Ktoś, coś (I)

with 10 komentarzy

Ktoś, coś. Nieznajomy, zniwolenie i rozkosz bycia uwięzioną.Obudził mnie dziś w nocy koszmar i nie potrafiłam usnąć. Po pewnym czasie koszmar zaczął się w mojej głowie przeistaczać i stwierdziłam, że można z tego zrobić całkiem fajne opowiadanie. Tak też uczyniłam. Ostrzegam, będzie z leksza porąbane (czyli nic nowego) 😀 😀 😀

Wziąłem urlop. Wziąłem go telefonicznie, by móc popatrzeć. Na co? Na nią.
Z nosem przy szybie, a właściwie to z lornetką siedzę przy oknie, z którego mam widok w jej okna.
Jak ona ma na imię? Jakoś mnie to nie interesuje w tej chwili.
Dlaczego akurat ją obserwuję? Nie mam zielonego pojęcia, ale od kilku tygodni nie załączyłem telewizora, komputer sporadycznie i tylko jej obraz zapodaję sobie przy pomocy lornetki. Patrzę, by zrobić sobie przerwę na kilkadziesiąt pompek.
Po co? Żeby nie wypierdolić przez tą szybę wprost w jej okno.
Fiksacja mnie jakaś na tą dziewczynę dopadła.
Smukła, zwykła istota, a jednak coś ulotnego w niej jest.
Ulotnego i kurwa zajętego....

Zmiana statusu.
Dziś zobaczyłem kłótnię. Dziewczyna mieszka, a właściwie to z tego co widzę, mieszkała z facetem.
Kłótnia, ona rzucająca ciuchami w niego i kopiąca walizkę i tyle. Z resztą akcji przenieśli się do przedpokoju zdaje się, więc nie widziałem już nic z ciągu dalszego.
Kilka, może kilkanaście minut później facet z walizką wychodzi z drzwi klatki schodowej w zawieruchę śnieżną. W końcu widok jej, zapłakanej przy stole w kuchni.
Odkorkowuje butelkę wina, nalewa sobie pełny kieliszek i wypija prawie duszkiem. Ostrzę ustawienie soczewek, by przyjrzeć się lepiej szyi i delikatnemu ruchowi grdyki, gdy przełyka trunek. Płacze chyba. Tak, na pewno, bo smarka i rzuca chusteczką przed siebie.

Zazwyczaj zastanawiasz się nad tym, co robisz.
Ja zastanawiałem się zawsze i analizowałem daną sytuacje w szerz i wzdłuż, nim podjąłem decyzję. Każda była przemyślana i wyważona. Nawet kolor zasłonki w sypialni wybierałem przez tydzień.
Czasami kierujesz się jednak intuicją i wynikają z tego przedziwne rzeczy.
Kobiety w posługiwaniu się intuicją są bieglejsze, ja poddałem się jej działaniu po raz pierwszy chyba i poczułem ulgę. Jakbym popłynął z prądem rzeki, nie próbując się mu przeciwstawiać. Nie wiedziałem dokąd mnie ta rzeka zaprowadzi, ale nie obawiałem się porażki.

***

Dupek! Dupek! Dupek!
Ja pierdolę! Dlaczego ja spotykam same zjebane egzemplarze?
Po trzech miesiącach mieszkania razem dowiedziałam się, że go ograniczam. Stwierdził, że potrzebuje oddechu i odpoczynku. Chciał, żebyśmy spotykali się tylko trzy razy w tygodniu, bo za dużo mam w sobie kobiety.
Nosz kurwa, ja pierdolę! Za dużo cukru w cukrze niby?!
Wykopałam go z ciuchami na klatkę krzycząc, że nie zrobi sobie ze mnie szaletu i albo rybki, albo chuj!

I siedzę teraz płacząc do wina i tylko zastanawia mnie, z jakiego powodu płaczę. Że to nie rozpacz jest, to pewne. Smutku też nie czuję, a jedynie złość. Tak, jestem zła, a właściwie wściekła, gdyż wiedziałam, że nie pasujemy do siebie, ale trwałam w tym czymś, bo tak wygodniej, może bezpieczniej. Nie wiem właśnie, dlaczego.
Cóż, było, minęło, zapomnieć wraz w wysikaniem wina, które właśnie w siebie wlewałam.
Z butelką i cienkim szkłem na stopce przeszłam do pokoju, tam odpaliłam głośno muzykę i walnęłam się na kanapę.

Jedną z zalet tego mieszkania jest sąsiedztwo. Sama starszyzna wystarczająco głucha, by nie reagować na hałasy. Nie raz seks z Adamem potrafił mnie doprowadzić do krzyku, a reakcji zza ścian nie było.
Głośna jestem, to fakt. Nawet, gdy zabawiam się sama z sobą. Cóż, taka ułomność...

pół butelki później...

Co za licho?!
Piątek wieczór, śnieżyca za oknem i kogoś zdaje się ten śnieg przywiał.
Może Adam stwierdził, że jednak nie chce końca nas? Jeśli tak, to dostanie ode mnie kopniaka z brzuch, bo ja już z nim skończyłam. Opłakałam ten niby związek i wypiłam za jego śmierć, więc powrotów nie ma.
Jeśli to nie Adam, to najprawdopodobniej akwizytor, lub pani Stenia z naprzeciwka. Pewnie pod pretekstem pożyczenia jakiegoś bzdetu chce pogadać.
Zignorowanie dobijania się powinno wystarczyć, by dano mi spokój. Po takiej ilości alkoholu nie nadaję się do rozmów.
Kurwa, komuś naprawdę zależy, żeby się do mnie dostać. Muzyka ryczy, a walenie słychać mimo to.

Owinęłam się ściślej puchatym szlafrokiem i powlokłam w kierunku drzwi. Szłam bardzo powoli w nadziei, że osobnik po drugiej ich stronie zrezygnuje i pójdzie sobie.
Ten ktoś nie rezygnował, a nawet nasilił stukanie w drzwi, przeplatając pulsacyjnym dzwonieniem, które chciało mi rozerwać czaszkę.

Zacisnęłam palce na klamce tak mocno, że aż pobielały mi knykcie. Otworzę i dam temu komuś w mordę nawet, jeśli to będzie starszawa sąsiadka. Za takie natręctwo należy jej się.
Otworzyłam z impetem, nabierając równocześnie powietrza w płuca, dla wyartykuowania słownej zjeby i tak zostałam. Zamarłam, zapowietrzyłam się i nie wiedziałam, jak teraz zareagować.
Przed drzwiami stał osobnik płci najprawdopodobniej męskiej, choć z twarzy widziałam jedynie oczy, brwi i kawałek grzywki, reszta okryta była kominiarką. W sumie mogła to być również wysoka kobieta. Odzież na nic w dzisiejszych czasach nie wskazuje. Szczególnie zimą.

- Nic nie kupuję! - rzuciłam odruchowo, zamykając drzwi.
- Nic nie sprzedaję. - Dobiegło spod kominiarki, a but właściciela głosu zablokował drzwi, dłoń naparła na nie.

Nie zdołałam zamknąć drzwi, zrobił to on. Byłam pewna, że to mężczyzna. Byłam również przerażona i odcięta od drogi ucieczki, co stwierdziłam trzeźwiejąc błyskawicznie.

- Czego pan chce? - Z moich ust same wydostawały się banały słowne. - Niech pan wyjdzie z mojego mieszkania.
- Nie. - Krótkie i ostre przecięło powietrze.
- Chce pan pieniędzy? - Szukałam po omacku. - Mam tylko dwieście złotych.
- Nie chcę. - Znów jego słowa, które zabolały mnie w żołądku.
- To czego pan chce? - pytałam, lecz nie chciałam słyszeć odpowiedzi.
- Ciebie dla siebie.
- Gwałt? - To jedno słowo zdołało mi się przecisnąć przez gardło.
- Zdecydowanie nie. - Pokręcił przecząco głową. - Poczęstujesz mnie winem?
- Skąd... - Nie skończyłam. Nie powie mi przecież prawdy. Po co pytać? - Tak.

Szłam przodem, wiążąc pasek szlafroka na trzy supły. Jakby to miało w czymś pomóc, ochronić mnie. Zabawne.
Nie, to nie było ani trochę zabawne! Było przerażające i nie płakałam, nie histeryzowałam wyłącznie dla tego, że byłam pod wpływem sporej ilości alkoholu. Chyba dlatego...
Wzięłam z kuchni czysty kieliszek, drugą butelkę z winem i pod jego bacznym spojrzeniem poszłam do salonu.
Usiadłam na kanapie naprzeciw niego i czekałam. Nie mówił nic, a jedynie przyglądał mi się w ciszy.
Rozpiął w końcu kurtkę, zdjął ją i rzucił na podłogę, by po chwili dorzucić kominiarkę.
Siedział przede mną młody facet. Czy zwykły?
Najwyraźniej nie, skoro wdarł się do mojego mieszkania na...

- Przyszedłeś na wino? - Musiałam usłyszeć cokolwiek.

Najgorsze było jego milczenie. Teraz do milczenia dołączył jeszcze uśmieszek. Pomieszanie litości i pobłażania dla mojej niedomyślności?

- Powiesz coś? - Naciągnęłam mocniej poły szlafroka na siebie. - Bo zacznę krzyczeć!
- Waliłem w drzwi, jak oszalały i nikt nawet nie wyjrzał, by sprawdzić co się dzieje. - Wziął butelkę i wbił korkociąg w korek, bez zdejmowania plastikowej osłonki z szyjki. - Przyszedłem do ciebie.
- Do mnie?! - Nie podobała mi się jego odpowiedź. - Nie znam cię.
- To się zmieni. - Odkorkował wino, lecz widocznie nie podobały mu się strzępy folii na szyjce butelki.

Sięgnął za siebie, by po chwili sparaliżować mnie widokiem tego, co wyjął zza pleców. Był to sporych rozmiarów nóż, wyglądający na bardzo ostry i niebezpieczny. Odciął nim folię z butelki, zdarł jej resztkę palcami i położył nóż na stoliku między nami. Odstawił również butelkę i pochylił się w moją stronę, nie spuszczając ze mnie badawczego wzroku.

- Lubisz zmiany? - Uniósł brwi. - Jesteś gotowa?

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    Dzięki 🙂 Do pisania coś się nie nadaję, ale z przyjemnością poczytam:)

    …. dobre to jest!

  2. Monia
    | Odpowiedz

    Ciekawie się zapowiada 🙂 Muszę ci powiedzieć, że bez twoich postów czuję się jak ryba bez wody… Te parę dni, kiedy nie dodawałaś niczego były czasem, kiedy z braku czegoś nowego przypomniałam sobie część twoich opowiadań (niektóre już chyba trzeci raz czytałam :)) Pozdrawiam i życzę WENY i SAMOZADOWOLENIA :*

  3. Shana
    | Odpowiedz

    O kurczę, intrygujące te nowości ^^ Aż sama poczułam zawiązujący się supełek w żołądku 😀 Też mi się coś w nocy śniło, ale już nawet nie pamiętam xD Czasem sny są tak u mnie zwyczajne, że mieszają się z moimi myślami 🙂 Taki pech 😛

  4. Wiktor
    | Odpowiedz

    Witaj Mika!!!. Ciekawie się zapowiada!. Dzięki Ci za opowiadanie!. Pozdrawiam Wiktor

  5. Sandra Ol
    | Odpowiedz

    Zaczyna mi się podobać:)

  6. snowwhite
    | Odpowiedz

    aaaaa! podoba mi sie

  7. Styna
    | Odpowiedz

    Jak zwykle napisałaś intrygujący początek. Jak zwykle chcę JESZCZE….

  8. lkolac
    | Odpowiedz

    Po trajlerze na poczatku spodziewalam sie koszmaru, tudziez malego horrroru. No i co? no i klops. jakos tak podobnie brzmi tylko wprowadzenie bylo fajne. Jeszcze na poczatku myslalam ze cos nowego probujesz napisac i juz sie balam co to bedzie, no nie wiem co cie tak przeraza. Wyszlo bardzo sympatycznie. Malo strasznie A jak na ciebie malo zakrecone. To jest wyzwanie.

  9. Micra21
    | Odpowiedz

    Witaj Mika!

    Zaglądam i zaglądam na tę Twoją stronę i nic się od kilku dni nie dzieje. A tu nagle masz!!! Super kawałek. Zapowiada się ciekawie… Czekam na dalej. Sam siedzę przed komputerkiem od kilku dni i nic nie wychodzi. Mam w głowie nowy pomysł i nijak nie mogę go wyklikać…

    Pozdrawiam

    Micra21

    p.s. wrzuciłem na micra21.blogspot.com następną część przygód B+K z “Akcji ratowniczej” M21

Napisz nam też coś :-)