Piątek trzynastego (I)

with 51 komentarzy

Piątek trzynastego opowiadanie z dużą dawką humoru i seksuKochani.
Zaczyna się dzień, o którym mówią wiele, kręcą filmy i śpiewają piosenki.
Ja z tej okazji napiszę opowiadanie.
Bez obaw, nie porzuciłam "Nowego". To będzie dwuczęściowe opowiadanie, stworzone na okazję okazji
ps. podoba mi się to opowiadanie, więc według dotychczasowych obserwacji, Wam nie powinno 😀 😀

Nie wierzę w pecha i gdy ktoś mówił mi o pechowym piątku trzynastego, to mam ochotę odwrócić się i zostawić delikwenta z jego zabobonami.
Ten piątek przerósł jednak wszystko, co mógłbym sobie wyobrazić i zaplanować w pechowym scenariuszu...

8:00
Obudziłem się skołowany, jakby mi ktoś garnek na głowę założył.
W mieszkaniu było upalnie wręcz, a to za sprawą mojej księżniczki, która jest ciepłolubna i mimo dogasającej za oknem zimy, postanowiła utrzymać w naszych murach letnią temperaturę. Dla mnie dwadzieścia pięć stopni to zbyt wiele, by czuć się dobrze. Dla niej zbyt mało, gdyż nie może poruszać się w naszej przestrzeni w odpowiednim dla siebie stroju.
Marta wymyśliła sobie kiedyś, że jedynym godnym dla dziewczyny jej pokroju strojem, są spodenki i koszulki, których prawie nie ma. Nie osłaniają zbyt wiele, gdyż mają mnie kusić.
Kolejną sprawą jest to, że tyle mojej kasy wydaje na pielęgnowanie swego ciała, że karygodnym byłoby nie podziwianie efektów tych zabiegów.
Mój portfel topniał pod wpływem jej fanaberii, bardzo wysokich rachunków za gaz, oraz jedzenia z knajp, które przywoziłem w drodze z pracy. Nie chciała gotować, gdyż jej nienaganny manicure nie przetrzymałby kontaktu z marchewką, czy ziemniakami.
Godziłem się na to dotąd, gdyż była świetna w łóżku.
Nie wiem jednak, czy na dłuższą metę wyrobię finansowo i nerwowo.

Obudziłem się i stwierdziłem, że godzina ósma jest zbyt późną, bym zdążył do pracy na... ósmą.
Wyskoczyłem z łóżka, na co moja pani mruknęła ze złością. Ona nie opuszcza pościeli przed południem. Pracować nie musi. Od tego jestem ja.

Szybkie ubranie się przeplecione nerwowym myciem zębów i galop do auta. Ruszyłem z kopyta i pomknąłem do firmy.

8:25
Wykonywałem właśnie skomplikowany manewr slalomu między wlekącymi się przede mną autami, gdy tablica rozdzielcza zaczęła świecić i mrugać, jak choinka bożonarodzeniowa, a spod maski dało się słyszeć dziwne dźwięki. Spanikowany zjechałem na pobocze i wyłączyłem silnik. Przynajmniej próbowałem. Czekałem, słuchając kakofonii wydobywającej się z bebechów samochodu i zasłuchanie to przerwał dym, nieśmiałymi językami wydobywający się spod maski. Za dymem zaczął wypełzać ogień i tak oto siedziałem na fotelu kierowcy, z rękami na kierownicy, przyglądając się dziwnemu zjawisku przed przednią szybą. Siedziałem tylko chwilę, gdyż już po kilkunastu może sekundach, gryzące opary zaczęły się wdzierać do wnętrza.
Błyskawicznie odpiąłem pasy, wyskoczyłem na zewnątrz i pognałem do bagażnika po gaśnicę. Odbezpieczyłem ją i wypróżniłem zawartość na maskę samochodu. Nie miałem odwagi otwierać jej.
A jak cholerstwo wybuchnie?!

- Co tu się dzieje? - Jakiś obcy, przerażony facet podbiegł do mnie, trzymając w ręku gaśnicę.
- No pali się! - Wrzasnąłem, gdyż ognisko w aucie zaczęło wydawać coraz to donośniejsze dźwięki.
- Odsuń się pan! - Wrzasnął nowy współtowarzysz i natarł swoją gaśnicą na coraz to większe płomienie.

Nie dał rady ugasić samochodu on, jak i kilku kolejnych domorosłych gaśniczych. Wysłużona Lagunka jarała się już pod niebiosa, otaczając czarnymi kłębami dymu, a ja żałowałem jedynie nowej pary okularów przeciwsłonecznych i kolekcji ulubionych płyt cd, które płonęły wraz z samochodem.
Odsuwaliśmy się od wraku na coraz większą odległość, gdyż smród, jaki wokół siebie roztaczała przy tym akcie samospalenia, atakował coraz agresywniej.
Straż pożarna przyjechała już wyłącznie po to, by dogasić wrak i ponoć w tym pechu miałem szczęście, że nie zatankowałem dzień wcześniej do pełna.
Szkoda mi było Lagunki. Wiele ciepłych wspomnień wiązało się z tym autem i większość umiejscowiona była na tylnym siedzeniu.

10:15
Dotarłem do firmy i już w progu zaliczyłem opierdol.
Swoim spóźnieniem zawaliłem ważną prezentację, na którą materiał przygotowywałem od tygodnia. Szef był tak wściekły, że nie dopuścił mnie nawet do głosu, bym mógł wyjaśnić powód zwałki.
Że też cholera nie pamiętałem o tym, by zadzwonić z pogorzeliska i poinformować, gdzie w komputerze mają szukać.
Poinformowano mnie dodatkowo, że premia, na którą pracowałem od dwu miesięcy, już mnie nie dotyczy.
I to było na tyle. Dodatkowym kosztem miało być jeszcze odholowanie i zezłomowanie Lagunki.
Sam miód dla moich nerwów.

16:50
Powrót do mieszkania i Marty.
Do względnego spokoju, jeśli tylko księżniczka nie będzie strzelała fochów. Mam nadzieję, że to nie czas jej okresu. Tuż przed TYMI dniami jest wściekła i popłakana, na przemiennie.
Kupienie obiadu olałem. Nie będę płacił jeszcze za postój taksówki, podczas oczekiwania na zamówienie.

17:30
"To nie dla mnie takie życie. Wybacz, ale wolałam wyprowadzić się podczas Twojej nieobecności. Nie dzwoń - Mara"

Nie wiedziałem, co czuć.
Z jednej strony złość na nią, że tak tchórzliwie spakowała się i wyniosła.
Z drugiej jednak, ulga i poczucie wolności.
Nie wiedziałem w sumie, czy bardziej Marty, czy raczej Laguny będzie mi brakowało.
Zdecydowanie tego drugiego.
Jedynym felerem, zaistniałej sytuacji było to, że zabrała z sobą zbyt wiele sprzętów, nie należących do niej. Kurwa, telewizora jeszcze nie skończyłem spłacać!
Nie miałem zamiaru zamartwiać się tym w tym momencie. Musiałem zjeść coś wreszcie i wykąpać się. Jechałem spalenizną, jak etatowy palacz.

18:30
Przypalony obiad, sklecony z jedynych, dostępnych w lodówce składników dopełniał słodkości tego dnia. Zawartość patelni wylądowała w koszu.
Pozostało jeszcze odprężenie w wannie. Długa kąpiel powinna pomóc na zszargane nerwy. Może jeszcze jakieś walenie konia przy okazji. W sumie, to dawno nie miałem okazji na takie zabawy. Marta, jako koczownik w mieszkaniu, wychodziła wyłącznie wtedy, gdy nie było w nim i mnie.
Przyjemnie będzie odświeżyć wspomnienia. Kiedyś byłem prawdziwym ekspertem w dziedzinie samogwałtu!

Tak, jak wszedłem do wypełnionej wodą wanny, tak z niej wyszedłem w tym samym momencie. Zimna woda nie zachęcała do kąpieli, nie wspominając już o trzepaniu gruchy.
A ponoć dwufunkcyjny piec gazowy, na który wywaliłem tyle kasy, miał być bezusterkowy. Wyświetlacz wskazywał tymczasem tajemniczo brzmiący napis: ERROR 13.
No chuj z kąpielą i to przez najbliższe trzy dni. Przed poniedziałkiem, żaden z serwisantów nie miał mnie po drodze.
Zawsze jeszcze pozostaje wypad z kumplami na piwo.

19:15
Pierwsze piwo w samotności, przy barze w knajpie.
Kumple grzali miejsca przy swoich kobietach, bądź oszczędzali kasę przed kolejnym wymysłem dla oszołomów. Jutro Walentynki.
Jedyny wolny Tomek, leczył kaca i już na propozycję piwa dzisiaj, dostał cofki i urwał rozmowę. Pewnie w chwilę później straszył kibel.

Pierwsze piwo wypiłem na eksa. Należało mi się po dzisiejszych przeżyciach.
Kolejne smakowało już trochę mniej i wchodziło wolniej. Piłem, mieląc swojego pecha do momentu, gdy czyjeś łapsko zbyt szybko opadło na moje ramię. Odwrócono mnie siłą, ponad połowa piwa wylała mi się na dżinsy i pociekła na podłogę. Kolejnym widokiem była pięść, mknąca w stronę twarzy i przerośnięte ramię powyżej pięści. Jeden prosty, poprawiony prawym sierpowym i nicość.

Z nicości wybudziło mnie zimno i czyjeś, plądrujące mą odzież łapska. Leżałem na topniejącym śniegu, przemoczone dżinsy ziębiły dodatkowo, a łeb napierdalał, jakby po nim czołg przejechał. Chciałem sprawdzić godzinę, zadzwonić po pomoc, cokolwiek...
Niestety, nie miałem jak. Telefon zniknął, wraz z portfelem.
Skurwiały świat.

Szczęśliwością losu, moje mieszkanie znajdowało się kilkanaście minut drogi stąd.
Kasy przy sobie nie miałem, kart również, a nie sądziłem, by taksiarz zgodził się mnie w tym stanie dowieźć do domu i zaczekać, bym wrócił do niego z zapłatą. Wyglądałem, jak ostatni żul i w dodatku obszczany.
Spokojnie szedłem w kierunku mieszkania, bez obaw o zaczepki. Odstraszałem, nie kusiłem. Widać było, że nie ma mnie na co skroić.

22:45
Po schodach wszedłem resztką sił, wpadłem wręcz do mieszkania i zamknąłem za sobą drzwi, zostawiając klucz w zamku.
Po dzisiejszych wydarzeniach wolałem nie kusić już losu. Została jeszcze przeszło godzina pechowego piątku, więc na wszelki wypadek powyłączałem urządzenia z prądu i oplułem swoje odbicie w lustrze.
Dobrze, że jutro sobota. Jakoś do poniedziałku zblednie fiolet, który powoli wypełzał już pod okiem.
Piątek trzynastego.
Kurwa.

Przez weekend zamarznę w nieogrzewanym mieszkaniu!

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Pozostaje się obudzić.

  2. rebel girl
    | Odpowiedz

    Jeee, a jutro Walentynki, może jego los się odwróci ;)) Na szkoleniu BHP pan strażak przekonywał nas, że da się jedną gaśnicą ugasić pożar samochodu, nie wolno tylko podnosić maski zbyt wysoko, żeby nie zapewniać dostępuj tlenu. Osobiście wolałabym nie sprawdzać, czy to działa, czy nie.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Opisałam zdarzenie, które miało miejsce. Tak właśnie spaliła się Lagunka kumpeli, a wraz z nią nowa bielizna z Triumha 😀 Tego jej było szkoda najbardziej.

      • rebel girl
        |

        Też znam osoby, które miały taki właśnie pożar samochodu, zastanawiałam się tylko, czy da się z niego wybrnąć tak, jak zapewniał pan strażak.
        Nie dziwię się, że szkoda jej było bielizny 🙂 Taka strata boli 🙁

      • GreatLover
        |

        a strata samochodu nie boli ;)?

      • rebel girl
        |

        Zależy, jaki masz do niego stosunek emocjonalny :]

      • GreatLover
        |

        I jak tu zrozumieć tok myślenia kobiet l)

      • rebel girl
        |

        Nawet nie próbuj 😉

      • GreatLover
        |

        Wiem, wiem, to pułapka 🙂 Bo nawet jeśli uda mi się odkryć tę tajemnicę, to kobieta i tak już zdąży zmienić zdanie 😉

        Jest fanpejdż na fejsie o nazwie “mówię jedno, myślę o drugim a robię trzecie – jestem kobietą” jakbym miał fejsa – lajkowałbym l]

      • rebel girl
        |

        Jestem kobietą i dobrze mi z tym ;))

        Polecam książkę “Wszystko co mężczyźni wiedzą o kobietach” 😀 Przeczytaj opis :]

        http://www.empik.com/wszystko-co-mezczyzni-wiedza-o-kobietach-francis-alan,345119,ksiazka-p

      • GreatLover
        |

        :D:D:D

  3. Mateusz
    | Odpowiedz

    Mam nadzieje, że te okulary to nie Versace. Ja bym po nie skoczył w ogień :<
    Czekam na kolejną część :3

    • GreatLover
      | Odpowiedz

      W życiu bym czegoś takiego nie założył 🙂 Just sayin’ 😉

      • Mateusz
        |

        U mnie Versace to codzienność, przyznam że na początku śmiesznie się czułem mijając ludzi w rzeczach tej marki 😀

      • GreatLover
        |

        Ja nie przywiązuję już uwagi do metek i znaczków. Nie wydam 1,5 tysiaka na okularki z znanym logiem, jeśli mogę kupić sobie bardziej stylowe, za grosze, na jakimś bazarze 🙂

      • Mateusz
        |

        W Polsce to duże pieniądze – wydać tysiaka na okulary to sporo, ale za granicą to już tak nie działa.

      • GreatLover
        |

        Nie jest winą producentów, że te same okulary w Stanach będą stanowić część pensji, a w Polsce jej połowę (jeśli nie całość w niektórych przypadkach 🙂

      • mika kamaka
        |

        Kupione na straganie okulary nie mają tego wszystkiego w szkłach, co powinny mieć, by chronić oko. Same oprawki również są dupiate. Albo Cię uczulą, albo się rozklekoczą po jednym sezonie. Tanie rzeczy są dla bogatych, zbyt często trzeba je wymieniać 😀

      • GreatLover
        |

        Są stragany i są “stragany” na których kupuje się towar, który opisałaś 🙂 Ja gdzieś mam okularki przeciwsłoneczne, kupione dobre 13 lat temu (na straganie właśnie) a dalej spełniają swoją funkcję 🙂

        Marketing tak się rozwinął że nie jest żadnym problemem przekonać ludzi, że okularki przeciwsłoneczne muszą mieć powłokę antyrefleksyjną, pigment sierści ostatniego jednorożca, wymieszany z kroplami łez Maryii Dziewicy i do w dopełnieniu stylową oprawkę, bo inaczej promienie UV wyżre nam oczy do gołej kości – i buuuum! z ceny 10 zł robi się 1500. Można? l)

      • Mateusz
        |

        Jeśli mam być szczery to już wolałbym wydać te 150$ i kupić porządne okulary. Może jestem zmanipulowany, ale jakoś tego nie odczuwam =/

      • GreatLover
        |

        Porządne nie zawsze musi iść w parze z wysoką ceną. Czasem płaci się (a raczej przepłaca) za markę, a nie za produkt, którego się używa 🙂

      • Mateusz
        |

        Niby tak, ale np. w wyższych sferach nie podyskutujesz o zegarku z bazaru a o Rolexach po 40 tys. zł 😉 Tak samo jest z ciuchami czy innymi gadżetami, zależy od środowiska 😀

      • GreatLover
        |

        Wyższe sfery, jak to ładnie ująłeś, przestają nimi być w momencie, w którym dyskusje schodzą na marki, ceny i tak dalej – wtedy to nie “wyższe sfery” tylko towarzystwo wzajemnej adoracji, które liże się po pyszczkach i zachwala wzajemnie swoje bogactwo.

      • Mateusz
        |

        Każdy ma swoje zdanie 😉

      • mika kamaka
        |

        Nie do końca.
        Na zimę nie kupię badziewnych butów, bo mi będą stopy marzły, a za nimi cała reszta.
        Kupisz dupiate buty, okulary, bieliznę itd itp, to wyrzucisz je wkrótce, lub wydasz na leki. Przeziębisz się =leki. Zepsujesz bardziej oczy = leczenie. Przy złym staniku obwisną bimbałki = radź se z nimi, lub operacyjnie podciągaj. Systemowe ciuchy są drogie, ale ciężko je przecenić. Dobre żarcie jest drogie, ale dbasz nim o zdrowie swoje, swojej rodziny, zwierząt. I tak można w nieskończoność (a bezpieczeństwo jazdy i cena auta?)

      • GreatLover
        |

        Ja nie twierdzę, że wszytko powinno być tanie, dla ludzi i łatwo dostępne – a jednocześnie wykonane tak, że nie chroni zdrowia, nie pomaga, nie działa. Nic z tych rzeczy.

        Chodzi mi o podejście, w którym masz dwie takie same rzeczy – w tym przypadku okulary – jedne zrobione przez nieznaną firmę, a drugie, takie same, z logiem od Versace. To są dokładnie te same rzeczy, działają tak samo, mają taką samą żywotność, a jedyne co je różni to cena.

        To tak samo, jak widzisz w parku młodą mamusię, której roczne dziecko, stawia pierwsze kroczki w bucikach Nike lub Adidasa po kilka stów za parę, z których dziecko wyrośnie lada moment i nigdy ich już nie włoży. Jasne, można gadać, że atesty, że jakość, znaczki CE itd, ale nie jest sztuką znaleźć normalną rzecz, zamiast wypierdalać hajs w błoto po to, by pokazać swoje dziecko światu w oryginalnych bucikach l)

      • Mateusz
        |

        Polaka zaboli kilka stów za parę (zazwyczaj, gorzej jak ktoś nie ma a wydaje), bo mało zarabia. Zarabiając 10 zł na godzinę za buty w cenie 250 zł pracowałbyś 25 godzin. Za te same buty w Holandii za 80€ zarabiając 10-13€ pracowałbyś 8 godzin.

        Dla przykładu – w Holandii nikt nie kupuje rzeczy na targowiskach. Wiesz czemu? Nie dla szpanu, po prostu nikomu się nie chce. Żeby znaleźć coś dobrego a jednocześnie taniego musisz spędzić masę czasu na bazarku, którą możesz spożytkować w pracy – wtedy wychodzisz do najbliższego sklepu Nike lub Adidasa, który zazwyczaj znajduje się 25-30 minut drogi od domu.

        Ostatnio kumpel załatwił mi pracę na sobotnie wieczory – kelner na bankietach. Zawsze gołym okiem widać, że ktoś jest tu dopiero pierwszy raz lub nikogo nie zna. Właśnie od takich głupot jak zegarki (Rolexy, Tudory, Timexy, Omegi), biżuteria (np. wspomniane Versace) czy ciuchy (Gucci, Louis Vuitton) nawiązują się kontakty. W “wyższych sferach” o których mówiłem to częste tematy do pogawędek. Osobiście wolę posłuchać o tym, jak ktoś nurkował z zegarkiem o wodoszczelności 100m niż jak to się naj*bał w weekend..

        Zgadzam się z Twoim zdaniem, że zazwyczaj przepłacamy za markę. Po prostu mamy różne podejścia, ja nie ufam tanim wyrobom – w 99% przypadków okazały się ch*jowe, ale może nie umiem znaleźć tych perełek.

        * mój najdłuższy komentarz w życiu =/

      • mika kamaka
        |

        Mati, trzeba kupić i wyrzucić mnóstwo taniego badziewia, by dojść do wniosku, że lepiej mieć mniej, ale porządnego 😀

      • Mateusz
        |

        Ciekawa dyskusja tu powstała, nawet się nie spodziewałem, że moje okularki to wywołają 😀

      • rebel girl
        |

        Taka fajna dyskusja, a ja musiałam pracować i nie udało mi się dołączyć w porę 🙂
        Prawda jest taka, że w niektórych kręgach nikt nie będzie chciał z Tobą gadać, jeśli będziesz miał garnitur z zeszłorocznej kolekcji, a kobiety są w jeszcze gorszej sytuacji. Czy nam się to podoba, czy nie, raczej tego nie zmienimy (a przynajmniej nie od razu), że ludzie oceniają po markach, krojach i metkach. Dobrze, jeśli da się trzymać od takich z daleka, ale w niektórych sytuacjach po prostu musisz z tymi ludźmi obcować, nawet trochę wbrew swojej woli – i wtedy lipa.
        Ja tylko staram się unikać podejścia, że jak mam coś drogiego, to automatycznie jestem lepsza od innych, których na to nie stać. Owszem, są sytuacje, gdzie cena idzie w parze z jakością, że buty od niektórych projektantów są wygodniejsze i trwalsze, niż te z CCC, że sukienki za kwotę z trzema zerami zwyczajnie układają się lepiej i są lepiej wykończone w detalach, niż te z sieciówek… Tylko i w sukience za 100 zł można chodzić z podniesioną wysoko głową i wyglądać jak milion dolarów 🙂
        Aaaa, Mika, a opowiadanie super 🙂

      • GreatLover
        |

        Spoko, rozuimem Twój punkt widzenia – nie staram się na Ciebie najeżdżać czy Cię krytykować.

        Chodzi mi jedynie o podejście, które mnie osobiście nie odpowiada – jaranie się markami, gadżetami, blichtrem, od którego “nawiązuje się kontakty”.

        Sam mam to szczęście, że stać mnie na to by kupić dobry zegarek, krawaty, eleganckie koszule itd, ale nigdy nie był to dla mnie temat do nawiązywania znajomości.

        Po prostu mam podejście Tylera Durdena z “Podziemnego Kręgu” – nie jestem swoim stanem konta, ani rzeczami, które udało mi się kupić, dlatego unikam jak ognia sytucji, w których ktoś chwali moją rzecz, bo wtedy wypada, bym ja odpowiedział tym samym i takim sposobem gadka schodzi na mierzenie swojego ego na podstwie tego, ile zarabiamy że stać nas na takie wydatki, a nie gadamy o sprawach, które pokazują rzeczywistą wartość człowieka (mam oczywiście na myśli charakter i poglądy ;])

        Opisywanego przez Ciebie przypadku Holendrów nie będę komentował – każdy ma inne podejście do pieniędzy, inne nawyki i zwyczaje. Ktoś przejdzie się kawałek dalej by zaoszczędzić hajs, a kto inny nie będzie “marnował czasu” i wyda więcej, bo butik był bliżej domu 😉

      • Anna Valetta
        |

        Po pierwsze Holender – Holendrowi nierówny ( zwlaszcza w moim otoczeniu).
        A po drugie to kazdy z Was ma racje.
        Z jednej strony marka idzie a parze z jakością (oczywiście, ze nie zawsze ale proszę sie nie czepiać). Dobre buty, dobra bielizna, ubrania itd. Nie dość, ze spełniają dobrze swoją role, to sa trwałe. I niech nikt mi nie mówi, ze nie. Ostatnio na tak lekceważonym czasami “bazarku” wyszperalam jeansy Hugo Bossa. Mój tyłeczek czuje różnice.
        Ale z drugiej strony sa produkty, gdzie śmiało korzystam z tańszych lub nie markowych odpowiedników ( 1/20 ceny, badziewne opakowanie, a produkt zarąbisty. ). Drobny przykład z autopsji. Lakier do paznokci tańszej marki jest o wiele lepszy od koszmarnie drogiego ( nie pisze celowo marki bo mnie pozwą)

        Ile razy byłam w sklepie – dajmy na to tkmax. Dziesiątki okularów. Szukam, przymierzam, w końcu wybieram dwie pary. Ze względu na jakość wykonania, wygląd i to jak w nich i wyglądam i sie czuje. I co? I szlag mnie trafia bo jedno to Armani a drugie Dior i cena adekwatnie wyższa. Naprawdę z chęcią bym coś kupiła, ale akurat budżet kuleje, ja może bym 1/5 tej ceny wydała, ale nie tyle i dupa.
        Inny sklep, przeceny o 80%. Wszystko za 50-100 pln. Widzę super sukienki. Prosty, ładny krój, no aż uśmiech wykwita na twarzy. I co? Witamy w świecie Hugo Bossa po przecenie 800.i tak okazyjnie, ale nie kupie teraz bo nie.
        No i co? Chętnie bym znalazła coś tańszego, niemarkowego ale dobrego jakościowo i ładnego. I znowu kłaniają sie cztery litery czyli dupa.

        Ale tez jest coś tak niesamowitego jak …. Hm… Nie chce powiedzieć, ze próżność bo dotyczy i mnie. Ale czasami jest fajnie mieć coś dobrego. Ale tez czasami bez tego dobrego da sie żyć. Jest natomiast życie, zdrowy rozsądek i realia – niekiedy możesz coś posiadać, ale niekiedy chęć posiadania przewyższa wszystko z rozsądnym mysleńiem wlaczńie.
        Dla mnie głupota jest kupowanie torebki a 50000 tylko ze względu na markę. Ze względu na wygląd tez. Chyba, ze spalabym na milionach. Ale to już inny świat, którego chyba nawet nie dotykamy.

      • GreatLover
        |

        Nie wiem, czy w tej dyskusji nie wyraziłem się dostatecznie jasno – nie neguję jakości oryginalnych produktów czy rzeczy – jeśli chce się mieć coś, co posłuży przez lata, trzeba zabulić, to proste i logiczne, a w perspektywie czasu, oszczędniejsze, bo nie trzeba będzie enty raz kupować kolejnych sztuk itd.

        Neguję jedynie podejście w którym jaranie się faktem posiadania takich rzeczy, wypacza ludziom umysły do tego stopnia, że bez tych błahostek nie są w stanie funkcjonować czy komunikować się ze światem w rozmowie na normalny temat, a nie o tym, jaki to mój zegarek jest zajebisty, bo wytrzymał nurkowanie na głębokości stu metrów.

      • mika kamaka
        |

        Widać Grejku, żeś nie okularnik i się nie znasz 😀

      • GreatLover
        |

        Widocznie mam braki w temacie l)

      • mika kamaka
        |

        Ale masz za to dobry wzrok 😀
        Przerobiłam już tyle okularów, że wiem, na czymw nich nie oszczędzać, aby nie przepłacić 😉

      • GreatLover
        |

        Owszem, oczko mam dobre, a nawet dwa 🙂

      • mika kamaka
        |

        A ja nie, więc na okularach nie oszczędzę

      • GreatLover
        |

        Ślepy widzącego nie zrozumie – i na odwrót 🙂

      • GreatLover
        |

        Jeśli już mówimy o okularach, to mam idealny przykład, dodatkowo związany z jednym z Twoich ulubionych filmów – Matrixem.

        Na ekranie często widać było okularki jakie noisł Neo – to nie były żadne Versace, HugoBossy i inne znane marki – ot, zwykłe, proste okularki, bazarówki właśnie.

        A w czym tkwił haczyk? Przechadzając się po bazarze widziałem dwie budy, sprzedające TEN SAM model okularów, nazwyanych przez ludzi “neonówkami”, po różnych cenach, bo jedne okularki nie miały nalepki “Matrix” na jednym ze szkiełek l] Teraz rozumiesz, co mam na myśli?

      • mika kamaka
        |

        Nie będę już o tym “dyskutowała”.
        Ty i tak wiesz lepiej

      • GreatLover
        |

        Wyczuwam foch? ;]

      • mika kamaka
        |

        Nie, ale za dużo agresji w Twoich słowach 😀

      • GreatLover
        |

        Toż to ja łagodny jak Putin w mińskich negocjachach 🙂

      • Mateusz
        |

        Tylko jak myślisz, ile kosztowałaby możliwość ukazania okularów Versace czy Hugo Bossa w filmie, którego target to kilkanaście milionów ludzi? 😀 Poza tym, w ich “świecie” *chyba* nie było tych firm 😀

      • GreatLover
        |

        Sądzę, że żaden, bo to raczej producenci marek wykładają hajs na stół, by ich produkty mogły pojawić się w filmie l] Na tym polega product placement.

        Np. w drugiej części Matrixa swój “występ” miał najnowszy model Audi, a jubileuszowy film z Bondem (“Skyfall”) był sponsorowany przez Hainekena (który pojawił się na ekranie na ułamek sekund) i Omegę, nieśmiertelną markę agenta oo7 😀

      • Mateusz
        |

        Firmy, które wymieniłeś mają tylu fanów na całym świecie, że ukazanie ich w Matrixie niczego by nie zmieniło 😀 Popyt na nie będzie zawsze 😀
        Często w filmach loga są “wyciągnięte”, np. na karoseriach aut itp. Z tego co wiem, za kwestię “I don’t care if he has a Rolex or not” w filmie “Law Abiding Citizen” twórcy musieli wyłożyć trochę pieniędzy dla Szwajcarów 😉

      • GreatLover
        |

        Przypadki zasłaniania loga raczej zdarzają się w “Klanach” niż w filmach ;] Kwestie budżetów i wykorzystywania znaków firmowych l)

        I nie dziwię się, że Rolex kazał sobie zapłacić za tę kwestię l]

  4. laid back
    | Odpowiedz

    Chłopaki wynieśli dyskusje w jakiś inny wymiar-niby fajna…a o paradoksie Veblena słyszeliscie?
    Jade w niedługo w góry,gdzie kręcono “Spectre”-tylko,ze ja tam będe piąty raz.Fuck! i mam po ciotce złoty zegarek…

  5. laid back
    | Odpowiedz

    Pozostaje :https://www.youtube.com/watch?v=a4JhtoR39M0

  6. Kumiko
    | Odpowiedz

    Jejuuu powinien teraz miec dzien świstaka

Napisz nam też coś :-)