Kurwa, ja (V)

with 27 komentarzy

Kurwa ja opowiadanie erotyczne o rozwiązłej dziewczynie poszukującej rozkoszy.Ponieważ tak bardzo niektórym to opowiadanie nie leży, to zamierzam je kontynuować.
Po co? Byście zmienili zdanie 🙂
Co do poglądów głównej bohaterki, to reprezentuje ona pewną grupę kobiet, które tak właśnie sądzą, gdyż podobne przeżycia miały. Są takie i znam ich całkiem sporo 🙁
Miłego czytania 😀

Było mi źle i coraz mocniejszy, wewnętrzny dygot mnie ogarniał. Wracałam taksówką do domu.

Młody chłopak w ubikacji, był niewiele lepszym wyborem, niż jego poprzednik. Może i chciał się wykazać, robił dobrą minę do tej gry, ale brak warsztatu mu przeszkadzał.
Trudno, wracałam do domu bez orgazmu. Jak to brzmi! Chłopak natomiast, wracał o dwa wytryski lżejszy.

W mieszkaniu skierowałam się wprost do łazienki i pod prysznic. Potrzebowałam gorąca wody na ciele, ulgi przyniesionej jej strumieniem. Zrobiłam sobie dobrze, lecz wciąż nie było mi lepiej. Czułam się fatalnie, a własnoręczny orgazm przyniósł tylko zniesmaczenie. Ot, skurcz w brzuchu i tyle.

Usiadłam na kafelkach podłogi w kabinie prysznicowej i myślałam o ostatnich wydarzeniach.
Jestem nienormalna i nieprzystosowana.

Od kilku lat rodzina napastuje mnie przy każdej okazji pytając, kiedy wreszcie się ustatkuję. Przez ustatkowanie rozumieją oczywiście założenie tradycyjnej komórki rodzinnej, wesele, spłodzenie dzieci, dom na kredyt i wakacje w Egipcie.
Jak wytłumaczyć ludziom starszej daty, własnym rodzicom to, że wcale nie zamierzam iść tą drogą? Nie dla mnie taki model życia tyle, że nie wiedziałam też, jaki plan jest tym dla mnie. Nie wiedziałam, czego chcę.
Inaczej.
Chciałam być szczęśliwa, niesamotna i potrzebowałam seksu. Przygodny seks nie sprawdził się.
Brak poznania potrzeb z drugiej strony blokował przyjemność, przynajmniej moją.

Jestem nienormalna, nieprzystosowana i nie potrafię stworzyć trwałego związku. Za związki, jakie przerobiłam, dziękuję. To nie było partnerstwo, lecz korzystanie ze mnie.
Jakie matki wypuszczają w świat tak niesamodzielnych facetów?!
Bierzesz sobie takiego samca, a on oczekuje pełnej obsługi! Gotuj mu, sprzątaj i pierz ciuchy. Najlepiej, jeśli jeszcze poprasujesz ubrania i dopilnujesz, by łyknął witaminki. Lepiej, by je łyknął, w przeciwnym razie dostanie ci się chora niedołęga do obsługi, jęcząca nad własnym losem i użalająca się głośno.
Bądź perfekcyjna w wyglądzie, a ideałem byłoby byś miała metr dwadzieścia i płaską głowę. Idealny wzrost, by robić loda i służyć w międzyczasie, jako podstawka pod kufel piwa.

Ok, jestem wściekła na facetów, lecz całe dzieciństwo przesiąknięte było takim właśnie obrazkiem samca w rodzinie. Ojciec pracował, więc wymagał.
Śniadanie i kawa rano. Kanapki na wynos i obiad po powrocie. Piwo przed telewizorem i zasłużona drzemka. Pochwały na swój temat, bo żona musiała chwalić.
Nie obchodziło ojca, że matka pierze cudze ciuchy, prasuje je i donosi do bogatych domów. Praca na czarno, bo taką właśnie była, nie jawiła się ojcu "prawdziwym" zajęciem. W międzyczasie musiała obrobić dwa dziecięce tyłki i trzeci, swojego męża.
Nie daj Bóg, by ktoś zachowywał się zbyt głośno podczas jego poobiedniej drzemki, między jednym, a drugim piwem. Kara była za to jedna i wisiała na oparciu krzesła. Skóra i ciężka, metalowa klamra.

Zdawałam sobie sprawę, że pokrzywiło mnie życie. Dzieciństwo z ojcem leniem. Ojcem niedoceniającym pracę matki, którą ta wkładała w prowadzenie domu. Matki, która z przepracowania pochorowała się, a mimo to nie zwalniała obrotów, bo taki właśnie obowiązywał model rodziny. Ech...
A teraz chcieli, bym i ja powtórzyła ten model.
Nie ma mowy!

Uśpiłam się słodkim, czerwonym winem i muzyką w tle, oraz mruczącym Kocurro. Na jego względy i chęć do pieszczot mogłam liczyć zawsze.

Rano pogoda nie napawała dobrym humorem. Uporczywa mżawka, którą wiatr siekł po twarzach ludzi, po mojej również. Szare niebo i smród spalin, przygniecionych wilgocią do ziemi.
Nie lubię takiej pogody. Pewnie niewielu lubi. Może tylko żaby i ślimaki. Dżdżownice nie, gdyż topią się w kałużach.

W pracy zastałam lekkie zamieszanie. Ożywione głosy ludzi, mówiących o nowej pracownicy.
Nie mogli to zatrudnić faceta? Może jakiś sensowny byłby.
Z drugiej strony posiadanie kochanka w pracy było niebezpieczne.
Nie, dobrze że to baba...

Przygnębienie nie chciało mnie opuścić i marzyłam już tylko o końcu dnia pracy i szybkim powrocie do ciepłego łóżka. Nie zamierzałam na razie szukać wrażeń damsko męskich. Ostatnie przeżycia zniesmaczyły mnie i zniechęciły.
Obejrzę dzisiaj film, ożłopię się herbatą i zwizualizuję wielkiego fuckera, którego zadedykuję wszystkim facetom świata!
Aż się uśmiechnęłam do takich planów.

Uśmiech zastygł mi na ustach, gdy napotkałam czarne oczy. Powyżej czarnych oczu rosły czarne, krótko przystrzyżone włosy. Pod nosem natomiast, lekko skrzywione w uśmiechu, wyjątkowo różowe usta.
Dziewczyna, nowy pracownik, przyglądała mi się i miałam wrażenie, jakby czytała w mych myślach.
Nie chciało mi się jej pozdrawiać. Nie miałam nawet ochoty na poznanie jej.
Nie jestem towarzyską istotą i dobrze mi z tym.
Jeśli oczekiwała zwyczajowej uprzejmości, która nakazuje zapoznanie się z nowym pracownikiem, to nie w moją stronę powinna patrzeć, ale jeszcze o tym nie wiedziała.
Wróciłam do papierologicznych obowiązków, przerywając kontakt wzrokowy z dziewczyną.
Znudzi jej się i odpuści. Znajdzie bardziej wdzięczną kandydatkę na przyjaciółkę z pracy.

Po pewnym czasie, podniosłam na nią oczy by stwierdzić, że ani wyraz jej twarzy, ani obiekt obserwacji, nie zmienił się. Podparła sobie nawet głowę i przyglądała mi się, jak małpie na wybiegu.
Miałam ochotę na pokazanie jej środkowego palca, ale powstrzymałam się.
Aż tak chamska nie jestem.

Nadszedł wreszcie koniec szaro - burej dniówki i szaro - bure były nawet oblicza współpracowników. Aura na zewnątrz przesiąkała przez szyby i w mentalność ludzi z biura. Co rusz, ktoś zawieszał puste spojrzenie na zapłakanych taflach, by ze smętnym wyrazem twarzy wyłączyć w końcu komputer i bez entuzjazmu zbierać się do domu. Nikogo nie cieszyło wyjście w poziomo fruwające krople deszczu. Ja również chciałam siedzieć już w ciepłym wnętrzu autobusu. Wiedziałam jednak, że nim wejdę doń po dwu metalowych schodach, zmoknę. W drodze na przystanek, a i pod jego wiatą, wilgoć zaatakuje przy tej pogodzie.
Stałam w przejściu siłując się z zamkiem kurtki przeciwdeszczowej.
Zazdrościłam tym, którzy jeździli do pracy autami.
Cóż, z cukru nie jestem. Nie roztopię się...

- Podwieźć cię? - Niski głos zza moich pleców zastopował moje wyjście w ścianę fruwających kropli. - Jeśli masz ochotę.

To nowa i jej kpiące usta. Skórzana kurtka ze stójką dodawała jej zawadiackiego wyglądu, a dopełniały go zaczesane gładko włosy. Maksymalnie kobieca w tej męskiej oprawie i jakaś taka inna.

- Jeśli to nie będzie kłopot...

Sama nie wiedziałam, dlaczego się zgodziłam. Pewnie dlatego, że pogoda zniechęcała do spacerów i rozmazywała tusz do rzęs. Pewnie jeszcze dlatego, że to nie facet zaproponował, lecz kobieta.
Nieszkodliwa kobieta.

Przed jej samochodem wmurowało mnie w beton parkingu. Czerwone, sportowe i jakieś takie... drapieżne! Otworzyła przede mną drzwi i wskazała nisko osadzone siedziska. Było toto zabudowane z tyłu rurami, że o udziwnionych pasach bezpieczeństwa nie wspomnę.
To nie był zwykły samochód, lecz niepokojąca maszyna i własność niepokojącej laski, która znów patrzyła na mnie. Przyglądała się z dziwnym wyrazem twarzy i tą kpiną w oczach.
I jej oczy, jak dwie dziury w gałkach ocznych. Czarne i uważne.

- Wsiadaj - rzuciła ponad dachem. - Pomogę ci się zapiąć.

I wsiadłam, a właściwie wpadłam w fotel. Ona wśliznęła się na siedzenie kierowcy z gracją zawodowej tancerki, dzięki czemu poczułam się niezgrabną ciamajdą. Zamknęła drzwi i pochyliła się, sięgając po szelki pasów. Pociągnęła je, próbując wydostać te zza moich pleców, czym zmusiła mnie do podniesienia się w siedzisku.

- Po co ci tak skomplikowane pasy? - zagadnęłam, czując się co najmniej dziwnie przy osobie, która nie kwapiła się do rozpoczęcia jakiejkolwiek grzecznościowej wymiany zdań. - Jeździsz w rajdach?

Nie odpowiedziała, lecz sięgnęła pod mój tyłek dłonią i wyciągnęła kolejny pasek.

- Dla bezpieczeństwa - odparła krótko. - Siadaj. - I docisnęła moje udo, w wyniku czego klapnęłam ponownie.

Przyglądałam się, jak wpina w zapięcie kolejne klamry pasków i dociąga je, jakbyśmy wybierały się na całodzienną wyprawę offroadową. Czułam się dziwacznie z palcami obcej dziewczyny między udami, ale jak inaczej miałaby dopasować to skomplikowane oszelkowanie?
Jej skupiona mina wskazywała na pochłonięcie zajęciem, a mnie robiło się gorąco, gdy przejechała niechcący po wzgórku łonowym. Ona tego nawet nie zauważyła, ja poczułam dreszcz przebiegający w górę pleców.

- Dobra. - Swoje pasy zapięła błyskawicznie. - Podaj adres.
- Adres? - spytałam mało inteligentnie.
- Adres zamieszkania. - Spojrzała na mnie, jak na cielę.

Podałam i pojechałyśmy, a właściwie poprułyśmy z rykiem silnika.
Nie wiem, którędy jechała, gdyż już po pierwszej minucie jazdy, żołądek podszedł mi do gardła i ze wszystkich sił powstrzymywałam się przed puszczeniem pawia. Bałam się, uszy mi pękały, a ona wydawała się niczego nie zauważać. Grzała, ile fabryka dała.
W końcu zwolniła, dzięki czemu wrócił mi w miarę równy oddech i mogłam się jej wreszcie przyjrzeć.
Za ładna - tego byłam pewna.
Zbytnio opanowana - to po drugie.
Nieznajoma - to po trzecie.

Dojechałyśmy, zaparkowała nie wyłączając silnika.

- Dziękuję - wydukałam. - Czy mogłabyś mnie jeszcze odpiąć?

Znów się pochyliła, sięgnęła do klamry i pomogła się wysupłać.

- Przyjechać po ciebie rano? - Jej spokojna twarz.
- Jeśli możesz...
- To do jutra.

I odjechała.
Ja osłupiała, odprowadziłam wzrokiem ryczące auto i na miękkich nogach powlokłam się do domu.
Nawet deszczu teraz nie czułam. Byłam w jakiejś wielkiej bani powietrza, otumaniona i zapowietrzona.
I tylko włosy na ramionach mi stały.
No... może jeszcze sutki...

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    No nie!. Leżę i płaczę ze śmiechu 😀
    Zaraz przeczytam opowiadanie, ale pierwsze zdanie wstępniaka mnie rozłożyło, rozwaliło i poprawiło humor!

  2. Cam
    | Odpowiedz

    Jesli to sie zakonczy jakąś akcją w stylu lesb odpuszczam sobie twoje opowiadania.. Nie mam nic do lesbijek, żeby nie było, poprostu wkurza mnie coś takiego.. Niby hetero a później ni z dupy ni zpietruchy homo.. Już jedno naprawde dobre opowiadanie zostało skopane przez coś takiego, jeśli z tym będzie tak samo poddaję się i odpuszczam.. O ile poprzednia część mi sie podobała, tak ta mnie irytuje.. Mam wrażenie, że próbujesz pisać “pod publike” = sztucznie fajnie, ale to ci nie wychodzi, poprzednie opowiadania były dużo lepsze.. Sorrki ale takie moje zdanie.

    • Sandra Ol
      | Odpowiedz

      AA może to facet przebrany za kobietę? 😉

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Cam, ja piszę “przeciw” publice 😀

      • Cam
        |

        W takim razie w moim przypadku ci się to udało 🙂 ja odpadam…
        Powodzenia w pisaniu niby przeciw publice 🙂

  3. ania s
    | Odpowiedz

    A mi sie podobalo:)
    Chociaz tesknie do Nowego, ale ja tu nie publikuje tylko czytam:)
    Pozdrawiam Mika:)

  4. Nieźle zakręcone. Tutaj stwierdzenie, że czegoś jej trzeba jest wielkim niedopowiedzeniem. Normalnie kryzys męskości w XXI w. odbija się na zdecydowanych kobietach.”Tylko chłopa brak” heh.

  5. Shana
    | Odpowiedz

    Spodziewałam się, że w końcu nadejdzie kryzys. Dla mnie poprzednia część była niesmaczna, a byłam tylko czytelniczką. Cóż, za każdym razem, nie tylko u Ciebie, w życiu również, powtarza się schemat. Ludzie kochają swoją niezależność, wolność, życie bez uczuć, związków… A to wszystko dlatego, że kiedyś tam w swoim życiu postawili sobie mur na drodze. Bo ojciec był taki a taki, bo pierwsza miłość taka cudowna, że żadna inna nie dorówna, bo Ci faceci tacy niewychowani.

    Cóż, często się powtarza schemat, że dzieci wybierają sobie kogoś, kto pod względem charakteru czy też zachowań przypomina naszego rodziciela, czy też rodzicielkę. Wielu nieświadomych ludzi pakuje się w to bagno, bo tak jesteśmy zaprogramowani. Ja też prawie się wpakowałam, pomimo, że nieraz zaświecały mi się kontrolki, które ignorowałam, bo chciałam być po prostu szczęśliwa z tym jednym mężczyzną. Na szczęście moje, druga strona zakończyła ten związek. Z dystansu widzę, że wyszło mi to na dobre.

    Mnie się wydaje, że ludzie po prostu nie umieją żyć w samotności. Bo źle na ten stan patrzą. Dlaczego mamy szukać na siłę kogoś? Byle kogoś mieć, byle mieć się do kogoś przytulić. Najłatwiej jest znaleźć to, co dobrze znamy. Ale kisząc się w takich związkach możemy nie zauważyć tego, co naprawdę wartościowe. Możemy nie zauważyć, jak przemknie i zniknie bez śladu ten, który jest w stanie dać nam z siebie więcej.
    Czasem sama czuję się samotna, ale przecież samotna nie jestem. Mam przyjaciół, rodzinę… Powiecie, że to nie to samo. I macie rację. Ale jeżeli człowiek nie nauczy się żyć sam ze sobą, w większości przypadków nie będzie umiał stworzyć czegoś stałego. Tak mi się wydaje.

    Owszem, poszalałaś z tym ostatnim, ale to cała Ty. No przecież nie mogę przewidzieć całej dalszej akcji xD Znowu poruszyłaś temat, który mi się już od dawna kotłuje pod kopułą. Przynajmniej przy Tobie mogę uzewnętrzniać te swoje myśli i obserwacje innych ludzi 😀

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Bo Wiesz, Shana, ja ostatnio dużo związków “na siłę” obserwuję i strachu przed samotnością. Ludzie “ubierają” się w związki, które ich męczą ze strachu właśnie. Nawet nie po to by przytulić, czy pogadać. Raczej ze strachu przed zmianą.
      Pięknie to podsumowałaś 🙂
      Dziękuję
      ps. Rzuciłam palenie tylko dzięki książce, która uświadomiła mi fakt, że ja się po prostu boję rzucić, bo może mi nie wyjść 😀 Ten strach, kurwa…

      • Shana
        |

        Wiesz, czasem się czuję, jakbym wyciągała z Twoich tekstów esencję w postaci zbyt obszernego komentarza xD Może mówię to, co wydaje się niektórym oczywiste, ale im dłużej przyglądam się ludziom, tym bardziej rozumiem, że dla wielu oczywiste nie jest…
        Tak, ten strach. Tak jakby człowiek miał co najmniej eksplodować, jeżeli się nie będzie trzymał nakreślonej sobie drogi.

        Mnie na szczęście już chyba minęło zauroczenie. Na szczęście, bo jednak się nie odezwał. Cóż, nie wie co traci 😀 Cieszę się, że to minęło, bo mam dość zachowywania się przy przyjaciółce co najmniej jak jakaś nastolatka. Lubię szaleństwa ostatnimi czasy, ale takie są zbyt wykańczające dla psychy 😀

      • lkolac
        |

        to moze ja boje sie schudnac? bosze..zyje w niewiedzy

    • rebel girl
      | Odpowiedz

      Hmm, no właśnie za to lubię tego bloga. To mnie do niego przyciągnęło i zatrzymało 🙂 I sprawiło, że chce mi się komentować.
      U Miki zawsze się coś dzieje, jest jakiś temat do przemyślenia. Nawet, jeśli mnie akurat nie dotyczy, to na pewno znam kogoś, kto zmaga się z podobnymi problemami, jak bohaterowie.
      I tak dwie bliskie mi osoby teraz zmagają się ze swoimi związkami, bo bardzo chcą kogoś mieć (obie powiedziały, że “chcą być kochane”), mimo że cały wszechświat daje im znaki, że to może niekoniecznie ta osoba… Moim zdaniem najpierw trzeba nauczyć się żyć w zgodzie z samym sobą, a nie szukać ratunku w symbiozie z drugim człowiekiem. Trzeba poznać swoją wartość, żeby potem nie dać sobą pomiatać albo całkowicie się podporządkować.
      Tutaj to nie są tylko historie miłosne, jakich wiele w internecie – on chce, ona nie chce, on nie chce,
      ona się waha, nie wie, czy powinna z nim być, a może jednak wybrać jego ojca? ;))
      Przynajmniej ja nie mam wrażenia, że oglądam telenowelę, czytając Mikę 🙂

      • mika kamaka
        |

        Dziękuję, ale nie jestem godna.
        ps. zawsze lubiłam bajki z morałem 🙂

      • rebel girl
        |

        Dobra, to może nie kwestia bloga, ale wspaniałych komentujących 😀 😀 😀
        Lepiej? ;))

      • mika kamaka
        |

        Moja droga, to podstawa!!!

      • Shana
        |

        Dokładnie, myślę dokładnie tak jak Ty. Zwykłe harlequiny mi się przejadły, bo są schematyczne. Ja się przyznam, że za pierwszym razem, gdy trafiłam do Miki, to wcale mi się tu nie spodobało. Nie pamiętam nawet co czytałam wtedy xD Pamiętam, że wtedy było Takaja Żyzn cz. xxx… Nie wiadomo która 😛 Może stwierdziłam, że nie będę czytać takich tasiemców? Nie no, tu chodziło na pewno o jakieś opowiadanie. Pewnie jakiś dziwaczny był, te dziwaczne można zrozumieć dopiero jak się już trochę pozna Mikę.
        Dopiero za drugim podejściem, do jakiegoś innego tekstu zajrzałam i tak się wciągnęłam, że najpierw nadrobiłam wszystkie zaległości, a potem byłam już na bieżąco 😀

        U Miki mamy samo życie. Jest to autorka, która nie boi się prać brudów, przez to może być albo kochana, albo znienawidzona. Niektórzy wymagają od Niej tekstów cały czas na takim samym poziomie. Ale tak się nie da. Takie jest życie. Czy tego chcemy, czy nie, różne sytuacje w życiu wymuszają na nas różne zachowania, uczymy się nowych rzeczy, pokorniejemy i jesteśmy w stanie spojrzeć na pewne sprawy z zupełnie z innej strony. Tak ja to widzę. I taka jest Mika. Naturalna. Mika się nie kończy, Mika się zmienia i ja te zmiany lubię ^^

      • rebel girl
        |

        Dokładnie, zgadzam się z każdym zdaniem 🙂 Ja też tak miałam, że chwilę trwało, zanim ogarnęłam, o co chodzi w niektórych opowiadaniach.

  6. Ola
    | Odpowiedz

    A mnie się opowiadanie podoba, bo w końcu bohaterka nie jest słodką ciapcią. Oburzenie w komentarzach na temat seksu między dwoma kobietami trochę mnie śmieszy. Przecież zdarzają się kobiety, które bycia w związku z mężczyzną, nie pogardziłyby dobrym seksem inną “samicą”. A twierdzenie, że to wszystko nierealne, świadczy właśnie od odrealnienia takich osób. To, że nas samych może to nawet brzydzić, to nie znaczy, że inni mają taki światopogląd jak my. Pozdrawiam Cię ciepło, pisz, co Ci mózg podpowie, bo wtedy właśnie jest to nie wymuszone 😉

    • lkolac
      | Odpowiedz

      ja jeszcze czekam az Mika zupelnie poplynie, bo takie mam wrazenie ze bardzo by chciala ale jeszcze sie nie odwazyla 🙂 ale moge sie mylic 😉 (jak zawsze)

  7. Anna Domzalska-Paczkowska
    | Odpowiedz

    Mi rowniez sie podoba. Nie rozumiem skad nagle wielkie “halo” wsrod Twoich czytelnikow w zwiazku z tym , że pokazala sie 2 kobieta. Nie jest przeciez powiedziane ,że bohaterka okaze sie byc les;) Moze odkryje w sobie te 2 nature;) Nie koniecznie odrazu rezygnujac z facetow… Moze panowie czuja hmmm… zagrozenie?

  8. Mateusz
    | Odpowiedz

    Przez tego samca w co drugim tekście czuję się, jak zwierze.

  9. Myślałam przez dłuższy czas o tym całokształcie, odwróceniu szeroko rozumianych ról, zachowań i innych bzdetach, od których wszystkich ludzi czasami coś boli. I przypomniałam sobie, że znam świetną piosenkę Mai Koman – Babcia mówi. Jeśli ktoś tego nie słyszał – polecam! https://www.youtube.com/watch?v=NKl0MTW-dtk

  10. Megami
    | Odpowiedz

    I od tej właśnie części to opowiadanie zaczęło mi się podobać… 🙂 Poza tym główna bohaterka może być biseksualna, więc jaki problem?

  11. Kumikoska
    | Odpowiedz

    Ej, z racji tego, że mam urlop, a Ty dawno nic nowego nie wrzuciłaś przeczytałam od nowa praktycznie wszystkie Twoje opowiadania i domagam się kontynuacji tego. No ile można czekać???

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Kumikosko kochana – piszę.
      Po kawałeczku piszę i już trochę mam.
      Wytłumaczę się z opóźnienia.
      Jeszcze chwilkę cierpliwości proszę 🙂

  12. Anna Skruńdź
    | Odpowiedz

    i…. czy będzie ciąg dalszy?

Napisz nam też coś :-)