Historie rodzinne (XVIII)

with 13 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneZelżał upał, ochłodzenie przyniosło ulgę i nie budzi wstrętu laptop i jego wentylatorek dmuchający we mnie ciepłem 🙂
Mogę pisać i czuję ulgę. Nieopisane historie kipią w głowie domagając się, by zostać spisanymi i przekazanymi dalej.
To też czynię z radością 😀
Nie bądźcie zdziwieni, że opisuję losy bohaterów, którzy odegrać mieli całkowicie poboczne wątki. Losy tych wszystkich ludzi będą się przeplatać i łączyć i nie skończy się to opowiadanie na stu stronach. Jeszcze sporo tego po drodze ma się wydarzyć 😀

- Witaj, Ignacy. - Natasza wdzięcznie odrzuciła na plecy pukiel jasnych, idealnie skręconych w sprężynkę, włosów. - Chciałabym ci złożyć najszczersze życzenia w dniu twojego święta.

Jako że była od niego wyższa, pochyliła się pozwalając zajrzeć mu przy okazji w dekolt głęboko wyciętej sukni. Ignacy był rozkojarzony i zdziwił ją fakt, że została przez niego tak jawnie zignorowana. Zdziwiło i podnieciło równocześnie. Nie była przyzwyczajona do takiego traktowania przez mężczyzn. Ignacy nie traktował jej tak dotąd. Adorował, naciskał na jakikolwiek kontakt fizyczny, a w towarzystwie zaglądał w oczy. Podczas przyjęć, na których spotykali się przypadkiem już długo po śmierci jej męża, nerwowo wodził za nią spojrzeniem. W oczach jego widać było złość na odrzucenie, głód jej osoby i zachwyt dla urody i powabu.
Jako tancerka baletowa musiała być zwiewna i eteryczna wręcz. Zawsze wyprostowana, z uniesioną brodą.
Po śmierci męża wolna i nieziemsko wręcz bogata. Osiągnęła więcej, niż mogła sobie wymarzyć w czasie życia w balecie.
To był bardzo ciężki czas, okupiony cierpieniem fizycznym, jak i psychicznym.

***

- Nie osiągniesz nic, jeśli nie będziesz bardziej poświęcała się ćwiczeniom!

Ojczym furiat z rozchwianą psychiką. Niespełnione marzenia i przerost ambicji starał się zrealizować poprzez pasierbicę. Wypatrzył ją kiedyś, ożenił się z jej matką i przejął rolę nauczyciela baletu.
Znany baletmistrz kiedyś, po kontuzji teraz. Gorycz i złość na własny los.
Ona miała stać się antidotum na jego cierpienie, balsamem na obolałą duszę.
Katorżnicza praca nad warsztatem Nataszy, rygorystyczne wydzielanie czasu wolnego i to głównie na sen, oraz...

- Pokaż mi stopy. - Ojczym jak zwykle ze zmarszczonym czołem przyglądał się otarciom na stopach. - Musisz bardziej dbać o nie! To twoje narzędzie pracy!

Wzburzony, uniósł głos. Natasza, jak zwykle zmartwiała ze strachu przed jego gniewem. Nie bił jej, o nie. Musiał dbać o, jak to nazywał, narzędzie pracy i źródło dochodu. Swojego dochodu również. On już nie tańczył, uczył wyłącznie ją i o nią dbał. Matka Nataszy była jakby na doczepkę. Szara i cicha kobieta. Wykonywała zajęcia przypisywane zwyczajowo kobietom. Dbała o jej stroje, oraz ojczyma. Ojczym dbał wyłącznie o Nataszę.

- Częściej zmieniaj bandaże. - Zmarszczył brwi, odwijając białe paski materiału z trzymanej między kolanami, stopy Nataszy. - Tyle razy ci to powtarzałem!

Był zły na nią, ale jeszcze coś nowego pojawiło się w jego oczach. Źrenice były zbyt szerokie, czyniąc oczy czarnymi. Opuścił wzrok na stopę Nataszy. Na te wszystkie zgrubienia i na zdeformowane palce. Dotykał jej zbyt delikatnie, zbytnio powoli, pieszczotliwie. Skupił się tylko na tym, oblizał i przygryzł dolną wargę, poprawił się nerwowo na siedzeniu.
Po tym wszystko się zmieniło.

Szesnastoletnia dziewczyna pragnęła to wszystko wyrzucić z głowy. Nie chciała pamiętać lepkich palców badających kostkę jej nogi i kolano. Coraz szybszy oddech ojczyma i rumieńce, które wystąpiły mu wtedy na oblicze, śniły jej się co noc. Złe sny ucięły się, jak nożem, gdy jego niby niewinne zabawy, dotarły do tiulu cienkiej spódniczki. Poza nią i body, oraz baletkami nie miała na sobie nic. Rozdarł materiał w kroku, nie zawracając sobie uwagi odpinaniem haftek. Nie zwracając uwagi na łzy Nataszy, na jej prośby. Nie obroniła się wtedy i nie broniła się później.
Nie tak wymarzyła sobie swój pierwszy raz. Była zakochana z wzajemnością w młodym baletmistrzu, Juriju. Jurij nie mógł wiedzieć, że obojętność Nataszy, którą ta nagle zaczęła mu okazywać, była spowodowana gwałtami na jej ciele i umyśle.
Ostatni raz widzieli się w Moskwie, a widok smutku jego twarzy, miał ją prześladować w snach, już zawsze.
To wtedy Natasza postanowiła uciec od ojczyma i matki. Matki, która nie zadała sobie trudu, by obronić córkę. Wiedziała, co się dzieje. Znała powód smutku dziewczyny, ale wolała milczeć. Tak było dla niej bezpieczniej. Sama martwiła się o własny los. O to, czy mąż jej nie porzuci.

Natasza wiedziała jedno.
Wykorzysta pierwszą, nadarzającą się okazję, by wyrwać się spod władania ojczyma.
Miała wtedy osiemnaście lat i była pięknym łabędziem, ozdobą baletu. Smutna, smukła i zwiewna. Ponoć eteryczna, jak anioł. Anioł gnębiony przez diabła, w postaci ojczyma.
Obiecała sobie, że nie pokocha mężczyzny. Nigdy, żadnego.
Brzydziła się nimi co najmniej tak bardzo, jak brzydziła się sobą.
W pewnym momencie przestała jeść. Nie przyjmowała pokarmów, gdyż brzydziło ją tak jedzenie, jak i własne ciało. Spoglądając w lustro widziała ciało, lecz to ciało jawiło jej się czymś za mało kształtnym i rozlanym. Zużytym i obcym.
Przyglądała się ze wstrętem swym ramionom. Tym samym, które badane były przez lepkie paluchy ojczyma. Patrzyła na swój brzuch i przypominała sobie pchnięcia spoconego samca i jego przyrodzenie, którym od środka rozpychał niechętne mu ciało. Pchał z całą mocą, brutalnie, w akompaniamencie stęknięć. Ona spoglądała na ten sam brzuch wtedy widząc, jak unosi się do góry, gdy nabijał ją na siebie boleśnie.
Uda, które niosły jej ciało podczas tańca, prowadziły do rejonów, które napawały ją największym wstrętem. Kobiecość. Coś, czego kazano jej strzec. Ta sama, która miała połączyć ją z ukochanym mężczyzną. Ta, którą brał, jak swoją, jej ojczym. Robił z nią to samo, co robił kiedyś z jej matką.
To obrzydzało ją najbardziej.
Po nocy pod spoconym, odstręczającym ją cielskiem, patrzyła w oczy matce i widziała w nich smutek i złość. Nie wiedziała, czy to na nią się złościła. Mogła tak tylko podejrzewać, a raczej była tego pewna.

Po raz pierwszy zobaczyła go na widowni, podczas występu. Siedział w pierwszym rzędzie i przyglądał się Nataszy bardzo intensywnie. Zachwyt i uwielbienie. Pożądanie i głód. Zauważyła to wszystko w tych krótkich momentach, gdy światło reflektora, podążającego za nią, gdy tańczyła, prześlizgiwało się po jego twarzy. Przerażała ją ta żądza i łaknienie, gdyż podobne uczucia widziała co noc na obliczu ojczyma. Był jednak tak piękny i uśmiechał się tak kusząco, że omal nie pomyliła kroku i nie ośmieszyła siebie, a tym samym ojczyma.
Nie chciała go rozgniewać. Wiedziała bowiem, jaka za coś takiego czekałaby ją kara.
Po przedstawieniu młody mężczyzna przyszedł do niej z ogromnym bukietem czerwonych róż. Zapukał do jej garderoby, drzwi otworzył mu ojczym. Zmierzył go groźnym spojrzeniem, lecz gdy ten przedstawił się z całą należytą galanterią, ojczym zbladł, ukłonił się i wyszedł, zostawiając ich samych.
Natasza siedziała wyprostowana, jak struna i spięta do granic możliwości. Nie wiedziała, czego oczekiwać. Obawiała się nieznajomego i onieśmielał ją powalającą wręcz urodą.

- Ignacy. - Przedstawił się, skłaniając nisko, nie spuszczając z niej jednak rozpalonego spojrzenia. - Przyjmij pani te kwiaty, jako dowód mojego zachwytu. Tak pięknego i pełnego uczucia występu nie widziałem dotąd.

Natasza zmusiła skamieniałe ciało do uniesienia się z krzesła, stojącego przed lustrem toaletki. Podeszła do Ignacego, wzięła od niego ogromny bukiet, lecz pisnęła wystraszona, gdy chłopak uklęknął przed nią z zapałem i chwycił za dłonie. Kwiaty upadły, strzeliła gałązka któregoś z kwiatów, a dziewczyna cofnęła się przerażeniem.

- Nie uciekaj, piękna. - Nie wstał, nie ruszył się, klęczał i przemawiał z żarem w głosie. - Pozwól mi pani zaprosić się do restauracji! Jeśli się mnie nie wstydzisz, zjed ze mną obiad i daj się lepiej poznać. Zafascynowałaś mnie swoim tańcem, urodą i delikatnością. Nic ci z mojej strony nie grozi. Klnę się na swój honor!

I uderzył się w pierś tak mocno, że aż zadudniło głuchym odgłosem.

Natasza nie chciała, nie zgodziła się. Drżącym głosem poprosiła go, by opuścił jej garderobę, co też Ignacy uczynił. To, że spełnił jej prośbę nie znaczyło jednak, że zrezygnował z zalotów.
Zrobił coś, co robił zawsze, ilekroć zapragnął czegoś mocno. Zapłacił ojczymowi dziewczyny za spotkanie z pasierbicą i była to kwota, której ojczym nie potrafił się oprzeć. Mocniej, niż ciała Nataszy pragnął jedynie pieniędzy. Pieniędzy i władzy. Mamonę poczuł w tamtym momencie namacalnie, władza zaćmiła mu w planach, w wyobraźni.
Plan zakładał ożenek pasierbicy z zamożnym chłopakiem, który najwyraźniej stracił głowę dla Nataszy i to od pierwszego wejrzenia. Ciałem dziewczyny mógł się w końcu podzielić. Zawsze jeszcze istniała możliwość zapłacenia za inne, młodsze i bardziej chętne mu dziewczę. Z fortuną takiego zięcia wszystko było możliwe, a na pewno bardzo wiele.
Wepchnął przestraszoną Nataszę w ręce Ignacego, lecz na swoje nieszczęście nie przewidział ciągu dalszego tej znajomości.
Dziewczyna z początku nieśmiała i wycofana poczuła, że zachwyt Ignacego nie jest czymś chwilowym, udawanym i płytkim. Ignacy zachowywał się tak, jakby chciał jej przychylić nieba.
Zabierał ją do teatrów na najbardziej pożądane przedstawienia, na które bilety rozchodziły się już w przedsprzedaży. Traktował ją, jak królową i tak też ubierał. Najlepsi krawcy, ściągani dla niej z Europy, szyli jej kreacje, o jakich nawet nie śniła. Zabrał ją do Paryża, do jednego z kin i tam właśnie poprosił o rękę.
Natasza rozpłakała się, lecz przyjęła oświadczyny. Przyjęła, rzucając w objęcia równie wzruszonego Ignacego.
Nie doczekali do końca seansu. Wybiegli z kina i pomknęli do hotelu. Tam rzucili się na siebie z głodem i radością serc dwojga ludzi, którzy spotkali się w tym bezdusznym świecie. Nadzieja, żar uczuć i wizja wspólnej przyszłości, owładnęła obojgiem.
Opór Nataszy znikł, traumy nie doszły do głosu. Pragnęła Ignacego od tygodni i tylko tłumiła w sobie te uczucia. Robiła to wcześniej dla swego bezpieczeństwa. Teraz zapory padły, serce stanęło otworem.
W pokoju hotelowym, do którego dotarli na wpół już rozebrani, rzucili się na siebie i nawet strach Nataszy ukłuł ją tylko delikatnie, nie dobierając przyjemności pierwszego zbliżenia.
Ignacy był cudownym kochankiem i dbał o to, by Natasza zapłonęła dla niego. Zadbał ustami na jej ciele i pieszczotami, o których dziewczyna nie słyszała jeszcze.
Była dotąd brana brutalnie i nie liczyła się nigdy jej przyjemność.
Była dotąd narzędziem rozkoszy i mięsem do zabawy, dla ojczyma.
W ramionach Ignacego zapłonęła, a nawet zajaśniała, jak spadając gwiazda.
Jest jednak tak, że gdy zbytnio otworzysz serce, to demony mają w nie łatwiejszy wgląd. Znajdą drogę, by zatruć duszę i powlec mrokiem radość i szczęście.
Natasza miała zbyt wiele demonów, które tkwiły w niej od lat, zamieszkiwały jej umysł.
Była szczęśliwa i zakochana, lecz wtedy przykuł jej wzrok jeden szczegół w zachowaniu Ignacego i ludzi względem niego. Ludzi, a właściwie kobiet. Płeć piękna reagowała na niego, jak kotki w rui, na jurnego kocura. Kokietowały go i adorowały, a sam Ignacy nie reagował na to w żaden sposób. Przyjmował zachwycone spojrzenia i przeglądał się w nich, napawał się nimi.

Demony w głowie Nataszy szybko zorientowały się, że mają oto podstawę, by zasnuć różowość wizji jej przyszłości.
Obraz szybko zmienił się ze szczęśliwego, w smutny i nieszczęśliwy.
Natasza już czuła gorycz porażki, zdrady i odrzucenia. Już widziała siebie taką, jaką kobietą stała się jej matka.
Postanowiła, że odrzuci zaręczyny Ignacego i zrobiła to w tydzień po tym, jak swą decyzję oznajmił swoim rodzicom. W salonie, przy uroczystej kolacji.
Nie zważała na protesty Ignacego, jego prośby i obietnice targnięcia się na własne życie.
Dumna, piękna i samotna – taką postanowiła być. Ojczym zbił ją, prawie skatował i byłby złamał wolę Nataszy ciągłym nagabywaniem jej, obarczaniem spowodowaniem nieszczęścia w rodzinie, gdyby nie trafiła na dobrotliwego, starszego człowieka.
Alojzy zapatrzył się w nią, jak w obrazek. Przeżegnał się i złożył ręce, jak do modlitwy, gdy Natasza wróciła wreszcie na deski sceny.
Powtórzył się scenariusz sprzed kilku miesięcy. Alojzy, tuż po przedstawieniu, przyszedł do garderoby Nataszy z ogromnym bukietem róż, lecz nie padł na kolana. Zdrowie nie pozwalało mu na takie gesty, kolana mogłyby odmówić uniesienia jego schorowanego ciała do pionu po takim wyczynie. Róże były białe tak intensywnie, jak skóra człowieka stojącego przed Nataszą.
Alojzy nie czekał z oświadczynami, lecz poprosił ją o rękę, nim Natasza zdążyła mu się przedstawić, choćby z imienia.

Zrobiła to, co planowała zrobić w momencie, gdy ojczym zmienił ją w lalkę do prywatnych zabaw.
Zrobiła coś, co miało ją uwolnić od zła męskiego świata.
Zrobiła to wszystko, by uciec od obrzydliwości i moralnej stęchlizny.
Wyrzekła się miłości na zawsze.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Ola
    | Odpowiedz

    Podoba mi się! Jak zawsze czuje niedosyt 😀

  2. Iza
    | Odpowiedz

    Piszesz Miko bardzo prawdziwie- nie wiem jak to inaczej ująć- po prostu prawdziwie…

  3. Em
    | Odpowiedz

    A mnie się nie podobał ten fragment, prawdopodobnie dlatego, że tak niecierpliwie oczekuję na losy Marleny, pojawia się nowy tekst i jestem rozczarowana opowieścią o kimś innym. Z drugiej strony ta historia jest niby prawdziwa, ale też bardzo schematyczna – taka moda, żeby każdemu bohaterowi, którego czytelnicy mogą negatywnie odbierać, dopisać jakąś smutną przeszłość. Także czekam dalej na losy Marleny żebym mogła kliknąć w serduszko.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Em, tak jest w życiu. Każdy ma jasną i ciemną stronę swojej osobowości. Zło człowieka nie wynika z mleka, które wyssał z cycka matki. Zawsze wynika z czegoś.
      Takie jest moje zdanie 😀
      Takie są moje obserwacje.

      • GreatLover
        |

        Zgadzam się z takim podejściem, chociaż nie da się ukryć, że u niektórych zło (ale takie prawdziwe zuuooooo!) tkwi już od maleńkości i tylko czeka na to, aby się uwolnić >:>

      • Em
        |

        Oczywiście, zło najczęściej jest wynikiem szeregu przeżyć, nie stanowi klątwy rzuconej na niewinne dziecko w kołysce. Odnoszę jedynie wrażenie, że ostatnio modnym motywem literackim, filmowym, serialowym i tak dalej, stało się dopisywanie złym bohaterom jakiś potwornych historii. A to ofiara gwałtu, a to ofiara przemocy domowej, a to ofiara molestowania, sierota, wyrzutek społeczny. Być może mam szczęście i po prostu nie spotykam aż tylu ludzi naznaczonych takim cierpieniem, ale być może słusznie mi się wydaje, że tych historii aż tyle nie występuje, nie u każdego.

      • mika kamaka
        |

        Modne, niemodne, nie wiem.
        Rozmawiam jednak z ludźmi, dziewczynami i facetami i widzę, że niepoukładanie w dorosłym życiu wynika ZAWSZE z popieprzonych relacji w domu rodzinnym. Popieprzonych i nieprzerobionych ponownie. Zakopanych dla wygody, ale gnijących w psychice.

      • thegirlfromPraga
        |

        Niby tak. Też zawsze tak uważałam i popełniałam najgorszy błąd z możliwych. USPRAWIEDLIWIAŁAM takie osoby. Nigdy więcej. Za długoletnią pomoc dostałam cios w plecy. Dodatkowo kilka innych osób zostało nastawione przeciwko mnie.

      • mikakamaka-old.guff.pl
        |

        Opisuję, nie usprawiedliwiam.
        Uważam, że trzeba nad sobą pracować. Jeśli jest problem, wymagający rozkminy, to trzeba go rozkminić.
        Jest jeden warunek – główny zainteresowany musi tego chcieć i konsekwentnie dążyć ku temu. Druga osoba może doznać tylko krzywdy, jak Ty.
        Często niestety jest tak, że ludzie nie chcą sobie uświadomić ogromu pracy, którą mają do przepracowania. Nikt inny niestety, nie zrobi tego za nich.
        Współczuję Ci.

  4. Alicja K.
    | Odpowiedz

    Podoba mi się! Nawet jeśli zrobisz z tego tasiemiec to i tak mi się nie znudzi… 🙂 Nooo… i jak zwykle chcę więcej 🙂

  5. Megami
    | Odpowiedz

    Cieszę się, że akurat to opowiadanie postanowiłaś rozwinąć. Jestem zachwycona stylem. Szkoda, że nie można kupić wersji książkowej tych opowiadań. Nic nie zastąpi papierowej wersji…
    Tylko proszę, nie zgub osi historii. Dobrze, jeśli dodasz kilka wątków. ale ten główny jest jednak najważniejszy.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Megami, obiecuję, że nie zgubię osi (ładnie to ujęłaś).
      Rozwijam te wątki, gdyż zamierzam potasować jeszcze trochę bohaterami i namieszać, gdyż tak lubię. Wy też 😀
      Po raz pierwszy myślę poważnie o wydaniu czegoś w wersji papierowej i to to opowiadanie na papier chcę właśnie przenieść. Jak będzie, czas pokaże 😀

Napisz nam też coś :-)