwika doskonale wiedziała, że dziewczyna zalśnić musi podczas przyjęcia. Po to, by oszołomić, a tym samym zaistnieć w wąskim światku sytuowanych bogaczy. Nie miała większego kapitału, niż własna uroda i urok osobisty. To był jej największy atut i Ludwiki głowa w tym była, by nadać temu odpowiednią rangę i oprawę.

***

- Musisz pamiętać o ważnej rzeczy, Ludwiko. - Nauczycielka swą poważną miną, zmusiła dziewczynę do skupienia na każdym jej słowie. - Zaręczyny twoje i Antoniego będą poważnym wydarzeniem towarzyskim.
- Tak, proszę pani. - Przytaknęła posłusznie.
- Będziesz oglądana, poddawana ocenie i obgadywana pewnikiem. - Uśmiechnęła się uspokajająco do dziewczyny. - Uważaj na każde słowo, gest i to, z kim i o czym rozmawiasz. - Spoważniała, więc i Ludwika wiedziała, że wszystko co mówi jest nauką, którą musi zapamiętać dokładnie. - Jakiekolwiek niefrasobliwe stwierdzenie, będzie przekształcone w plotkach na salonach i może ci popsuć reputację.

Ludwika z trudem przełknęła ślinę wiedząc, że Nauczycielka nie podawała ani jej, ani Aldonie zbędnych dla ich uszu informacji.

- O twój wygląd zadbam, lecz ty będziesz musiała dbać o siebie podczas przyjęcia - kontynuowała. - Uważaj na pannę z rodziny Agrowaldzkich – powiedziała z naciskiem. - Rodzice tej dziewczyny chcieli wkupić się w łaski rodziców twojego przyszłego męża, lecz ty im przeszkodziłaś. Możesz się z ich strony spodziewać próby ośmieszenia. - Zrobiła chwilę przerwy, po czym lekkim tonem dodała – i zagryzaj usta, by były soczyście czerwone. To doda ci urody.

Przed przyjęciem Ludwika przeżyła napad histerii, gdy Nauczycielka postawiła ją przed lustrem w szykownej sukni. Faktem było, że wyglądała oszałamiająco w tym ubiorze, lecz w tak sztywnym gorsecie nie potrafiła po prostu oddychać. Robiło jej się na przemian duszno i mdliło ją.
Dzień przed planowaną imprezą uspokoiła się jednak, czy raczej zlodowaciałe przerażenie spowodowało zablokowanie jakichkolwiek reakcji. Wyglądała, jak księżniczka lodu i tak też się czuła.
Do czasu, a właściwie do momentu, gdy Nauczycielka przywiozła pod drzwi domu, który stać miał się miejscem jej życia. Na nic więcej nie robiła sobie nadziei. Nie tak ją wychowano.
Na schodach przywitał ją Antoni, który jak się później dowiedziała, nerwowo wyczekiwał jej tam od ponad godziny. Wziął ją pod rękę, gdyż wyłącznie na tyle pozwalała etykieta i przywitał skinieniem głowy.

- Witaj, Ludwiko. - Pochylił się ku niej, drażniąc zmysły zapachem woni wody kolońskiej i świeżego, męskiego potu.

Mieszanina, która podziałała jej na zmysły i rozszerzyła źrenice. Głęboki wdech zabolał uciskiem odzieży na żebrach, lecz zbytnio skupiła się na przyszłym mężu, by dyskomfort tym uciskiem wywołany skupił na dłużej jej uwagę.

- Witaj – wyszeptała tylko, po czym przygryzła wargę, by nadać jej tym samym czerwoności krwi w niej zatrzymanej.

Zrobiła to bez wiedzy o zmysłowości tego drobnego gestu. Antoni natomiast postanowił nie odstępować jej ani na krok przez resztę wieczoru. Przez zachłanność jej towarzystwa, zapachu i zaborczą chęć zagarnięcia tylko dla siebie.
Ostrzeżenia Nauczycielki na nic miały się zdać, gdyż pilnowana była przez Antoniego tak pilnie, że nawet na większość pytań jej zadawanych, odpowiadał on. Wiedział, że intryga ich poznania szyta jest grubymi nićmi i zapytania o rodzinę Ludwiki mogą przysporzyć jedynie plotek.
Rodzina Ludwiki otrzymała już sutą zapłatę, sowity wykup córki. Zadośćuczynienie o wiele korzystniejsze, niż pieniądze, które Ludwika zarobić mogła własnym ciałem w służbie swą powłoką.

Mimo, iż udało się Antoniemu ochronić Ludwikę przed złowrogimi zapędami rodziny Agrowaldzkich, to nie uchronił on jej przed nieszczęśliwym wypadkiem. Jeden z hulaków, kuzyn Antoniego zbyt zachłannie raczył się wysokoprocentowymi trunkami, w wyniku czego przestał w pewnym momencie trzeźwo oceniać rzeczywistość. Postanowił wyrazić swój zachwyt dla wdzięków przyszłej kuzynki i zbyt zamaszyście pokłonił się damie, wylewając na biel jej sukni trunek ze szkła trzymanego w dłoni. Bursztynowy płyn rozlał się brzydką plamą po materiale, zabarwiając wstrętnie eleganckie odzienie. Kuzyn parsknął, przeprosił skłaniając się nisko. Uczynił to tak zamaszyście, że wylądował w efekcie z impetem na deskach parkietu.
Dobrze się stało, gdyż ściągnął na siebie całą uwagę, w wyniku czego Antoni mógł wyprowadzić zawstydzoną Ludwikę, w miarę niezauważalnie. Matki, która by ją poratowała w tej sytuacji, nie widział w pobliżu. Większość towarzystwa była mocno rozweselona i rozbawiona, tak więc zniknięcie najważniejszych na tym przyjęciu osób umknęło wścibskim oczom.

- Chodź ze mną. - Pociągnął ją do pomieszczeń kuchennych, a przez nie na piętro. - Zdobędę dla ciebie jakieś inne odzienie. Przyprowadzę matkę. Co za cholerny baran! - Fuknął na końcu, ciągnąc ją po schodach w górę. - Przepraszam, Ludwiko. - Spojrzał na nią przez ramię i zdziwił się widząc uśmiech dziewczyny, miast spodziewanego zdenerwowania, może nawet łez.

Znał kobiety i wiedział, że za taką kreację niejedna dałaby się zamknąć na miesiąc w pokoju o chlebie i wodzie.
Ta tutaj tymczasem wyglądała na rozbawioną.

- Zaczekaj w pokoju, a ja poszukam matki. - Wepchnął ją do swojej sypialni i pobiegł na parter i między pulsujący towarzysko tłum. Nie znalazł matki i nie wiedząc, co począć, wrócił do Ludwiki, gdzie zastał ją w niezmienionej pozie przy drzwiach. Dziewczyna nie ruszyła się, jakby krępował ją pobyt w obcej sypialni.

- Przykro mi z powodu sukni – zaczął niepewnie. - Żal ci pewnie takiego krawieckiego majstersztyku?
- Ani trochę. - Uniosła wzrok ku sufitowi. - Jest piękna, lecz straszliwie niewygodna. Nie mogę w niej oddychać. Czy mogę nie wracać już na przyjęcie? - zapytała nadzieją.
- Myślę, że w stanie, w jakim jest obecnie większość gości, nikt twojej nieobecności nie zauważy – odparł zdumiony jej odpowiedzią.
- To dobrze. - Podparła się z uśmiechem pod boki. - Ty wracaj, ale pomóż mi proszę najpierw, albo znajdziesz mnie tutaj za godzinę bez tchu. - Zażartowała.
- Pomóc? - Antoni zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
- Z gorsetem. - Dziewczyna bezradnie rozłożyła ramiona, po czym nie czekając na odpowiedź Antoniego odwróciła się do niego plecami i zgarnęła z pleców luźne pasma włosów.

Trwała tak przez dłuższą chwilę ona i trwał równie nieruchomo Antoni. Ona czekając i zastanawiając się, czy wskazówki Nauczycielki i to, co mówiła jej o wykorzystaniu niewinnych prawie sytuacji, zadziała i w jej przypadku, teraz.
Antoni przełknął głośno ślinę, po czym na sztywnych nogach podszedł do jej pleców stwierdzając ze zdziwieniem, że denerwuje się nieadekwatnie do sytuacji. Ma przecież tylko pomoc i odejść, zostawiając przyszłą żonę w pokoju. Że to jego sypialnia, to zbieg okoliczności. Że miała stać się ta kobieta jego kobietą, to zmieniało postać rzeczy. Wiedział, co go w jej ramionach czeka i wiedział, że ona nie wie, czego się spodziewać. To go tak bardzo podniecało. Ta jej dziecinna prawie niewinność.
Gdybyż on wiedział, znał prawdę.
Sięgnął drżącymi palcami i odpiął pierwszy, obciągnięty jedwabiem guziczek. Po nim następny i jeszcze kolejny. Materiał ześliznął się z ramion Ludwiki i opadł ciężkimi fałdami u jej stóp.

- Poluzuj trochę, proszę. - Cicho szepnęła.

Antoni stał i wbijał roziskrzony wzrok w cudownie wąską kibić więzioną w czymś tak staromodnym, jak gorset. Przecież kobiety nie noszą już tego!
Pociągnął za czerń jedwabnej tasiemki, a ta rozluźniła zygzak spinający ciało Ludwiki.
Ludwika pisnęła i uniosła szybko dłonie, by utrzymać opadającą część odzienia. Stała tak, z dłońmi na piersiach, nie wiedząc co począć dalej. Nie mogła się obnażyć, choć szczerze pragnęła pozbyć się znienawidzonego gorsetu, dusiciela jej swobody. Jednak nie wypadało. Nie była jeszcze zaślubiona temu mężczyźnie, choć widziała go już w tak intymnej sytuacji.

Antoni nie wytrzymał napięcia. Obrócił ku sobie zdumioną jego gwałtownością Ludwikę i przyciągnął do siebie.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Arkadiusz Wróblewski
    | Odpowiedz

    “Antoni nie zareagował na pomysł matki, tak skupiony był na złości pomieszanej z ciekawością, które zdominowały jego wnętrze, a wszystko przez Marlenę.”

    Chyba Ignacy ?
    /* po zweryfikowaniu usuń komentarz */

  2. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Komentarz usunięty na rozkaz komentującego.
    Dziękuję za czujność (jak kobra) – Arku 😀

  3. Isabella Grow
    | Odpowiedz

    Opowiadanie…Niesamowite !!! :)))
    Chciałabym kolejnych części.
    Jestem rządna twoich opowiadań jak Antoni – Ludwiki. :))))))
    CUUUUDOOO !! ^^ *_*

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😀
      Kolejna wieczorem z dedykacją dla Ciebie 😉

      • Isabella Grow
        |

        Bardzo Ci dziękuję :* Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy :** 🙂

  4. Dee
    | Odpowiedz

    No nareszcie kolejna część 😀 Lisek z Ciebie sprytny Miko, że tak nas przetrzymujesz w niepewności 😉

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Bo ja tak lubię i Wy też.
      Czyż nie? 😀

      • Dee
        |

        Bez emocji nie ma zabawy 😀 czekam na dalszy rozwój wypadków 😉

Napisz nam też coś :-)