fbpx

Po drugiej stronie lustra (I)

with 1 komentarz

Okładka Po drugiej stronie lustra mikakamakaWracam do opowiadania sprzed prawie roku.
Dla zrekompensowania zaprzestania kontynuacji “Nowych” dodaję od razu trzy części. Problem jest taki, że muszę je całkowicie prawie przerobić. Rażą mnie zdania, składnia, właściwie wszystko (poza pomysłem). Ale to dobrze. Znaczy, że jakoś się jednak rozwijam.
Do starych opowiadań nie wracam nawet, by się nie wkurzać.

Otworzyłam oczy, lecz nie poczułam dzięki temu ulgi.
Nie potrafiłam pozbyć się z siatkówek oczu obrazu, który przed chwilą zobaczyłam. Trzęsłam się na całym ciele, czułam mdłości, w efekcie zwymiotowałam. Nie zdążyłam się niestety podnieść do siadu, czy choćby obrócić na bok, więc treść żołądka bryznęła mi na szyję, kombinezon na piersiach i pociekła bokiem twarzy, we włosy.

– Kurwa, Larga! – Troskliwe dłonie obróciły mnie gwałtownie na bok. – Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? Po tylu latach?!

Wyplułam resztki niestrawionego śniadania, które zwróciłam pod wpływem obrazów i spojrzałam na człowieka, leżącego kilka metrów ode mnie.

– Ten skurwiel ją pokroił. – Czułam kolejną falę mdłości. – Kroił ją żywą, a najpierw zgwałcił.
– Biedaczka. – Asystentka wycierała mi twarz wilgotną ściereczką i nie wiedziałam, czy lituje się nade mną, czy nad ofiarą. – Widziałaś to wszystko?
– Wszystko i ze szczegółami – stęknęłam.
– Czy jest pani w stanie wskazać miejsce, w którym sprawca ukrył zwłoki? – Głos należał do śledczego.

Zajmował się sprawą zaginionej dziewczyny i wszedł właśnie do pomieszczenia.
Jedynym podejrzanym i powiązanym z jej zniknięciem, był dawny chłopak. Ten osobnik leżał właśnie na łóżku obok i to w jego głowie, wspomnieniach byłam.

Od kilku lat pracuję dla instytutu. To, czym się zajmują ludzie w nim i automatycznie moja praca, są utajnione.
My nie istniejemy. Nie robimy tego, czym zajmujemy się na co dzień.

Pewien młody geniusz wymyślił sposób, na grzebanie ludziom we wspomnieniach. Wynalazł go, by choć częściowo odzyskać brata bliźniaka, który zapadł w śpiączkę, a z którym był mocno związany emocjonalnie. Udało mu się, wszedł we wspomnienia brata. Przy okazji zyskał sławę i przypadkowo dał innym narzędzie, dzięki któremu można było bez konieczności przesłuchiwania podejrzanych, zweryfikować ich winę.
Skąd w tym wszystkim ja?

Studiowałam psychologię i to po pierwsze.
Po drugie okazało się, że nie miewam snów. Miało to stanowić ochronę, przed myleniem wspomnień osoby, w której głowie miałam się znaleźć, z tworami własnego umysłu.
Po trzecie wyćwiczyłam błyskawiczne usypianie, bez udziału środków farmaceutycznych. Stało się to dzięki szkoleniu. Opanowałam techniki relaksacji umysłu i otarłam się o medytację. Genialne narzędzie dla ciała.
Po czwarte w końcu jestem bardzo odporna psychicznie, prawie bez wrażliwości, co daje mi ochronę przed zwariowaniem po tym, co zobaczę. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Patrzeć oczami złoczyńcy, gdy bezlitośnie morduje, ćwiartuje i słyszeć jego podniecony oddech?

Dziś jednak nie dałam rady. To, co zobaczyłam było zbyt okrutne.
Gwałt, przerażenie dziewczyny, gdy z nożem przy jej szyi wchodził w nią, patrząc na zakrwawione krocze.
Widok noża wbijanego w ramię, gdy szczytował. Później szał ćwiartowania umierającej i pakowanie jej szczątków do foliowych toreb. Odrąbywanie wcześniej stopy, choć dziewczyna jeszcze żyła i krzyczała.
W końcu ucięta głowa wciskana do kartonowego pudełka i krew zmieniająca kolor blond włosów. Masakra.
Ogromna, stara i dawno opuszczona hala, w której morderstwo miało miejsce…

– Kurwa – warknęłam, dźwigając się na ramieniu. – Wskażę, tylko dajcie mi się umyć i czegoś napić. Najlepiej z procentami.
Jechałam ze śledczym, który co jakiś czas spoglądał na moje odbicie, we wstecznym lusterku.
Słyszałam, co kiedyś o mnie powiedział. „Zimna suka”, takiego epitetu zdaje się, użył. Najwyraźniej za mało zimna.
Pewnie obawiał się, że straci przydatne narzędzie, oszczędzające jemu i jego ludziom wiele pracy.
Nie ja się tu liczyłam, lecz efekty.

– Spokojnie panie Romanie. – Spięłam spojrzenie z jego odbiciem w lusterku. – Nie psuję się, tylko gwałt połączony z ćwiartowaniem mnie rozwalił. Ten magazyn. – Wskazałam jeden z budynków w oddali, w kierunku których jechaliśmy. – W piwnicy pod deskami podłogi jest kilka worków z częściami ciała. Piętro wyżej, w dziurze ściany za gruzowiskiem, reszta. Narzędzie zbrodni zabójca zabrał gdzieś. Nie znajdziecie również głowy. – Odbiło mi się piwem i goryczą żółci żołądka.

Zapomnieć te obrazki.
Dobrze, że nie mam snów, bo męczyłyby mnie dzisiaj koszmary.
Tak przynajmniej usnę i zapomnę.

– Nie będę wchodzić. – Dorzuciłam.
– Rozumiem – burknął, unikając mojego wzroku.

Siedziałam w aucie obserwując, jak mundurowi kręcą się wokoło budynku, by po chwili wejść do środka.
Kilku zostało przed drzwiami, ktoś robił zdjęcia. Później wynoszono pojemniki, a w nich pewnie truchło.
Jasne włosy, śliczna twarz wykrzywiona bólem, krew płynąca ze złamanego nosa.
Otworzyłam drzwi i znów zwymiotowałam.
Popierdolona ta praca. Dobrze płatna, ale popierdolona.
Dlaczego aż tak przeżywałam to zajście?!

Śledczy Roman wrócił, zapalił papierosa i siedział w ciszy, na fotelu kierowcy.

– Niezła chujnia – rzekł w końcu, wypuszczając obłok dymu i mrużąc oczy. – Już rozumiem twoje torsje. Tak potraktować ciało człowieka. Nigdy nie przywyknę do tego. Kurwa mać!

Wyrzucił wpół wypalonego papierosa za okno i odpalił silnik. Ruszył, wzbijając tumany kurzu i żwiru za nami, skręcając ostro kierownicą, by trafić w poszarpany asfalt.
Nie odpowiedziałam, bo co tu powiedzieć, gdy jesteś świadkiem tego wydarzenia i widzisz każdy jego kadr?
Człowiek nie rodzi się mordercą, lecz się nim staje. Gdy już się stanie, powinien zniknąć i wyparować. Jak kropla deszczu na asfalcie, podczas upalnego lata.
Niestety, tak się nie dzieje. Morderca sieje spustoszenie i odbiera życie w brutalny sposób.
Proces ten obserwuję ja, jako widz. Uczestniczę w nim.

***

– Aga – mruknęłam smętnie w słuchawkę. – Muszę się napić czegoś mocniejszego i nie mam z kim.

Wykąpana i spokojniejsza, rozłożyłam się z telefonem na kanapie. Coś musiałam zjeść i czegoś napić.
Przede wszystkim pobyć jednak z kimś normalnym. Może nawet pośmiać się przez chwilę.
Wszystko po to, by zatrzeć wspomnienia sprzed kilku godzin.

– Czyli mam robić za zapchajdziurę? – Usłyszałam z drugiej strony.
– Wal się, laska – warknęłam. – Wiesz dobrze, że do nikogo innego nie dzwonię, gdy jest mi źle!
– No wiem. – Ugodowy ton. – Tak się tylko droczę. Kto do kogo?
– Ty do mnie. – Krótkie zaproszenie.
– Ok. – Równie zwięzła odpowiedź.

Godzinę później siedziałam z moją jedyną przyjaciółką i oglądałam sobie jej przerażenie na twarzy. Przerażenie wywołałam opowieścią o tym, co zobaczyłam, podczas wglądu w pamięć psychola.
Myślę, że nie ma człowieka, który pozostałby obojętny w obliczu takiej relacji.
Mogłam jej powiedzieć wiele i może między innymi dzięki temu nie wariowałam.
Skoro ona to wytrzymywała, a miała sny w końcu, to ja, z moim brakiem śnienia muszę przetrwać.

– Odrąbał jej głowę?! – dopytywała. – I co z nią zrobił?
– Zabrał ze sobą, ale tego już na szczęście nie widziałam. – Wlałam w siebie kolejną szklaneczkę whisky. – Nie chcę wracać do jego głowy i mam nadzieję, że wystarczy im dowodów na zapuszkowanie psychola. Ne chcę wiedzieć, gdzie schował głowę!
– No raczej. – Aga łyknęła potężny łyk bursztynowego płynu, dołączając do mnie z zaćmieniem umysłu. – Masz rację.

Nadeszła ukochana chwila naszych cotygodniowych spotkań. Rozmowa o facetach, czyli o niczym.
Żadna z nas nie posiadała samca na stanie i cierpiałyśmy z tego powodu obie.
Aga, gdyż chciała założyć rodzinę i jak mówiła, zaczęła odczuwać parcie na jajniki. Pragnęła obrączki na palcu, dziecka w zestawie i wszystkich tych bzdetów, z rodziną powiązanych.
Ja chciałam mieć mężczyznę, by pobyć z nim. Poczuć jego zapach, oddech i bliskość.
Czy coś takiego istnieje w ogóle?
Nie wiem.

***

– Pani Larga. – Padło moje pseudo, przywołując do rzeczywistości.

Przysypiałam na siedząco, po wczorajszej flaszce z Agą. Głowa mi pękała, a mózg odmawiał współpracy.

– Mamy kolejne zadanie… – Roman zawiesił głos. – Zlecenie właściwie.
– Tak? – Pocierałam palcami skronie, starając się uruchomić przepływ krwi między mózgiem, a resztą organizmu.
– To oskarżony, w sprawie którego wypłynęły nowe dowody. – Podsunął mi akta, z przypiętym do nich zdjęciem mężczyzny. – Jest oskarżony o zamordowanie dziecka konkubiny, ale ktoś dostarczył coś, co temu przeczy. Więzień nie chce jednak zmienić zeznania i nadal twierdzi, że jest sprawcą.
– I co ja mam niby w tej sprawie zrobić? – Nie rozumiałam, jakie mają być wytyczne. – Uniewinnić tym razem?!
– Dokładnie tak. – Potwierdził. – Bardziej po to, by znaleźć właściwego sprawcę. W tym celu musisz przejrzeć jego pamięć.
– Kiedy to miało miejsce? – Ta sprawa będzie bardziej skomplikowana.
– Przeszło rok temu. – Krótka odpowiedź.
– To się może nie udać. – Przyglądałam się zdjęciu faceta, który za sam wygląd dostałby ode mnie dziesięć lat więzienia. – Tak daleko nie sięgałam, w czyjeś wspomnienia. Rok, to dużo późniejszych wydarzeń. Będą pomieszane z przeszłością i tym co działo się w więzieniu. Może nawet ze snami.
– Spróbujesz? – Zwracał się do mnie per ty, więc zależy mu. – Każda sesja osobno płatna.

Nie o pieniądze mi chodziło, lecz o skutek tych sesji.
Podstawą sukcesu, przy przeglądaniu zawartości czaszki sprawcy, było działanie w jak najkrótszym czasie od momentu przestępstwa. Do wydarzeń sprzed tygodnia, trzeba było przedrzeć się najpierw przez ten tydzień, a zazwyczaj jeszcze i kilka dni sprzed wydarzenia. Ile będę musiała obejrzeć umysłu tego człowieka, skoro mam znaleźć wspomnienie sprzed około roku?

– A jak się nie uda, to co wtedy? – dopytywałam.
– Wtedy wrócisz do świeżych przypadków, a o tym facecie zapomnisz. – Zacisnął w zacięciu usta. – Piszesz się?
– W sumie, to dosyć ciekawe przedsięwzięcie. – Podrapałam się po brodzie. W sumie to przyjemna odskocznia będzie. Bez gwałtów, ćwiartowania. – Ale ostrzegam, to powinno się nie udać!
– Rozumiem. – Przytaknął. – Mimo wszystko cieszę się.

Nie wyglądał na ucieszonego, ale nigdy go uśmiechniętym nie widziałam. Zawsze ponury i skupiony.
Czemu się jednak dziwić? Zobaczyć tyle okropieństwa świata i zachować radość życia?
Czy ja też się taka właśnie stanę?
Nie chcę! Muszę skończyć z tą robotą, nim mnie cynizm i zniechęcenie do ludzi dosięgnie.

– Kiedy zaczynamy? – zapytałam rzeczowo.
– Choćby i jutro. – Poprawił ciało w fotelu, co mogło oznaczać jedynie zainteresowanie tematem. Może nawet ekscytację.
– Będę gotowa. – Podniosłam się z krzesła, rzucając okiem na zdjęcie przyczepione spinaczem do akt.

KLIK W SERDUCHO?

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. j
    jozka
    | Odpowiedz

    Miłe zaskoczenie 🙂

Napisz nam też coś :-)