Poszukiwany, poszukiwana (XIV)

with 11 komentarzy

Poszukiwany poszukiwana opowiadanie z humorem i sporą dawką erotykiI ostatnia część. W sensie, że zakończenie 🙂

Wróciłem do swojego życia i cieszyłem się nim tym bardziej, że zdjęto mi sztuczne pazury, odklejono rzęsy, mogłem porosnąć sobie włosiem dziko i radośnie, a przede wszystkim pozbyłem się stanika. Nie rozumiem, jak kobiety mogą ten badziew nosić! Przeszkadza to to i pije w żebra. Gdybym był kobietą, chodziłbym bez cyckonosza, bez względu na to, jaki cyc by mi urósł. Niechby sobie bimbały te bimbały.
Z drugiej jednak strony, gdy łapie się takiego sprężystego cycka w łapę i ugniata, a on się między palcami nie przelewa...

Nie! Nie myśleć o seksie, bo na spełnienie z nikim nie ma opcji!
Właściwie to nie myślałem już o "kimkolwiek", ale o Wiktorii i jej sztucznie opakowanym ciałku.
Ni cholery nie potrafiłem zrozumieć, jak mogła tak po prostu zniknąć i mnie olać. Połączyło nas coś w końcu i do czegoś doszło i tak to wykreśliła z głowy? Zapomniała?
Coś mi w tym wszystkim nie pasowało.
Nie było opcji, żeby jej coś zrobiono w ramach zemsty mafijnej, gdyż wszystkie ścieżki prowadzące do niej urwały się, w momencie porzucenia przybranej płci. Poza mną, wiedziały o wszystkim tylko dwie osoby, których dyskrecji mogłem być całkowicie pewien.
Nie kumałem tego...

Minął miesiąc i kolejne, aż wreszcie nastały wakacje, a wraz z nimi dziewczyny wyległy z domów na ulice, do parku. Roiły się wszędzie, bardziej rozebrane, niż ubrane, kusząc opalonymi udami i cieniutkimi ramiączkami koszulek.
Ja w każdej widziałem Wiki, bo też nie widziałem nigdy jej kobiecej odsłony.
Tak naprawdę, mogłaby stanąć obok mnie i dopóki by się nie odezwała, nie wiedziałbym o tym.
Cholerny świat... Zacząłem popadać w coraz większą obsesję, ale twardo postanowiłem sobie, że nie będę jej szukał.
Gdyby chciała, przyszłaby. Nie musiała mnie szukać, miała numer telefonu. Właściwie dwa. Zostawiłem telefon, ten z numerem na kartę, tak niby na wszelki wypadek.
Zostawiłem, bo może jednak zadzwoni...

Wyprowadziłem się z wynajętej na spółę kawalerki. Zmieniłem się, coś we mnie dorosło, dojrzało.
Nie ciągnąłem już do imprez i beztroskiego dymanka podczas, przejadłem się. Poznałem smak czegoś lepszego, choć niepełnego. Froteryzm i macanko z Wiki, było o wiele bardziej emocjonujące, niż każda z wcześniejszych zabaw z dziewczynami.
Znalazłem pracę, kupiłem mieszkanie za kasę od rodziców, którzy byli zszokowani zmianami we mnie i chcieli pewnie utrwalić nowy stan, w znany sobie sposób. Usadzić mnie w jednym miejscu i ustatkować syna. Ech...

Najgorsze było napięcie, które wzrastało w mym wnętrzu z każdym dniem.
Bez seksu, bez dziewczyny, onanizm mnie znudził. Gotowałem się, a właściwie w jajach mi wrzało.
Substytutem dla seksu stał się sport i ten wypełnił mi cały czas wolny.
Przeginałem oczywiście.
Zacząłem biegać, na przemian z pływaniem. Do tego dorzuciłem podciągnięcia na drążku, który zawisł na futrynie między pokojem, a kuchnią i jeszcze dowaliłem sobie trening siłowy bez sprzętu, a właściwie z wykorzystaniem krzesła i stołu.
Nie nabyłem zbyt wielu mebli, bo nie czułem takiej potrzeby. Materac do spania na podłodze, stolik i dwa krzesła, czyli o jedno za dużo, oraz kawałek umeblowania kuchni. Tyle, żeby jakoś korzystać z lokum.
Nie miałem po prostu pomysłu na te dwa pokoiki. Inaczej, waliło mnie to.

Pojawiła się dziewczyna i zaczęliśmy się spotykać. Jakieś piwo, wypad na pizzę, było wesoło i nawet ciągnęło mnie do niej, ale blokada w głowie nie odpuszczała. Myśli wiły się i krążyły wciąż wokół Wiki. Wiki, która zniknęła, olewając mnie gęstym moczem.

Leżałem na podłodze, relaksując ciało po kolejnym, wyciskającym pot i nadmiar energii z niego treningu, gdy zadzwonił telefon. Odebrałem automatycznie, nie otwierając nawet oczu.

- Cześć. - Uśmiech w słuchawce.

Zatkało mnie i przestałem zdaje się nawet oddychać. Odsunąłem telefon od ucha, by sprawdzić numer na wyświetlaczu. "Nieznany"... No oczywiście, jakże by kurwa inaczej!

- Cześć. - Wlałem w tembr, wydobywającego się z zaciśniętego gardła głosu całą obojętność, jaką udało mi się wykrzesać.

Zmusiłem również ciało do bezruchu, bo po co mam zmieniać pozycję? Jeszcze zacznę piszczeć, albo jodłować z nerwów. Gorsza byłaby tylko czkawka.
"Lód w żołądku, zaciśnięta dupa" - powtarzałem w myślach, jak mantrę.

- Co u ciebie? - Jej głupie pytanie.
- A u ciebie? - Odbiłem piłeczkę, choć miałem ochotę nawrzeszczeć na nią, a równocześnie wybuchnąć radością, że w końcu zadzwoniła.
- Spytałam pierwsza. - Jej zalotny głos.
- To pierwsza też odpowiedz. - Ryzykowałem, ale to ona dała dupy w całej tej sytuacji.
- Spotkamy się? - Wreszcie usłyszałem obawę, że odmówię.
- Ok - odparłem po bardzo długim i powolnym wydechu.

Tak naprawdę, to chciałem krzyknąć, że oczywiście, choćby zaraz. Mógłbym do niej popędzić w środku nocy, ale honor mi na to nie pozwalał.

- Wiesz gdzie mieszkam, więc to ty mnie odwiedź. - Zaryzykowałem.
- Skąd wiesz, że wiem? - Zdumienie tym razem.
- Wierzę, że inteligencji nie zatraciłaś wraz ze zmianą ubioru - mruknąłem niechętnie, bo to już prawie komplement był, a czułem przede wszystkim złość. - Chcesz się spotkać, to zapraszam. Choćby teraz.

I rozłączyłem się, zdumiewając taką lekkomyślnością samego siebie.
A jeśli nie przyjdzie i oleje mnie ponownie?
Ale przecież nie powinienem był jej włazić kakao, bo to ona zerwała kontakt.
Leżałem w niezmienionej pozycji przez kolejnych dziesięć minut, to rugając siebie za gorącą krew, która kazała mi się unieść honorem, to znów wpadając w panikę, że spierdoliłem tym razem ja i nie spotkam jej już nigdy.
Stukanie do drzwi zabrzmiało, jak łomot i poderwało mnie skutecznie z podłogi. Wystartowałem do przedpokoju, zamierając z ręką na klamce.
Czego się obawiałem?
Chciałem wyjrzeć przez wizjer, ale zrezygnowałem i odblokowałem zamek.

Wiktoria wyglądała krucho i... cholernie kobieco. Krótkie, kręcone włosy, obcisłe dżinsy i luźna koszulka, która nie ukrywała już jej kształtów, lecz podkreślała piersi, od których na siłę oderwałem wzrok.

- Cześć - pisnęła cicho i jakoś tak niepewnie, w wyniku czego mogłem zrobić tylko jedną rzecz.

Wciągnąłem ją do mieszkania i pocałowałem wreszcie jej kobiece wydanie.
Smakowała bardzo kobieco i najpierw znieruchomiała, lecz już po chwili oddała zdumiony pocałunek.
Nie myślałem nad jej uczuciami i tym, po co przyszła. Tak długo dusiłem w sobie emocje i tęsknotę, tak mocno wypierałem się tego, co czułem, że gdyby mnie teraz odepchnęła, rozleciałbym się na tysiąc kawałków i przepadł.
Mogłem dotykać wreszcie ciała, o którym marzyłem, a które pobieżnie poznałem w kawalerce, w melinie. Gładka, miękka i ciepła, taka była. Plecy i zapięcie stanika i to z wyjątkową umiejętnością, prawie bezwiednie, odpiąłem.
Piersi, to za chwilę. Teraz plecy i niżej. Wcisnąłem dłoń w jej spodnie i objąłem pośladek. Jęknęła i przylgnęła mocniej do mnie. Byłem podniecony i musiała to poczuć tym bardziej, że luźne spodnie dresowe niewiele mogły ukryć. Palce same cisnęły się niżej i głębiej. Odchyliła biodra do tyłu, ułatwiając mi dojście, wciskając równocześnie własną dłoń pod gumkę moich spodni. Chwilę później zablokowała jakiekolwiek myśli, obejmując kutasa i mrucząc coś w me usta.

- Co? - Zdołałem wydusić.
- Marzyłam o takim powitaniu.
- A o tym? - Odpiąłem dżinsy i jednym ruchem ściągnąłem je z niej wraz z bielizną, klęcząc u drobnych stóp.

Była wydepilowana i jakoś tak żal mi się zrobiło. Na szczęście to da się naprawić. Ledwie cienki paseczek włosów, biegł w pionie po wzgórku.
Nie patrzyłem w górę, gdyż mimo podniecenia, mógłbym się speszyć. Nie wiedziałem, co mogę zobaczyć w oczach Wiki.
Zbliżyłem twarz do skóry i zaciągnąłem się zapachem podniecenia. Posmakowałem go, wydobywając z ust dziewczyny jęk. Palce zacisnęły się na włosach przyciągając mnie mocniej i bliżej. Ta zachęta była równocześnie zielonym światłem i zaproszeniem.
Nie wiem, jak pozbyliśmy się reszty ubrań, lecz stało się to już na podłodze. Leżeliśmy na sobie, to obok siebie, by w końcu złączyć się gwałtownie i gorączkowo.
Wszystko, jakby to był pierwszy raz. Wszystko na głodzie i łapczywie.
Pieszczoty oralne ograniczone do minimum, słowa stały się zbędne. Ja musiałem być w niej, ona pragnęła poczuć mnie mocno w środku.

- Myślałam, że pokażesz mi najpierw mieszkanie, zrobisz drinka i wypytasz o wszystko.
- Mieszkanie jest nieurządzone, bo czekało na ciebie. - Wyliczałem. - Alkoholu nie mam na stanie, bo nie piję, a pytać nie będę. Będziesz chciała, to mi opowiesz.
- Aha - mruknęła, wodząc palcami od splotu słonecznego w dół. - To może poczekać. Teraz chcę tego. - Zacisnęła dłoń na jądrach. - Tak ładnie pachniesz.

Ładnie pachniałem? Śmierdziałem po treningu, ale połechtało mnie to przyjemnie.

- Prezerwatywa?! - Dopiero teraz wrócił rozsądek.
- Spokojnie. - Zaśmiała się. - Myślę o wszystkim.

I znowu grzaliśmy się, jak na wygłodzonych siebie przystało. Przynajmniej taką miałem nadzieję, że i ona tęskniła.

- Znikniesz znowu? - Głos mi zadrżał. Zdrajca...
- Już nie muszę.
- A musiałaś?
- Dla pewności. - Poprawiła ciało na niewygodnych deskach przedpokoju. - Wyprowadziłam sporo kasy z mafijnych interesów, więc musiałam mieć pewność.
- Aha. - Nie wiedziałem, co powiedzieć.
- Wyjedziemy gdzieś na wakacje? - Zmiana tematu i obawa w ciemnych oczach. Bała się odrzucenia? Czy tak mają ludzie z domu dziecka? - Stawiam dwa tygodnie w twoim wymarzonym miejscu.
- To twoja kasa, nie chcę byś mi coś stawiała. - Wkurzyłem się. - No może poza tym. - Naprowadziłem jej dłoń na kutasa przede wszystkim po to, by złagodzić ton ostatniego zdania.
- Idiota z ciebie! - Wsparła się na łokciu, a piersi zakołysały się, kusząc oczy i usta. - Gdyby nie ty, nie udałoby się to wszystko! Czekałam na ciebie i przyszedłeś. Może jako laska, ale jednak. Stanowiło to równowagę dla mnie, udającej faceta i może dzięki temu to wypaliło. Myślisz, że codziennie spotyka się mężczyzn, ukrywającymi się pod postacią żeńską?!
- No nie... - odparłem ostrożnie.
- No wiem! - Usiadła gwałtownie. - Do końca życia będę miała koszmary po tym, co tam widziałam. Wiem, że zlikwidowaliśmy jedną mafię, a na jej miejsce powstanie kolejna, ale uwolniliśmy również wiele dziewczyn od losu, jaki miał przypaść twojej siostrze, a wziąłeś na siebie ten krzyż ty. Przepraszam, że zniknęłam, ale musiałam.

Miała łzy w oczach i zmiękło moje głupie, męskie serce.

- Chciałbym z tobą pojeździć na stopa po Europie. - Przygarnąłem ją do siebie. - Pozwiedzać, spać na plażach i rżnąć się w każdym miejscu, w jakim nam się zachce seksu. Czy taki scenariusz ci pasuje?
- Tak. - Pociągnęła nosem. - Byle z tobą.
- A zapuścisz dla mnie bobra na cipce? - Zaryzykowałem.
- Ok, ale na zimę. - Łzy zniknęły.

Tak sprytna i zdolna aktorka, czy tak zmienna kobieta.
Olać to!

I TERAZ JUŻ KONIEC Z HAPPY ANDEM 😀

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Przepyszna kropka nad “i”. Przepadam za Twoimi zakończeniami.

  2. Alter Ego
    | Odpowiedz

    Czyli positive 🙂
    Dobrze!

  3. rebel girl
    | Odpowiedz

    O tak, lubię happy endy 😀

  4. Monika G.
    | Odpowiedz

    Ale mnie zaskoczyłaś 🙂 Pozytywnie oczywiście 😀

    Mam nadzieję, że reszta też pozytywnie.

  5. Hannah
    | Odpowiedz

    Nie chcę zabrzmieć banalnie, ale uwielbiam takie happy endy w Twoim wykonaniu 🙂
    Cała Twoja twórczość jest fantastyczna i nawet jeśli coś się kończy inaczej niżby się chciało to od czego jest wyobraźnia 😉

  6. Cam
    | Odpowiedz

    Sorki ale ode mnie pozytywu nie będzie. Nie podoba mi się zakończenie. Jakoś mi do gustu nie przypadło, może dlatego, że jakoą Wiktoria mi do gustu nie przypadła.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dla mnie, pod względem nielubienia postaci, nic nie przebije “Amen”. Tych to nie cierpiałam! 😀

      • rebel girl
        |

        A ulubionych masz? 🙂

      • mika kamaka
        |

        Ciężko powiedzieć. Każdego muszę choć trochę lubić, by o nim pisać.
        Lubię bohaterów “Doll”

      • Monika G.
        |

        “Doll” jest boskie.

        Za każdym razem jak do niego wracam uśmiecham się nad prostotą i finezją w jednym.

Napisz nam też coś :-)