Historie rodzinne (XXI)

with 9 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneDziękuję za cierpliwość i pragnę się wytłumaczyć.
W przyspieszonym tempie remontuje się mieszkanie. Plan szalony zakłada wprowadzenie się przed końcem miesiąca i jeśli do tego dojdzie, to będzie to przeprowadzka na wariata.
Nie pierwsza to taka akcja w moim życiu, więc mam całkiem niezłą praktykę 😀

Teraz historie rodzinne.
Miłego czytania 😀

Rano Marlenę wygoniła z łóżka prąca potrzeba fizjologiczna do załatwienia.
Był jeden problem. Jak mianowicie wysikać się przy metalowych majtkach?
Przebierała nogami, rozgryzając gorączkowo ów dylemat, zagryzając przy okazji wargi do momentu, gdy parcie było było tak silne, że nie wytrzymując dłużej usiadła na sedesie w metalowo - skórzanej zbroi i oddała mocz.
Z ulgą, lekkim zniesmaczeniem, oraz dziwnym uczuciem zniewolenia i płynącej z tego faktu, przyjemności. Sama dziwiła się temu, co czuła.
Czuła się kobieco i delikatnie. Była chroniona i uwięziona równocześnie.
Trochę przypominało to to, co było jej udziałem w zakonie
Być, ale nie czuć. Czuć, ale nie starać się poczuć więcej.

Umyła się, ubrała i z sercem w gardle opuściła pokój.

***

- Wiem, że to dosyć niespodziewanie, ale chciałbym was prosić o błogosławieństwo. - Ignacy bez wstępu wypalił swą prośbą podczas śniadania.

Ludwika zamarła z widelcem i nadzianą nań jajecznicą w drodze do ust. Jej mąż wywindował brwi na czoło, a służąca nie wytrzymując wiadomości, upuściła tacę z preclami.
Iście teatralna oprawa dla tej wiadomości wynikała również z faktu, iż służąca ta oddawała się nie raz przyjemnościom, z udziałem Ignacego.
Jakoś tak jej się wyimaginowało w głowie, iż Ignacy nigdy się żadnej kobiecie nie oświadczy, a tym samym pozostanie do jej dyspozycji fizycznie.
Przy okazji oczywiście dopełni wiecznie pustą kiesę.

Dziewczyna szybko się jednak pozbierała, przeprosiła za swą fajtłapowatość, po czym opuściła pomieszczenie. W kuchni cisnęła tacą do zlewu i wybiegła w kierunku pokoi służby.
Musiała pobyć sama.
Musiała opłakać swe nadzieje i głupie uczucie, na które w swej nieostrożności pozwoliła sobie.
Co ona sobie wyobrażała?! Służąca i bogacz z urodzenia?
Głupia i naiwna.

- Wiem mamo, iż taki właśnie miałaś plan. - Kontynuował Ignacy. - Nie jestem głupi, lecz aprobuję twój zamysł. Tak, masz rację. Powinienem się ustatkować, a Marlena jest idealna. Dobrze wybrałaś i niech stanie się tak, jak to wymyśliłaś.

Ludwika osłupiała, zastygła w niezmienionej pozie na dłuższą chwilę, a srebrny widelec wysunął się spomiędzy jej sztywnych palców i z łomotem spadł na talerz. Talerz pękł na pół, dopełniając obrazu rodem z teatralnego przedstawienia.
Niedobrze – pomyślała Ludwika, przyglądając się rozpękniętej porcelanie. - Bardzo źle. To może być znak.

Nie powinna była tak myśleć. Ponoć niektóre z naszych myśli są samorealizującą się przepowiednią.
Może tak, może jednak nie...

- Tak więc zaplanuj nasz ślub i tylko jeden warunek z mojej strony – zawiesił głos, potęgując zdenerwowanie tak Ludwiki, jak i Marleny. - Ślub musi odbyć się wkrótce. Żadnego pół roku narzeczeństwa. Nie ma o tym mowy!

Widziała Ludwika zacięcie w twarzy swego pierworodnego, lecz to nie miało dla niej w tej chwili żadnego znaczenia. Liczył się tylko fakt, iż chciał się żenić i założyć rodzinę. Założy ją z mądrą, przeszkoloną przez nią samą, dziewczyną.
Bolesna prawda, lecz samej przecie Ludwice udało się stworzyć szczęśliwe małżeństwo, więc i jej podopiecznej powinno się udać.
Zaplanowany rozwój wypadków i główna bohaterka w to zaangażowana, lecz może dzięki temu właśnie plan powiedzie się. Ignacy ustatkuje się wreszcie przy swej pięknej i pełnej rozbudzonego wdzięku, żonie. Przestanie ciekać od panny do panny i poświęci uwagę rodzinie i rodzinnemu interesowi.
Czasu trochę potrzeba, by posiadł większość wiedzy, jaką miał mu do przekazania ojciec. Prowadzenie tak dużej firmy musiało być poprzedzone nauką.
Nic poważnego nie mogło być dane osobie, która nie nabyła mądrości, od bardziej doświadczonego w temacie.
Kto, jak kto, ale Ludwika wiedziała to doskonale.

- Dobrze, synu – udało jej się wydusić, przez zaciśnięte z emocji gardło.

Przelotnie spojrzała jeszcze tylko na Antoniego, a ten nauczony doświadczeniem, nie zadawał pytań. Wiedział, że żona opowie mu wszystko w odpowiednim czasie. Był tylko w ogromnym szoku, gdyż nie robił sobie już nawet nadziei na odmianę u syna. Pogodził się z faktem, iż będzie musiał sprzedać kiedyś w końcu firmę, gdyż najgłupszym, co mógłby zrobić, byłoby przekazanie jej Ignacemu.
Teraz rewidował poglądy i czuł narastającą we wnętrzu nadzieję. Jeśli bowiem syn zdoła opanować firmę w przeciągu roku, to nareszcie będzie mógł pojechać z Ludwiką w miejsca, o których zwiedzeniu marzyli od lat. Nie sposób jednak wyjechać daleko, gdy zarządza się tak liczną załogą.
Dopił poranną kawę, otarł wąsa i uśmiechnął się na myśl o podróży z żoną.
Ludwika uwielbiała poznawać nowe miejsca prawie tak bardzo, jak uwielbiała dotyk jego wąsów na wnętrzu ud.
Nie raz mu o tym mówiła, zabraniając golenia zarostu pod nosem.
Powoli odetchnął, by uspokoić ciało, które momentalnie zareagowało na myśl o igraszkach z Ludwiką.
Mieli po czterdzieści kilka lat. On więcej, ona mniej. Inne małżeństwa od dawna straciły zainteresowanie wzajemne sobą, lecz nie oni. Dla nich seks, był jednym z fundamentów. Miłość i seks pozwoliły im przetrwać w zgodzie i nadziei na szczęśliwą przyszłość. Nawet hulaszczy charakter ich syna, jawił się mniejszym problemem dla Antoniego, gdy miał oparcie w swej żonie.
Teraz i to nabrało jasnych barw.

Ludwika bezbłędnie odczytała nastrój męża. Wiedziała, że wieczorem czeka ich gorące zbliżenie. Znała Antoniego i wigor, który wzrastał w nim, gdy na horyzoncie zamajaczy choćby niewielki sukces.
Ponoć to tak właśnie działa. Ponoć tak mają wszyscy ludzie. Tego ją uczono, a ona wykorzystywała nabytą wiedzę.
Nadeszła pora, by wiedzy swej użyła również Marlena.
Dziewczyna potrzebowała jednak oparcia i rąbka fartucha, w który mogłaby się wypłakać.
Ludwika wiedziała, czyj fartuch jej podsunąć.

Najlepszy, najbardziej doświadczony i światły, w swym braku pobieranych nauk, umysł. Bez szkół, lecz z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem. Bez umiejętności czytania i pisania, lecz z intuicją rozwiniętą na ponadprzeciętnym poziomie.
Babka. Jej doradczyni i wróżka w jednym. Oparcie, opoka i substytut matki, oraz przyjaciółki.
Tak, musi przysłać do babki Marlenę. Ludwika widziała, że dziewczyna zaczyna przypominać balon maksymalnie wypełniony buzującymi emocjami, dla których ta nie znajdowała ujścia. Wiedziała również, że jeśli czegoś z tym faktem nie zrobi, to dziewczyna popełni głupstwo. Błąd, którego nie naprawią. Coś, co zniweczy plany i wysiłek włożony w jego misterium.

***

- Przychodzę z palącą sprawą. - Ludwika opadła na wysłużone krzesło, przy okrągłym stole.
- Wiem dziecko – zaszeleściła głosem starowinka. - Nie bez kozery zwiesz mnie swoją wróżką.
- To prawda. - Serce Ludwiki zalała czułość, gdy patrzyła na siateczkę zmarszczek na policzkach Ludmiły.

Od kiedy pamięta, stara kobieta była obok niej. Zawsze spokojna, uśmiechnięta i wyciszająca młodej krwi wzburzenie. Kojąca rozterki i smutki. Przyklaskująca radościom i wzlotom w małżeństwie. Usprawiedliwiająca porywczość tak jej, jak i Antoniego, pochopność złych słów, które padały podczas kłótni.
Gdy Ludwika była w ciąży, a Antonii obawiał się zbliżeń z nią, przez wzgląd na zdrowie dziecka, to ta właśnie starowinka wyjaśniła, jak rozpalić męża swego, by ten nie potrafił opanować pragnienia. Okazało się, iż brak penetracji jej spragnionego ciała można obejść, zastąpić innymi formami zbliżenia. Okazało się przy okazji, że taki sposób zespolenia ciał jest czymś, co zbliża kochanków do siebie równie skutecznie, o ile nie mocniej.
Ludwika powiła szczęśliwie syna i mimo fobii, którą okazał Antonii, gdy pod sercem nosiła jego potomka, nie oddalili się od siebie. Stali się sobie jeszcze bliżsi. Ich miłość dojrzała, ciała poznały się nawzajem, wszelkie opory opadły i zniknęły.
Byli z sobą bardziej, niż wcześniej.
Wybuch namiętności, który nastąpił po połogu obezwładnił Ludwikę tak bardzo, iż chodziła w amoku, przystawiając do piersi dziecko, a błogi uśmiech nie schodził z jej oblicza.

Teraz musiała przekazać w te sprawne ręce swą podopieczną. Znów kolejna kobieta, do pomocy Marlenie.

- Przyślij mi ją – rzekła wróżka. - Zaopiekuję się tym dzieckiem.

Ulga, którą poczuła Ludwika była tak wielka, że łzy napłynęły jej do oczu. Nie pytała, skąd starowinka wie o Marlenie i że to z jej sprawą przychodzi.
Wszystko działo się w zgodzie z jej marzeniami i tylko pęknięty talerz majaczył złym płomykiem w podświadomości.

***

- Witaj, pani. - Marlena skłoniła się, wchodząc do jasnej izby.

Na środku pomieszczenia stał duży, okrągły stół. Przy ścianie natomiast zaściełane starannie łóżko z wieżyczką ułożoną z puchatych poduszek.

Czy ta kobieta układa sobie ich aż tak wiele pod głową, by zasnąć – zastanawiała się Marlena. - Przecież musi spać prawie na siedząco.

Pod przeciwległą ścianą wesoło śpiewał ogień. Piec i buzujące w nim płomienie, połykające zamknięte za drzwiczkami drwa, a na nim garnek z wonną potrawą i zapachem rozchodzącym się zeń po całym pomieszczeniu. Aromaty dobywające się spod pokrywki zaatakowały nos Marleny, w wyniku czego ślina napłynęła jej do ust. W brzuchu zaburczało donośnie i choć była po niedawnym śniadaniu, poczuła głód. Nie była głodna, lecz miała ochotę na tę właśnie potrawę.

- Chodź, dziecko. - Starowinka przywołała ją ruchem pomarszczonej dłoni. - Wejdź, zamknij drzwi i usiądź do stołu. Ugotowałam właśnie nową potrawę i będę wdzięczna za twoją, na jej temat, opinię.

Dobre wychowanie nakazywało Marlenie nienarzucanie się swoją obecnością. Powinna była podziękować i odmówić poczęstunku, lecz z drugiej strony nie mogła. Starsza kobieta poprosiła ją o ocenę smaku posiłku, a i ona sama miała na zjedzenie dania ochotę.

- Z przyjemnością. - Uśmiechnęła się. - Pachnie cudownie.

Babulinka nie odpowiedziała nic. Podeszła do huczącego ogniem pieca, nabrała z garnka chochlę gęstego gulaszu i podała parującą zapachami miskę, dziewczynie.

- Racz się i bądź bezlitosna – uśmiechnęła się do Marleny.
- Bezlitosna? - Dziewczyna nie rozumiała.
- Powiedz prawdę. - Uśmiech odsłonił jej bezzębne dziąsła. - Co sądzisz o smaku.

Marlenę zdziwił fakt, iż mimo braku uzębienia, kobiecina wyglądała zdrowo, rześko i radośnie. Okaz żywotności z permanentnym brakiem zębów. Gdy się uśmiechała, widać było gołe dziąsła, lecz nie odrzucił ten widok dziewczyny. Sympatia do babuliny i wręcz czułość, to czuła.
Nabrała gęsty gulasz na czubek sfatygowanej łyżki, wsadziła do ust i zamarła w stanie kompletnego oszołomienia. Osłupienie i feeria barw smaku. Gwałt zadany jej podniebieniu i rozpływający się po języku posmak potrawy.

- Mhmmm – Tyle była w stanie wydusić, nim uniosła do ust kolejną łyżkę potrawy i jeszcze jedną. - To jest najlepsze jedzenie, jakiego dotąd skosztowałam. Co w tym jest?! - Zażądała wręcz nachalnie odpowiedzi.
- Przyprawy tylko. - Wróżka, jak ją zwykła nazywać Ludwika, ucieszyła się na ten bezinteresowny komplement. - Ziemniaki, papryka, cebula i czosnek. Do tego pomidory i mnóstwo przypraw.
- Czy mogę prosić o dokładkę? - Marlena powiedziała więcej, niż była powinna. Nie tak ją uczono. Nie powinna była chcieć więcej, lecz aromaty ją obezwładniły. - Taką malutką chociaż.
- Nawet i dużą dostaniesz. - Kobieta hojnie dopełniła naczynie. - Na zdrowie.

I usiadła naprzeciw dziewczyny, wpatrując się w nią i poprzez jej ciało, w duszę.
Widziała wiele z tego, co czekać miało Marlenę. Nie wszystko było takie, jak to sobie z Ludwiką zaplanowały. Tak naprawdę, to niewiele z tego miało się sprawdzić, lecz nie zamierzała zdradzać tego żadnej z nich.
Wszystko stanie się o właściwej porze i posiadanie wiedzy na ten temat mogłoby je tylko przestraszyć.

Marlena pochłaniała potrawę, Ludmiła czekała.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Iza
    | Odpowiedz

    Narobiłaś nam smaka na dalsze wydarzenia 🙂 jako pierwsza klikam serducho i czekam na więcej !
    Pomyślnej weny Miko 🙂

    • Iza
      | Odpowiedz

      Ooo tak, zgadzam się z moją imienniczką, klikam i proszę o więcej 😉

  2. Styna
    | Odpowiedz

    Kliknę w serce Twe nie pierwszy i nie ostatni raz 😉
    Dziękuję za tą część i czekam na kolejną, ale spokojnie – skup się na sprawach rodzinno-domowo-biznesowych. Ja i cała reszta czytelników (nie)cierpliwie poczekamy 😉
    Pozdrawiam 🙂

  3. magda
    | Odpowiedz

    skad masz Mika sile zyc tak intensywnie.Ja po 8 godz w pracy, popoludniu z dzieckiem i normalnymi babskimi obowiazkami padam wieczorena pysk.zazdroszcze energii wigoru i dobrego humoru.

    • GreatLover
      | Odpowiedz

      Lepiej o tym nie rozmawiajmy, bo jak w internetach się rozniesie wieść, że mamy w kraju osobę pełną niewyczerpalnej energii, to ani się obejrzymy jak przyjadą do nas Amerykanie z demokracją l]

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Mam dla kogo i to mnie napędza 😀
      To, że chcą jeść i im smakuje, więc gotuję. To, że lepiej czują się w posprzątanych pomieszczeniach, to pilnuję porządku.
      Nie, nie sprzątam sama. Koordynuję, często drąc gumiora przy okazji 😀
      Dziadkowie pomagają, moja mama prasuje (wszystko!), a to dodatkowe godziny tygodniowo.
      Mało czytam, bo piszę, więc mam czas wieczorem, jeśli nie padam na pysk. Jeśli padam, to piszę choć kilka zdań, bo to jak z oszczędzaniem – zbiera się powoli kupka literek 🙂
      I tak do przodu. Dzień, po dniu.Zwyczajność, ale moja zwyczajność. Ze zwyczajności życie się składa, z obowiązków i polubiłam to. Już nie szukam “fajerwerków” życia. Mam, co mam i jest fajnie 😀
      Ostatnio auto męża poszło do blacharza, więc mamy moją popierdółkę dwuosobową. Jedno dziecko jest zawożone do szkoły, drugie jedzie autobusem. By jechać bez przesiadek, śpi u dziadków. Po trzech takich dniach zbuntował się mój czternastolatek i wykrzyczał mi przez telefon, że on chce do domu, do swojego pokoju i łóżka 😀 Do moich kanapek do szkoły 😀 😀
      Pożyczyliśmy samochód od teścia, żeby mieć czym wozić obu.
      Śpiąc u dziadków, syn był obserwatorem kłótni rodzinnej sąsiadów. Darli się ponoć przez cały wieczór. Stwierdził, że nie ogarnia tego. Przeraziło go to.
      Docenił brak kłótni w domu.
      Po co to piszę?
      Odebrałam to, jako pochwałę. Staram się, więc chłopów moich ciągnie do domu. Nie wszystko mi wychodzi, idzie zgodnie z planem, ale jest dobrze 😀
      Padanie na ryj jest wpisane w posiadanie rodziny. Też padam często.
      Się rozpisałam 😀

      • Aprecjator
        |

        “Po trzech takich dniach zbuntował się mój czternastolatek i wykrzyczał
        mi przez telefon, że on chce do domu, do swojego pokoju i łóżka 😀 Do
        moich kanapek do szkoły” – coś takiego to jest najlepsza nagroda dla rodzica. W takim momencie pojawia się w głowie myśl – cholera nie jestem najgorszym rodzicem.

        Energia pojawia się z braku alternatywy. Padnięcie i nie zrobienie jedzenia dzieciom nie oznacza że one pójdą spać na głodnego ale oznacza, że za chwile całe potomstwo wejdzie na śpiącego tatę/mamę i coraz bardziej natarczywie zacznie się domagać kolacji.

        Nie masz za co przepraszać. To my dziękujemy, że pomimo nawału zajęć znajdujesz czas aby napisać coś fajnego.

  4. Askaa
    | Odpowiedz

    Chcesz nas zabić tym czekaniem?!:D

Napisz nam też coś :-)