Kurwa, ja! (III)

with 19 komentarzy

Kurwa ja opowiadanie erotyczne o rozwiązłej dziewczynie poszukującej rozkoszy.Coś mi się wydaje, że straszliwie kosmate świntuchy z Was, skoro jaracie się ostatnim opowiadaniem.
To dobrze, bo to z mojego kosmacie skłębionego łba takie kosmatości wypełzły 😀
Jestem kosmacie robaczywa i daję temu lajka 😀
Miłego, kosmatego...
ps. Jestem nabuzowana muzyką, gdyż wybierałam utwory do playlisty w lokalu i za chwilę mi para uszami pójdzie!

Czym byłby świat bez muzyki?!
Niemą pustką...

Ciągnął za sznurki mojego ciała pewien potworek, który umiejscowił się i najwyraźniej zadomowił w dole brzucha. Drapał mnie w trzewia poniżej pępka, wywoływał swędzenie i chrobotanie śliskością między udami.
Nie myślałam o niczym, poza seksem.

Jestem zwykłą jednostką, mającą mnóstwo obowiązków, toteż muszę chodzić do pracy, sprzątać mieszkanie i robić kupę.
Wykonuję wszystkie te przyziemności, lecz nie zajmują one mej psychiki nawet w dziesięciu procentach.
Po prostu je robię.

Jak zaspokoić ssącego potworka?
Nie miałam kurwa pojęcia! Ja nie mam pojęcia?!
Kurwa, ja...

Nowość tego głodu zastanawiała, ale może po prostu dojrzewałam i nowa potrzeba wykształciła się sama?
Nie wiem, ale coś z tym fantem muszę zrobić.

Pracuję w pojebanej firmie i jedynym plusem jest płaca. Jest co najmniej godnie, lecz cała reszta...

- Coś mi spadło pod biurko. - Darek uśmiechał się krzywym, zbereźnym uśmiechem, rozwalając swoje spasione cielsko na fotelu. - Może wejdziesz tam i wyciągniesz.
- To nie należy do moich obowiązków - odparłam z udawaną obojętnością, choć powstrzymanie złości i pogardy na taki seksizm, kosztowało mnie bardzo wiele wysiłku.
- Zawsze możemy to dopisać - bąknął z wyższością.

Durna pała!
Jakbym nie wiedziała, co on może.
Żeby to był mój główny szef.
Facecik na stanowisku superwisiora, z niewiele wyższą płacą i bardziej odpowiedzialną pracą, niż moja. Facet z kompleksami i przerostem brzucha, plus nieudane małżeństwo, o którym zrzędzi podczas imprez firmowych. Oczywiście, po zatankowaniu odpowiednio rozluźniającej dawki procentów.
Żenada...
Teraz udaje baszę i sprawdza, jak daleko może się posunąć.
Wie, że ze mną niewiele może i wkurwia go to, przez co pozwala sobie na coraz śmielsze zagrania słowne.
Chciałby mnie przelecieć, ale nie dla psa kiełbasa.

- Do wchodzenia ci pod burko zatrudnij sobie osobistą asystentkę, Darku - powiedziałam bardzo spokojnie, po czym wyszłam z jego akwarium, jak zwykliśmy nazywać boksy superwisiorów poszczególnych działów, ciągnące się wzdłuż jednej ze ścian.

Kumpela, siedząca przy biurku ustawionym najbliżej wejścia do tegoż akwarium mrugnęła do mnie okiem, po czym rozkaszlała się, by ukryć rozbawienie. Ja czułam się wielka.

- Wiesz co mnie najbardziej w nim wkurwiało? - Wpadło mi w uszy, gdy zbliżałam się do pracowniczego pokoju socjalnego z mini kuchnią w nim. - Czułam się będąc z nim, jak kucharka i sprzątaczka. - Coraz głośniej i energiczniej artykułowała swe myśli, najświeższa rozwódka w firmie. - Posprzątać, oprać, pod ryj posiłek podstawić, bo to taki ważny samiec przecież! Jakie kobiety wypuszczają takich niedołężnych synów z domu?
- Większość. - Wpadłam jej w słowo, wchodząc do pomieszczenia, w wyniku czego obie poderwały głowy i wbiły we mnie wzrok. - Pokutujący od zawsze stereotyp Matki Polki, która zrobi wszystko. Chociaż to nie jest tylko naszego narodu przypadłość.
- A co ty możesz wiedzieć o związkach? - fuknęła rozwódka.
- A myślisz, że dlaczego jestem samotna, Iwonko? - Patrzyłam jej prosto w oczy. - Męska niedołężność mnie rozpierdalała i zbyt wiele minusów mają, a na seks zawsze sobie kogoś znajdziemy.
- A dzieci? - Włączyła się w kontrargumentowanie Jolka, niby szczęśliwa żona.
- Czy gdybyś była samotną matką, miałabyś więcej obowiązków, niż teraz? - odpowiedziałam pytaniem. - Obrobić jeden dorosły zad mniej, czy to nie kuszące?
- No nie wiem - odparła niepewnie. - Ale zawsze jednak śpisz obok ciepłej osoby i możesz na niego liczyć...
- Czy masz absolutną pewność, że jutro też będziesz mogła na tego kogoś liczyć? - pytanie, jako kontra. - A jeśli go zaświergoli na jakąś nastolatkę? Jesteś absolutnie pewna, że w jego przypadku nie ma takiej opcji? Ja mam do przytulania w nocy kocura, a do seksu... no nie ma z tym problemu.

Nie odpowiedziała. Zamilkła, zapatrzywszy się w mało gustowną szafkę, wiszącą na ścianie. ponad zawalonym brudnymi kubkami, zlewem.

- W sumie... - wyszeptała. - Jakby tak podsumować.
- No właśnie. - Zbyt głośno mieszałam niby kawę, składającą się z proszku ją udającego i zimnego mleka. - W sumie, to będąc kobietą niewiele zyskujesz wchodząc w związek. Ty zbyt wiele dajesz, a on wszystko bierze, bo takie są kurwa prawa natury!

Wrzuciłam łyżeczkę do zawalonego zlewu, w wyniku czego wywołała ceramiczny jazgot i może nawet otrzaskałam kawałek czegoś w efekcie.

Zostawiłam je w kompletnie odmiennych nastrojach, niż zastałam. Iwona twardo pewna swoich decyzji względem byłego męża, siedziała wyprostowana i ze spokojem w oczach. Jolka natomiast z pełnej mądrości opiekunki ogniska domowego, zmieniła się w oklapniętą ramionami i zmęczoną Matkę Polkę, z której bycia zdawała sobie widocznie sprawę.

Musiałam kupić coś do lodówki. Od wczoraj na jej półkach chłodziło się przede wszystkim powietrze i pusty karton po mleku.
Targowisko mam pod nosem i gdybym się uparła, to mogłabym dorzucić kamieniem, do jego blaszanych i mało gustownych daszków z blachy falistej.
Smak warzyw i ich zapach, niskie ceny i dystans, który muszę z zakupami pokonać w drodze do domu, to główne zalety zakupów na targowisku. Wadą jest brak higieny i kobita, która pakuje dla mnie przepyszne jajka, by tymi samymi, zabrudzonymi potencjalną salmonellą rękoma, podawać mi owoce.
Może i mam lekkie kuku, ale brzydzą mnie takie detale. Facet w budce podający surowe mięso, by po chwili kroić wędlinę?
Obrzydzenie...
To z  tego powodu chodziłam po wędlinę do maleńkiego, osiedlowego sklepiku. Tam byłam pewna zachowania higieny i wyobrażenia chorób nie mąciły mi delektowania się smakiem kanapek z szynką.

Szłam przez park, przez który najwygodniejsza droga prowadziła do sklepiku, gdy moją uwagę przyciągnął ruch między drzewami.
Nie zwalniałam kroku, lecz zerknęłam odruchowo i widok, który wessały moje oczy, zatrzymał mnie w miejscu i wbił w podłoże.
Męska dłoń sunąca wzdłuż penisa i penis ten przedstawiał sobą imponujący widok.
Pękata i przekrwiona główka, wieńcząca gruby trzon, pokryty wyraźnie odznaczającymi się żyłami, oraz luźno zwisającee i dyndające w rytm ruchów dłoni jądra.
Stałam i patrzyłam na rękę walącą konia i dłoń należała do właściciela fiuta.
Przy jednym z drzew stał facet i onanizował się. Gdy spojrzałam na jego twarz zobaczyłam, że ten nie przygląda się mojemu wyglądowi i figurze. On obserwował moją twarz i jej wyraz.

Ekshibicjonista - nazwał go mózg.
Lubi strach obserwatora i zszokowanie tym, co robi. Wtedy osiąga satysfakcję.
Dobrze, tak się też zachowam.
Oblekłam twarz w wyraz zdziwienia i strachu, przyciskając równocześnie torebkę do piersi. Chciałam wyglądać, jak gotowa do ucieczki gazela i efekt chyba osiągnęłam. Facet zaczął trzepać ręką po kutasie w ekspresowym tempie, by po kilku chwilach trysnąć spermą, trzęsąc biodrami i zbryzgując gęstą bielą zeschłe liście na ziemi.

Stałam oniemiała, zachwycona i zszokowana własnym podnieceniem, które wystrzeliło we mnie w przyspieszeniu.
Gdyby chciał mnie teraz zerżnąć, nie zastanawiałabym się nad odpowiedzią ani sekundy.
Uklękłabym, by wziąć go w usta. Wypięłabym się, by wziąć go w siebie.
Byłam gotowa, ale...

Szybki ruch dłoni i towarzyszący temu zgrzyt zamka błyskawicznego. Widok kuszącego kutasa odcięty poły marynarki, zachodząc na siebie. Mężczyzna odwrócił się tyłem, a po chwili odszedł, zostawiając mnie w stanie osłupienia, podniecenia i zszokowania tym, jak bardzo odziałowują mi na umysł obrazy.

Twardy fiut w obcej dłoni.
Obcy, twardy fiut.

Już wiedziałam, czego chce ssący potworek w moim brzuchu.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Shana
    | Odpowiedz

    Twoja fikcyjna postać coraz bardziej uświadamia mi jak dużo sensu jest w takiej filozofii życiowej. Ale wiele mężczyzn mogłoby się obrazić o postawienie ich w takim świetle. Słusznie, bądź niesłusznie mogliby się kłócić, aby bronić swoich racji. Słuszne pretensje niestety obstawiam, że można zaliczyć do mniejszości.

    Ale czy to nie jest tak, że kobiety po części same pozwalają sobie wejść na głowę? Na początku związku, gdy się jeszcze nie ma tyle obowiązków, dzieci, staramy się być jak najlepszymi żonami. A potem co? Mężczyzna przyzwyczajony do tego, że wszystko samo się zrobi, potem się nie uaktywni. Kobiety czują się niedocenione i są sfrustrowane, a mężczyźni potrafią tylko mówić, że ta żona ciągle tylko narzeka. A narzekanie jest chyba najgorszym motywatorem do pracy i błędne koło się zamyka 😉
    I nie jestem i nie byłam nigdy zamężna, ale obserwuję ten schemat u rodziców, braci, znajomych… Nawet sama pewnie bym w Niego wpadła, gdyby po 3,5 roku nie zakończył się mój związek. I przeżyłam już fazę dbania o drobiazgi, intuicyjnego starania się, aby zawsze zadbać o to co trzeba. A za niektóre drobiazgi nie słyszy się nawet dziękuję, bo nie są nawet zauważane. A dopełnieniem wszystkiego u mnie było, jak słyszałam, że On robi dla mnie tak wiele, a ja nie robię dla Niego nic. Ja po takim zarzucie to się nawet bronić nie potrafiłam. Nie byłam bez winy, ale to, że ten zarzut był nietrafiony dostrzegłam dopiero, gdy już musiałam spojrzeć na wszystko z dystansem.
    Cóż, w życiu jednak trzeba się nauczyć też walczyć o swoje. A przemilczenie swoich racji nie jest rozwiązaniem problemu. Czasem się zastanawiam, jak wiele kobiet ma podobnie jak ja problem z wyrażaniem swojego zdania w związku? Ale nawet jeśli już opanują tę sztukę, zwykle jest to nazywane narzekaniem.
    So close, but not enough 😉

    Jak tak dalej pójdzie to zmienię się nie do poznania. A już zmieniłam się o 180 stopni. Mam nadzieję, że nie dotrę do tej filozofii życia, bo życie bez tej drugiej osoby byłoby jednak smutne. Ale już się nauczyłam nigdy nie mówić nigdy. Tak na wszelki wypadek.

    Gratuluję Ci tej umiejętności wcielania się w psychikę swoich postaci. Bo to co mówią jest mocne i daje do myślenia, pomimo tego, że sama na co dzień raczej nie wygłaszasz takiego zdania 😉 Podziwiam ten geniusz ;D

    • GreatLover
      | Odpowiedz

      Poczułem się dotknięty Twoim opisiem faceta w związku :] Może trudno w to uwierzyć, ale nie wszyscy leżą, kwiczą i czekają aż żonka/kochanka wszystko ogarnie, podstawi pod nos i przy okazji zrobi laskę ;]

      • Shana
        |

        A widzisz, zupełnie niepotrzebnie 😉 Wiem, że istnieją porządni mężczyźni. Dlatego ostatnie zdanie mojego pierwszego akapitu wspomina o tym, że słuszne pretensje według mnie można zaliczyć do mniejszości.
        Sama znam wielu fantastycznych facetów, którzy potrafią sami o siebie zadbać. Ba, ugotują, posprzątają, zrobią zakupy i tak by można wymieniać. Lecz o takim obrazie mężczyzny nie jest to opowiadanie.

        Odniosłam się po prostu do tej wizji mężczyzny przedstawionej przez postać fikcyjną, którą wykreowała Mikakamaka. To po prostu taka moja refleksja, komentarz rzeczywistości, który wcale nie jest fikcją.

  2. Shana
    | Odpowiedz

    Chyba nie powinnam się pierwsza wyrywać do komentowania, bo potem się jakoś puściutko w tych komentarzach robi 😛 Przepraszam Mika 😛

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Nie przepraszaj, bo masz racę.
      Chciałam pokazać pewien stereotyp mający odzwierciedlenie w życiu (niestety).
      Ale o tym jeszcze napiszę osobno 😀
      Zainspirowałaś mnie 🙂

    • Shana
      | Odpowiedz

      Na szczęście potem się komentatorzy rozkręcili 😛 Na wszelki wypadek już nie będę zostawiała swoich komentarzy jako pierwszy strzał. Ale powiem Ci, że mocne Ci to wyszło. Byłaś nawet bardziej przekonująca od mojego kolegi, który chętnie by mnie wciągnął między szeregi ludzi o takiej filozofii życiowej. Ale nie martw się, jestem za dobrze ukształtowana stety/niestety przez naszą religię, więc nie ze mną te numery 😛

  3. rebel girl
    | Odpowiedz

    Mam podobną sukienkę do dziewczyny z poprzedniej części opowiadania 🙂 Nie wiem, co o tym myśleć 🙂 Mika, nie zastanawiałaś się kiedyś, żeby pisać na zmianę z kimś? To fajne antidotum na “zdychającą”, jak to nazywasz, fabułę. O ile ta druga osoba ma równie zwariowane pomysły.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Był taki pomysł, ale nie znalazłam osoby.
      Może ktoś chętny?

      • rebel girl
        |

        A jakie masz wymagania? 🙂

      • GreatLover
        |

        Sam kiedyś chciałem zaproponować na Pokątnych zabawę ze stworzeniem jednej historii w wykonaniu kilku autorów. Różne style, różni bohaterowie i wydarzenia, do wzbogacenia wspólnego wątku ;]

        Ale na takie zabiegi trzeba mieć chęci i czas.

      • rebel girl
        |

        Spróbujmy 🙂

      • laid
        |

        Podsunęłam kiedyś,wieki temu ,na pw seamanowi,żeby napisał”Czarne”z perspektywy żony.Efekt mógłby być interesujący ;-)Ale,jak widać,takiego opka nie ma.
        fajną próbą była fraszka Miki w opozycji do Starskiego-co pamiętamy GL! i twoją propozycję,alektórą też niestety pominięto.

      • mika kamaka
        |

        Starski się wtedy obraził na amen 😀

  4. Wy to macie łeb :D
    | Odpowiedz

    […] ostatnią częścią „Kurwa, ja!” rebel girl […]

  5. laid
    | Odpowiedz

    Wraca matka polka z zakupów, obładowana oczywiście siatkami, torbami i siateczkami. Idzie powoli, ugina się pod ich ciężarem, aż tu nagle wyskakuje zza krzaka ekshibicjonista i odsłaniając płaszcz pokazuje swoje nagie wdzięki w pełnej okazałości. Matka polka spojrzała tylko i krzyknęła:- No żesz chole*a jasna, zapomniałam jajek kupić!!!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      I to jest ten drugi, alternatywny niż głównej bohaterki, punkt widzenia…

  6. […] bo następnego dnia znalazłam bardzo trafnie podsumowujący tę sytuację komentarz pod „Kurwa, ja! cz. III” Ale o tym za […]

  7. Ja
    | Odpowiedz

    Czy wrócisz jeszcze do tego opowiadania bo wydaje mi się że brakuje tu zakończenia, chyba że coś pominęłam…??
    Pozdrawiam

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Wrócę, wrócę.
      Czasami opowiadanie zdycha i czasu potrzebuje, bym je podjęła na nowo 🙂

Napisz nam też coś :-)