Historie rodzinne (XX)

with 9 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneChcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach...
Tak, to powiedzenie mnie ostatnio dotyczy w stu procentach.
No prawie.

- Jeszcze trochę i się uspokoi. Będzie szło według planu. - To ja w rozmowie z moją mamą.
- Wiesz od ilu lat słyszę to z twoich ust? - Moja mama ze śmiechem.

No fakt.
Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi 😀

Marlena przepływała między gośćmi, jak egzotyczna, kolorowa ryba w ławicy zwyczajnych wyglądem śledzi. Może i ozdobionych strojną oprawą i drogimi klejnotami, ale jednak zwykłych. Każdy oglądał ją sobie, niektórzy nawet dotykali. Niby przedstawiając się, tylko dotykając dłonią dłoni w przypadku pań, czy też składając pocałunek na wierzchu jej ręki. Spojrzenia mężczyzn spijały jej widok. Kobiety natomiast niechętnie oceniały urodę, w blasku której żadna z nich nie wytrzymywała porównania.
Marlena znosiła to wszystko z pozornym spokojem i godnością, jednak jej wnętrze jakby zamarzło. Nie pozwoliła sobie na myślenie, by nie spanikować i nie uciec z przyjęcia, którego była centrum i głównym powodem zorganizowania całej tej fety. Uczepiła się jednej myśli i była nią Ludwika i historia tej. Skoro bowiem ona dała sobie radę, to dlaczego Marlenie miało się nie powieść podobnie?
Przyjmowała to wszystko tym lepiej, że czuła wciąż obecność Ludwiki. Jej ochronne towarzystwo i pomoc w udzielaniu odpowiedzi na pytania, które mogły ją zakłopotać, a nawet zdemaskować.
Z ust Ludwiki każda z odpowiedzi brzmiała mądrze, prawdziwie i nie budziła wątpliwości.
Nikt nie śmiał dopytywać, zadawać wścibskich pytań.

- Marlena jest daleką krewną, przebywała dotąd w klasztorze i to tam się kształciła – mówiła spokojnie Ludwika. - Teraz jest pod moją opieką, aż do czasu zamążpójścia.

Te słowa wzbudzały emocje, które każdy jednak starał się ukryć.
Jak bowiem można było pogodzić zachwyt nad jej nietuzinkową urodą, z zaskoczeniem niewątpliwą czystością wpojoną w klasztorze. Czystością ducha i ciała.
Kobieta marzenie i obiekt pragnień.

Gdybyż oni znali prawdę – myślała Marlena.
Dobrze, że nie poznają prawdy – cieszyła się w duchu Ludwika.

Marlenie udawało się zachować spokój, z małymi tylko wyjątkami.
Pierwszą chwilą rozproszenia uwagi, był widok Ignacego. Jak zwykle przystojny, w świetnie skrojonym garniturze i z kieliszkiem w ręku. Stał i jak inni patrzył na nią. I nie to wybiło Marlenę ze skupienia lecz to, co wyrażało jego spojrzenie. Zachłanny głód, chęć zdobycia i niemy zachwyt. Zbytnio intensywne i nawet ją, a może w szczególności właśnie, przytłaczające. Wzbudzające odruch ucieczki.
Porzuciła widok twarzy Ignacego i wtedy spotkała kolejne oczy. Mieszanina smutku i złości. Niechęć i podziw, a wszystko oprawione wykwintnym makijażem i elegancką fryzurą. Piękna kobieta, której imienia znać nie mogła, nie spuszczała z niej wzroku.
Marlena zamrugała oczami, by złagodzić efekt gwałtownego odwrócenia wzroku.
Zwróciła spojrzenie w innym kierunku i zamarła, przyszpilona bólem kolejnych oczu.
Kilka metrów przed nią, z dłonią zaciśniętą w pięść, przyciśniętą do ust i głodem w rozszerzonych źrenicach, stał Tomasz. Widoku jego twarzy nie potrafiła znieść. Zbyt wiele wspomnień natarło na jej przerażony umysł. Za dużo obrazów wyświetliło się w głowie, przypominając przeżyte wspólnie chwile.
Zacisnęła dłoń na materiale zwiewnej sukienki i znieruchomiała, ogłuchła na otoczenie.
Miała na szczęście w pobliżu osobistego anioła stróża – Ludwikę. Ta nieomylnie odczytała jej reakcje i źródło ich pochodzenia. Uśmiechnęła się przepraszająco do rozmówców i pociągnęła Marlenę do wejścia do domu.
Marlena pozwoliła powieść się, pozostając bezwolną i na granicy płaczu. Nie potrafiła zapanować nad własną reakcją i nawet nie próbowała.

- Weź się w garść, Marleno! - szepnęła władczo Ludwika. - Twoja rola jest zakończona na tę chwilę, więc możesz wracać do pokoju.

Marlena nie zareagowała na te słowa. Stała i walczyła z cisnącymi się jej do oczu łzami.

- Dziecko – dodała już łagodniej. - Wiem, co czujesz, ale mogę cię zapewnić, że to minie. Teraz czujesz się skołowana i może nawet osaczona przez wszystkich. To minie i zostanie tylko szczęśliwość.

Po ostatnich słowach Ludwiki, Marlena wróciła do świata obecnych.

- Bo ja się czuję takim nic nieznaczącym pionkiem na szachownicy życia – westchnęła. - Jetem tylko po to, by mną zawiadywać. Gdzie mi się karze, tam się przemieszczam, by być. Takie moje przeznaczenie?

Tak jest – pomyślała Ludwika, lecz nie powiedziała tego na głos. - Wszystkie tak mamy, gdyż urodziłyśmy się kobietami.

- Teraz tak to może dla ciebie wyglądać, ale uwierz, że wszystko się zmieni. - Ujęła ją pod ramię i prowadziła w kierunku schodów na piętro. - Idź teraz do pokoju, zamknij się w nim i pamiętaj, by wpuścić tylko mnie. Nie rozbieraj się, możesz być jeszcze zmuszona, by zejść na przyjęcie. Tylko wtedy, gdy osobiście po ciebie przyjdę. Idź.

I pchnęła powolną Marlenę a ta, jak duch weszła po schodach, do swojego pokoju i padła na łoże. Pamiętała jeszcze tylko, by zamknąć zamek w drzwiach.
Nie pozwoliła sobie na łzy. Nie chciała płakać i nie mogła. Rozmazałaby makijaż, widać byłoby że cierpi. Miała być przecież opanowana, dumna i spokojna.
Nie czuła żadnego z powyższych. Była zrozpaczona.
Tak, jak wcześniej czuła pewność tego, że postępuje słusznie, tak teraz, po spotkaniu z Tomaszem straciła swą pewność. Za dużo poczuła, a myślała przecież wcześniej, że to już za nią. Wierzyła w słowa Ludwiki, że był to tylko element szkolenia.
Och głupia jej naiwność.

Leżała w bezruchu, wsłuchując się w stłumione dźwięki dobiegające z przyjęcia. Usypiała prawie, przemyśliwując dzisiejsze wydarzenia, toteż gdy usłyszała pukanie do drzwi, podskoczyła wystraszona. Usiadła na posłaniu, spuszczając bose stopy na dywan i czekała. Czekała na sowa Ludwiki, na jej zapytanie o samopoczucie, może ewentualnie na przywołanie na przyjęcie. Nie odważyła się ruszyć, podejść do drzwi. Czekała.
Pukanie powtórzyło się i tym razem było głośniejsze, bardziej natarczywe.

- Tak? - Głos jej zachrypł, w gardle zaschło.
- Wpuść mnie.

Męski głos zaskoczył ją, zerwał na równe nogi.

- Kto tam? - Drżące pytanie.

Ludwika to przewidziała!

- Ignacy – odpowiedź przez zaciśnięte zęby. - Wpuść mnie.
- Nie. - Bała się reakcji Ignacego. Znała jego porywczość.
- Dlaczego nie?! - Już się złościł.
- Twoja matka nie pozwoliła – tłumaczyła się trochę, jak wystraszone dziecko. - A poza tym, nie chcę! - dodała już odważniej.
- Nie chcesz?! - krzyknął. - To się jeszcze okaże!

I zapadła cisza, a po chwili oddalające się kroki pozwoliły Marlenie odetchnąć, czy właściwie zacząć oddychać.
Padła z powrotem na łóżko i klepnęła się z rozmachem w czoło. Tak, Ludwika była nader przewidująca. Podejrzewała ją już prawie o jasnowidzenie, a na pewno nie mogła jej odmówić mądrości i doświadczenia.
Minuty mijały, dziewczyna zaczęła się odprężać i nieśmiało, bardzo ostrożnie wierzyć w to, że jednak wszystko się ułoży i da jej los możliwość zaznania szczęścia.

Po godzinie oczekiwania odpłynęła w objęcia Morfeusza, zapadając w niespokojny sen.
Śnił jej się Tomasz i jego miękkie wargi, zamykające się na stwardniałym z podnieceniu sutku jej piersi. Czuła palce głaszczące policzek i usta, którymi smakował jej usta. Czuła smak i zapach alkoholu w jego oddechu i dziwny ucisk na brzuchu. Tomasz szarpnął materiał sukienki i wtedy się obudziła, lecz sen nie minął. Trwał nadal i tylko twarz Ignacego zastąpiła twarz ze snu. Pochylał się nad nią, leżąc na jej ciele. Sukienka miała rozerwany przód, sznurki gorsetu były rozciągnięte na piersiach, a radość w oczach Ignacego przerażała. Przerażała i zmusiła do walki, lecz tak drobna kobieta nie miała szans w zmaganiach siłowych z tym rosłym mężczyzną.

- Nie wiesz nawet, jak długo na to czekałem – mruczał jej w usta. - Jak bardzo o tym marzyłem. - Kąsał jej wargi, przytulił policzek do policzka, by po chwili przygryźć delikatnie płatek ucha.

Podniecenie Marleny wywołane obrazami ze snu nie opadło, lecz nasiliło się. Próbowała go zepchnąć z siebie, lecz bezskutecznie i bez przekonania.

- Tak, nie opieraj się. - Uśmiechnął się, mrużąc oczy.

Działał na nią i wiedział o tym. Działał tak na wszystkie kobiety, ale żadnej nie pragnął tak bardzo, jak tej, którą przygniatał właśnie swym ciałem.

- Dam ci rozkosz. - Całował ją, podciągając równocześnie materiał sukienki prawą ręką.

Lewa błądziła w jej włosach, pieściła małżowinę ucha.

- Będzie nam dobrze... - I zamarł.

Dotarł między jej uda i powyżej. Twarz z zadowolonej zmieniła się wyrazem w niedowierzanie, a po chwili we wściekłość.
Zerwał się na klęczki i podrzucił sukienkę, zadzierając ją powyżej pasa.

- Nie może być! – krzyknął. - To się nie dzieje naprawdę!

Patrzył na skórzano – metalowy pas cnoty, w który Ludwika ubrała Marlenę.

- Przeklęta kobieta! - Znów wściekły warkot. - By to szlag!

I zerwał się z łóżka, wpatrując się wciąż w kobiecość Marleny, okrytą częściowo zbroją strzegącą skarbu, który miał zamiar właśnie zdobyć. Czego, jak czego, ale tak archaicznej obrony nie spodziewał się.
Poczuł się pokonany prze matkę gdyż wiedział, że dotąd dziewczyna nie nosiła takiej zbroi. Nie ona wpadła na ten pomysł, lecz jego rodzona matka. Sprytna i przebiegła kobieta wiedziała, czego się po nim spodziewać. Myślał, że przechytrzy ją, gdy wśliźnie się niepostrzeżenie do pokoju i odblokuje zasuwę do tajemnego przejścia w ścianie, lecz nie docenił sprytu rodzicielki. Ta przewidziała i to. Zabezpieczyła dziewczynę na wypadek każdej jego sztuczki.

- Przeklęta kobieta. - Wściekłość go jednak opuszczała.

Zastąpiło ją inne uczucie.
Wiedział, że musi mieć Marlenę nawet, jeśli ceną za to będzie ślub. Pragnął jej w tej chwili bardziej, niż czegokolwiek na świecie. Pragnął jej bardziej, niż kiedykolwiek pożądał Nataszy. Nie obawiał się jednak wyboru, który padł na to wystraszone wciąż, ale i podniecone dziewczę, które z oczami, jak spodki, wpatrywało się w niego.

Nie wiedział czemu, ale pewien był trafności swojej decyzji.
Może odziedziczył po matce wysoce rozwiniętą intuicję. Może ktoś z góry kierował nim jednak.

Oddychał coraz spokojniej, przyglądając się Marlenie, a na jego twarz wypełzał uśmiech.

- Dobrze więc, Marleno. - Poprawił koszulę, wciskając ją za pasek spodni. - Będzie więc po bożemu. Tak, jak chce tego matka. Poczekam. - Przesunął zgrubienie w spodniach, gdyż uciskały go one boleśnie. - Nie będziesz tego żałowała. Obiecuję.

Sięgnął po marynarkę jedną dłonią, drugą poprawiając sukienkę dziewczyny. Pociągnął ją w dół, zakrywając jej nagość. Znów złość, a może tęsknota zawitała na jego twarzy, lecz potrząsnął głową, odganiając to uczucie i prostując się.

- Dobrej nocy, Marleno. - Skłonił się z nonszalancją i wyszedł z pokoju, przez sekretne drzwi za obrazem.

Jeszcze przez długi czas Marlena leżała osłupiała całym zajściem.
Podziwiała mądrość chlebodawczyni, gdyż wyglądało na to, że przewidziała podobny rozwój wypadków. Wiedziała, że sprawy mogą się potoczyć w ten sposób. Zapobiegła zrujnowaniu planu, ale znała w końcu Ignacego świetnie. Był przecie jej synem.

Po dobrej pół godzinie wstała, zaryglowała przejście w ścianie, po czym rozebrała się, pozostając jedynie w pasie cnoty. Nie miała kluczyka do zamka w nim, ale nie bolała nad tym.
Pogładziła gładką powierzchnię metalu ciesząc się z tej niewygody.
Wielogodzinne modlitwy też odbijały się na jej ciele w czasie pobytu w klasztorze.
Niewygoda umiejscowiona była wtedy jednak w innym rejonie ciała.
Dużo niżej.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kumikoska
    | Odpowiedz

    No dziękuję ❤️❤️❤️ .

  2. GreatLover
    | Odpowiedz

    Hmm… uświadomić Mikę, że w wysokich temperaturach z ciała “wytapia się” pot a nie tłuszcz, i zostać rozszarpanym na strzępy za niszczenie marzenia wszystkich kobiet na świecie? Hmmm… raczej nie, lepiej zachować tę wiedzę dla siebie l]

  3. Iza
    | Odpowiedz

    No pięknie XX wiek i biedne dziewczę zakuć w żelazne majty- tylko Ty wpadłabyś na coś takiego, tylko Ty 😀
    I żeby Ignacy za takie traktowanie się nie zemścił 😉

  4. Magda
    | Odpowiedz

    Oszalałam na punkcie tego opowiadania! Cały czas chce więcej! Czekam niecierpliwie 😉

  5. mikakamaka-old.guff.pl
    | Odpowiedz

    Och, Julciu.
    Codziennie obiecuję sobie, że dziś wreszcie uda mi się usiąść z kompem na kolanach i pisać.
    Codziennie też wracam o 21-szej do domu i padam na twarz, myśląc o tym, że znów mi się nie udało 🙁
    Dziś wróciłam właśnie, więc jest nadzieja. Ja ją mam.
    Zmyję z siebie kurz remontu, zrobię sushi i mam wolne 😀
    Od czego?
    O tym we wstępie do nowej części pewnie 😀
    Całusy i dzięki za cierpliwość.

  6. mikakamaka-old.guff.pl
    | Odpowiedz

    Dzisiaj będzie. Pewnie o nietypowej porze. Na drugie śniadanie może 😀

Napisz nam też coś :-)