Historie rodzinne (XXIII)

with 4 komentarze

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneNie ma żadnych rewolucji w tej części, gdyż jeszcze nie ich czas. Zwrot będzie w kolejnym, a może jeszcze następnym, zobaczymy 😀
Miłego czytania i słoneczności w ten cudny poniedziałek!


- Nie tak, Marleno – niecierpliwiła się Ludmiła widząc, jak topornie dziewczyna kroi cebulę. – Przekrawasz główkę na pół, zdejmujesz z niej skórę i nakrawasz o tak. – Ponacinała wzdłuż, na równe paski. – Później ciach ciach i poszatkowane.

Obserwowała to zmartwiona Marlena nie wierząc, że kiedykolwiek dorówna zwinnością babce.

- Nie ma co tracić czasu, bo w kuchni ten czas jest bardzo cenny, dziecko. – Podsunęła jej główkę czosnku do posiekania. – Teraz czosnek i reszta warzyw, a następnie czary. – Uśmiechnęła się tajemniczo.
- Czary? - Zaintrygowała Marlenę.
- Czarowanie przyprawami. – Wyciągnęła z komody wiklinowy kosz, wypełniony papierowymi torebkami, z których dochodziła drażniąca, zmysł powonienia, woń.
- Więcej papryki! – huknęła babka widząc ostrożność, z którą dziewczyna doprawiała potrawę. – Sypnijże porządnie kurkumy i popraw kminem!

Dziwowała się dziewczyna, że aż taką ilość i mnogość przypraw można zmieścić w jednej potrawie, bez psucia jej smaku.
Uczyła się gorliwie krojenia warzyw, opalała je nad ogniem, nadając jedzeniu wędzonego posmaku. Przyswajała nazwy przypraw i smakowała niektóre, dla lepszego ich rozróżniania. Od niektórych drętwiał jej język, innymi prychała, jak kot, jeszcze inne przymykały jej doznaniami smakowymi, oczy.

Po kilku dniach tak intensywnej praktyki szczypały ją dłonie, palce miała pocięte i popękane, lecz czuła się również spełniona.
Potrafiła coraz więcej, pracowała szybko, a jej ruchy były z każdym kolejnym dniem pewniejsze.
Dziwił ją fakt, że tak rzadko zaprzątał jej myśli Ignacy i to, co ją czeka.
Miała go poślubić i zaczynała się na to cieszyć. Dzięki naukom Ludmiły czuła, że staje się bardziej pełnoprawną kobietą. Posiadła częściowo wiedzę babki i chciała więcej. Uspokajała się, gotując.
Dobrze było uczyć się czegoś pożytecznego.

***

Natasza denerwowała się tym, czego przecież sama chciała.
Intrygował ją w Tomaszu spokój i cierpienie, które dojrzała na dnie jego oczu.
Wchodziła na grunt, a ten nie był jej i czyniła to ze zwykłej ciekawości. Ciekawości wywołanej obcą dziewczyną. Tą z obrazów.

Przygotowała elegancką suknię, drugą kazała sobie spakować i powieźć się do pracowni malarza. Na sesję. Jej prywatną i pierwszą zarazem.
Ciekawa była przebiegu tego dnia. Cieszyła się na nowe wydarzenie.
Wysiadła z samochodu, umówiła się z kierowcą na wieczorny odbiór i odetchnąwszy głęboko, weszła do pracowni.
Znów przywitało ją dźwięczenie dzwonka nad drzwiami i oślepił mrok, panujący w pomieszczeniu. Mrok i chłód, zacienionej grubymi zasłonami, pracowni.

- Dzień dobry – zawołała w ciemność.
- Witaj. – Uśmiechnięty głos, tuż obok niej. – Jesteś bardzo punktualna, Nataszo.

Na ten cichy tembr, dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa.
Dawno nikt nie mówił do niej po imieniu. Ze służbą łączyły ją wyłącznie oficjalne stosunki. Brak przyjaciółki, o przyjacielu już nie wspominając.
Nie wypadało jej to. Nie jako wdowie, bogato zaślubionej i tak szybko owdowiałej.
Czuła tęsknotę za szczerymi rozmowami, śmiechem wespół z drugą osobą. Może nawet za płaczem po mężu, w czyichś opiekuńczych ramionach.
Nie w tym celu jednak się tutaj znalazła. Przybyła po portret.

- Poinstruuj mnie, proszę. – Odwróciła się ku źródłu dźwięku. – W byciu punktualną mam praktykę. W pozowaniu nie. – Dodała żartobliwie.

I przeszli do ustalania szczegółów jej upozowania i tego, gdzie należy na obrazie umieścić jej męża.
Usiadła na krześle, które Tomasz przygotował dla niej wcześniej. Spojrzała na drugie obok, zastanawiając się, jak też artysta chce zwizualizować na nim człowieka, który od tak dawna nie żyje już i którego nie poznał przecie. Wszystko na podstawie kilku wyblakłych fotografii?
Musiała w duchu pozazdrościć, Tomaszowi wyobraźni. Włożyć w rzeczywistość samo wyobrażenie?
Ona by tak nie potrafiła.
Dziwnie czuła się pod bacznym spojrzeniem artysty. Skupiony wzrok i oczy lustrujące jej powierzchowność.
Kto tak na nią ostatnio patrzył?
Jej mąż, a wcześniej Ignacy.
Mąż umarł, Ignacym zawładnęła kobieta z przyjęcia. Modelka z obrazów.

- Pięknie namalowałeś erotykę – powiedziała szybciej, niż pomyślała, co tak naprawdę artykułuje. – To znaczy, sztukę. – Wskazała malowidła na ścianach, otaczające ją zewsząd, po czym odrzuciła pukiel włosów na plecy.

Zaczerwieniła się przy tym i to ten rumieniec zapragnął Tomasz uwiecznić na obrazie, którego na razie powstawał szkic na płótnie.

- Takie piękno powinno być utrwalone – westchnął, prześlizgując wzrokiem z jej twarzy w dół. – Kobiety piękne, jak ty, muszą pozostawić po sobie dowód swej doskonałości.

Odłożył grafit, którym kreślił linie ciała Nataszy i podszedł do niej.

- Pozowanie, to spory wysiłek, Nataszo. – Sięgnął do jej ramienia, by przywrócić włosy na pierwotne miejsce. To, które zaznaczył już linią na płótnie. – Nie możesz się ruszać, nie zmieniaj zbyt często pozy. – Uniósł jej podbródek do góry i wskazał miejsce na ścianie, w które miała patrzeć. – Siedź nieruchomo do momentu, w którym pozwolę ci wstać.

Dwie rzeczy spiorunowały kobietę od wewnątrz.
Delikatne muśnięcie na ramieniu, wywołało gęsią skórkę na przedramionach. Pukiel włosów, który ułożył delikatnie na jej piersi, nie dotykając tej nawet i opuszek palca, którym ledwie musnął brodę unosząc ją, zelektryzowały ciało Nataszy i wprowadził w nerwowe oczekiwanie.
Na co czekała? Tego nie wiedziała.

- Czy ta modelka też tak pozowała? – Nie powstrzymała cisnącego się pytania.

Tak naprawdę, to nie okiełznała palącej ciekawości. Nie powinna była być tak ciekawską istotą, lecz w towarzystwie Tomasza czuła się dziwnie swobodnie, a zarazem bezpiecznie. Była wręcz pewna, iż nie zdradzi on nikomu tematów ich rozmów. Nie obawiała się tego.

- Nie, Nataszo. – Rozdrażnienie w głosie, zabarwione rozbawieniem. – To ciało kreśliłem z pamięci. Poznałem je dobrze.

Zazdrość uderzyła Nataszy kaskadą wprost do mózgu. Walczyła z sobą, by nie zapytać o konotacje Tadeusza z dziewczyną, którą podsunięto umiejętnie Ignacemu.
Że taki był zamysł względem tamtej dziewczyny, tego była pewna. Zbyt dobrze znała mechanizmy, którymi rządziło się jej środowisko. I ona pływała w tym bagienku i tylko nie rozumiała roli Tomasza w tym wszystkim.

- Chciałabym, by i mnie ktoś tak utrwalił – westchnęła, wpatrując się w krągłość biodra i linię uda, uchwycone na płótnie. – Tyle uczucia, zapału i… miłości – dodała po chwili zawieszonej westchnieniem, w nieruchomym powietrzu. – Tego nie dane mi było zaznać.
- Rozbierz się. – Dobiegł ją cichy, lecz stanowczy nakaz.
- Że co proszę? – Zaskoczenie i oburzenie walczyły z sobą, w jej głosie.
- Do naga!

Znów stanowczy głos, tak bardzo nie pasujący do tego spokojnego mężczyzny.

- Ale…
- Przestań. – Zniecierpliwienie, a może złość. – Chcesz tego i po to przyjechałaś, Nataszo. – Twardość w słowach. – Oboje wiemy to od momentu, gdy twoje oczy przywykły do mroku tutaj panującego i wyłowiły tematykę moich prac. Po co udawać, skoro tego właśnie pragniesz?

Trafił w sedno.
Rozszyfrował ją lepiej, niż ona siebie samą. Ubrał potrzeby Nataszy w słowa, a te zawisły między nimi, jej niezdecydowaniem i wahaniem.
Zamarła w walce pomiędzy tym co powinna była, a czego pragnęła w tym momencie.
Zmieniła pozycję, choć wcześniej nakazał jej unieruchomienie ciała i niezmienność pozy.
Sięgnęła dłońmi do tyłu i rozsznurowała wiązanie czerwonej, welurowej sukienki.
Elegancja kroju poluzowała swą formę, odsłaniając ramiona i górę piersi. Natasza walczyła z pokusą, by patrzeć na artystę w momencie, gdy wysupływała ciało z czerwonego weluru sukni. To byłoby jednak zbytnio osobiste, intymne i erotycznie wiążące spojrzenia obojga.
Obiecujące coś, czego nie mogło być.
Wstała, by pozwolić odkryć nagość, opadającym u jej stóp nadmiarem ciężkiego, welurowego materiału.
Stała oto naga, olśniewająco piękna i onieśmielona tak bardzo, jak skrępowaną może się czuć modelka, przed przenikliwym okiem artysty, który utrwalić ma prawdę.
Prawdę, czy raczej to, co rejestrują jego oczy, w połączeniu z wrażliwością i nadmiarem postrzegania.

- Wreszcie wyglądasz naturalnie, Nataszo. – Głos Tomasza zabrzmiał gardłowo, przeciągle w wymowie słów. – Tak powinnaś wyglądać na co dzień. Tak powinien oglądać cię szczęśliwiec, któremu byś na to pozwoliła.

Tomasz powiedział zbyt wiele. Wiedział, iż przekracza granicę, Spoufala się, lecz tak właśnie czuł i odbierał tę sytuację.
Idealna w fizycznym wykonaniu kobieta, stała przed nim naga i onieśmielona. Poczuł się pełen władzy, ale również wyróżniony.

Miał Marlenę. Posiadł ją.
Miał ją na wiele sposobów i zrobił sobie nią dużo przyjemności.
Zakochał się, lub tak mu się wydawało w tamtej chwili. Właśnie rewidował swoje poglądy.
Wtedy targały nim emocje. Jego ciałem szarpał głód i pragnienie.
Poznał był niewinne dziewczę i zassało jej jasne lico, wszystkie jego myśli.
Teraz doznawał czegoś podobnego.

Natasza stała naga i równie onieśmielona, co kiedyś Marlena. Może nawet bardziej.
Była piękna i nie potrafił stwierdzić, która z kobiet poruszyła jego poczucie piękna, bardziej.
I Marlena i Natasza, były idealne. Pełne energetyzującego i poruszającego erotyzmu.
Niby tak różniący je kształt piersi, czy smukłość szyi. Niby inne twarze i wyzierająca z kreski warg, namiętność. Inne biodra i brzuchy. Uda różniące się odcieniem i smukłością, a jednak…

- Zaczekaj. – Podbiegł do jednego z okien i szarpnął wiszącą przed nim, ciężką zasłonę.

Światło zalało pomieszczenie, oślepiając oboje blaskiem słońca.
Okno znajdowało się wysoko przy suficie, nie było więc możliwości, by ktoś dojrzał to, co dzieje się w pracowni. Dla pewności Tomasz zamknął ciężką zasuwę drzwi wejściowych, choć pewien był, że nikt nie będzie go dziś niepokoił. Był umówiony z Nataszą i to jej zamierzał poświęcić ten dzień. Nie przypuszczał jednak, że tak się sprawy potoczą. Że będzie przed nim stała naga i gotowa, by pozować mu w stroju Ewy.

- Połóż się na tym. – Rozłożył przed nią welur.

Udrapował go niedbale, zwinął w miejscu, w którym chciał, by ułożyła głowę.

-Tutaj głowa. – Wskazał. – Nogi…

I zamyślił się, wyobrażając sobie efekt końcowy.

- Zamknij oczy, ramiona unieś nad głowę. – Wydawał polecenia. – Chwilę, usiądź jeszcze. – Wyglądało, jakby wpadł w twórczy amok. – Rozpuśćmy włosy. – Bez pytania jej o zgodę, wyciągnął z misternie ułożonej fryzury szpilki, obserwując ciężkie pasma włosów, opadające na ramiona. – Teraz się połóż. Ramiona tak. – Przeniósł je ponad głowę Nataszy. – Włosy…

I znów się zapatrzył, zastygając w bezruchu.

Natasza czuła się dziwnie. Z jednej strony trochę, jak przedmiot. Z drugiej jednak bezwolnie opanowana przez Tomasza i jego dłonie. Układał włosy na jej ramionach i piersiach, muskając niechcący sutki. Wyglądało na to, że wymyślił sobie, iż pasma muszą opływać miękkie wzgórki, okrywając je odrobinę.

- Światło. – Znów pojedyncze słowo padło z jego ust.

Wstał, pociągnął materiał innej zasłony, przesuwając ją w bok i ocieniając odrobinę ciało Nataszy.

- Tak lepiej – mruknął. – Teraz nogi… - Uklęknął przy jej stopach, zmusił ją do ugięcia jednej ogi i odrzucenia na bok drugiej.

Leżała bezbronna, obnażona i czuła narastające podniecenie, gdy tak otwarcie jej się przyglądał. Wiedziała, że sterczące sutki i przyspieszony oddech zdradzają to, co się z nią dzieje.

- Piękna skóra. – Musnął palcami jej łydkę. – Delikatna i sprężysta. – Przesunął się bliżej jej kolan i zawisł nad nią, z twarzą o metr od jej twarzy, przyglądając jej się bez słowa.

Poprawił pasmo włosów, odsuwając je z piersi. Znów delikatne muśnięcie sutka i głośniejsze wciągnięcie powietrza w płuca Nataszy.

- Usta… - Dotknął palcem warg, przejechał nim po jej zębach, by po chwili pogładzić zarumieniony policzek. – Oczy… - Zbliżył twarz ku jej twarzy tak blisko, że poczuła oddech Tomasza i ciepło od niego bijące. – Masz piękny odcień tęczówek.

Z boku wyglądało to tak, jakby miało dojść między nimi do zbliżenia.
Jakby dwoje kochanków przygotowywało się do aktu miłosnego, a tak naprawdę, to Tomasz uczył się właśnie Nataszy. Poznawał jej rysy, światło układające się na powiekach i odcienie skóry na piersiach, brzuchu i poniżej. Musnął włoski na wzgórku łonowym, by poznać ich miękkość, a Natasza odpowiedziała mu westchnięciem i jeszcze głębszym kolorem rumieńca na twarzy.

Zacisnęła powieki, by nad tym zapanować. Uspokajała oddech i starała się nie myśleć o sytuacji, w jakiej się znalazła.
Tomasz był teraz odbiornikiem obrazu, ona odbierała subtelne doznania.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Isabella Grow
    | Odpowiedz

    Niesamowite 🙂 Co raz bardziej mnie zaciekawiasz i co raz bardziej się cieszę, że założyłaś bloga.
    Dziękuję Ci ^^ :* :* :* <3

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Proszę.
      Dziś myjąc okna tłumaczyłam mamie, czym dla mnie jest blog.
      Czymś poważnym 😀
      Też się cieszę

  2. MokoszM
    | Odpowiedz

    Świetna część. Obrazuje niestety, jak daleko sięga zakochanie 🙂 Albo jak blisko. Ciekawa jestem, czy dojdzie tu do zbliżenia. Byłoby miło, aczkolwiek bardziej realny wydaje mi się niedosyt, który oboje będą czuli, kiedy Natasza wstanie, ubierze się i wyjdzie. Oboje będą czekać na krok drugiego, skrępowani ciasnotą powierzchownych uczuć do innych osób. Czy warto zdradzić własne wyobrażenia? Czy to w ogóle zdrada? Jeśli tak, to jaka, bo zdradzamy własne emocje, a nie człowieka. Zdradzamy sami przed sobą. Cholera, czy ja piszę jeszcze o Twoim opowiadaniu, czy już o sobie… Nie wiem 🙂 Wiem jednak, że od lat marzę, by ktoś mnie tak namalował i kiedyś nawet napisałam wiersz o tym. Bardzo osobisty dla mnie odcinek, jeśli tak mogę rzec. Dziękuję i życzę powodzenia w przeprowadzce!

  3. Wierna_czytalniczka
    | Odpowiedz

    Mika jesteś niesamowita. Czytam Twoje opowiadania od kilku lat (od momentu, gdy jeszcze nie prowadziłaś bloga), z niecierpliwością na nie zawsze czekałam i czekam. Moim zdaniem jesteś lepsza niż niejedna profesjonalna pisarka. Sprawiasz mi wiele radości pisząc… Czytając Cię odpoczywam. Dziękuję Ci 😀

Napisz nam też coś :-)