Historie rodzinne (XXII)

with 5 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneMiłego, choć mało pikantnego (w tym odcinku).
Wiem, że chcielibyście, bym pchnęła akcję mocno w jakimś kierunku.
W tym się tak nie stanie, w następnych i owszem. I to pewnie tak, że niejedna z osób mnie znielubi za to 😀
Dziś się jednak nie spieszę. Akcja sobie leniwie płynie 🙂

- Musisz nauczyć się gotować. - Cicho stwierdziła Ludmiła. - Nie byle jak. Musisz posiąść moją wiedzę.
- Ale po co? - Zaskoczona Marlena zamarła z łyżką uniesioną do ust. - Przecież...
- Przecież masz być żoną bogacza? - Weszła jej w słowo z pobłażliwym uśmiechem. - Po pierwsze, życie lubi płatać figle. Dziś jesteście bogaci, opływacie fortuną, lecz tylko Bóg wie, co wydarzy się jutro. Być może wybuchnie wojna i będziesz musiała radzić sobie, jak kobiecie natura przypisała. Figle i zaloty nie wystarczą wtedy. Będzie ktoś musiał ugotować rodzinie strawę i tym kimś będziesz ty, Marleno.
- Wojna? - Dziewczynie zrzedła mina, a apetyt całkowicie odszedł.
- Taki przykład tylko podałam. - Starowina machnęła ręką. - Może fabryka paść, czy cokolwiek innego się popsuje. Chcę ci powiedzieć dziecko, że są sprawy nam przypisane. Jest to rodzenie dzieci i ich piastowanie. To kobieta pielęgnuje ognisko domowe i jakiekolwiek ingerowanie w stary porządek rzeczy, jest bezcelowe. Pamiętaj o jednym, dziecko. - Znów pieszczotliwie zwróciła się do Marleny. - Jeśli stracisz fortunę, ty i twój przyszły mąż, to on znajdzie dla siebie pracę. - Stęknęła, wstając od stołu i kierując się ku niewielkiej komodzie z szufladkami. - Zakasa rękawy i zapracuje na wasz kawałek chleba. Ty natomiast będziesz musiała coś z tego kawałka przyrządzić. Będziesz potrafiła?
- Nie – przyznała, zdając sobie z tego właśnie sprawę.
- Nie mówię, że tak się stanie. - Przerwała, pochylając się nad zawartością jednej z szuflad i dobywając z jej wnętrza coś. - Możesz jednak zadziwić Ignacego, gdy będziesz miała okazję przyrządzić mu coś smakowitego i zrobisz to lepiej, niż wszystkie kucharki świata. Zrobisz to dla niego ty!

Ostatni argument celnie trafił do przekonania Marleny. Pokiwała głową z aprobatą, wyobrażając sobie siebie pochyloną nad parującymi garnkami i Ignacego oczekującego na wynik jej zmagań kuchennych. Podaje mu danie i być może właśnie to, które przed chwilą sama jadła, Ignacy próbuje, zamiera zachwycony, a później...
No cóż. Później jej się odwdzięcza z nawiązką.

Starowinka obserwowała odbicie myśli dziewczyny, które to przepływały po jej twarzy falami zachwytu, radości i zadowolenia.
Tak, była ta mała uradowana propozycją, którą właśnie otrzymała. Powód i celowość zamiarów Ludmiły nie mogły być jej znane i tak właśnie miało pozostać. Miała wierzyć w to, iż kolejna kobieta che po prostu poszerzyć wachlarz jej umiejętności i nic ponadto.

- Chcę tego, pani – pokiwała głową z entuzjazmem.
- Widzę właśnie. - Znów uśmiech znad fajki, w którą wciskała, poskręcanymi palcami, włókna tytoniu. - Będziesz pierwszą osobą, której zdradzę moje przepisy. - Tajemniczo zmrużyła oczy. - Jesteś godna tego, by stać się powiernicą mej kulinarnej wiedzy. Jest tylko jedno ale... - Znów zawieszenie głosu.
- Jakie? - Napięcie Marleny objawiło się wychyleniem ciała w przód, ku babulinie.
- Czy masz w sobie wystarczająco dużo zapału? - Patrzyła na nią spod byka, uciskając tytoń ubijakiem. - To nie będzie lekka praca. Wymagająca jestem.

Ludmiła ze stęknięciem uniosła się z krzesła przy stole, niedbałym ruchem ręki strzepnęła resztki rozsypanego tytoniu z blatu, na deski podłogi i powolnym krokiem podeszła do huczącej ogniem, kuchni. Tam uniosła jeden z fajerków przy pomocy pogrzebacza i wsadziła w dziurę drwo. Po chwili drewno zajęło się ogniem i to przy jego pomocy odpaliła fajkę, zaciągając się dymem, a przy okazji i płomieniem, który wpełzł do komina fajki. Z przymrużonymi oczami i przyjemnością malującą się na wiekowej twarzy, wypuściła potężną chmurę dymu z płuc, po czym zamarła.

- Kocham ten stan – mruknęła ledwie dosłyszalnie. - Spokój, fajka i ja. - I trwała z wpółprzymkniętymi oczami, przez dłuższą chwilę. - Wróćmy jednak do ustaleń. - Zamrugała powiekami, jakby wracając ze świata marzeń, do rzeczywistości. - Dziś wieczorem masz być u mnie na pierwszej lekcji. Ubierz się, jak do pracy. Jakieś pojęcie o zwykłych obowiązkach domowych masz? - Uniosła brwi, w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Tak jest. - Dziewczyna poderwała się, jakby miała już teraz biec po ubrania. - Miałam wiele zwykłych obowiązków w zakonie. Pielenie ogrodu, podlewanie go, porządki codzienne w kuchni... - przerwała, popadając w zamyślenie. - Tak, kuchnię też sprzątałam, więc znam ją trochę od tej porządkowej strony.
- To dobrze, Marlenko. - Znów pełen mądrości i wyrozumiałości, dla entuzjazmu gorąca młodej krwi, uśmiech. - Zawsze to jakaś wiedza nabyta. Potęgę tej wiedzy zrozumiesz.

Ale to zrozumienie przyjdzie z wiekiem i doświadczeniem – dodała w myślach.

***

Natasza walczyła z pokusą przez całe dwa tygodnie, po upływie których przegrała.

- Przygotuj, proszę samochód – zwróciła się do jednego, z dwu zatrudnianych przez siebie szoferów.
- Tak, proszę pani – przytaknął kierowca.

Schwycił czapkę, pasującą do uniformu i wyciągając kluczyki z kieszeni, ruszył ku drzwiom wejściowym.

- Będę czekał na jaśniepanią na podjeździe – dodał, po czym wyszedł przed dom.

Natasza odetchnęła głęboko, chwyciła torebkę i wyszła w jasność dnia.
Postanowiła sobie, że zrobi to, co planowała od dnia przyjęcia, choć odwlekała wykonanie planu.
Planowała od momentu, gdy w szarych oczach obcego człowieka, zobaczyła palącą tęsknotę do kobiety, pożądanej przez Ignacego.
Do kobiety, która i ją olśniła swym wyglądem.
Do kobiety, zabójczyni jej nadziei na odzyskanie Ignacego. Jedynego mężczyzny, którego kiedykolwiek kochała.

- Zawieź mnie pod ten adres. - Podała kierowcy eklektyczną w swym wykonaniu wizytówkę, a ten przelotnie tylko spojrzał na kartonik z nadrukiem, po czym odpalił silnik, ruszając powoli z podjazdu.

Minęli las, sad, a w końcu puste pola. Był czas sianokosów, lecz duchota i upał przegoniły okolicznych rolników do schronienia, jakie dawały im gospodarstwa. Wypełzną na pola wieczorem. Będą pracować w upale, lecz mniejszym, niż w pełni dnia. Teraz pewnie odpoczywają.
Powinna była odpoczywać i ona, lecz nie potrafiła. Ciekawość ją zżerała, pchała ku poznaniu skromnego mężczyzny, który wydał jej się tak bardzo intrygujący tam, na przyjęciu.
Czym ją tak zaintrygował?
Zaciśniętymi w wyrazie bólu ustami, smutnymi oczami i tym czymś kłębiącym się w nich. Głębokim głodem tęczówek i ssącą rozpaczą źrenic. Nieobecnym wzrokiem, gdy podawał jej swoją wizytówkę. Dwoma malowniczymi zdaniami, którymi opisał swą pasję do malarstwa, nim wychylił kolejny kieliszek i popadł w stan bliski katatonii.
Zostawiła go wtedy samotnego, opartego ciężko łokciami na stole.
On samotny i cichy, jako kontrast do ożywionego tłumu gości, przepływających obok.

Musiała się dowiedzieć, poznać przyczynę jego cierpienia. Chciała go poznać i zbadać tę wrażliwość tym bardziej, że musiała mieć ona związek z piękną dziewczyną, gwiazdą przyjęcia u Ignacego. Kobietą, która odebrała mu go, zatarła tęsknotę, widywaną w twarzy Ignacego wcześniej. Zniszczyła jego, na nią reakcje.

Zajechali przed witrynę sklepu.
Wysiadła, próbując dojrzeć coś poprzez szyby. Bezskutecznie jednak. Szyby przysłonięte były żaluzjami w taki sposób, by nie widać było wnętrz.
Nacisnęła na skrzydło drzwi, drgając nerwowo, gdy do jej uszu dobiegł dźwięk dzwonka. Metalowa kopułka z pręcikiem w środku zadzwoniła jeszcze raz, gdy zamykała drzwi za sobą. Stanęła w pomieszczeniu i gdy oczy przyzwyczaiły się już do półmroku, osłupiała. Ściany obwieszone były obrazami, a wysokość pomieszczenia pozwalała na umieszczenie dwu obrazów w pionie. Jeden nad drugim i gęsto w poziomie. Tak naprawdę, to nie wyzierał spod płócien ani centymetr tynku ściany. Obrazy umieszczone były na nich jeden, przy drugim. Gęsto i monotematycznie.
Nie to jednak zszokowało Nataszę. Najbardziej piorunująca była ich tematyka.
Każdy przedstawiał jedną tylko osobę – dziewczynę z przyjęcia.
Niby niepodobna, lecz Natasza przyjrzała się jej na przyjęciu, a co więcej widziała tęsknotę autora tych płócien, do modelki.
Skąd jednak posiadł ona aż taką wiedzę o jej fizjonomii?!

Natasza nie należała do pruderyjnych kobiet. Nie miała, co prawda zbyt wielu kochanków, lecz nie posiadała również zahamowań w kontaktach z tymi, z którymi obcowała.
Teraz przed jej oczami różowiła się masa aktów i bohaterką każdego z nich była ONA. Jasne włosy rozrzucone wokół twarzy, pełne usta w wyrazie zachwytu i rozanielenia.

O co w tym chodzi?! - grzmiało jej w głowie. - Przecież to dziewczyna dla Ignacego! To było aż nazbyt oczywiste!

- Witam szanowną panią – dobiegły ją słowa i tylko nie potrafiła namierzyć ich źródła.

Zbytnio się zagubiła w mieszaninie nagich kończyn, czy okrągłości piersi i pośladków, odważnie nakreślonych pędzlem przez artystę. Zbyt odważnie. Wręcz rewolucyjnie!

- Jeśli szuka pani czegoś dla siebie to muszę ostrzec, iż cała kolekcja aktu jest wyprzedana. - Głos mężczyzny dobiegał z głębi słabo oświetlonego pomieszczenia. - Mogę jednak zaproponować namalowanie obrazu na zamówienie. Czas oczekiwania, około miesiąca.
- Witam – rzekła słabym, oszołomionym otaczającymi ją widokami, głosem. - Tak, przyszłam złożyć zamówienie, choć nie dokładnie na to, co pan oferuje.
- Mianowicie na co? - Usłyszała zainteresowanie w głosie malarza.
- Mam na imię Natasza. - Skierowała się ku źródłu spokojnego głosu właściciela tego miejsca. - Chciałabym złożyć zamówienie na portret. Mój i mego małżonka.
- Rozumiem. - Tomasz wyszedł z okrywającego twarz cienia. - Omówmy szczegóły.

Dłonią wskazał stół, stojący na środku pomieszczenia. Natasza nie zwróciła nań wcześniej uwagi, zbytnio oszołomiona tym, co przyciągało jej wzrok. Aktami tajemniczej dziewczyny.

Natasza nie miała sprecyzowanego wyobrażenia samego malowidła. Wiedziała, że chce uwiecznić na nim swą młodość i twarz poczciwca, za którego wyszła za mąż. Którego była pochowała.

Omówili kwestię zapłaty, termin spotkania, oraz harmonogram wykonania poszczególnych etapów.
Dzieło miało powstać w pracowni i to Natasza miała przyjeżdżać na sesję. Ona, oraz fotografie świętej pamięci męża.
Brak modela, jej męża, nie stanowił dla Tomasza problemu.

- Jesteśmy więc umówienie, Nataszo. - Z pewnym oporem przeszedł z nią na TY.

Nie przywykł do takiego spoufalania się, lecz nalegała. Poparła swą prośbę faktem, że mają przecież wspólnych przyjaciół. Byli nawet na tym samym przyjęciu.
Tomasz zdziwił się, że jej nie pamiętał. Tak piękna kobieta...
Natasza nie uświadamiała go, iż zbytnio pochłonięty był wtedy widokiem innej kobiety.
Nie chciała, by wiedział, że zna modelkę jego prac.
Chciała poznać jego.

Pożegnali się o wiele serdeczniej, niż wynikałoby to z tak krótkiej znajomości. Natasza odjechała, Tomasz natomiast popadł w zadumę.

W przeciągu kilku ostatnich miesięcy jego życie bardzo się odmieniło. Zmieniło bieg tak, jak zawsze o swym losie marzył, chociaż nie do końca.
Miał teraz własną pracownię i tę nabył, za zarobione podczas szkolenia Marleny, pieniądze. Nie wszystkie, oczywiście. Postanowił ostrożnie rozporządzać dostępnymi finansami.
Pracownia była jednak ziszczeniem marzeń większości malarzy. Przestronna, doświetlona przez słoneczne okna i tylko teraz zaciemniona grubymi zasłonami. Nie chciał, by pomieszczenie zbytnio się nagrzało, podczas panujących obecnie upałów. Obawiał się mrozów i tego, jak dogrzeje pomieszczenia zimą. Trochę nieufnie podchodził do ogromnego pieca kaflowego, dumnie zajmującego potężną część kąta pomieszczenia.

W ciągu pierwszych kilku tygodni po pożegnaniu Marleny, malował.
Dzień i noc kreślił jej piękno, olejem na płótnie. Utrwalał zapamiętane cudowność przeżytych wspólnie chwil. Odwzorowywał cienie kładące się w zagłębieniu jej obojczyka, czy ocieniające spód piersi i te bardziej intymne miejsca.
Szaleństwo kreski, tkwiące w zaschniętej farbie na płótnie, zauważył pewien bogaty jegomość.
Zauważył to dzięki temu, że Tomasz oparł niechcący jeden z obrazów o filar na środku witryny okiennej. Zauważył, gdy wychodził z banku naprzeciw.

Zza filara wyzierała subtelność krzywizny piersi i fragment biodra.
To tylko wystarczyło, by zachwycony mężczyzna kupił wszystkie prace Tomasza za sumę, jakiej ten nie zarobiłby wcześniej.

- Masz pan talent! - Nie krył zachwytu. - Ta kolekcja przystroi moją letnią rezydencję we Francji. Tam poznają się na czymś tak wspaniałym.

Pozostawił Tomasza w głębokim szoku, takim zwrotem spraw.
Wcześniej nie myślał nawet o sprzedaży obrazów. Były dla niego zbyt osobiste. Przedstawiały chwile, które zamknął wcześniej w głowie, lecz one domagały się przelania ich farbą olejną na płótno. Utrwalenia dla oczu. Uwolnienia.
Sprzedał je jednak wszystkie, poza jednym. Pierwszym, najpełniejszym targających nim emocji.

Teraz czuł, że zaczyna się dla niego coś poważnego. Nie pamiętał rozmowy z Nataszą, przekazania jej wizytówki. Myślał, że to z polecenia tego jegomościa znalazła go tutaj.

Stał, patrząc na dzieło własnych rąk.
Przypominał sobie momenty, których ułamki zachował farbą na lata.
Czuł ulgę wiedząc, że Marlena zniknie wkrótce z jego ścian.
Jak się jej jednak pozbyć z serca?

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Megami
    | Odpowiedz

    Coś się stanie i wielu nie będzie zadowolonych? Czyżby ślub Marleny i Ignacego? O nie…

  2. lkolac
    | Odpowiedz

    wow

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      w Twoim “wow” wietrzę prześmiewcze nutki…
      Obsesję mam? 😀

      • lkolac
        |

        niestety nie tym razem

Napisz nam też coś :-)