Piątek trzynastego (II)

with 16 komentarzy

Piątek trzynastego opowiadanie z dużą dawką humoru i seksuKrótkie, zwykłe i Walentynkowe.

Wiem, że lubicie długie wstępy, nim dojdzie do czegoś. Poznanie psychiki tego, kim później poznaje się drugą osobę. Tutaj bieg wydarzeń jest odwrócony, ale takie było założenie 😀
Miłości wszystkim!</em>

Rano obudziłem się obolały na twarzy, lecz dziwnie wypoczęty.
Rano, nie rano. Była już jedenasta.
No tak, temperatura w mieszkaniu spadła znacznie, więc mój organizm regenerował się szybciej. Pierwszy plus singielstwa.

Po pierwsze musiałem, ale to już absolutnie, musiałem wrzucić coś na ruszt.
Wczorajsze piwo na pusty żołądek wykręcało mi głodem bebechy, toteż po umyciu w lodowatej wodzie zębów, pognałem do najbliższej budki z kebabami. Tam, przestępując z nogi na nogę czekałem, aż znudzona do granic możliwości dziewczyna, przygotuje mi bułkę wypełnioną oberżniętym z obrotowego pałąka mięsem i surówkami. Wszytko polała jakąś czosnkową breją, opakowała w papierzyska i aluminium, a w końcu podała mi, wbijając w to wcześniej widelec.
Ja wbiłem w kebaba zęby i aż jęknąłem z rozkoszy. Pikantne smaki rozlały się na języku, a ciepło potrawy dopieściło twarz, zaparowując gałki oczne. Jadłem i muczałem, unosząc z aprobatą kciuk w górę.
Kiwnęła tylko głową ze znudzonym wyrazem twarzy i wróciła do zajmującego zajęcia, jakim było klikanie w swojego smartfona.
Widać, nie jedno widziała i reakcje podobne mojej, były czymś naturalnym w jej pracy.
Cóż się dziwić? Z obitym, jak śliwka, ryjem musiałem wyglądać czarująco i swojsko. Zupełnie, jak większość klienteli, stołującej się w tym przybytku gastronomii.

Trudno, nie moja bajka. Czas zastanowić się nad tym, kto i dlaczego obił mi pysk.
Do żadnych mądrych, czy też odkrywczych wniosków nie doszedłem. Wylizałem trójkątną tytkę z sosu, który wyciekł z bułki i wróciłem do mieszkania.
Co mam dzisiaj robić?

Kumple zajęci, ja w rozsypce. Cóż, pójdę do knajpy, w której zrobiono ze mnie wczoraj tłuczony tatar, to może się czegoś dowiem.

O siedemnastej wymyty, a tym samym zmarznięty myciem, wkroczyłem do knajpy i zająłem to samo miejsce, w którym dostałem w pysk. Zamówiłem tym razem piwo bezalkoholowe mając nadzieję, że jeśli znów ktoś zechce obić mi facjatę, to dzięki trzeźwości umysłu, usłyszę wcześniej zamiary napastnika i może zdążę w porę zareagować. Nie, nie obronić się. Unik wystarczy.

- Cześć. - Dosiadła się do mnie dziwnie wyglądająca dziewczyna. - Przyszedłeś po więcej?
- O co ci chodzi?

Przyjrzałem się jej. Niby zwykła, lecz nie na głowie. Krótko przystrzyżone, prawie białe włosy ładnie eksponowały twarz, a bystre spojrzenie taksowało moją, obitą.

- O to. - Przycisnęła skórę pod moim okiem, wyciskając ze mnie przy okazji przekleństwo.
- Widziałaś, kto to zrobił?
- Widziałam. - Przytaknęła. - Lepiej to zostaw. Wzięli cię za kogoś innego, a poza tym to nieciekawi faceci.

W sumie to dobrze, że pomyłkowo mi natrzaskali. Oznaczało, że nie narobiłem sobie wrogów i jakoś fakt ten polepszył mi nastrój.

- Co tutaj robisz samotnie, w ten idiotycznie słodki dzień świętego Walentego? - Zmieniłem temat, bo o czym tu dywagować? Śliwa pod okiem i kilka ukradzionych dych.
- Przyszłam, by napić się piwa i może kogoś upolować. - Uśmiechnęła się, wzruszając ramieniem.
- Upolować? - Odruchowa reakcja męskiego organizmu, na wysyłającą sygnały samicę. - Czy nie powinno być na odwrót?
- Nie żyjemy w średniowieczu. - Pobłażliwy wyraz twarzy, dla odmiany.

I tak siedzieliśmy, przekomarzając się i popijając piwo. Ja bezalkoholowe, ona najwyraźniej zwyczajne.
Dziwna dziewczyna, naprawdę, ale wyglądało na to, że może jednak te Walentynki nie będą aż tak nieudane, jak wskazywał na to wczorajszy dzień.

- Chodźmy stąd. - Zaproponowałem wreszcie, mając nadzieję, że nie zbiorę od niej po pysku.
- Dokąd? - Odsunęła szklankę z niedopitym trunkiem.
- Chodźmy.

Droga do mieszkania w ciszy. Nie znaliśmy się i rozmowa jakoś tak mało się kleiła. Nie wiem, czy to właśnie przez to, czy może dla tego, że oboje szliśmy "do łóżka". Przypuszczam, że o tym właśnie myślała. Moje myśli tylko wokół tego krążyły.
Tak naprawdę, to po raz pierwszy byłem w podobnej sytuacji.

Przepuściłem ją w drzwiach bloku i otworzyłem przed nią te prowadzące do mieszkania. Weszła, rozglądając się z zaciekawieniem, rozpinając równocześnie kurtkę. Miałem widok na jej plecy i to co poniżej. Szerokie biodra, może troszkę zbyt szerokie, ale ich widok pobudził mnie momentalnie. Dostać się pomiędzy pośladki i jeszcze niżej.
Nie padło żadne słowo, nie miałem nawet na to ochoty. Podszedłem do niej i objąłem dłońmi biodra zmuszając ją, by się do mnie odwróciła. Nadstawiła chętne usta, podając je do pocałunku.
Pocałunek ostrożny, jakby badający, czy zdecydować się na więcej.
Nie wypuściłbym jej już teraz, gdyby nagle zmieniła zdanie. Zapach rozgrzanego ciała podziałał na mnie, jak płachta na byka. Napierałem na nią sobą, kierując tym samym do sypialni. Chciałem ją mieć pod sobą, być w niej, zobaczyć ją nagą.
Usiadła na łóżku i zapatrzyła się w dowód podniecenia, wybrzuszający mi spodnie.
Swoją drogą ciekaw byłem, co sprawiło, że to właśnie do mnie podeszła w knajpie. Taka szybka myśl i powrót do instynktów.
Zdjąłem przez głowę koszulkę, odpiąłem pasek spodni, zdejmując równocześnie skarpetki. Ot taki pomysłowy sposób, na pozbycie się tych dwu ocieplaczy stóp. Stajesz piętą na palce jednej i pociągasz ją w górę. Ona tymczasem obserwowała moje szybkie wyplątywanie się z ciuchów z uśmiechem, lecz była równie podniecona. Świadczył o tym rytm oddechu, unoszący jej niewielkie piersi. Byłem goły, jeśli nie liczyć bielizny. Ona wciąż ubrana i to z ciuchów chciałem ją uwolnić najpierw. Pochyliłem się nad nią, wciąż całując. Wcisnąłem dłonie pod pośladki i przeniosłem na środek łóżka. Wkurzały mnie jej ciuchy. Coraz spieszniejszymi ruchami, ściągnąłem bluzkę, rozpiąłem jej spodnie i te zdjąłem wraz z bielizną, następnie bluzkę. Była bez stanika i jęknęła, gdy przejechałem dłonią po sterczących sutkach, by po chwili zastąpić ją ustami.
Przy Marcie było inaczej. Znałem jej ciało i choć było ładniejsze, to jednak nie oddawało mi się tak instynktownie. Dziewczyna, której imienia nie znałem, przyciągnęła mnie do siebie, by po chwili nacisnąć na ramiona, zmuszając do zejścia niżej. Podobało mi się to. Wiedziała czego chce, a i ja tego chciałem. Włoski połaskotały mnie po brodzie, a po chwili po nosie. Tutaj też nie bawiła się w pielęgnację pensetą i modelowanie pasa startowego. Zabawne loczki czerniły się dumnie i zapraszały do pieszczot. Każde muśnięcie językiem i wargami, nagradzała dźwiękami, które rozpalały jeszcze bardziej. Zmuszałem się, by nie przerwać i nie wbić się w nią już teraz. Było jej dobrze i chciałem, by było jeszcze lepiej. Palcami przytrzymywała mi głowę, a może po prostu musiała mnie dotykać, coś zrobić z dłońmi. Drugą, zaciskała na sutku, do którego już tęskniłem. Kobiety i ich piersi. Nasza męska fiksacja.
Uciekła mi biodrami i usiadła. Schyliła się po spodnie i z kieszeni wyciągnęła prezerwatywę. Rzuciła nią we mnie i czekała, nie spuszczając wzroku z moich bokserek. Zdjąłem je powoli, napawając się jej rozszerzającymi się źrenicami.
Zakładanie prezerwatywy trwa zbyt długo, ale daje też chwilę, by popatrzeć i zobaczyć. Ja zobaczyłem język, którym zwilżyła wargi i zapragnąłem znaleźć się w nich kutasem. Byłoby to jednak niebezpieczne. Zbyt wiele bodźców na raz.
Chciałem przygnieść ją sobą i wbić się wreszcie, ale miała inny plan. Pchnęła mnie na materac, przeniosła nade mną udo i zawisła tak, nakierowując czubek penisa na spuchniętą podnieceniem cipkę. Droczyła się, obserwując moje reakcje spod rzęs. Złapałem ją w pasie i nabiłem na siebie. To było, jak przerwanie tamy, zmuszające ją do galopu. Z początku powolne, badające ruchy ciała zmieniły się w pęd pulsujących bioder i paznokcie wbijające mi się w pierś. Była coraz bliżej, by po kolejnych kilku ruchach znieruchomieć z rozwartymi, w wyrazie rozkoszy, ustami i zaciśniętymi oczami.
Opadła na mnie bezwładnie, lecz nie pozwoliła przetoczyć mi się na siebie i skończyć. Uniosła się, pozostawiając mnie podnieconego i osłupiałego. Zaczęła się ubierać. Mnie zatkało.

- Chcesz to skończyć? - mruknęła zmienionym głosem. - To zapraszam do siebie za godzinę. Zrobię też coś do jedzenia.
- Do siebie, czyli gdzie? - Poskromiłem złość, która kazała mi wziąć ją siłą tu i teraz.
- Piętro wyżej, bałwanie. - Naciągnęła koszulkę. - Mieszkam nad tobą.

I wyszła.
Leżałem osłupiały ze sterczącym wciąż fiutem.
Jesteśmy sąsiadami i nie wiedziałem o tym? A może mnie zrobiła za błazna?
I jak tu wytrzymać godzinę?
Pierdolić to!

Ubrałem się w pośpiechu i stanąłem przed drzwiami mieszkania nad moim. Wcisnąłem przycisk dzwonka, wpatrując się równocześnie w numer na drzwiach. Oczywiście trzynastka.

- Nie wytrzymałeś godzinę? - Otworzyła drzwi w samych majtkach.
- Nie miałem nawet zamiaru. Janek. - Wyciągnąłem do niej rękę. - Czas się przedstawić.
- Janina. - Odwzajemniła uścisk. - Chodź obrać cebulę, skoro już jesteś.
- Jedzenie poczeka. - Pociągnąłem materiał majtek i zatrzasnąłem za sobą drzwi.

KONIEC 😉

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Mateusz
    | Odpowiedz

    Jakieś takie bez wyrazu, ale to może ja jestem dziwny :<

  2. Natalia Krystyna
    | Odpowiedz

    Szczerze Mika? jakies takie…. eeee malo Twoje:-/ ale moze to tylko takie moje wrazenie. Bo uwielbiam te Twoje tasiemce;-) ♥ ♥ ♥

  3. rebel girl
    | Odpowiedz

    Zastanawiam się, czy opowiadanie musi być długie, żebyśmy polubili bohaterów, zaczęli trzymać za nich kciuki, itd. Czy trzeba najpierw zaaplikować mnóstwo szczegółów odnośnie ich życia wewnętrznego, zanim coś się zacznie z nimi dziać?
    Chyba niekoniecznie, to opowiadanie po prostu było w swoim założeniu rozrywkowe (nie wiem, jak inaczej to nazwać – przyszło mi do głowy słowo entretiming i nie mogę się go pozbyć). Jest inne, to prawda 🙂 Ale czasem trzeba próbować czegoś nowego, żeby wiedzieć, z czym czujemy się dobrze.

  4. Monika G.
    | Odpowiedz

    Bardzo fajny shorcik 🙂
    Dobry przerywnik na złapanie oddechu w pisaniu tasiemców.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dokładnie 🙂

      • Monika G.
        |

        W zasadzie powrót do korzeni.
        Bo, o ile dobrze pamiętam, to Twoje pierwsze opowiadania też były krótsze niż dłuższe.

      • GreatLover
        |

        One shoty zawsze lepsze są od serii

      • mika kamaka
        |

        Widocznie odumiałam się takiego pisania 😀

      • Monika G.
        |

        Ja nie mam wrażenia, że się “odumiałaś” 🙂
        Dobre jest. Krótkie i dobre.

  5. laid back
    | Odpowiedz

    Czy ktoś jeszcze pamięta?;-) A walę-tynki już za nami .

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dzięki za przypomnienie.
      Zabawne, ale kiedyś bardziej podobał mi się ten z prostymi włosami, a teraz lokaty 😀

    • Shana
      | Odpowiedz

      Ja tam obchodziłam walę-drinki w doborowym towarzystwie 😛

  6. Asiaa
    | Odpowiedz

    Eii!:D
    Fajne to…:) takie krótkie,zwięzłe:D
    Historia pisana oczami faceta,więc bez żadnych zbędnych słów:)
    Dla mnie extra!:D
    W sam raz do kawy podczas pracy w niedzielny poranek:)

  7. Joanna
    | Odpowiedz

    Mnie się bardzo podobało 🙂 troszkę inaczej niż zwykle ale naprawdę fajne!!

  8. Megami
    | Odpowiedz

    W tym roku coś sporo tych piątków 13-ego….

Napisz nam też coś :-)