Historie rodzinne cz. (XXV)

with 6 komentarzy

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneNowe mieszkanie, kable z żarówkami na sufitach, w dwu pokojach brak oświetlenia, lodówka, pralka i inne bzdety w sferze planów, ogrzewanie olejowym grzejnikiem, ale na swoim 😀
Oczami wyobraźni widzę już wszystko takim, jakie ma być.
To potrwa, ale przecież tak jest zazwyczaj.
Myślę, że gdyby wszystko było wykończone na tip top i nic już by nie trzeba wykańczać, to nie cieszyłoby to tak, jak teraz.
Nowy kontakt? Hura! Nowy kontakt!
Mamy karnisz? Juhu, powieszę firanki!
Wreszcie klamki! Wow, mogę zamknąć drzwi do pokoju!
Życie jest ciekawe 😀

- Ten chłopak jest niepoważny! – piekliła się Ludwika. – Znów to samo! I to kiedy?! W takim momencie! Tydzień przed ślubem, a on znika!
- Spokojnie, kochanie. – Antoni przyglądał się żonie, która wyglądała, jak chmura gradowa.

Nie ujmowało jej to urody, a nawet dodawało uroku rozzłoszczonej kocicy.

- Znasz naszego syna, więc wiesz, że lubi czasami zniknąć i wyszaleć się. – Uśmiechnął się na wspomnienie okoliczności, w jakich poznał Ludwikę.

Zaplanowane mu przez ojca szaleństwo i niespodziewane spotkanie z aniołem – przyszłą oblubienicą - Ludwiką.

– Nie pochwalam tego, gdyż nigdy nie ciągnęło mnie do podobnych rozrywek. Ignacy to jednak lekkoduch i pewne postanowił sobie poużywać jeszcze.
- Byleby po ślubie usiadł wreszcie na tyłku i zajął się tym, co do niego należy – fuknęła, po czym przytuliła się do męża. – Jakież ja miałam szczęście, że wtedy na ciebie trafiłam.
- To raczej ja trafiłem na ciebie. – Antoni wtulił twarz w pachnące włosy Ludwiki. - Na ciebie i szklankę mleka.

***

- Od dzisiaj przerwa w nauce. – Ludmiła uściskała na powitanie, Marlenę. – Siadaj, podam ci herbatę i kawałek ciasta z truskawkami.
- Przerwa? Ale z jakiego powodu? – Marlena przełknęła nadmiar śliny.

Zwyczajna reakcja. Zawsze robiła się głodna, gdy tylko przestępowała próg izby starowinki.
Tym razem zaatakowała ją woń wanilii i kardamonu. Bezbłędnie rozpoznawała już przyprawy, ale w końcu tego również nauczyła się tutaj, od tej starej, mądrej kobiety.

- Musisz odpocząć przed wydarzeniami, które cię czekają – odparła Ludmiła, stawiając przed dziewczyną talerzyk, z ciepłym jeszcze kawałkiem placka.
- Ślub – szepnęła Marlena, wbijając widelczyk w ciasto. – Wesele.

Zmiany, na pewno – pomyślała starowinka.
Ona już wiedziała, co będzie dalej.

***

Znałem ją. – Duch Ignacego krążył nad nagim ciałem kobiety, rozłożonym w pięknej pozie na czymś, rozrzuconym na podłodze.
I jego znałem. – Spoglądał z wysoka na dzieło, które powstawało na płótnie. Mężczyzna, malarz, Tomasz. – Był moim przyjacielem.

***

Natasza powoli wychodziła z siebie.
Nie dosłownie, lecz psychicznie. Nie wytrzymywała napięcia, jakie ogarniało ją w towarzystwie Tomasza.
Niby nic niezwykłego się nie działo. Przecież on tylko patrzył i przenosił to, co widzi, na płótno. Patrzył, mrużył oczy, czasami przygryzał drewniany czubek pędzla i milcząc, przyglądał się.
Bywało, że nie spojrzał na nią i przez kilkanaście minut, by w pewnym momencie rzucić przelotnie wzrokiem, nad brzegiem ramy i znów tracił kontakt wzrokowy z modelką.
Chwilami czuła się, jak przedmiot. Wazon, czy inny element martwej natury.

- Na dzisiaj kończymy.

Tymi słowy, czyli jak co dzień od tygodnia, oznajmiał koniec pracy nad jej aktem.

- Obrazy zniknęły? – Natasza w odpowiedzi zadała zwięzłe pytanie, wodząc wzrokiem po pustych ścianach.

Tych samych, na których jeszcze wczoraj, pełno było aktów wyjątkowo urodziwej dziewczyny z przyjęcia.

- Przecież mówiłem, że tak będzie. – Uśmiechnął się do niej, zanurzając włosie pędzla w terpentynie, a następnie wycierając je starannie, w wielokolorowy kawałek płótna.
- Myślałam, że to raczej w ramach zachęty, do skorzystania z twoich usług – zaśmiała się. – Nie znałam cię, choć talent powalał kreską z obrazów.
- Dziękuję, Nataszo.

Nie raz miał ochotę, by wyznać jej prawdę o Marlenie i łączących go z nią relacjach.
Czemuż kusiło go to w obecności tej małomównej, skrytej z niewiadomego powodu, kobiety?
Jak w końcu, miał wytłumaczyć swoją w tym rolę?
Płatnego kochanka? Nauczyciela, który zadurzył się w swojej uczennicy?
Zadurzył się?
Tak, tylko tyle.
Im dłużej nie widział Marleny, tym spokojniej o niej myślał.

Pierwsze dni po rozstaniu były bolesne, dławiła go tęsknotą, powodowała bezsenność.
To z braku snu chwycił za pędzle i resztki przesuszonych farb w tubach. Wycisnął z tubek wszystko, masakrując miękki metal i zaczął malować.
Każdy ruch ręką powodował ulgę. Godziny spędzone nad pierwszym płótnem, uspokajały.
Gdy skończył swe dzieło, gdy składał podpis w prawym, dolnym rogu, rozpłakał się.

Nie był głupcem. Wiedział, że pieniądze, które w ten mało chwalebny sposób zarobił, wystarczą mu na wiele lat skromnego, lecz spokojnego życia. Będzie bogatszy o niezależność finansową, o możliwość robienia tego, o czym marzył całe życie. Będzie mógł malować, lub chociaż sprawdzić, czy potrafi to jeszcze robić.
Gdy skończył pierwszy obraz, na którym pełno było Marleny, poczuł ulgę. Jakby tym pędzlem, wyrzucił z siebie kawałek zranionej duszy.

Gdy dziś patrzył, jak wszystkie z nią obrazy, znikają w wozie do ich transportu, znów czuł się podobnie.
Rozstał się z nią i wszystkim, co mu ją przypominało.
Prawie ze wszystkim. Zostało mu jedno malowidło. To pierwsze. Jego nie chciał się pozbywać.
Nie potrafił.

Miał przed sobą teraz inne, miękkie ciało. Równie piękne i chętne mu.
Widział tę chęć w oczach Nataszy. Czuł jej podniecenie, sam był w podobnym stanie.
Postanowił jednak zaczekać, powściągnąć swój zapał i chuć.

Natasza była wyjątkowo urodziwa i nieprzyzwoicie wręcz bogata. On sam na biedę nie cierpiał, ale daleko mu było do świata, w którym obracała się ona.
Pewnie chciała się nim zabawić i tylko czekała na jego pierwszy ruch.
Nie wykona go. Zaczeka. Ma czas.
Obserwował ruchy Nataszy. Niby wszystko przebiegało tak, jak w przeciągu ostatniego tygodnia.
Wstaje, przeciąga się, by rozruszać kilkugodzinne znieruchomienie mięśni, po czym sięga po ubranie. Naciągnie halkę, następnie sukienkę, by wreszcie spiąć włosy. Na końcu wdzieje pantofle i sięgnie po torebkę.
Znów wymienią grzeczności, umówią się na dzień kolejny i ona wyjdzie z pracowni. Do auta, do kierowcy. Osobistego.

Zauważył, że z każdym kolejnym dniem, dziewczyna porusza się coraz swobodniej mimo, iż nagość odkrywa jej ciało. Po skrępowaniu, które czuli oboje pierwszego dnia, nie ma już śladu.
Jest modelka i on. Ten, który uwiecznia piękno jej ciała.
Tym razem jednak Natasza złamała rytuał. Usiadła, podciągnęła kolana pod brodę i przyglądała się Tomaszowi.

- Kim dla ciebie była dziewczyna z tych obrazów. – Wskazała puste już ściany. – Jeśli nie chcesz, to nie mów. – Zaznaczyła od razu. – Pytam, gdyż głowię się nad tym od jakiegoś czasu i poznaję tę dziewczynę.

Zaskoczyła Tomasza tak bardzo, że wycierany przez niego pędzel wypadł mu z dłoni i ze śliskim pacnięciem, uderzył o drewno podłogi. Sięgnął poń, by dać sobie czas na reakcję. Pomyśleć nad tym, co odpowiedzieć.

- Przepraszam – bąknęła zawstydzona. – Nie powinnam.
- Nie, to nie tak – przerwał tłumaczenia dziewczyny, bo te miały pewnie nastąpić w dalszej kolejności.

I zamyślił się.
Siedział w bezruchu dumając, jak wiele z tego, co miało miejsce w jego życiu, mógł zdradzić Nataszy.
Siedziała w bezruchu i ona, obserwując walkę uczuć, przetaczających się po twarzy Tomasza.
Podjął decyzję, gdyż chciał to z siebie wyrzucić.
Chciał podzielić się tym z nią i co tu dużo mówić, pragnął usłyszeć słowa rozgrzeszenia, by ktoś wreszcie zdjął z jego barków wyrzuty sumienia i poczucie winy.
Obawiał się osądu, dopuszczał możliwość obarczającej go oceny, lecz poznał trochę Nataszę i czuł, że jej może zaufać.
Była równie samotna, co Tomasz. Może nawet tak skrzywdzona, jak on.
Bogata, lecz nie rozpuszczona. Nie wywyższająca się, a jedynie dumnie opanowana. Uwięziona wręcz w tym opanowaniu.
Intrygowała go.

Wiedział, że aby poznać jej opowieść, musi szczerze opowiedzieć o sobie.
Znał już trochę sposoby zachowań ludzi. Chcesz dowiedzieć się czegoś o drugim człowieku, podaj mu na tacy fakty z własnego życia. Proste i zawsze skuteczne. Rozmówca na pewno będzie chciał przebić twą opowieść, ukazać swe życie bardziej tragicznym, niż twoje.
To takie ludzkie i zwyczajne.

- Pewnego dnia odwiedziła mnie pani Ludwika – zaczął swą opowieść. – Matka Ignacego. Z Ignacym znam się od dziecka…

Z początku opowiadał etapami, milknąc co chwilę i dumając nad kolejnym zdaniem. Natasza nie przerywała mu, nie zadawała pytań. W obliczu tak wdzięcznego słuchacza, w dodatku nagiego i chłonącego całym sobą jego opowieść, Tomasz rozluźnił się, ośmielił, a jego wyznania potoczyły się rwącą rzeką.
Przestał się zastanawiać nad tym, co powiedzieć i w jakie ubrać słowa. Mówił i nie obserwował już nawet reakcji Nataszy na rewelacje, które jej serwował.
Powinien był. Ujawniał przecież sekrety rodziny, która zapewniła mu lepszy byt.
Powinien był, gdyż zobowiązał się do tego!
Nie potrafił jednak przestać mówić.

Pierwsze słowo rozerwało tamę uczuć, które wrzały w nim od dłuższego czasu. Powódź jego wynurzeń zalała Nataszę, lecz ta nie reagowała oburzeniem, czy zniesmaczeniem. Słuchała z przejęciem, chłonąc każde słowo Tomasza.

- Musiało cię boleć serce – wyszeptała, gdy w końcu zamilkł. – Dostać tak wiele od kobiety wiedząc, że robi się to dla kogoś innego. Nie mogąc pozwolić sobie na zaangażowanie uczuciowe.
- Skąd wiesz?! – Był co najmniej zszokowany celnością podsumowania.
- Tak jakoś. – Wzruszyła ramionami.
- Też masz swoją opowieść? – Podpuścił ją.
- A kto nie ma? – Uśmiechnęła się pobłażliwie. – Wskaż mi jedną osobę, której szafa nie kryje w swych odmętach, jakiegoś trupa.
- Powiedz mi o swoim trupie – poprosił.

Westchnęła, uśmiechnęła się , po czym położyła na plecach, z rękami pod głową.
Wyglądała cudownie. Tak pięknie, że Tomasz sięgnął po szkicownik i zaczął szkicować to, co widzi.

- Zwyczajne życie i jak u większości pogmatwane – zaczęła, ze wzrokiem utkwionym w malowniczej plamie, na suficie nad nią. – Ojczym sadysta, matka tchórzliwa kobiecina. Całe życie wypełnione trenowaniem ciała, a w końcu ucieczka do starszego mężczyzny i odziedziczenie fortuny. Jeśli chcesz szczegółów, to zapraszam do siebie na kolację. – Zakończyła, unosząc się bez trudu, do siadu. – Jutro?
- Dobrze – wystękał, zszokowany Tomasz.
- Przyślę po ciebie szofera. – Równie zwinnie wstała i sięgnęła po ubranie. – Dokończysz rysunek, jeśli będziesz chciał. Weź szkicownik.
- Dobrze.

Dziwnie się Tomasz poczuł, będąc zdominowanym tak nagle przez kobietę.
Może i bogatą, wyjątkowo urodziwą, ale przecież to kobieta!

- Do zobaczenia. – Natasza zakładała właśnie pantofle, po czym powoli naciągnęła palcami pończochy, w górę uda.

Niby wykonany odruchowo gest, lecz miał w sobie tyle erotyzmu i był tak wymowny, że myśli przełączyły mu się automatycznie na tryb „ZDOBYCIE”.

- Nie mogę się doczekać. – Obniżony ton jego głosu i cicha odpowiedź, przyciągnęła spojrzenie kobiety.

Zamarli oboje, na dłuższą chwilę.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Micra21
    | Odpowiedz

    Kochana!
    Jak zwykle, zaskakujesz wszystkich (mam taką nadzieję). Ten kawałek jest w zupełnie innym stylu. Tak delikatny, spokojny, jak żaden dotychczasowy. Jak by to pisał ktoś inny, a nie Ty. Jest w nim subtelność, oszczędność, a równocześnie tyle zostało powiedziane… Dla mnie fantastyczne.
    Pozdrawiam i czekam na dalsze części
    Micra21

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😀
      Myślę, że to przez zmęczenie. Dawno nie byłam tak zjechana, by ciągnęło mnie na wymioty :-/ Tym razem tak. Jeszcze chwila i odzyskam… siebie 😀

  2. Megami
    | Odpowiedz

    Ech. Najpierw była wersja, że Natasza wyszła za pieniądze, nie potrafiła kochać, a teraz w ciągu tygodnia się tak bardzo otwiera? Zresztą już nawet nie o to chodzi. Tomasz i Ignacy to przyjaciele i Tomasz nie ma pojęcia kto był żoną… Kto był jedyną kobietą, którą kochał Ignacy… Najlepszy przyjaciel nie wie jak wyglądała i że to jego żona?!
    Chyba że coś mnie ominęło, czegoś nie doczytałam, nie wiem….
    Ciekawi mnie tylko co będzie z Marleną…

  3. GreatLover
    | Odpowiedz

    Ledwo przeczytałem informację o spotkaniu na hangout’cie i zapisałem się z marszu, dopiero później odkrywając, że odbędzie się ono o dziewiątej rano. O tej porze większość ludzi jest w pracy. Będzie z tego jakiś podcast do pobrania? Chętnie bym was posłuchał w wolnej chwili l]

  4. Spotkajmy się!
    | Odpowiedz

    […] do tego zaprosić. Wy i ja, z moim sepleniącym głosem Pisałam o tym nad ostatnią częścią „Historie rodzinne”, tutaj rozwinę […]

Napisz nam też coś :-)