Ktoś, coś (IV)

with 10 komentarzy

Ktoś, coś. Nieznajomy, zniwolenie i rozkosz bycia uwięzioną.Szłam w kierunku sypialni na miękkich nogach. Było mi dobrze i nie umknął mi fakt, że nóż został tam, gdzie on go położył w łazience. Na półce.

- Jak masz na imię? - Zdziwiłam się słysząc swój zmieniony głos. Gardłowy i leniwy. - Trochę się spoufaliliśmy, więc może się przedstawisz?
- Mógłbym. - Musnął palcami pośladek ten sam, który przedtem uciskał, unieruchamiając mnie w wannie. - Może jednak później. Teraz chodź do kuchni.
- Do kuchni? - Nie wiem po co zapytałam.

Nie wyglądało na to, by chciał mi odpowiedzieć. Raczej na to, że ma dokładnie obmyślany plan i zamierza go wprowadzić w życie. Z jakiegoś powodu wybrał sobie właśnie mnie na ofiarę molestowania i widziałam po własnych reakcjach, że przewidział mnie lepiej, niż zrobiłabym to sama.
Gdyby ktoś powiedział mi kiedyś, że obcy facet wtargnie do mojego mieszkania i będzie groził mi nożem, by następnie wymyć mnie i masturbować przy tym, a na dodatek sprawi mi tym przyjemność, to kazałabym się tej osobie leczyć na głowę.
Stało się tak jednak i nie dość, że nie bałam się już, to chodziły mi po głowie coraz bardziej wyuzdane pomysły względem niego.

Podeszłam do stołu i zgarnęłam z jego powierzchni gazetę i jakieś rachunki, a te pofrunęły na podłogę. Któryś z papierków wjechał gładkim ślizgiem pod szafkę, ale nie zajęło to moich myśli w tym momencie.
Usiadłam na chłodnym blacie stołu i majtając nogami w powietrzu przyglądałam się seksualnemu oprawcy, a on przyglądał się mnie.

- I co ty chcesz ze mną zrobić? - Wiedziałam, że nie odpowie. - Pobawisz się mną i pójdziesz sobie?
- Połóż się na plecach. - Usłyszałam w zamian.

Zrobiłam, jak kazał i czekałam. Podszedł, stanął z boku stołu. Sięgnął po butelkę z oliwą stojącą przy palnikach kuchenki, by po chwili wylać jej cienką stróżkę na mój brzuch. Patrzyłam na niego spod rzęs, on natomiast wodził oczami za swoją dłonią, jak malarz za pędzlem.
Palec w moim pępku i wygarnięcie oliwy z niego, zgarnięcie jej w dół brzucha i między uda po gładkim wzgórku.
On mnie już nie obserwował. Patrzył na moje ciało, jak na obiekt. Nalewał coraz więcej tłustego płynu na mnie i rozprowadzał po skórze, zafascynowany tym zjawiskiem. Może połyskiem, może teksturą. Nie wiem.
Dla mnie było to podwójnie przyjemne. Palce, którymi ślisko badał i zafascynowanie w jego oczach. Pieszczota dotykiem i spojrzeniem.
Nie pamiętam, by Adam tak mi się przyglądał, by poświęcił mi w trakcie pieszczot aż tyle uwagi, by aż tak dokładnie i uważnie dotykał i badał tym dotykiem kiedykolwiek!
Przyjemność chciała zamknąć mi oczy, dokładając ołowianego miodu moim powiekom. Walczyłam i przegrałam jęcząc, gdy palcami zaczął bawić się mną.
Tak, on się mną bawił.
Palcami jednej dłoni rozszerzał płatki, drugą dłonią penetrując przedziałek między pośladkami, wpychając palce do środka, ugniatając i masując łechtaczkę i wejście do pupy. Dziwne to było uczucie i obezwładniające zarazem. Nadmiar bodźców i jego milczenie. Wyraźne podniecenie w spodniach i szybko unoszącej się piersi, oraz zerowy kontakt wzrokowy.

Nie wytrzymałam. Sięgnęłam dłonią i objęłam sterczący czubek przez spodnie.
Jęknął głośno i drgnął gwałtownie, nieruchomiejąc.

- Pokaż mi go - wyszeptałam ostrożnie. - Proszę.

Znów brak reakcji, więc zaryzykowałam i przekręciłam się na bok, by odpiąć klamrę paska, suwak i guzik spodni. Opadły na podłogę, ja miałam go przed twarzą. Objęłam twardość palcami i przyciągnęłam do siebie, biorąc go w usta. Trochę niewygodna pozycja, lecz mogłam dzięki temu obserwować.
Zaciśnięte powieki i grymas bolesnej rozkoszy wykrzywiający twarz. Mięśnie brzucha napięte i wyraźnie przez to widoczne pod skórą. Palce dłoni pobielałe przez moc, z którą zaciskał je na krawędzi blatu.
Wyrwał się gwałtownie z moich ust i dłoni, patrząc zamglonym wzrokiem i dysząc, jak po biegu. Przekręciłam się z powrotem na plecy, wzięłam butelkę z oliwą, by polać się nią, obserwując jego reakcje.
Wyglądał pięknie. Pełen mocy i ognia, który z ledwością powstrzymywał. Penis sterczał, mięśnie napięte i skóra błyszcząca od potu i te oczy...
Rozprowadzałam oliwę, rozcierając ją na piersiach i szyi. Bawiłam się językiem, łapiąc go między palce jednej dłoni, jakbym się z nimi całowała, drugą tymczasem masując się i coraz głębiej penetrując swoje śliskie wnętrze.

Nie wytrzymał w końcu. Stanął między moimi udami, nie odrywając rozpalonego wzroku od mojej dłoni i tego, co nią sobie robiłam. Położyłam spokojnie oba ramiona wzdłuż ciała i czekałam. Był podniecony i wiedział, że i ja jestem. Krótkie spojrzenie na moją twarz i chwilowy zawias na ustach, które oblizałam. Jedna jego dłoń rozszerzająca mi uda, obie przyciągające mnie tak, by część pośladków znalazła się poza blatem stołu, w końcu objęcie twardego kutasa i naprowadzenie go na mnie, oczekującą i głodną jego pchnięć.
Nie wiem, które z nas głośniej jęknęło, czy może krzyknęło. Poczułam rozpychający gorąc i pchnięcie, a po nim kolejne. Zarejestrowałam jeszcze wykrzywioną rozkoszą twarz i oczy moje odmówiły posłuszeństwa. Nadmiar bodźców odciął dopływ obrazu i teraz już tylko czułam i krzyczałam. Przyjmowałam głośnym jękiem każde mocne dobicie do dna pochwy i palce zaciśnięte na mej talii. Te same dłonie złapały mnie pod kolanami, by zarzucić me nogi na twarde ramiona i wbijać się jeszcze głębiej.
Było coraz szybciej, głośniej i mokrzej. Unieruchomił mnie obejmując ramionami uda i dociskając je do swojego brzucha i piersi. Ja pomagałam mu trzymając się krawędzi blatu, by nie odsunąć się ani o milimetr, by nie spłycić penetracji.
Nie chciałam jeszcze kończyć, ale nie potrafiłam dłużej powstrzymywać orgazmu. To było niewykonalne mimo, że chciałam na niego poczekać. On za to przyspieszył i brał mnie teraz w szalonym tempie, nie pozwalając skończyć i przeganiając mnie przez linię rozkoszy po raz drugi, może i trzeci.
Gdy już myślałam, że więcej nie zniosę, że rozpłaczę się z nadmiaru krzyknął, przyciągnął mnie i znieruchomiał.
Drżał, ja czułam ulgę i mleko z miodem, w którym tonęłam.
Spokój i lewitacja...

***

Wyszedłem po cichu tuż po tym, gdy zasnęła opatulona w koc. Położyłem ją na kanapie, ona tylko mruknęła, nie otwarłszy nawet oczu. Zatrzasnąłem za sobą drzwi jej mieszkania i przerzuciłem kartkę pamiętnika w głowie.

Siedziałem z kubkiem kawy i spoglądałem przez lornetkę na okna mrówkowca naprzeciw. Zaglądałem w nie ludziom, szukając nowej dziewczyny.
Tamta była słodka i zapaliła się szybciutko. Trochę szkoda, wolałbym złamać jej opór, ale go nie było.
Nie zdążyłem się rozsmakować w strachu, oporze i zmianie nastawienia do mnie, a już się skończyło. Ech...
Raz nawet pewna dziewczyna zakochała się, a przynajmniej tak jej się wydawało. Porządne dymanie...

Cóż może trzeba będzie zmienić miejsce zamieszkania. Pewnie tak.
W bloku naprzeciw nie znajdę już raczej takiej ognistej laleczki.
Nie warto kupować mieszkania. Lepiej je wynajmować.

Zajrzałem jeszcze raz w okno dziewczyny, której zapach czułem wciąż na sobie. Przekręciła się na drugi bok, zrzucając z siebie koc i odsłaniając ciało.

Szkoda, że tak szybko przestają mnie interesować. Do pierwszego razu i po zabawie.
Szkoda, bo ta była naprawdę ciekawa.

Było minęło.
Czas na przeprowadzkę. Poza lornetką i kilkoma ciuchami niewiele mam do pakowania.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. MokoszM
    | Odpowiedz

    A ja dziś nie kliknę w serduszko! FOCH! No nie podoba mi się zakończenie i już. Wiem, wiem, nie musi mi się podobać… Chyba mam niedosyt romantycznych historii i happy endów. A tu takie coś… Jak w tym opowiadaniu, co koleś zabija dziewczynę na bezludnej wyspie. Fuck! Muszę teraz poszukać czegoś, co się lepiej kończy 🙂
    Pozdrawiam cieplutko!

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Zastanawiałam się nad zakończeniem, gdy to były facet głównej bohaterki wpada do mieszkania w celu pogodzenia się, a tu zastaję ostrą jazdę. Później bohaterka gzi się po wsze czasy po sąsiedzku, ale… Jakoś takie banalne to było. Trochę banałów popełniłam, zabijać nie chciałam i wyszedł taki happy and. A że bez love… Czasami dobry seks musi wystarczyć 😉

      • ania s
        |

        Nie zawsze musi byc big love, chociaz ja tez czuje ostatnio niedosyt jesli chodzi o przeslodzone zakonczenia. Cukru mi brak, i “Nowego” 😉 pozdrawiam

      • Coffee
        |

        Mnie tam się podobało. Taki inny koniec. Poza tym to opo erotyczne. Tu nie chodzi o świetną fabułę (cmokcmok, przytulanki itd.), a o samą erotykę. Tutaj wyszła bardzo fajnie. Czekam na “Nowe” 😀
        Ps. Nie “happy and” tylko “happy end”.

  2. Hannah
    | Odpowiedz

    Wszystkim nie dogodzisz 🙂 Mimo, że uwielbiam happy endy w Twoim wykonaniu – to opowiadanie mi się podoba 🙂 Takie inne, odświeżające i no cóż mocno nasycone erotyzmem 😉 I fajnie, że czasami potrafisz mocno zaskoczyć swoich czytelników 😀

  3. Monika G.
    | Odpowiedz

    Ja jestem bardzo usatysfakcjonowana 🙂
    Nareszcie coś nie lukrowanego.

    I w pewnym sensie jest happy end – mógł ją zabić. Mika już raz pokazała, że potrafi być krwiożercza 😉

  4. Megami
    | Odpowiedz

    Nie podoba mi się może dlatego, bo już czytałam coś podobnego, a mianowicie “W ciemności”. Podobna sytuacja, koleś włamuje się dziewczynie do mieszkania. Tyle tylko, że tam jego szaleństwo na punkcie dziewczyny wyglądało inaczej, a słowa “Chcę tylko twojej przyjemności” brzmiały podniecająco, a tutaj… Śmiesznie…
    Ale od dziś koniec z przebieraniem się przy rozsuniętych roletach, huehuehueh 😛

  5. Kumikoska
    | Odpowiedz

    Yyy właśnie oglądam film “Ratter”. Chyba ktoś się zainspirował tym opowiadaniem…. xP

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Muszę sprawdzić, czy widziałam. Może tak i po nim właśnie pisałam?
      Sprawdzę, ale nie dziś. Dziś lecę na pysk 😀 Przyjemne uczucie…

Napisz nam też coś :-)