Historie rodzinne (XVII)

with 6 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneUpał taki, że białko w gałkach ocznych się ścina. Co ja Wam będę gadać. Też tak macie 😀 Mówiłam, że (jeszcze) mieszkam na poddaszu?
Co do opowiadania, to rozrasta mi się ono w głowie do mikropowieści. Piszę je, a ono wciąga w opisywane wydarzenia osoby, które miały tylko ukazać się w kilku zdaniach i zniknąć. Nie chcą zniknąć, a wręcz żądają, by poświęcono im więcej słów. Jakby to się wydarzyło naprawdę. Jakby mi duchy do głowy wchodziły i opowiadały swoje losy. Nakazywały pisanie o nich 😀
Podoba mi się to. To takie czarodziejskie 😀
W tej części dużo wyjaśnień i łączenia wątków. Podziwiam Was, że czytacie to po części. Mnie samej nie raz się zdarza, że muszę wracać po kilkadziesiąt stron w tył, by coś sprawdzić i nie pomylić.

Mimo szczerych chęci obojga, ślubu nie dało się przyspieszyć. Rodzice Antoniego, a w szczególności matka, nalegali na zachowanie określonego czasu trwania narzeczeństwa. Przede wszystkim przez wzgląd na konwenanse. Należało odczekać pół roku, w tym czasie spotykać się ze znajomymi rodziny i nią samą. Doprowadzono również do spotkania rodzin przyszłych małżonków. Podczas pierwszego z nich matki obojga poznały się i ku uldze Ludwiki, przypadły sobie do gustu.
Jej matka była próżną kobietą, w czym braki w posiadanym majątku nie przeszkadzały ani trochę. Sporą część pieniędzy, które wniósł Antoni, jako swoistego rodzaju opłatę wykupu ich córki, matka Ludwiki przeznaczyła na zbytki.
Przybyła do rezydencji w sukni, której nie powstydziłaby się księżna. Biżuterię wypożyczyła, ale o tym rodzina Antoniego przecie nie wiedziała.
Ludwika cieszyła się, że poza zgrabną sylwetką nie odziedziczyła po niej charakteru. Nie dla niej były woale i tiule. Nie znosiła ciężaru biżuterii i nadmiaru makijażu.

Większość czasu spędzała Ludwika w domu Nauczycielki, która sprzyjała kochankom. Organizowała ich potajemne spotkania, jednak nie nazbyt często.

- Wiem, że tęsknisz, dziecko. - Z czułością wręcz przemawiała do Ludwiki. - Wiem również, że pragniecie siebie nawzajem, ale nie możecie widywać się codziennie, a tym bardziej konsumować związku, który nie zabezpieczył jeszcze twoich interesów.

Moich również – pomyślała.
Nauczycielka dała jej, a Ludwika podpisała umowę, na podstawie której miała tej wypłacać kwartalną rentę. Powodem zawarcia umowy oficjalnie była zapłata za danie schronienia Ludwice. Nauczycielka nie była zachłanna, tak więc kwota była do zaakceptowania przez Ludwikę. Nie była zachłanna, gdyż kilka takich umów już posiadała u zaprzyjaźnionego prawnika i mogła być spokojna o swoją przyszłość. Spokojna starość i regularne wpływy gotówki od tych kilku dziewcząt, które sprytem swym wyuczyła i wyswatała. Umowa ulec mogła zerwaniu tylko w trzech przypadkach – rozejścia się małżonków, bankructwa lub śmierci osoby podpisanej na dokumencie. To chroniło również interesy dziewcząt, które Nauczycielka wypuściła spod swych skrzydeł. Żadna z nich nie zgłaszała jednak obiekcji, co do płatności z prostego powodu – nie cierpiały na biedę, a swymi umiejętnościami podgrzewały ognisko domowe i swych małżonków.
Nauczycielka selekcjonowała dziewczęta i celnie wybierała tylko te, których kombinacja cech dawała prawie pewność powodzenia planu. Była w tym dotąd prawie nieomylna.

Nauka Ludwiki wciąż trwała.
Ktoś stojący z boku mógłby powiedzieć, że niczego przydatnego się Ludwika nie uczy. Wiedzę przekazywaną jej pomijano w szkołach, które kształciły kobiety. Nie uczyła się gry na pianinie, nie czytała literatury pięknej, czy haftowania. Miała za to posiąść umiejętność dbania o własne ciało, uwodzenia ruchami, spojrzeniem i mową, oraz rozumienia sposobu myślenia mężczyzny. Zabawiania go swym towarzystwem, żartów, również tych rubasznych i wyuzdania w sypialni, godnego płatnej dziewki. Wszystko oczywiście dopasowane do potrzeb mężczyzny i zgodne z potrzebami uczonej dziewczyny.
Wiedza Nauczycielki nie wzięła się znikąd. W młodości mieszkała w Japonii i tam posiadła swą wiedzę. Mieszkała w jednym z okiya i to właśnie podczas dwu, spędzonych tam lat dowiedziała się wszystkiego, co w późniejszym życiu przeniosła do kraju i wniosła jako kapitał, do założonego przez siebie interesu. Inteligencja podpowiedziała jej, jak uczynić z tego pigułkę, łatwą do przyjęcia i wdrożenia przez wybrane dziewczęta. Musiały tylko posiadać kilka kluczowych cech charakteru.
Ludwika posiadała wszystkie.

Raz tylko kiedyś, błędnie oceniła sytuację i jej wychowanka niemal przypłaciłaby to życiem...
Miało to miejsce kilka lat wcześniej...

- Anastazjo, mam dla ciebie idealnego kandydata na męża – mówiła do zalęknionej, pulchnej dziewczyny o ślicznej twarzy. - Jest spokojnym, statecznym człowiekiem i tylko czasami lubi sobie zaszaleć.

Siedemnastoletnią Anastazję wyrwała z rodziny, a właściwie zabrała ze szpitala, w którym dziewczyna znalazła się pobita przez ojca. Ojciec tyran, okrutnik, sadysta. Bił ją, jej siostrę i ich matkę. Bił, bo mógł. Bił, gdyż nie spotkała go za to kara. Był bezkarny i wiecznie pijany.
Nauczycielka sądziła, że robi dobrze i tak to na początku wyglądało.
Scenariusz ten sam, co w przypadku Ludwiki teraz. Wszystko zadziałało tak, jak sobie to Nauczycielka zaplanowała. Zaplanowała, przeprowadziła, zabezpieczyła swe interesy umową, którą przekazała prawnikowi.
Wszystko szło, jak po maśle przez rok. Starszawy mąż szczęściem swym dzielił się na prawo i lewo, a znajomi zazdrościli mu tak młodej i zawsze uśmiechniętej żony.
Skończyło się wkrótce po pierwszej rocznicy ślubu, gdy to małżonek zapisał się do klubu golfowego. Jeden koniak wypijany podczas gry, zmienił się po pewnym czasie w dwa. Ten w trzy i tak to jakoś poszło w kierunku nałogu i upijania się co dzień do nieprzytomności. O interesy dbał zarządca firmy, oraz zaufany księgowy. Pieniędzy nie brakowało, lecz zabrakło młodej żonie męża. Niby był, lecz o wiele bardziej niż o towarzystwo swej żony dbał o to, by butelka trunku była zawsze pod ręką.
Tak to niestety jest, że gdy dzieje się w rodzinie coś złego, to zaraz znajdzie się ktoś, kto chce skorzystać na tym nieszczęściu. Tym kimś był nikt inny, jak ojciec Anastazji. Wtargnął do domu zięcia i nie bacząc na jego osłabione alkoholem protesty, zabrał córkę pod pretekstem ochrony. Anastazja protestowała również, lecz tylko do momentu, gdy ojciec przypomniał jej o należytym miejscu w hierarchii świata. Zrobił to za pomocą pięści, pozbawiając przy okazji córkę przytomności.
Dziewczyna ocknęła się w domu rodzinnym z obandażowaną głową i nakazem milczenia.
Nikt nie zaprotestował, ani matka, ani tym bardziej siostra.
Mąż Anastazji pogrążał się coraz skuteczniej w swym zgubnym nałogu, czasem tylko wspominając żonę, gdyż jemu zaślubioną wciąż była.
Anastazja została uwięziona w rodzinnym domu, a warunkiem uwolnienia miał być okup od męża. Ojciec potrzebował większej ilości środków do życia, czyli do picia.
Dziewczyna wpadła w stan podobny do bezwolnego istnienia, ojciec pieniędzy nie otrzymał, a mąż dbał jedynie o poziom alkoholu we krwi.
Pewnikiem umarłaby Anastazja. Zapadała się już w sobie i gasła.

Nauczycielkę zaniepokoił brak wpłat pieniędzy, do których zobowiązana była umową dziewczyna. Postanowiła spotkać się z nią i tu spotkało ją zaskoczenie. Mąż dziewczyny, a były klient Nauczycielki, odmawiał spotkania. Nie wiedział on oczywiście o zmowie finansowej, ale nie o to chciała go pytać. Dopiero przekupiona służba uświadomiła ją w stanie faktycznym.
Nie ze względu na pieniądze, lecz przez własne sumienie nie zawahała się, by skorzystać ze znajomości w policji. Jeden z jej klientów był wysoko postawionym urzędnikiem w tej instytucji. Uzbrojona w dwu mundurowych wkroczyła do mieszkania, w którym przetrzymywano Anastazję i nieprzytomną dziewczynę zabrano do domu Nauczycielki.
Miała wyrzuty sumienia i płakała nad badaną przez lekarza dziewczyną. Posiniaczone i wychudzone ciało, tłuste i skosmacone włosy, oraz smród niemytego, zabrudzonego fekaliami ciała.
Gdzież było to śliczne dziewczę, które wypuściła ze swego gniazda?!
Zrobiła jedyną mądrą rzecz, którą mogła w tamtym momencie uczynić. Umieściła Anastazję w klasztorze i sowicie dofinansowała miejsce, w którym ta miała spędzić może nawet resztę życia.

Wyboru męża dla Ludwiki była o wiele bardziej pewna tym bardziej, że od feralnego wypadku z Anastazją, zaczęła zlecać zrobienie dokładnego wywiadu na temat kandydata na męża. Jeśli któryś z mężczyzn, a jej klientów zapałał czymś więcej, niż chwilowe zauroczenie i chęć zaspokojenia chuci, wprawiała w ruch machinę i prześwietlała wybranka dla dziewczyny.
Antoni był kimś idealnym wręcz. Zbyt dorosły, jak na swój wiek, w przeciwieństwie do swego ojca. Swoiste odwrócenie ról.
Tym razem nie mogła się pomylić. Widziała pasję w oczach obojga i żar, którego nie da się udawać. Nic ulotnego, żaden mały płomyczek lecz coś, co miało szansę na trwałość i rozwój.

Ślub Ludwiki był wystawnym i hucznym przyjęciem, na którym Nauczycielka nie zjawiła się mimo zaproszenia, które otrzymała od państwa młodych. Zbyt mądrą kobietą była i wiedziała, że połowa męskiego towarzystwa na uroczystości, to jej klienci. Nie chciała nieprzyjemnych konfrontacji, czy unikania jej towarzystwa, odwracania wzroku. Do tego doszłyby jeszcze ludzkie języki i plotki przez nich niesione. Bo skąd się ona w takim miejscu mogła znaleźć. Jaki był powód i podstawa po temu?

***

Przyjęcie, dla którego pretekstem stały się urodziny Ignacego zostało przez Ludwikę przygotowane z rozmachem i dopięte na ostatni guzik. Dopisali wszyscy goście, co do jednego. Nigdy dotąd w tej rezydencji nic podobnego nie miało miejsca, tak więc apetyty śmietanki towarzyskiej, na zaspokojenie ciekawości przywiodły ich wszystkich.
Marlena otrzymała nakaz nie opuszczania pokoju do momentu, gdy Ludwika przyjdzie po nią i wezwie osobiście. Również samo wejście Marleny, Ludwika dopracowała perfekcyjnie. Dziewczyna miała olśnić, skupić oczy wszystkich przybyłych i wzbudzić zazdrość w Ignacym.
Ten ostatni mimo iż był adresatem życzeń urodzinowych i prezentów, chodził naburmuszony, dolewając sobie co jakiś czas wina do kieliszka. W efekcie przyjmował atencje w stanie lekkiego rozkojarzenia i tylko wodził wzrokiem, szukając Marleny. Bez skutku.

Impreza rozkręcała się, muzycy jazzowi tworzyli tło, goście kosztowali potraw rozstawionych w półmiskach na stołach, oraz tych przygotowywanych na bieżąco przez kucharzy. Ci ostatni dawali popis swych umiejętności, stając się dodatkową atrakcją w przenośnej kuchni ustawionej tuż przy figurach rzeźbionych w lodzie.
Ludwika przechadzała się pomiędzy gośćmi, przyjmując gratulacje i słowa podziwu dla swych zdolności organizacyjnych.
Nie spodziewała się jednego i widok ten wbił ją w ziemię.
Z dużym spóźnieniem lecz uśmiechnięta, na przyjęcie wkroczyła była kochanka i niedoszła żona Ignacego – Natasza. Olśniewająco piękna i odziana w powalającą swą kosztownością kreację, oraz biżuterię. Szła, rozsiewając uśmiechy, jak wonne kwiaty. Szła, szukając wzrokiem Ignacego i tylko nieznacznie skłoniwszy głowę gospodyni, Ludwice. Jej perlisty śmiech świdrował Ludwikę w głowie i całej siły woli użyła, by nie podejść do Nataszy i nie wyprosić jej z przyjęcia.
Gdy udało jej się opanować nieco i uspokoić wzburzone serce, widok drugiej osoby wprawił je znów w łomot.
Spokojny i jakby trochę wystraszony wyłonił się z tłumu gości Tomasz.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. AGucha
    | Odpowiedz

    No to będzie sie działo 🙂
    Robi sie coraz ciekawiej 🙂
    Z jeszcze większa chęcią czekam na ciąg dalszy 🙂
    Miłego dnia życze 🙂

  2. Askaa
    | Odpowiedz

    To się zaczyna:D
    Teraz to już się doczeka nie mogę:P

  3. Weronika A.
    | Odpowiedz

    Bardzo mi się podoba ta wielowątkowość opowiadania, sprawia, że jest inne 🙂

  4. Isabella Grow
    | Odpowiedz

    Jak już mówiłam, jesteś Mistrysznią 🙂
    Proszę Cię, nie trzymaj nas w takiej niepewności,
    lecz dodaj nowy rozdział.
    Już się nie mogę doczekać
    Naprawdę!
    Ja tu zostaję i nigdzie się nie wybieram :))))

Napisz nam też coś :-)