Historie rodzinne (XXIX)

with 3 komentarze

Historie rodzinne opowiadanie erotyczne pikantne i romantyczneJak w czeskim filmie. Nic się nie dzieje 😉

Samochodem trzęsło, senny nastrój zaczął wkradać się w umysł Marcela. Jechali już od kilku godzin, droga stała się monotonna, wiodła tylko przez lasy i pola. Marcel omijał skupiska ludzi, bo tak nakazał mu Ludmiła. Po ostatnich wydarzeniach nie mógł mieć wątpliwości co do nieomylności wieszczki. Widziała przyszłość, dała temu dowód i zapłaciła ofiarę.

- Marcelu!

Ostry krzyk wyrwał mężczyznę z marazmu. Zaczął mrugać, starając się pokonać szczypanie oczu.

- Co się stało? – spytał sennie. – Dlaczego krzyczysz?
- Autem zjeżdżasz na pobocze, to po pierwsze. – Głos jej drżał, choć starała się to ukryć. – I wydaje mi się, że przed nami jest blokada drogi.

Marcel zdjął nogę z pedał gazu, zmrużył oczy. W oddali poruszyło się coś, piętrzyły się blokujące jezdnię przedmioty. Ukłucie strachu wstrzymało na moment bicie serca, nozdrza rozszerzyły się w przypływie wystrzału adrenaliny.

- Udawaj, że śpisz – zwrócił się do dziewczyny. – Halo, tam z tyłu! – krzyknął, odwracając głowę ku kratce oddzielającej ich od Ludwiki i Antoniego. – Przygotujcie się do kontroli.

Na pace zawrzało, niczym w ulu. Coś spadło na drewnianą podłogę, małżonkowie szybko wymieniali instrukcje pomiędzy sobą. Marlena oparła głowę na zagłówku, opatuliła się szczelnie szarym kocem. Wieszczka ostrzegała Marcela przed tym jedynym spotkaniem, które czekało na nich w drodze do miejsca docelowego.
Coraz wyraźniej widział wojskowych i ciężarowe auto stojące w poprzek drogi. Pobocze blokowały skrzynie i worki z piachem, ułożone na nich. Marcelowi zacisnęło się z emocji gardło, próbował zapanować nad przyspieszonym oddechem i zbagatelizować szum krwi w uszach. Uczucie ulgi, które zalało go na widok polskich mundurów było tak silne, że nie powstrzymał krótkiego, nerwowego śmiechu. Dla Marleny zabrzmiało to, jakby szczeknął. Uchyliła odrobinę powiekę, by zbadać sytuację. Szybko się jednak zreflektowała i ponownie zapadła w symulowany sen.
Na środku jezdni, z bronią uniesioną w gotowości do strzału i skierowaną w ich kierunku, stał mundurowy i czekał, aż podjadą. Marcel toczył pojazd powoli, aż w końcu zatrzymał go kilka metrów przed żołnierzem. Wyłączył silnik, hamulec ręczny zaterkotał, unieruchamiając pojazd. Mężczyzna, otworzył drzwi, wyskoczył zza kierownicy i skierował się leniwym krokiem ku zaporze.

- Dzień dobry – krzyknął, opanowując chęć potarcia twarzy dłońmi. – Marcel Bohuczko, wcielony do armii na kierowcę. Jadę z dostawą opatrunków i leków, do posterunku w Łańcucie. Ponoć drogi są jeszcze przejezdne.

Widział, że kontrolujący opuszcza broń, skupienie na twarzy zastępuje ulga. Uniósł dłoń, zasalutował, Marcel odpowiedział tym samym.

- Przejezdne, a i posterunek ma dobrze zorganizowany szpital polowy. – Odpowiedział żołnierz. – Tylko leki i opatrunki wieziecie? Żadnej broni? – Przeszedł wzdłuż pojazdu, uniósł broń i lufą wskazał pakę. – Pokażcie.
- Wieziemy jednego rannego i dwie pielęgniarki. – Marcel odsznurował linkę blokującą plandekę. – Mam nadzieję, że dowieziemy go żywego – szepnął konspiracyjnie ze zmartwioną miną, odrzucając ciężki materiał w górę.

Ludwika odruchowo osłoniła dłonią oczy, gdy jasne światło poranka wpadło do wnętrza auta. Marlena nie wytrzymała, wysiadła z szoferki i również przeszła na tył auta, ciekawie zaglądając do środka. Żołnierz rozpoczął pobieżną rewizję, drugi dołączył do nich, lecz zamiast kontrolować sytuację, zapatrzył się w cudne zjawisko, które wyskoczyło z szoferki i pełnym wdzięku krokiem, szło tuż przed nim.  Pielęgniarski strój podkreślał krągłości, spod krawędzi białej spódnicy, wyglądały dwie smukłe łydki. Na plecach kołysał się gruby blond warkocz i aż zapragnął chwycić dziewczynę za włosy, zmuszając do obrócenia się i spojrzenia mu w oczy. Marlena tymczasem przystanęła za paką auta i z niewinną miną przyglądała się rewizji.
Żołnierz odsłonił przykrywającą jedną ze skrzyń szmatę i uniósł wieko. Odgarnął paczuszki z bandażami, zanurkował w głąb dłonią.

- Ciężko ranny? – Zainteresował się uprzejmie, zerkając na owiniętą, przesiąkniętym krwią bandażem, głowę i zabierając się do dalszego przeszukiwania bagaży.
- Cudem uratowany! – Ludwice zaszkliły się oczy i stało się tak nie za sprawą zdolności aktorskich, ale wybujałej wyobraźni, która podsunęła jej widok ranionego męża. – Wyprowadzał ludzi z fabryki, ale Niemcy ich przechwycili do odstrzału. Rozpętało się piekło, większość rozstrzelano, kilka osób przeżyło i jedną z nich jest on. – Poprawiła bandaż, otarła łzę, która nie zdążyła jeszcze spłynąć po policzku.
- A druga pielęgniarka? – Był sumienny i miał rewidować wszystkie wozy przejeżdżające w kontrolowanym przez jego jednostkę terenie i legitymować każdą osobę.
- Dzień dobry. – Dobiegł go pogodny, melodyjny głos. – To ja.

Zerknął w kierunku dziewczyny i zamarł z ręką na suwaku opasłej torby, leżącej na kolejnej skrzyni. Miał oto przed oczami niespotykanej urody dziewczynę. Nie była ładna, lecz wyjątkowo piękna, wręcz zjawiskowa. Duże błękitne oczy przywodziły na myśl beztroskie, czyste szczęście.nNczym bezchmurne niebo. Pełne, soczyście różowe usta kojarzyły się z czymś z goła odmiennym. Wyprostował się, wypiął pierś i podkręcił wąsa. Porzucił dalszą rewizję, zeskoczył z paki i z uśmiechem podszedł do dziewczyny.

- Gdyby taka piękność pochyliła się nad moim łóżkiem w szpitalu pomyślałbym, że anioł po mnie przyszedł. – Krew zawrzała mu w żyłach, musiał poznać dziewczynę, choćby odrobinę bliżej. – Podchorąży Bartłomiej Ostraszyński. – Pochylił się z galanterią, wyciągając dłoń w kierunku dziewczyny.
- Marlena – odparła ta krótko, płoniąc się uroczo. – Na wojnie uroda niewiele jest warta. Liczy się męstwo i odwaga, jak u panów wojskowych. – Połechtała jego ego.
- Dokąd to panienka Marlena jedzie? – Uniósł dłoń do ust, pocałował, zaciągając się słodyczą kobiecego zapachu.
- Do Łańcutu – odparła szybko widząc, że pewien jej niewiedzy o planie Marcel, chce odpowiedzieć za nią. – Jako pielęgniarka. Może mnie, pan Bartłomiej, odwiedzi kiedyś? – Spojrzała na niego spod rzęs tak, jak uczyła ją Aldona. – Będę zaszczycona. Podczas wojny żyje się szybko i szkoda tracić czas i okazję na skosztowanie towarzystwa drugiej osoby. Opowie mi Bartłomiej o sobie, napijemy się wina. Może coś zaśpiewam.

Blefowała, ale już po reakcji wojaka na zadanie pytanie miała pewność, że w jego głowie uruchomił się lawina wyobrażeń i wizji z nią związanych. Zmrużył oczy, co jak wiedziała znaczyło, że planuje, poluje i bierze ją w posiadanie.

- Z przyjemnością, ale pod jednym warunkiem. – Uniósł brwi, Marlena zastygła w oczekiwaniu.
- Proszę więc stawiać warunki, jakie pan chcesz – zaśmiała się perliście, budząc w trzewiach mężczyzn coś dawno uśpionego. Łaknienie na więcej jej towarzystwa, dotknięcie tego ideału i zatrzymanie tylko dla siebie.

Czerpiąc z nauk, nie przerywała kontaktu wzrokowego z Bartłomiejem, a dzięki temu on zapomniał o wojnie, obowiązkach, o całym świecie.

- Da mi panienka Marlena pukiel swoich włosów. – Sięgnął po warkocz, przeciągnął ponad jej ramieniem na pierś. – Taka pamiątka, bym mógł wspomnieć zapach panienki Marleny przy sobie. - Przesunął palcami po grubym splocie, niby mimochodem muskając jej pierś.
- Bierz pan więc. – Zarumieniona, z błyszczącymi oczami pozwoliła ująć dół warkocza i zdjąć splatającą go wstążkę.

Pociągnęła za jej koniec, splot zaczął się rozluźniać, tworząc trzy lekko pofalowane pasma. Przyglądał się mężczyźnie, gdy ten sięgnął za pas i wyjął nóż, którym odciął pokaźny pukiel. Owinęła go błyszczącą wstążką, uniosła jego rękę i musnęła trzymaną prze niego pamiątkę ustami.

- Do zobaczenia? – Zadała pytanie, patrząc mu odważnie w oczy.
- Jeśli przeżyję. – Otaksował ją wzrokiem, na dłużej zatrzymując wzrok na ustach i wypukłości, rysujących się pod materiałem, piersi.
- Przeżyj pan – wymruczała, odwzajemniając błądzący po męskiej sylwetce wzrok. – Dla mnie.
- Obiecuję.

Wszyscy zamarli wpatrzeni w tę dwójkę, lecz w każdej z głów pojawiły się z goła odmienne myśli. Marcel poczuł zazdrość, że to nie on znajduje się na miejscu Bartłomieja. Powinien był choćby dla tego, że znał Marlenę najdłużej i to on przecie wywiózł ją z oblężonej posiadłości. Powinna być mu wdzięczna, okazywać szacunek i być wierna. Dlaczego, tego nie wiedział. Tak po prostu czuł i basta.
Kompan Bartłomieja również mu zazdrościł, ale i podziwiał. Bartłomiej był w końcu wyższy rangą, a przede wszystkim wygadany, odważny i miał powodzenie u płci przeciwnej. Znali się od czasów szkolnych i rozmowy z kobietami szły mu gładko. Nie to, co u niego samego. Nie miał śmiałości do kobiet.
W głowie Ludwiki zabłysnęła myśl, że oto po raz pierwszy ziściła się przepowiednia babki, tycząca się roli Marleny w życiu Ludwiki i jej bliskich. Dziewczyna bez trudu weszła w rolę kokietki i zawładnęła umysłami młodych mężczyzn. Wyglądało na to, że faktycznie miała mieć okazję na to, by korzystać z nabytych nauk, dla ochrony rodziny. Może nie w sposób, który zakładała Ludwika. Nie było już Ignacego. Oczy znów ją zapiekły, na myśl o zmarłym przedwcześnie synu.
Rola Antoniego należała do najcięższych. Całe to zajście rozbawiło go, oczywiście w momencie, gdy przestał się denerwować kierunkiem i efektem rewizji wozu. Miał ochotę, by roześmiać się głośno, lub chociaż podejrzeć miny ludzi, ale nie wolno mu było się ruszyć.
Sama Marlena zawisła nad zaskoczeniem łatwością, z jaką przyszło jej manipulować zupełnie obcym mężczyzną. Wiedziała, że to wiedza, którą chce zgłębić. Czuła, że stanie się to jej udziałem i tylko nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo jej życie zawiruje i ile razy ona sama zmieni bieg cudzych losów.
Bartłomiej uległ bardziej fizycznym myślom. Ogarnęło go pragnienie i zamierzał jak najszybciej odwiedzić dziewczynę. Nie oczekiwał, że obietnica złożona kilka minut wcześniej ocali mu życie, pobudzi wolę przetrwania. Pasmo włosów stanie się jedynym, co przyciągnie go na powierzchnię świadomości wtedy, gdy innych uwięzionych ogarnie szaleństwo. Jego batalion utknie w kanałach pod ziemią i to te miękkie włosy zakotwiczą go w momencie, który teraz chłoną całym sobą. Przeżyje wyłącznie dzięki temu bibelotowi.

Ponad tym wszystkim unosiła się dusza Ludmiły i gdyby duch mógł się uśmiechać, to tak właśnie działoby się teraz. Ludmiła bowiem widziała już tą chwilę we śnie. Znała ciąg dalszy i wiedziała, że jej samej rola w tym wszystkim dopełniła się. Prawie, bo zostało jej jeszcze coś do zrobienia, ale na to będzie musiała zaczekać.
Miała czas. Przed nią rozciągała się wieczność.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Zygfryd
    | Odpowiedz

    No nareszcie kolejna część 🙂

    Bardzo lubię opowieści, w których losy bohaterów osadzone są w czasie
    wojny. Jakiś czas temu dostałem od przyjaciół książki Marcina
    Ciszewskiego pt. “www.1939.com.pl”, “www.1944.waw.pl”, “Major”,
    “Kapitan Jamróz”, “ru.2012.pl” i kilka nowszych. Polecam te książki
    każdemu kto lubi choć trochę tematykę wojenną (są to powieści wojenne z
    elementami S&F).
    W Twoim opowiadaniu są wplecione dodatkowo wątki
    erotyczne co bardzo mi się podoba 🙂 Jakoś nie przypominam sobie bym
    czytał książkę polskiego autora/autorki o zbliżonej tematyce
    (erotyczno/wojennej), będę musiał jeszcze raz dobrze rozejrzeć się po
    rynku wydawniczym może coś przeoczyłem ? :/
    Może ktoś z Twoich czytelników mógłby polecić książkę o podobnej tematyce, która jest warta przeczytania ?

    • Dziękuję i powiem Ci, że zafiksowałam się na II wojnę światową. Dojrzewa we mnie ta tematyka od przeszło roku i właśnie znajduje ujście.
      Tak poza tym, na dzień dziecka, czyli każdego z nas :D, kolejna część czeka na Twoje oczy 😉
      Zastanawiam się, jakie to uczucie, gdy Twoim zawodem jest pisanie. To musi być nadmiernie piękne! XD

    • Zuzanna Minor
      | Odpowiedz

      trochę retro ,bo z poprzedniego ustroju,ale pamiętam książkę Fleszarowej-Muskat”Pozwólcie nam krzyczeć”super,jeśli chodzi o pozafrontowe realia.I “Fabrykę oficerów”Kirsta.

Napisz nam też coś :-)