fbpx

Po drugiej stronie lustra (II)

with Brak komentarzy

Okładka Po drugiej stronie lustra mikakamakaBunt szarych oczu w czarno białym zdjęciu. Złość utrwalona stop klatką aparatu na zawsze.
Zagadka do rozwiązania, którą dostałam w zleceniu.
Cóż, kolejny przypadek. Będzie, potrwa zaledwie chwilę i minie. Zapomnę, nie przyśni się.
Zniknie z głowy, czy może schowa się gdzieś w głębi umysłu.

Czyżby znieczulica już zaczynała lizać palce mych stóp?
Muszę być czujna!

– Aga. – Szybki komunikat potrzeby spotkania. – Może dzisiaj herbata u ciebie, dla odmiany?

Usnęłyśmy na kanapie przed telewizorem, oglądając jakiś przesłodzony romans. Ot, babski comber.

***

Układałam się właśnie na wyprofilowanym i otoczonym elektroniczną aparaturą łóżku. Kilka metrów dalej leżał więzień i spał. Spał dzięki narkozie, podawanej mu do układu oddechowego.
Wyglądał spokojnie, lecz twarz z profilu wyglądała na spiętą i zmęczoną.
Jaką zagadkę kryjesz?
Nie! To zły tok myślenia. Nie mogę się zastanawiać, muszę wykonać zadanie.

– Gotowa? – Elwira, moja asystentka, zawsze martwiła się za nas obie.
– Bardziej już nie będę. – Odetchnęłam głęboko, po czym zamknęłam oczy i skupiłam się na własnym oddechu.

Słyszałam, jak asystentka opuszcza pomieszczenie, oraz pikanie aparatury podającej opary usypiacza mężczyźnie na łóżku obok. Ten dźwięk akurat pomagał.

Spokojny wdech i oddech masujący żołądek. Po chwili powietrze wnikające w kończyny i rozluźniający jego powrót w górę, po kręgosłupie. Spowolniłam oddech i skróciłam. Teraz tylko odrobina powietrza przemieszczała się pomiędzy gardłem, a przeponą.
Odpływałam, przestawałam czuć ciało, zmieniałam się w oddech i intensywne uczucie w centrum czoła.

Jasny kolor światła. Słońce przenikające przez poruszane podmuchem wiatru firany. Drobna postać biegnąca z pomieszczenia, do innego pomieszczenia. Wyglądem kojarzyło się z kuchnią.

– Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? – Kobieta jest wesoła i droczy się z… ze mną.
– Zjem cie i wychędożę. – Wypływają te słowa ze mnie, ale tembr głosu jest zdecydowanie męski.
– Pokaż, jak to zrobisz. – Kobieta mruży figlarnie oczy i zdejmuje przez głowę zwiewną sukienkę.

Widzę zaokrąglony brzuszek, ewidentna oznaka ciąży. Kobieta… piękna kobieta podciąga się na ramionach i siada na blacie kuchennym. Dłonią odpycha zbędne przedmioty, znajdujące się na nim.

– Pokażę ci, ale przygotuj się na dużą dawkę rozkoszy. – Znów mój, męski głos.- Mam straszną ochotę na twoją ciasną cipkę.

Zbliżam się do kobiety, choć ta wygląda bardziej, jak dziewczyna.
Ona się cieszy, jest podekscytowana, podniecona. Białe majteczki opinają się na biodrach i rozciągają pod brzuchem. Od pępka, aż pod gumkę bielizny biegnie wyraźna, brązowa kreska pod skórą.
Męskie dłonie masują nabrzmiałe piersi. Wzrok przybliża się do ich sutków. Usta zamykają na jednym z nich, dłoń pieści drugi. Oczy odcinają dopływ obrazów, lecz czuję teraz podniecenie. Podniecam się bliskością jej ciała i choć jest to dla mnie dziwne, to muszę jednak zaakceptować to uczucie. Nie jest moje, ale czuję je.
Podnieca mnie rozluźnienie jej ciała i rozchylone usta. Widzę oczami obiektu kobiece krocze, gdy odchyla się do tyłu. Bielizna opina wargi sromowe, wilgoć na materiale zdradza mokre oczekiwanie.
Widzę w końcu ciało, którego zmysłami zawładnęłam. To ciało nabrzmiało i dłoń oswobadza twardą męskość, gotową do penetracji.
Nie wiem, co czuje umysł tego ciała. Zbytnio skupiam się na widokach.
Penis widziany od góry, pobudza zmysły swoim widokiem. Gruby i błyszczący napięciem, wygląda imponująco.
W dłoni ciała, którym właśnie jestem, emanuje chucią. Czeka na kobiece wnętrze.

– Gotowa? – pytają usta, którymi jestem.
– Nie mogę się doczekać – mruczy kobieta, nie otwierając oczu.
– Unieś pupę. – To „moje” usta.

Moje, męskie dłonie ściągają z niej bieliznę, a oczy patrzą na opuchniętą podnieceniem, kobiecość. Męska, naznaczona ciemnymi żyłami dłoń, ujmuje twardego oczekiwaniem kutasa i napiera na błyszczącą i zaciśniętą szparkę. Czubek powoli wchodzi między wargi, a „moje” uszy rejestrują jęk kobiety.
W tym dźwięku nie ma bólu, a wyłącznie przyjemność i wołanie o więcej.
Coraz głębiej wbijam się w rozgrzaną kobietę, a ta dopinguje mnie dźwiękiem i łydkami przyciągającymi odruchowo.
Staram się bronić przed ogarniającym mój umysł podnieceniem tym bardziej, że nakręcałam się na ciało, w którego posiadaniu byłam, które posiadłam. Widziałam jednak przede wszystkim kobietę, która wiła się pode mną i przyciągała mnie ramionami.
Nie chciałam tego czuć, ale czułam. Byłam coraz bliżej spełnienia, wraz z umysłem, którym się stałam.
Obraz drgał, urywał się odcinany powiekami, aż wreszcie krzyknęłam jego ustami i ocknęłam się.

Usiadłam na leżance, oddychając gwałtownie. Kabelki rejestrujące wskaźniki życiowe, oderwały się z głuchym mlaśnięciem od skóry szyi, a te na nadgarstkach napięły niebezpiecznie.
Mężczyzna na fotelu obok spał nadal, w oparach narkozy.
Z drzwi naprzeciw wyjrzała głowa asystentki.

– Wszystko w porządku? – zapytała, jak zwykle zatroskana. – Przerywamy?
– Nie przerywamy. – Zacisnęłam palce u nasady nosa, starając się zapanować nad emocjami wywołanymi obrazami. – Chwilowa przerwa i tyle.

Ułożyłam się znów na plecach, lecz nie powstrzymałam od spojrzenia na mężczyznę, którym rżnęłam dziewczynę.
Umiał to robić i aż zapragnęłam, by być choć przez chwilę ta kobietą.
Otrząsnęłam się z nieuporządkowanych myśli, zamknęłam po raz kolejny oczy i skupiłam na oddechu.
Poszło mi łatwiej, niż myślałam. Chcąc, nie chcąc, przeżyłam właśnie orgazm. Nawet, jeśli szczytowałam wyłącznie ciałem, nie umysłem, to rozluźniło mnie to skutecznie.
Oddychałam…

– Co ci jest kochanie? – Pochylałam się nad leżącą w łóżku, rozczochraną kobietą.

Pomięta i wyraźnie nieświeża pościel, tak samo niechlujna koszula, w którą ona była odziana i maleństwo, przy nabrzmiałej mlekiem piersi.
Nic nie odpowiedziała, nie zareagowała nawet.

– Mogę coś zrobić dla ciebie? – To znów ja, czy raczej mężczyzna, w którego głowie byłam właśnie.
– Idź sobie. – Cicha odpowiedź.
– Ale… jak to? – Znów ja, zdziwionym głosem. – Może powinniśmy iść do lekarza?
– Wypierdalaj! – Pełne jadu warknięcie kobiety.

Ból i gorzki posmak w moim… jego gardle. Szok i niezrozumienie.
Sama zastanowiłam się, przerywając odbiór odczuć mężczyzny, co takiego musiało się wydarzyć, by kobieta aż tak bardzo zmieniła podejście do niego… mnie.

Kolejne obrazki przelatywały mi przed oczami.
Brudne pomieszczenia, zagracone i śmierdzące. Płaczące dziecko, pozostawione samemu sobie, na środku skołtunionego i rozkopanego łóżka. Kobieta…
Niegdyś piękna i radosna, teraz zaniedbana i wiecznie skrzywiona. Papieros w ustach, butelki walające się na podłodze.
Śpi w fotelu, przy jej bezwładnej dłoni leży opróżniona flaszka, obok popielniczka jeży się petami, a w łóżeczku dziecięcym płacze kocyk. Pod tym kocykiem maleństwo wierzga kończynami i krzyczy wniebogłosy. Zapewne z głodu, lecz kobieta nie reaguje. Jest pijana.

– Ocknij się! – Potrząsam jej ramieniem, lecz nie przynosi to żadnego skutku. – Sabina!

Ona tymczasem ledwie uchyla przekrwione oczy, by odgonić się ode mnie, jak od natrętnej muchy.
Podchodzę do łóżeczka i biorę dziecko na ręce, uspokajając je i szukając czegoś, by ukoić pusty brzuszek.

Następna scena, a w niej przemalowana kosmetykami twarz. Należy do młodej kobiety.
Siedzimy w knajpie, przede mną stoi piwo. Nie pierwsze raczej, gdyż obraz dwoi mi się i rozmazuje.

– Masz ochotę, przystojniaczku? – Wykrzywia lubieżnie, czerwieniące się pomadką usta i wkłada w nie szyjkę butelki, naśladując oralne pieszczoty. – Pięć dych i masz moje gardło. Wymasujesz mi je.

Chyba kiwamy głową, gdyż obraz przesuwa się w górę i w dół, by po chwili opaść. Czyli wstaliśmy.
Patrzę na okrągły tyłek, kołyszący się przede mną i idę za nim. Czuję lekkie podniecenie i złość.
Złość na co?!
Drzwi ubikacji otwierają się i wchodzimy do jednej z kabin.
Dziewczyna siada na zamkniętym sedesie i przyciąga mnie za pasek spodni, Uśmiecha się spod sztucznych rzęs.

– Tak ci obciągnę, że poczujesz to aż w mózgu, mój ogierze – mruczy przeciągle.

Ja… on, nic nie mówi. Pozwala rozpiąć sobie spodnie i bawić się pęczniejącym penisem. Dziewczyna mruczy świństewka i liże coraz sztywniejszy organ, a gdy ten gotów jest to obciągnięcia, robi to z wprawą. Jej głowa przesuwa się w tył i w przód w szaleńczym tempie. Oczy patrzą zalotnie w górę. Wypuszcza kutasa z ust i pozwala nasieniu na upstrzenie makijażu.

– Tak właśnie – miauczy. – Grzeczny chłopiec. Zlej się na mnie!

Wstaje, inkasuje gotówkę i opuszcza kabinę.
Ja… on zostaje i opada ciężko na sedes, wpychając mięknący organ w spodnie.
Jest mu źle i smutno.

– To nie tak ma być. – Bełkot wydostaje się z naszych ust. – To nie tak…

Odpłynięcie w niebyt.

Znów usiadłam sztywno na łóżku, napinając niebezpiecznie kabelki aparatury podpiętej do mnie.
Skąd tak nerwowe reakcje?! Przecież nie dzieje się nic złego. Ot seks z dziwką i nic poza tym, a ja reaguję bardziej żywiołowo, niż przy morderstwie!

Siedzę i dochodzę do siebie, po zaliczeniu loda w cudzym ciele?
Nie, to nie to.
Ten facet, bogactwo uczuć i emocji na każdym milimetrze świadomości, powaliło mnie nadmiarem. Przeładowało mą świadomość.
Zwyczajni mordercy nie analizowali aż tak, nie odczuwali intensywnie uczuć, a jedynie poddawali się potrzebom, instynktom mordu i niszczenia.
Tutaj trafiłam na umysł analizujący i… cierpiący.

Siedziałam, dyszałam i dochodziłam do siebie powoli.
Spojrzałam w bok na obiekt badań i napotkałam rozszerzone źrenice i swoje odbicie w nich. Mężczyzna nie spał i przyglądał mi się. Leżał ze zwróconą w moim kierunku głową i twarzą… bez wyrazu.

– Koniec sesji? – Elwira wsunęła głowę do pomieszczenia, po czym jej wzrok ze mnie, przesunął się na więźnia. – On nie śpi! Podać większą dawkę!

Po okrzyku usłyszałam cichy syk, którym opary usypiacza zostały podane więźniowi. Mężczyzna odpłynął w niebyt.

– Czujesz się dobrze? – Elwira podbiegła do mnie. – Widziałaś morderstwo?
– Nie widziałam nic takiego – zaprzeczyła. – Tylko życie.
– Czy może pani zrelacjonować to, czego była pani świadkiem? – Znów rzeczowy ton Romana. – Jakieś naświetlające przypadek sprawy?

Co mu miałam powiedzieć? Że widziałam obiekt, jak zwykło się nazywać pacjenta, który pieprzył swoją kobietę, a następnie dał się wypieprzyć za pieniądze, innej samicy?

– Nie ma w tym co widziałam nic, co wpłynęłoby na sprawę – odparłam rzeczowością adekwatną do zadanego pytania.
– Czyli co widziałaś?! – Naciskał natarczywie.
– Seks! – Siekłam jednym słowem. – Obiekt rżnął się. Najpierw ze swoją kobietą, później z inną, płatną.

Zapadło milczenie i tylko wzrok Romana świdrował mnie w ciszy.

– Seks?! – Brwi uniosły mu się w niedowierzaniu.
– Tak – mruknęłam. – Normalni ludzie robią takie rzeczy.
– I ty to widzisz i czujesz? – Porzucił sztampowo usztywnioną maskę, czyli musiałam go nie lada zaintrygować.
– Tak – przytaknęłam szczerze. – Ostatnie dwa razy przeżyłam, jako facet rżnący panienki.
– I jak ci było? – Z jego maski nie pozostał nawet cień. – To musi być fascynujące!
– Na pewno jest dziwne… – urwałam, nie wiedząc, jak to opisać – ale i podniecające.
– Kurczę. – Potarł dłonią czoło. – Że też ja się do tego nie nadaję…

Właśnie zobaczyłam w śledczym Romanie człowieka. Miało to miejsce po raz pierwszy.
Pan sztywniak objawił mi się, jako człowiek i ucieszył mnie tym.

– Roman. – Pochyliłam się ku niemu, przechodząc mimochodem na TY. – Wyobraź sobie, że stajesz się nagle kobietą i masz cycki! Nie czułbyś się z tym faktem dziwnie?
– No coś ty! – Parsknął, przypieczętowując złamanie służbowych granic, które dotychczas tkwiły między nami. – Bawiłbym się nimi cały dzień!
– A gdyby w międzyczasie kutas obcego faceta miał wejść w ciebie? – Celnie ripostowałam, mierząc w jego homofobię.
– Aha – odparł tylko. – Rozumiem. Co teraz?

Były dwa wyjścia. Albo brnę w to dalej z nadzieją, że obiekt nie poczyni większej ilości dekoncentrujących mnie podbojów, lub zarzucimy obserwację i grzebanie w jego wspomnieniach. Skoro jednak sprawa nabrała biegu, nie wydawało mi się, by chciano zawiesić śledztwo z powodu kilku, wyłowionych z podświadomości więźnia, sekscesów.

– Chcecie to ciągnąć? – Przeskoczyłam na tryb bardziej urzędowo – bezosobowy.
– Myślę, że nie ma wyjścia. – Wzruszył niby obojętnie ramionami. Twarz jednak wyrażała coś zgoła innego. – Jeśli dasz radę, to kontynuujemy.

Podjął szybko i jednoosobowo, decyzję.
Dlaczego mu zależy?

Byłam świadkiem nie jednej już sprawy, którą potrafił zawiesić z błahego powodu.
Tymczasem chce brnąć w coś tak niepewnego i robi to jedynie po to, by uniewinnić człowieka? Żadne poszukiwanie zwłok, winnego, czy motywu.
Uniewinnienie po roku od skazania? Niepodobne do statecznego i usztywnionego Romana.

– Jutro ciąg dalszy – mruknął w zamyśleniu. – Bądź gotowa rano. – Podniósł na mnie nieobecne spojrzenie.

Napisz nam też coś :-)