Historie rodzinne (XIX)

with 45 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneTeraz patrzyła na twarz mężczyzny, w którym się kiedyś zakochała. Pokochała go wbrew postanowieniom i obietnicom złożonym sobie. Pokochała, choć nie powinna. Nie powinna była, by nie cierpieć z jego powodu. Z powodu jego słabości do kobiet, o której to przypadłości dowiedziała się dużo później. Nie wtedy, gdy obiecywał jej małżeństwo. Pewnie i tak by do niego nie doszło. Gdzie tam ona z jej pochodzeniem. Błękitnej krwi nigdy mieć nie będzie, więc i nie pasowałaby do tej rodziny. Ona, tancerka z biednej matki. Ignacy syn zamożnych i dobrze wykształconych.
To nie miało szans na powodzenie.

Ignacy zmienił się w przeciągu ostatnich lat.
Fakt, zmężniał i nabrał ciała, lecz jakaś chorobliwa wręcz bladość zaczęła ogarniać jego twarz. Zbyt wiele wody pod oczami i te cienie, kładące się poniżej. Gdy go spotkała po raz pierwszy, był okazem zdrowia i rześkości. Teraz wyglądał, jakby go coś martwiło. Jakby zbyt często zaglądał do kieliszka. Jakby nie dbał o siebie, o swe zdrowie.

- Wybacz, Nataszo. - Skłonił się w sposób, który przekazano mu w wychowaniu i odszedł, wmieszał się w tłum.

Natasza poczuła się nagle samotna i brzydka. Choć tak naprawdę piękna, to niechciana i odstraszająca swą historią. Westchnęła, wzięła kieliszek szampana z tacy przechodzącego obok kelnera i usiadła na jednym z wygodnych foteli ogrodowych.
Rozmowy przepływały gdzieś obok niej. Nie przysłuchiwała się im, lecz zastanawiała nad własnymi uczuciami.
Niepotrzebnie tu przychodziła, lecz nie potrafiła się powstrzymać. Chciała zobaczyć Ignacego i choć nie otrzymała oficjalnego zaproszenia, to przyszła wiedząc, że zostanie wpuszczona.

Zapanował gwar, głośniejszy, niż dotąd. Zgęstniały rozmowy. Podekscytowanie w podwyższonym tembrze głosów oznaczało, że zbliża się jakaś atrakcja przyjęcia.
Natasza nie mogła nie docenić talentów organizatorskich gospodyni. Wszystko na najwyższym poziomie, z dbałością o detale.
Oczekiwała płonącego tortu, może ewentualnie wieży z kieliszków szampana, lecz widok tego, co tak poruszyło gości, zbił ją kompletnie z pantałyku. Zbił ją tym boleśniej, że zobaczyła reakcję Ignacego, a ta przypomniała jej chwile, gdy tak bardzo zachwycił się widokiem Nataszy, podczas jej występu na deskach teatru.
Ignacy, jakby oniemiał i skamieniał. Stał z kieliszkiem uniesionym przy ustach z zachwytem bijącym z jego twarzy i nie mrugał nawet oczami. Wszystko to Natasza zarejestrowała z szczegółami mimo, iż opróżniła kieliszek z szampanem, a bąbelki odbijały się w jej głowie i otumaniały odrobinę. Przeniosła wzrok na to, co tak pilnie obserwował Ignacy i na chwilę osłupiała. Na dłuższą chwilę nawet.
Ze schodów prowadzących z tarasu do ogrodu, schodziła dziewczyna. Nie zwykła dziewczyna jednak, ale coś na kształt zjawiska. Jej uroda była tak olśniewająca, że nie było na przyjęciu osoby, która nie próbowałaby wyjrzeć znad ramienia sąsiadowi, czy unieść się na palcach, by obejrzeć sobie przybyłą dokładniej.
Nie co dzień widuje się taką urodę u kobiety. Przed sobą Natasza musiała przyznać, że nie widziała nigdy dotąd tak pięknej osoby. Kobiety, której uroda, strój i postawa mówiły jedno – szlachetnie urodzona, wykształcona, ale z ogniem w oczach.
Widać było, że pochodzenie i stan posiadania czynią ją partią, za którą każdy wolny stanem kawaler, skoczyłby w ogień.
Natasza nie była głupia i cieszyła się, że wykorzystała szansę daną jej przez los. Stary mąż, krótki z nim staż małżeński i materialny spokój po wsze dni. Materialny, ale co z duszą?
Dziewczyna była smukła, lecz zaokrąglona. Włosy upięte po królewsku w wysoki kok, zdobiły skrzące się punkciki biżuterii. Biała sukienka, była wąska w pasie i głęboka w dekolcie. Dekolcie, jakiego życzyłaby sobie każda kobieta. Niewinność koloru i kuszenie krojem. Krawcowa dobrze dobrała kreację. Natasza czuła się przy niej szara i mało kobieca. Wstała, wzięła kolejny kieliszek szampana i wypiła go na dwa łyki czując, jak bąbelki uciekają jej nosem, wyciskając łzy z oczu.
Tak, miała ochotę rozpłakać się. Chciała wyjść, opuścić przyjęcie, by nie widzieć ogłupiałego zachwytu tłumu, a przede wszystkim Ignacego.
Wzrok jej padł jednak na inną twarz i dłoń zaciśniętą w pięść. Pięść tą dociskał jej właściciel do swych ust i wyglądało to tak, jakby chciał zdusić krzyk, wepchnąć go tym sposobem w swe gardło. To, co zobaczyła w jego spojrzeniu, wbiło ją w ziemię w miejscu, w którym podjęła decyzję o opuszczeniu przyjęcia. Zaciekawiła się Natasza widokiem cierpienia mężczyzny, który jak wszyscy przyglądał się nieziemsko pięknej przybyłej.
Natasza zastąpiła pusty już kieliszek pełnym i postanowiła poprzyglądać się nieznajomemu. Zaintrygował ją powód emocji i namacalnego wręcz cierpienia tego człowieka.
Nie miała zresztą ciekawszych zajęć, tak więc mogła sobie pozwolić na poobserwowanie niezbyt wysokiego jegomościa.

***

Ignacy nie spodziewał się widoku, jaki pojawił się w zasięgu jego wzroku. Widział Marlenę niejednokrotnie, ale zawsze ubrana była skromnie, choć z gustem. Włosy upięte zazwyczaj miała w ciasny kok, lub z tyłu głowy. Nigdy też nie zdobiła jej biżuteria, a tym bardziej makijaż. Teraz jasny materiał sukienki spływał z jej ramion w dół, uwypuklając się na piersiach idealnego wręcz kształtu. Poniżej pleców zwężała się kusząca kibić, by jeszcze niżej przejść w zjawiskowo jędrną pupę i rozkloszować się nadmiarem materiału poniżej kolan. Włosy finezyjnie upięte i czerwono pomalowane usta kusiły krojem serca, przyzywając do pocałunków. Nie mógł oderwać od niej oczu. Wyglądała jak anioł, który ma skusić diabła, zmusić go do przejścia na stronę dobra. Wyglądała tak, że w tym momencie Ignacy zrobiłby wszystko, byle znaleźć się z nią sam na sam.
Jeśli nawet matka wymyśliła sobie plan ożenku dla niego samego, to musiał przyznać, że kusicielkę wybrała po mistrzowsku. W obecnym stanie i nastroju, mógłby się jej oświadczyć tu i teraz. Zaraz potem wziąłby ją za żonę, a sprzed ołtarza zaprowadził do sypialni i wziął, jak mężczyzna bierze kobietę. Mocno i wielokrotnie.
Zamknął oczy czując, jak jego myśli kumulują się dreszczami w lędźwiach. Czuł, jak mocno działa na niego widok dziewczyny. I jeszcze ta jej niewinność, a przynajmniej dziewictwo.

***

Podekscytowanie Marleny rosło w przyspieszającym tempie. Tempo przyspieszało z każdą minutą zbliżającą ją do przyjęcia. Gdy się jednak zaczęło, dziewczynie zrobiło się niedobrze, by w pewnym momencie zwrócić śniadanie z żołądka, które ledwie dziubnęła rano. Wszystko przez nerwy i strach, że źle wypadnie wśród tych wszystkich możnych ludzi.
Była przerażona tym, co ją czekało, ale przecie nie mogła się tego nie bać. W zakonie kontakty między dziewczętami były mocno ograniczone. Później poznała raptem kilka tylko osób, a tutaj oczekiwało ją kilkadziesiąt!

Z takimi nerwowymi myślami biła się do momentu, gdy Ludwika cichutko weszła do jej pokoju.

- Dobrze, kochana. - Tymi słowami wystraszyła Marlenę, która podskoczyła prawie w miejscu.

Przy oknie, ukryta za firaną, obserwowała napływ ludzi. Goście podjeżdżali eleganckimi samochodami, lokaje podchodzili do pojazdu otwierając drzwi pasażera, by po chwili przejąć pojazd i zaparkować go na tyłach domu. Goście witali się z Ludwiką i Antonim, by skierować swe kroki na przyjęcie. Odgłosy zabawy, gwar muzyki, ckliwe zawodzenie saksofonu. To wszystko ciekawiło, ale i przerażało Marlenę.

- Chodźmy. - Ludwika uśmiechnęła się z czułością. - Musisz jeszcze tylko założyć to.

I wyciągnęła rękę, w której trzymała skórzano – metalowy przedmiot.

- Co to? - Wygląd przedmiotu zaniepokoił dziewczynę, przywodząc jej na myśl narzędzie tortur.
- Zaufaj mi. - Ludwika nie zamierzała jej niczego tłumaczyć. - Pomogę ci się w to ubrać. Będziesz tego potrzebowała przez najbliższe dni. Jakoś wytrzymasz.

I ubrała ją w dziwaczny element stroju, a ta druga pąsowiała przy tym, nie wiedząc, gdzie podziać oczy.

Zeszły na parter i schodami poprzez salon, na rozległy taras prowadzący do ogrodu. Już z daleka Marlena widziała przepływający tłum ludzi, dostojnie kroczące damy i równie dystyngowanych jegomości. Prawie wszyscy uśmiechnięci i tak bardzo poukładani. Takie określenie wpadło Marlenie do głowy, na widok oszczędności w ich ruchach i wystudiowanych wręcz pozach. Czuła się przy nich malutka, głupiutka i zaściankowa. Takie dziewczątko znikąd, ot dzieweczka z zakonu.

- Wiedz jedno, Marleno. - Ludwika zatrzymała ją w drzwiach tarasowych i obróciła twarzą do siebie. - Na pewno tego nie wiesz, ale jesteś najpiękniejszą istotą w tym miejscu. Twoja uroda to jedno, a czystość drugie.
- Czystość? A Tomasz? - wyszeptała przez ściśnięte gardło.
- Tomasz był elementem nauki – odparła. - Miał cię uczyć, byś nie popełniła błędu, tak znamiennego dla większości młodych żon. Niewiedza kobiet pcha mężczyzn w ręce bardziej doświadczonych przedstawicielek płci pięknej. Dzięki takim naukom udało mi się uniknąć typowego w małżeństwie docierania się małżonków i zgubnej w swych skutkach nudy. Nie wiesz, ale przeszłam drogę podobną twojej. Nie pochodzę z szacownej rodziny i nie posiadam wieloletniego wykształcenia. Kształciły mnie natomiast mądre kobiety, takie same, jak i ciebie.
- Och. - Tylko na westchnienie było ją stać.

Więcej słów nie było, lecz w zlęknionej Marlenie nastąpiła zmiana.
Nagle strach odpłynął, gdyż skoro Ludwika osiągnęła tak wiele tą samą metodą, skoro udało jej się stać ideałem dla swego męża dzięki metodom, które i ona poznała, to musiało się udać i Marlenie!
Nie czyniłaby Ludwika aż tylu starań, gdyby nie wierzyła w powodzenie planu.
Gdyby nie wierzyła w nią.

Ludwika z przyjemnością obserwowała metamorfozę, która zaszła w podopiecznej i przyszłej synowej.
Innego planu nie dopuszczała do myśli.
Marlena wyprostowała się, gdyż wcześniej, mimo ciasnego gorsetu kuliła ramiona. Uniosła dumnie brodę i przymrużyła lekko oczy. Makijaż nadawał jej twarzy kociego wyglądu, a teraz jeszcze ułożyła usta w wydęte serce i widać było, że gotowa jest na konfrontację nawet z angielską królową.

- Idź. - Pchnęła ją Ludwika delikatnie i obserwowała powolne kroki, którymi Marlena zanurzała się w tłum.

Wszystko działo się tak, jak sobie to zaplanowała.
Nic nie odbiegało od planu, który opracowała i konsekwentnie realizowała.
I tylko jedna myśl ją kuła w serce – nic nigdy nie dzieje się tak, jak człowiek sobie wymyśli.
Bóg zawsze rzuci coś pod nogi i to coś zazwyczaj zmienia całkowicie układ sił.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. magda
    | Odpowiedz

    jak mnie to opowiadanie wciagnelo…dzo bym dala zeby moc przeczytac je w calosci juz teraz:-)

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      To tak, jak ja mam.
      Ale całości jeszcze jakiś czas nie będzie 😀 Całość się pisze 😀

  2. Kumikoska
    | Odpowiedz

    Już dawno nie poczułam się tak wspaniale, jak przed chwilą, kiedy odpaliłam Twojego bloga. Co za niespodzianka!!! Wzruszyłam się :*. Jestem zaszczycona <3

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      To tak, jak ja, patrząc w Twoje oczy dzisiaj 😀

      • Kumikoska
        |

        Dziękuję!!!! :*

  3. rebel girl
    | Odpowiedz

    Jakoś dalej nie mogę się przekonać do tego opowiadania.
    Nie zrozum mnie źle, ale nie polubiłam głównej bohaterki – po pierwsze nie do końca przekonały mnie jej motywacje co do przystąpienia do planu Ludwiki, a po drugie, jak ktoś już tu napisał, wszyscy bohaterowie mają jakąś mroczną przeszłość i są skrzywieni. Ja wiem, że ci normalni są tak nieciekawi, że nie ma o czym opowiadać. (“Nawet bajki kończą się owym ‘żyli długo i szczęśliwie’. Długo i szczęśliwie, czyli tak nudno, że nie ma o czym pisać.” Marta Fox, “Kobieta zaklęta w kamień”;)) Ale – mimo wszystko – staram się wierzyć, że ludzie są z natury dobrzy, a jednostki patologiczne to… jednostki patologiczne, występujące w mniejszości ;))
    Marlena jawi się jako jedyna dobra w tym zepsutym towarzystwie, “niewinna i nieskalana”, ale… No właśnie, sama zauważyła, że Tomasz nieco ją zbezcześcił. Rozumiem ogólny zamysł bycia damą na salonach i dziwką w sypialni i zgadzam się, że większości facetów taki typ zdaje się odpowiadać, to jednak coś mi w tym przeszkadza.
    Miałam koleżankę, która zaliczyła petting, seks oralny, analny, ale uważała się za dziewicę, bo do standardowego stosunku z facetem nie doszło. Nazywałyśmy ją (za jej zgodą) “mentalną dziewicą” 😛 Miałam też kolegę, któremu nieznajoma w klubie zaproponowała laskę, bo “ma chłopaka i nie chce go zdradzać”.
    Chyba jednak daleko mi do tego podejścia ;))

    • Micra21
      | Odpowiedz

      Droga rebel girl,
      Dziewictwo jak piszesz “mentalne” było dość popularne w czasach mojej młodości, czyli na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Sam to przeżywałem z moją ówczesną miłością. Do seksu dorastaliśmy razem, ale bez “pełnego” stosunku. Przeczytaj opowiadanie “Nastolatki 40 lat temu – początki” na micra21.blogspot.com to wcale nie było takie dziwne.
      A stosunek do nauki seksu przed małżeństwem mam podobny, jak w opowiadaniu.
      Micra21
      Micra21

      • rebel girl
        |

        Ale ja o czymś innym pisałam. Nie krytykuję idei (nauki) seksu przed ślubem, wydaje mi się, że z powodu niedopasowania pod tym względem zbyt dużo małżeństw się rozpada. Nawet ksiądz na naukach przedmałżeńskich o tym wspominał, hahaha ;)) Nie uważam też, że od razu trzeba zacząć od “pełnego” – jak to nazwałeś – stosunku. Każdy ma przecież dowolność.
        Chodzi mi raczej o nazywanie rzeczy po imieniu – nie uważam kobiety mającej stosunek oralny czy analny za nieskalaną dziewicę. Sama Marlena też się chyba za taką nie uważa ;)) Takie jest moje podejście i ta uwaga nie była krytyczna wobec Miki, raczej chciałam pokazać, że bohaterka nie jest bardzo różna od innych postaci z tego opowiadania…

    • Iza
      | Odpowiedz

      Mi się to opowiadanie podoba właśnie dlatego, że każdy bohater ma jakiegoś trupa w szafie (jak w życiu zresztą), a Mika pozwala nam podejrzeć trochę co jest w tych szafach. Normalni bohaterowie byliby za nudni na bohaterów.

      • rebel girl
        |

        Zgadzam się, że nie byłoby o czym pisać, gdyby wszyscy żyli nudno i zwyczajnie – dlatego przytoczyłam ten cytat ;))
        I zgadzam się z tym, że większość (jeśli nie wszyscy) ludzi ma jakieś demony, zwykle przeszłości, z którymi trzeba się zmierzyć i je przegonić, ale nie trupa w szafie.
        Trupa w szafie mają ci, którzy na zewnątrz/na pozór wydają się idealni. Zbyt idealni ;))

      • Iza
        |

        Może masz i rację… To znaczy, że moje trupy to nie trupy tylko demony. Uff, kamień z serca 😉

        A tak serio to jak zwała, tak zwał, a każdy ma coś co go uwiera i męczy z przeszłości czy z teraźniejszości… a żyć jakoś trzeba:)
        Czekam na ciąg dalszy opowiadania- ciekawe kto namiesza;)

      • rebel girl
        |

        Co ciekawe, w angielskim też jest to samo powiedzenie o szafie – tylko w roli głównej występuje szkielet.
        No trzeba żyć, ale lepiej do szafy trupów nie chować 🙂 W mojej chyba nawet nie ma tyle wolnego miejsca, haha.
        A ogródka nie posiadam.
        Ja też czekam na ciąg dalszy, na pewno Mika mnie jeszcze zaskoczy ;))

      • Iza
        |

        Mądra kobieta jesteś 🙂

        Opcja żeby nic w szafie nie chować jest najlepsza ale nie zawsze się tak da zrobić, zwłaszcza jeśli nie twoja szafa, nie twoje trupy/demony/szkielety a sprzątać musisz ty. Bywa i tak.

        Ale co ja będę tak smucić, jeszcze są wakacje i korzystać trzeba z pogody 😀 nad wodę jakąś jechać 😉

      • rebel girl
        |

        Jeśli to nie moje trupy/demony/szkielety i nie moja szafa, to rzadko podejmuję się sprzątania. W końcu na to, co nie moje nie mam wpływu i one wcześniej czy później mnie zaskoczą (niezbyt pozytywnie zapewne), a sama świata nie zbawię. Mogę co najwyżej pomóc.
        Korzystaj z pogody, u mnie w pobliżu nie ma zbyt wiele miejsc z fajnym kąpieliskiem.
        Poza tym dopiero wróciłam znad oceanu, który miał jakieś 5 stopni pewnie, więc, ehh, nawet ciut tęskniłam za ciepełkiem ;))

      • Iza
        |

        Też tak myślałam, do czasu. Jednak życie weryfikuje to co sobie myślę. Ale nic to 🙂
        Jadę korzystać z pogody nad morze bo blisko też nie mam jakiegoś szczególnego wyboru. Tydzień bez komputera, internetu, maili i telefonu 😀

  4. Micra21
    | Odpowiedz

    Piszesz następne części. To świetnie. Parę dni nie byłem przy internecie, bo w dalekiej głuszy na skraju Drawskiego Parku Krajobrazowego odpoczywałem od zgiełku i obowiązków codziennego życia. Z tym większą radością przeczytałem kolejne części przygód Marleny i retrospekcję o Antonim. Już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.
    Pozdrowienia
    Micra21

  5. Przerysowane?
    | Odpowiedz

    […] mnie Pod ostatnią (z resztą nie tylko ostatnią) częścią „Historii rodzinnych”, powstała dyskusja na temat trupów w szafie Tak właściwie to o trupy, ale i o demony każdego […]

  6. kasiejjjka
    | Odpowiedz

    http://www-whyiwrite-wierszempisane.blog.onet.pl/2015/05/05/pechowiec-ii/
    wiem ze to nie na temat ale przeczytaj Miko końcówkę tego opowiadania.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Łocho!
      Jestem inspiracją 😀
      Przeczytałam całe opowiadanie i stwierdziłam, że to przerobione “Internety” 😀
      No cóż… Laska nawet fajnie pisze, ale pomysły czyjeś przerabiać?
      Anna Valetta się wkurzyła, mnie się nie chce 😀
      ps. dzięki kasiejjjka – całuski 😀

      • Magda
        |

        Będzie dziś kolejna część??

      • mika kamaka
        |

        Niestety nie 🙁
        Padam na twarz, ale jeśli jutro się nie s..chrzani, to powinna być 😀
        Za mało godzin ma doba 😀

      • Anna Valetta
        |

        No cóż – ja się jeszcze nie przyzwyczaiłam do tego, że mnie okradają 😛

        A dziewczę pióro miało lekkie i przyjemne i jak widać wyjątkowo przyjazne cudzej twórczości.
        Nazywanie tego inspiracją jest bardzo pobłażliwą interpretacją, ale niech Ci Mika będzie.

        Tak na marginesie – tego bloga już nie ma, ale nie ja przyłożyłam do tego rękę (w sumie poprosiłam tylko o usunięcie moich tekstów, bo nie będę wtryniać się na czyjeś podwórko).

        Hasta la vista baby!

      • GreatLover
        |

        A ponoć naśladownictwo to najlepszy dowód na to, że odniosło się sukces l]

      • mika kamaka
        |

        Też tak do tego podchodzę.
        Laska ma dziewiętnaście lat i nie wie jeszcze o wielu sprawach. O tym, że tak nie powinna i że to może kogoś wkurzyć pewnie też.

      • Anna Valetta
        |

        Widzisz – jakby trafiło na Ciebie to byś jej na spokojnie wytłumaczyła, a ja jestem inna i od razu naostrzyłam siekierę. (no nie od razu, na początku to to odchorowałam i się wypłakałam w kilka ramion, siekierą zaczęłam machać później).
        Natomiast jak spojrzeć obiektywnie to pierwszą lekcję ma za sobą ( i to bezbolesną, bo na wezwaniu się skończyło), daj Bóg i właściwe wnioski – a skoro dobrze pisze, to niech odetchnie i zacznie sama tworzyć.
        Pomysł z blogiem miała fajny – aczkolwiek wykonanie trochę kulało. Może drugim razem wyjdzie dobrze.
        Ja jej danych nie ujawnię, nick może zmienić – czysta karta.

      • Anna Valetta
        |

        A tu proszę – autor nie docenia.
        Masakra

      • GreatLover
        |

        Słucham?

      • Anna Valetta
        |

        To ironia była 🙂

      • GreatLover
        |

        l]

      • Anna Valetta
        |

        ciąg dalszy jest – tym razem z inną sztuką. Naprawdę ludzie są tak głupi i beznadziejni, że nie mogą stworzyć czegoś sami?!

        Potrzeba bycia podziwianym i chwalonym zastępuje takiemu pustakowi sumienie i kręgosłup moralny?

        Wiesz co Great? Trochę to chyba nie tak powinno wyglądać. też takie “łapać złodzieja” tylko trochę zmodyfikowane.

        Ale jeden mądry facet mi przed chwilą powiedział
        ” … ale co Ty się przejmujesz? To problem ma ten ktoś, na tyle pozbawiony wyobraźni, że musi się posiłkować tekstami innych, bo sam nie potrafi napisać tego co przyciąga innych. Gorzej by było jakbyś Ty tak robiła ..
        .. podróbek też jest wiele – tak jak takich przeróbek cudzych tekstów – i znajdą się tacy co je będą czytać, no to niech czytają podróbki …”

      • GreatLover
        |

        Pamiętam jak swego czasu wklepałem w googlach hasło “Debiutant” i sprawdziłem wyniki wyszukiwania – było spoko, jak pierwsze wyniki pokazywały Pokątne.pl, ale kolejne odnosiły się do serwisów z tanią chałturą jeśli chodzi o opowiadania erotyczne – olałem, bo najwidoczniej ktoś chciał ponabijać sobie wyświetlenia moją chałturą l]

        Inaczej się poczułem, gdy znalazłem link prowadzący do… chomiczka l] (chomikuj.pl)

        Tak, tak – ktoś SPRZEDAWAŁ moje teksty, które publikowałem w sieci ;] Wtedy, że tak powiem, misiu się wkurwił – dałem znać Marcowi z pokątnych, co się dzieje, ten zainterweniował swoimi kanałami i problem zniknął, przynajmniej na razie.

        A co do kręgosłupów moralnych, potrzeby zabłyśnięcia itd. – rada dana przez “mądrego faceta” jest bardziej niż trafna. Powiem więcej – biorąc się za nieudolną przeróbkę czyjegoś tekstu, prędzej narażasz się na hejty niż na zyskanie fejmu.

        Teraz na pokątnych jest pocisk po jednym z autorów, który postanowił wziąć na warsztat opowiadanie z topki. Po prostu przerobił je, zdanie po zdaniu, na swój nieudolny sposób i raczej nie spotkało się to z aprobatą czytelników i czytelniczek l]

      • Anna Valetta
        |

        Dzięki za to co teraz wpisałeś. Mika mi wbija do głowy to samo co i Ty teraz powiedziałeś, a ja .. eh…

      • GreatLover
        |

        A tak właściwie – czy ja przypadkiem też nie jestem podłym chujem do szczania, skoro stworzyłem “Bloo me!” nie na podstawie własnego pomysłu? Nawet tytuł podpierdzieliłem l]

      • Anna Valetta
        |

        Pogadamy za kilka dni jak zrobię to samo i skrzywię czyjąś psychikę nieodwołalnie i nieodwracalnie (ten “mądry facet” już się cieszy .. bez komentarza)

        A co do Bloo Me … no w sumie od Twojej interpretacji teraz patrze na niego w inny sposób 😀

      • GreatLover
        |

        Ja po obejrzeniu tego filmiku płakałem za utraconym dzieciństwem. Już wspomniałem w komentarzach, co w tym filmiku jest najgorsze – do listy dialogowej użyto kwestii z oryginalnych odcinków. I weź tu oglądaj “Dom dla..” i usłysz zdanie, które od razu Ci się skojarzy z “Bloo me!” no żesz kurwa l] Tak się nie godzi! ;]

      • mika kamaka
        |

        Powiedz coś więcej w temacie.

      • GreatLover
        |

        W jakim, bo już się pogubiłem l]?

      • Anna Valetta
        |

        Chwalimy

      • GreatLover
        |

        Oj ale weź przestań, nie trzeba było! 🙂

      • Anna Valetta
        |

        to tylko jedno słowo …. a Twoje zdziwienie i banan na twarzy – bezcenne

      • GreatLover
        |

        Jaki banan l]? Zaledwie półuśmieszek.

      • Anna Valetta
        |

        bywa .. jakoś przeżyję

      • GreatLover
        |

        Ale jak? Czyżbyś była tą tajemniczą osobą, która zna odpowiedź na kultowe pytanie “jak żyć, panie premierze?”?

      • Anna Valetta
        |

        Nie. sci-fi w takim wydaniu to nie moja działka

      • GreatLover
        |

        A w takim razie co jest działką Anny Valetty?

Napisz nam też coś :-)