A4

with 3 komentarze
A4 opowiadanie erotyczne o spotkaniu przy utostradzie, udawaniu kogoś innego.

Wszystko w moim życiu się zmieniło.
Praca, miejsce zamieszkania.
Po latach wracałem w rodzinne strony.
Miałem nadzieję, że zmiany będą pozytywne.

Jechałem na spotkanie z kumplem, którego nie widziałem od pięciu lat. Umówiliśmy się w pubie.
- Cześć brachu! Kopę lat! Siadaj tutaj - wydarł się Marcin gdy tylko wszedłem do lokalu.
Uśmiech od ucha do ucha... Jak przed laty.
- No stary! Nic się nie zmieniłeś! - stwierdził.
- Dzięki. Co u ciebie? - spytałem.
- Ooo stary! Żona, dzieci... Dwóch chłopaków! Zobaczysz jak do nas przyjedziesz. Anita zaprasza, choćby dziś.
- Nie dam rady - musiałem odmówić. - Jutro zaczynam pracę.
- Gdzie? Chyba nie tutaj! - zdziwił się.
- No właśnie tutaj!
- No, ale ty chyba nie zostawiłeś w Warszawce żonki? - dopytywał.
- Nie - zaśmiałem się. - Ani żonki, ani dziewczyny. Już nie.
Cóż, dziewczyna, Marta... Nasz związek przetrwał niespełna rok. Na początku było dosyć gorąco, ale szybko okazało się, że nasze cele życiowe i pragnienia są rozbieżne.
Skończyły się tematy do rozmów, żar zaczął wygasać, aż wreszcie została codzienność i to w większości osobno. Rozstaliśmy się, że tak powiem, za porozumieniem stron.
- Słuchaj - ożywił się nagle. - Anita ma koleżankę. Fajna laska. Może byśmy się umówili na kolację we czwórkę?
- O co to to nie! - kategorycznie odmówiłem. - W takie randki się nie bawię! Daruj Marcin.
- Dobra, dobra. Tylko zaproponowałem - usprawiedliwiał się.
Zamówiliśmy kolejne piwo. Postanowiłem, że nie więcej niż trzy. Jutro miałem objąć nowe stanowisko.
Po rozstaniu z Martą, nic mnie już właściwie nie trzymało w Warszawie, toteż ucieszyłem się, gdy zaproponowano mi awans. Warunkiem było przeniesienie się do Katowic. Moim atutem był fakt, że pochodzę z Katowic. Góra stwierdziła najwyraźniej, że będzie mi się łatwiej dogadać jako ziomalowi. Heh.
Nie zastanawiałem się długo. Bardziej samodzielna praca, lepsze zarobki, samochód służbowy.
Rodzina też się cieszyła.

Dotąd spotykaliśmy się głównie w święta, lub przy ważniejszych okazjach. Na przykład ślub brata. Młodszego. Musiałem się przy okazji nasłuchać o przelatującym przez palce czasie, o tym, że moi rodzice chcieli by zostać dziadkami, że już trzydziestka za mną i takie tam.
Myślę, że między innymi przez to gadanie związałem się z Martą. Podobała mi się fizycznie, ale od początku czegoś brakowało. Nie wiem czego. Był żar, ale nie było płomieni. Za dużo rozsądku, za mało spontany.
Siedzieliśmy z Marcinem do północy. Wspominaliśmy kumpli, śmieszne wydarzenia ze szkoły i z placu, dziewczyny...
W końcu o pierwszej dotarłem taksówką do mieszkania. Wynająłem je dwa dni temu. Wygodne, ale miałem tu zostać na dłużej, więc zamierzałem rozejrzeć się za czymś własnym.

Rano obudziłem się lekko skacowany. Jajecznica i kawa pomogły trochę. Prysznic jeszcze bardziej.
Byłem jednak trochę "trzaśnięty". W firmie umówiłem się dopiero na trzynastą. Był piątek. Trzynasta w piątek, brzmi złowieszczo... Dziś miało być tylko wstępne wprowadzenie mnie.
Była dopiero dziesiąta, zostało mi więc sporo czasu. Zamierzałem kupić sobie kilka płyt. Potrzebowałem nowej porcji muzyki. Wyszedłem więc z mieszkania i skierowałem się do molocha z rtv.
Jechałem autostradą A4.
Swoją drogą, po Śląsku jeździ się teraz świetnie. Autostrada, średnicówka, wszystko połączone. Bajka. Porównałem to z jazdą po Warszawie. Ech.
Poplątałem się niestety na jednym z węzłów. Zagapiłem się i zamiast w kierunku na Kraków, pojechałem pasem na Wrocław.
Kurwa! Ale ze mnie fujara.
Więcej kawy. Potrzebuję kofeiny.
Jechałem lewym pasem szukając zjazdu na najbliższą stację.
Kawa, a później się zawróci... gdzieś.
Przede mną jechało auto, za mną TIR, a z prawej jeszcze jedna osobówka na pasie włączającym się do ruchu.
Ot, zwykła sytuacja.
Kierowca osobówki powinien był wjechać dopiero za TIRem, ale postanowił wryć się przede mnie, zmuszając mnie i kierowcę TIRa do hamowania. TIR zatrąbił, mnie się nie chciało.
Chciało mi się za to zwymyślać kretyna, gestami i oczywiście palcami dać mu do zrozumienia co myślę o jego stylu jazdy. Docisnąłem gazu i zacząłem wyprzedzać.
Zrównałem się z nim i zajrzałem do auta.
Za kierownicą siedziała kobieta. Ładna kobieta.
Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i podniosła dłoń w geście przeprosin. Złość przeszła w oka mgnieniu. Odwzajemniłem uśmiech.
Jechałem tak obok niej, blokując ją między samochodem przed nią, a TIR-em.
Widziałem, że spogląda na mnie nerwowo.
Błysnęła mi w głowie myśl.
Gestem ręki przekazałem jej zaproszenie na kawę. Przechylenie filiżanki przy ustach było, miałem nadzieję, wystarczająco sugestywne. Pokiwała głową i pokazała palcem zjazd w prawo.
Ucieszyłem się.
Poczułem dreszczyk nieznanego.
Najbliższy zjazd był na stację z Auto Grill. Dobrze. Nie lubię pić kawy z papierowych kubków.
Wcisnąłem się przed TIR-a i czekałem na zjazd ciekaw, czy kobieta nie stchórzy. Nie stchórzyła.
Zjechała i zaparkowała. Auto zastępcze. No tak. Skoro tak jeździ...
Zaparkowałem po jej lewej stronie, żeby móc widzieć ją, gdy wysiada z auta.
Sięgnęła po torebkę i wysiadła.
Widok bardzo mi się spodobał. Szczupła, wyprostowana, stanęła obok samochodu i czekała.
Wysiadłem również i podszedłem do niej.
- Nieźle piracisz - uśmiechnąłem się do niej. - Przemek - i wyciągnąłem dłoń na powitanie.
Spojrzała na moją rękę.
- Simone - przedstawiła się.
Simone? Dosyć nietypowe imię, pomyślałem.
- Zapraszam na kawę. Zimno dzisiaj. Rozgrzejemy się w środku - powiedziałem, myśląc równocześnie, że zabrzmiało to dwuznacznie.
Nic nie odpowiedziała, tylko zapraszającym gestem dłoni wskazała bistro.
Małomówna i tajemnicza. Ciekawe...
Weszliśmy do środka. Owionął nas zapach kawy i jedzenia. Wybrałem stolik pod oknem. Odsunąłem jej krzesło, dzięki czemu miałem widok na jej kształtne biodra kiedy materiał spódniczki opiął je gdy siadała. Szara garsonka, biała bluzka, czarne szpilki. Piękny widok.
- Pójdę po kawę - oznajmiłem. - Z mlekiem? - spytałem.
Znów nie odpowiedziała, tylko się uśmiechnęła. Potraktowałem to jako odpowiedź twierdzącą.
Po kilku minutach wróciłem z tacą. Postawiłem przed nią parującą kawę i ciastko. Podniosła filiżankę do ust i patrzyła na mnie sponad krawędzi. Upiła łyk, odstawiła filiżankę i oblizała piankę z górnej wargi. Ten gest pobudził moje zmysły. Niby nic, a zadziałało jak ożywczy strumień prądu.
Studiowałem jej pociągłą twarz, zielone oczy, pełne usta. Niżej się na razie nie zapuszczałem. Panowałem nad sobą.
Wciąż milczała. Postanowiłem przerwać ciszę.
- Powiedz, gdzie śpieszyłaś się aż tak, że omal mnie nie staranowałaś? - byłem ciekaw.
Patrzyła chwilę, po czym odpowiedziała.
Nic nie zrozumiałem. Mówiła po francusku!
Strapiłem się trochę. Miałem jednak nadzieję, że może po angielsku się porozumiemy. Niestety. Gestem pokazała, że nie rozumie. Typowe dla Francuzów. Szkoda. Jak więc dogaduje się w Polsce?
- Szkoda, że nie rozumiesz - posmutniałem. - Chciałbym ci powiedzieć jaka jesteś piękna i co się ze mną dzieje, gdy tak patrzysz, uśmiechasz się. Powiedziałbym, że gdy tak zlizujesz mleko z ust, mam ochotę zabrać cię stąd i całować, pieścić cię i kochać się z tobą do upadłego - mówiłem to, nie wiedząc po co.
Przecież nie rozumie mnie. A może właśnie dlatego mówiłem?
Coś z tego co powiedziałem, a może sposób w jaki mówiłem, musiała trafnie odczytać. Zaczerwieniła się uroczo i upiła kawę.
- Ekskiuzemła - jakoś tak to zabrzmiało?
To akurat zrozumiałem. Wstała i wskazała toaletę.
Piłem kawę i czekałem.
Po dziesięciu minutach doszedłem do wniosku, że mnie wystawiła.
Poczułem złość i upokorzenie. Cholerne rajskie ptaki...
Po następnych kilku minutach również wstałem. Stwierdziłem, że się odleję.
Przechodziłem właśnie obok ubikacji dla inwalidów, gdy drzwi ubikacji otworzyły się gwałtownie, a ja idąc w zamyśleniu nad własną nieudolnością, nie uchyliłem się na czas i z impetem dostałem drzwiami w twarz. Mocno.
Oszołomiony oparłem się o ścianę. Przez mgłę zobaczyłem przerażoną twarz Simone.
A więc jednak nie uciekła! Mówiła coś szybko, pokazując na toaletę. O co jej chodzi?
Dotknęła mojej twarzy i pokazała dłoń, a na niej krew. Moją krew.
Teraz dopiero zauważyłem, że leje mi się z nosa, po brodzie, na koszulę.
Stałem tak i podziwiałem coraz większą plamę na koszuli. Dlaczego nie boli?
Złapała mnie za rękaw, pociągnęła do toalety i zamknęła za nami drzwi.
Gestami kazała usiąść na sedesie. Upokarzające...
Podniosła palec w kierunku sufitu, a ja podążyłem za nim wzrokiem. Trzymała mnie teraz za brodę, dając do zrozumienia, że mam się nie ruszać. Nie ruszałem się więc.
Usłyszałem lejącą się wodę. Wróciła z mokrymi ręcznikami papierowymi. Przyłożyła mi jeden do nosa zatykając go, a drugim zaczęła wycierać krew z twarzy.
Jej dotyk był elektryzujący. Przyglądałem się jej. Była zmartwiona... i piękna.
Włosy co jakiś czas muskały mnie po twarzy. Czułem jej zapach, słodki i kobiecy.
Gdy zaczęła wycierać szyję, czułem się jakby dotykała mnie o wiele niżej.
Podnieciło mnie to.
Nie myślałem o tym co ona pomyśli, gdy to zauważy. Nie obchodziło mnie to. Cholernie mi się podobała. I była tak blisko.
Przerwała na chwilę i przycisnęła moją dłoń do chusteczki na nosie. Sama podeszła do torebki, kucnęła i wysypała jej zawartość na posadzkę. Kucała tyłem do mnie. Przyglądałem się bezwstydnie jej pupie opiętej spódnicą. Żakiet zdjęła dla wygody, a może by go nie poplamić krwią, więc i wyższe partie mogłem podziwiać. Okrągła dupcia, wąski pas... Ten widok podziałał bardzo mocno na moją wyobraźnię. Widziałem swoje dłonie trzymające ją w pasie, gdy nadziewa się na mnie z jękiem. Poczułem, że robi mi się ciasno w spodniach. W spodniach z materiału było to bardzo widoczne, tym bardziej, że nie noszę bielizny. Nie cierpię majtek.
W końcu znalazła to, czego szukała, wstała i odwróciła się. W ręce trzymała opakowanie nawilżanych chusteczek. Zauważyła, że jej się przyglądam, oraz wyraźne oznaki mojego podniecenia. Zaczerwieniła się lekko i... oblizała usta.
Jakie to seksowne!
Oddychała teraz szybciej, co przyciągnęło mój wzrok do jej piersi. Mniam...
Podeszła powoli i zaczęła mi dokładniej wycierać twarz.
Robiła to delikatnie i jakby pieszczotliwie.
Krew już przestała lecieć, więc opuściłem dłonie na uda.
Okrążyła chusteczką moje usta, przejechała po brodzie, szyi. Rozpięła mi guzik kołnierzyka i tam też zawędrowała chusteczką. Miała lekko rozchylone usta. Ciekaw byłem ich smaku.
Stała tak, że moje kolano znajdowało się pomiędzy jej kolanami. Patrzyła mi w oczy.
Dotknąłem jej nogi. Drgnęła, a źrenice rozszerzyły jej się.
Wiedziałem, że też to czuje.
Zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją. Odwzajemniła pocałunek. Z początku delikatnie z wahaniem, lecz gdy dotknąłem jej ust językiem, poddała się pragnieniu.
Pociągnąłem ją do siebie tak, że usiadła mi na kolanach.
Palcami pieściła moją szyję, wplatała je w moje włosy. Ja dłonią pod jej spódniczką poznawałem gładkość uda. Przesuwałem ją coraz wyżej, aż natrafiłem na spinkę paska do pończoch, a powyżej na gołą skórę. Oszołomiło mnie to.
W dzisiejszych czasach pończochy ustąpiły miejsca rajstopom. A szkoda, są bardzo seksowne.
Nie mogłem się już doczekać tego widoku. Pończochy na jej ciele, a ja w jej gorącym wnętrzu.
Zacząłem podciągać jej spódniczkę. Zrozumiała jaki mam zamiar. Wstała, odsunęła suwak i pozwoliła zsunąć się materiałowi po smukłych nogach. Zrobiła to w bardzo zmysłowy sposób.
Usiadła mi na kolanach, a ja zacząłem rozpinać guziki jej bluzki. Właściwie mikroguziczki.
Miałem z nimi problem. Uśmiechnęła się i sama je rozpięła. Śliski materiał bluzki sam zsunął się na posadzkę. Mogłem teraz podziwiać jej pełne piersi, opięte jedynie koronką stanika.
Dotknąłem sutka, który pod moim dotykiem stwardniał. Jęknęła, a ja sięgnąłem do zapięcia stanika na jej plecach. Coraz więcej części garderoby lądowało na podłodze.
Marynarka mi przeszkadzała, ale nie miałem ochoty odrywać się od jej miękkiego i uległego ciała. Topniała mi w rękach, a w moim ciele napiął się każdy mięsień, każda komórka w oczekiwaniu.
Chciałem ją poczuć od środka. Musiałem! Jak najszybciej!
Została jeszcze przeszkoda w postaci cienkich pasków materiału bielizny. Nie chciałem żeby wstawała. Nie zniósłbym utraty kontaktu fizycznego z nią. Nie teraz.
Szarpnąłem za materiał, a ten z cichym trzaskiem ustąpił.
Zauważyłem jej lekkie zdumienie, po czym mocniej do mnie przylgnęła.
Jej dłoń przejechała po moim wzwiedzionym penisie uwięzionym jeszcze w spodniach.
Jęknąłem z ustami przy jej ustach.
Ciało domagało się spełnienia.
Odchyliła się by rozpiąć mi rozporek.
Penis wyskoczył z rozporka twardy i wyprężony.
Patrzyła na niego chwilę z uchylonymi ustami. Sięgnąłem do portfela po prezerwatywę, rozerwałem opakowanie i chciałem ją założyć, ale zrobiła to za mnie. Delikatność jej palców doprowadzała mnie do szaleństwa!
Wstała i zaczęła zdejmować ze mnie marynarkę, a następnie rozpinać koszulę. Gwałtowność pożądania jakie w tej chwili czułem, nie pozwoliła mi tracić czasu na rozpinanie guzików. Szarpnąłem za materiał. Guziki posypały się na kafelki. Spodnie również zdjąłem w przyspieszonym tempie.
Usiadła na mnie okrakiem, twarzą do mnie. Miałem teraz jej nagie piersi w zasięgu rąk i oczu.
Odchyliłem ją do tyłu z dłońmi na jej plecach, by móc dać poczuć językowi smak i ciepło jej ciała. Usta zachłannie objęły sutek, językiem chciałem poznać każdą komórkę tego cudu.
Oddychała ciężko, zaciskając dłonie na moich ramionach.
Przywarła cipką do mojego kutasa. Mokra i niecierpliwa. Przerwałem pieszczotę i złapałem ją w pasie. Uniosła się, a ja nakierowałem ją na siebie.
Powoli nabijała się na mnie, a ja czułem każdym zagłębiającym się w nią minimetrem rozkosz rozsadzającą mi lędźwie. Jęknęła gdy wszedłem w nią do końca.
Zaczęła się unosić i opadać w śliskim tarciu o moją męskość.
Jej piersi kołysały się w rytm ruchów. Zaczęła przyspieszać. Usta miała rozchylone a oczy zamknięte. Nie potrafiłem na nią nie patrzeć, taka była piękna.
Wiedziałem, że niewiele dzieli mnie od spełnienia.
Wiedziałem, że i ona jest blisko.
Zmienił się wyraz jej twarzy, a paznokcie raniły mi ramiona.
Ból ten potęgował tylko rozkosz.
Zaczęła cicho jęczeć odchylając do tyłu głowę. W końcu, zasłoniła ręką usta tłumiąc jęki i przywarła do mnie gwałtownie. Czułem skurcze jej ciała.
Chwyciłem ją za pośladki i zacząłem nią poruszać to dociskając, to odsuwając ją od siebie.
Pomagała mi biodrami, aż wreszcie i ja w porażającym całe ciało orgazmie wystrzeliłem spermę wewnątrz jej drżącego ciała.
Wtulony w nią, z nosem w jej włosach, czułem się jak nigdy dotąd.
To było coś więcej niż przygodny seks. To było połączenie dwóch ciał.
Czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem.
Miałem nadzieję, że ona również.

W końcu jednak musieliśmy się od siebie oderwać.
Wstała i zaczęła się ubierać, spoglądając na mnie co ukradkiem.
Ja przyglądałem jej się ostentacyjnie, podziwiając ruchy jej ciała, gdy zbierała porozrzucane części garderoby, ubierała się, czesała włosy.
Wyrzuciłem prezerwatywę do kosza. Tam też trafiła koszula.
Ubrałem spodnie, marynarkę, a jej majteczki, a raczej to co z nich zostało, podniosłem i z lubością przycisnąłem sobie do nosa.
Patrzyła na mnie błyszczącymi oczami.
Zapiąłem marynarkę wiedząc, że śmiesznie muszę wyglądać bez koszuli, ale zaraz przypomniało mi się, że ona jest bez bielizny.
Podniecenie zaczęło wracać.
Muszę się z nią spotkać!
Podszedłem do niej i przejechałem kciukiem po jej pełnych wargach. Przymknęła oczy.
- Musimy się spotkać. Nie obchodzi mnie, że nie rozmawiamy. Nauczę się francuskiego - mówiłem, wiedząc, że równie dobrze mógłbym mówić teraz po chińsku.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon komórkowy z pytającym gestem o jej numer.
Kiwnęła, że nie da. Kurwa mać?!
Chciała mój.
Wizytówek jeszcze nie miałem. Ba, nawet kawałka kartki papieru. Nerwowo przetrząsałem kieszenie.
Simone w tym czasie odsłoniła brzuch i wskazała miejsce, w którym mam zapisać swój numer.
Przytknąłem pióro do jej ciała. Jej delikatna skóra uginała się pod stalówką.
Wyszliśmy wreszcie z toalety.
Na zewnątrz stał ochroniarz. Napotkałem jego wpierw surowe, a po chwili rozbawione spojrzenie. Odwrócił się i odszedł.

Wyszliśmy z bistro. Owionął nas chłód. Simone objęła się ramionami.
Przy jej samochodzie staliśmy, patrząc na siebie bez słów.
Pochyliłem się i ją pocałowałem. Oddała mi pocałunek. Czułem, że nie chce odjeżdżać.
Ale w końcu odjechała.
Odprowadziłem jej samochód wzrokiem.
Zadzwoń! Zaklinałem ją. Zadzwoń proszę...

Musiałem wrócić do mieszkania, żeby się przebrać. Stamtąd pojadę prosto do firmy.

W firmie powitała mnie Asia, moja nowa asystentka. W uśmiechach i tanecznym krokiem oprowadzała mnie trzepocząc starannie wytuszowanymi rzęsami. Interesująca nawet.
Ale nie dla mnie. Nie teraz.
Bez przerwy myślałem o mojej słodkiej Francuzce.
Musiałem przestać, żeby nie mieć zaraz namiotu w spodniach.
Starałem się słuchać tego, co mówi do mnie Asia. Śledziły nas spojrzenia osób, z którymi miałem pracować. Nic w tym dziwnego. Byli ciekawi jakiego teraz będą mieli szefa.
W końcu, po około godzinie zwiedzania kolejnych działów, z ulgą opadłem na fotel w swoim pierwszym, własnym gabinecie. Powinienem się tym faktem napawać, ale nie umiałem.
Siedziałem tak, starając się przejrzeć pliki, które miałem do przejrzenia, gdy ją zobaczyłem.
Czy to halucynacje?! Nie!
Moja piękna Francuzeczka szła właśnie pomiędzy boksami, aż wreszcie przy jednym z nich zatrzymała się i usiadła.
Słyszałem bicie własnego serca i szum w uszach.
Siedziałem tak w swoim nowym "akwarium" i czekałem kiedy wstanie.
Co zrobi?
Czy tu pracuje?
A jeśli tak, to w jakim języku dogaduje się z resztą załogi?
Niemożliwe, żeby wszyscy mówili po francusku?!

Coś mi tu nie pasowało...

Siedziałem tak symulując zainteresowanie pracą do momentu gdy Simone wstała, wzięła żakiet, torebkę i ruszyła w stronę korytarza prowadzącego do wyjścia z firmy. Nie zastanawiając się długo złapałem marynarkę i wyszedłem z gabinetu. Asystentka odprowadziła mnie zdumionym wzrokiem.
Szedłem za Simone w pewnej odległości. W pewnej chwili zatrzymała się i weszła w drzwi po lewej stronie.
Podszedłem. Damska toaleta.
Wahałem się tylko chwilę. Wszedłem do środka.
Była w jednej z toalet. Nie chciałem znaleźć się w sytuacji, gdy z toalety wyjdzie jako pierwsza nie ona, a jakaś inna kobieta. Głupio by było.
Bezszelestnie zająłem pierwszą z brzegu i jak najciszej przekręciłem klamkę.
Słyszałem, że robi siku. Znów poczułem podniecenie. Oczami wyobraźni widziałem ją w tej chwili. Siedzi na sedesie a wąski, złoty strumyczek wylatuje z niej. Urywa kawałek papieru i przeciera nim cipkę, czekając aż ostatnia kropla moczu wsiąknie w miękki papier. Mógłbym zastąpić w tym momencie i sedes i papier.
Stał mi a ja zacząłem się pocić.
Spuściła w końcu wodę i wyszła z toalety.
Miałem zamiar wyjść, gdy do toalety wpadł huragan.
- Agnieszka!!! Ty suko! - to był głos kobiety, która teraz przyszła.
- O co chodzi? - poznałem głos Simone. Zadała pytanie spokojnym, znudzonym głosem, choć oczekiwałem oburzenia za wyzwisko.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje? Spóźniłaś się do pracy, a jak już przyszłaś to zachowujesz się jak zombi! Co jest? Chora jesteś, czy naćpana? - zasypała ją pytaniami.
- Daj mi spokój Ewka. Na prawdę, nie mam nastroju - znów znudzony głos Simone.
- Słuchaj! Nie wkurwiaj mnie, tylko mów! - Ewa podniosła głos. - Nie wykręcaj się! Co jest?
- Facet jest. Był - zwięźle wytłumaczyła.
- To jest, czy był? - dopytywała. - Mów wszystko! Ale już!
- Nooo - nie wiedziała widocznie jak zacząć. - Jechałam do pracy tym durnym autem zastępczym. Najpierw nie chciało odpalić, a później mi się fotel kierowcy zablokował i nie chciał się odsunąć do tyłu i jechałam z cyckami na kierownicy. Zajechałam gościowi drogę i chciałam przeprosić awaryjnymi, ale ich nie znalazłam w tym złomie. Gościu z auta za mną zrównał się z moim autem i wyglądał jakby mnie chciał zepchnąć z drogi, a przynajmniej jakby coś takiego planował. Ale on zaproponował kawę, a ja się zgodziłam.
- Jak zaproponował kawę? - zdziwiła się Ewka.
- No tak - i widocznie pokazała mój gest. - Zjechaliśmy na stację, wysiedliśmy, a ja zapomniałam języka w gębie! Najnormalniej w świecie oniemiałam! Wiesz, to się chyba nazywa zauroczeniem od pierwszego spojrzenia.
- Miłością raczej - sprostowała Ewa.
- Nie wierzę w bajki - stwierdziła Aga. - Przyniósł kawę, a ja wpadłam na genialny plan udawania Francuzki.
- Co?! - to był zdziwiony głos Ewki.
- No tak właśnie. Ciekawa byłam jak się zachowa. A później on, myśląc, że go nie rozumiem zaczął mówić takie rzeczy, że zaczęło mi się robić mokro. Patrzył na mnie tym swoim świdrującym wzrokiem i opowiadał mi... - przerwała.
- Cooo?!!?!! - to już prawie wykrzyknęła Ewka.
- Że chciałby mnie stamtąd zabrać i się kochać i całować i jak go podniecam... - znów urwała.
- No i???? - Ewa nie mogła się doczekać dalszej części opowieści.
- No i musiałam wyjść i ochłonąć. Czekałam w damskiej toalecie, ale akurat okupowała ją jakaś wycieczka, a ja musiałam zamknąć się w pomieszczeniu SAMA. Poszłam więc do toalety dla inwalidów.
- O fuj ty... Tak nieładnie - wtrąciła Ewa.
- No i w tej toalecie postałam kilka chwil chłodząc twarz o kafelki na ścianie, a jak już się w miarę pozbierałam, to rozwaliłam mu nos drzwiami!
- Co zrobiłaś??? - nie rozumiała Ewa.
Musiały przerwać rozmowę, gdyż do toalety weszła trzecia (nie licząc mnie) osoba. Grzebały w tym czasie w torebkach i myły ręce, jak wywnioskowałem z dochodzących mnie odgłosów. Wreszcie zostały same. Modliłem się, żeby nie wpadły na pomysł sprawdzenia czy kogoś nie ma w ubikacji, ale na szczęście zbytnio pochłonęła je rozmowa.
- Mów do cholery, bo się rozpuknę z ciekawości - wysyczała Ewka.
- Dobra, dobra... - uspokoiła ją Aga i dalej ciągnęła swoją opowieść. - Wychodziłam z ubikacji, a on przechodził właśnie obok i dostał drzwiami. Wpadłam w panikę, bo mu się krew z nosa zaczęła lać jak z kranu! Wciągnęłam go do kibla, posadziłam na klopie i zaczęłam mu wycierać krew z twarzy papierowymi ręcznikami. Później mokrymi chusteczkami... a on się podniecił... a ja jeszcze bardziej... i...
- Iiiiiiii?!!! - nie wytrzymywała już Ewka.
- No i kochaliśmy się! Tam na kiblu! I to był najwspanialszy seks mojego życia! - to już prawie wyłkała Aga.
Byłem dumny, a radość rozpierała mnie tak bardzo, że miałem ochotę wystartować pionowo w górę.
- No ale umówiliście się chyba znowu? - zapytała Ewa.
- Niby tak, ale nie... - odpowiedziała Aga.
- Mów kurwa jaśniej, bo od tego napięcia zaraz okresu dostanę, a nie mogę, bo jutro mam randewu z mężem! - wściekała się Ewa.
- No bo nie miał mi na czym napisać numeru, a ja nie chciałam mu dać swojego, bo by do mnie zadzwonił, a ja bym po polsku odebrała i by głupio wyszło! - wyjaśniała Aga.
- I tak głupio wyszło. Niewiele by to zmieniło - podsumowała ją Ewa. Już ją lubiłem.
- Taka mądra jesteś, a ciekawe jak ty byś się zachowała na moim miejscu! Kartki nie miał, a ja mu nie mogłam dać, bo mam kalendarz po polsku! To mi napisał numer na brzuchu, ale niestety piórem. Musiałam się gonić, żeby oddać tego gruchota do warsztatu, a tam się dowiedziałam, że moje auto będzie dopiero w przyszłym tygodniu, a na zastępcze ktoś już czekał, więc wzięłam taksówkę i gdy w taksówce chciałam spisać numer z brzucha to się okazało, że się od potu rozmazał!!! Rozumiesz?!?! - Aga prawie krzyczała. - Najlepsze rżnięcie mojego życia pozostanie tylko wspomnieniem, bo mi się Francuzkę zachciało udawać!
- A spisałaś numery samochodu?
- A ty byś spisała? - Aga odbiła piłeczkę.
- No nie... - odpowiedziała Ewa. - Słuchaj, może go jeszcze spotkasz. Może jedź na tą stację i tam posiedź trochę w tej kawiarni, albo w kiblu dla inwalidów? - to już było z przekąsem.
- Teraz to ty mnie nie wkurwiaj - warknęła Aga.
- Oooo, jedno porządne rżnięcie i Agusia zaczęła kląć? - zakpiła Ewa.
- To już wiem dlaczego ty tak namiętnie rzucasz mięsem - odgryzła się Aga.
- Co fakt, to fakt - wyniośle odparła Ewa. - Słuchaj, jutro jadę na zakupy. Trochę babskich łaszków muszę sobie kupić. Darek wraca z delegacji, wyposzczony, dzieci u dziadków... Wiesz kolacyjka itede. Może byśmy się razem wybrały? - zaproponowała.
- Nie dam rady. Dzisiaj narobiłam sobie takich tyłów w papierach, że jutro muszę wpaść to nadgonić na spokojnie. Ponoć mamy nowego superwisiora. Nie chciałabym tak od razu trafić do niego na dywanik. - odparła Aga.
- Oj chciała byś, chciała. Niezłe z niego ciacho ci powiem - zrobiła przerwę, a ja urosłem o dziesięć centymetrów.- Podwieźć cię do domu skoroś bez auta? - spytała Ewa.
- Dzięki. Kochana jesteś - słyszałem uśmiech w głosie Agnieszki.
- No to spotkamy się przy aucie. Idę tylko po swoje rzeczy i zaraz będę - głos Ewy już ledwie słyszałem zza zamykających się za nimi drzwi.
Siedziałem tak jeszcze kilka minut starając się ochłonąć po usłyszanych nowinach. Mała, słodka kłamczucha. Potężną broń dostałem do ręki w postaci wiedzy o jej odczuciach. Seks jej życia? Mile mnie to połechtało. Ba! Poskrobało! Czułem moc w swoich lędźwiach. A wszystko dzięki jej słowom.
Jutro będzie w pracy? To ja też będę, ale tyłów to ona raczej nie nadrobi...

Następnego dnia byłem bardzo wcześnie w pracy. W nocy nie spałem dobrze. Sen był niespokojny i... mokry. Rano nie potrzebowałem kawy. Byłem nakręcony jak cholera.

Nikogo nie zdziwiła moja obecność. Pracownicy stwierdzili pewnie, że jestem pracoholikiem i już oceniali ile dodatkowego wysiłku ich to będzie w przyszłości kosztować.
Siedziałem w swoim akwarium i wypatrywałem mojej kłamczuchy.
Och, jak ja bym jej chętnie dał klapsa w tą śliczną okrągłą pupę. Przerzuciłbym ją sobie przez kolano, podciągnął spódniczkę i dawał kolejne klapsy patrząc na coraz czerwieńszą skórę. Jak już bym stwierdził, że kara się dokonała, odchyliłbym materiał majtek i wsunął jej kciuk w cipkę. Resztą dłoni bawiłbym się jej łechtaczką, tak długo aż by mnie poprosiła o więcej. A na pewno by poprosiła.
Stop! Przestać fantazjować!
Kobietom jest łatwiej! Nikt im nie udowodni, że są podniecone! Nikt też nie udowodni, że nie są...
A ja byłem w tej chwili podniecony. Muszę zacząć nosić bieliznę...

Wreszcie przyszła, przerywając tok moich napalonych myśli.
Siedziałem i czekałem. Wiedziałem co zrobię. Gdzieś, z dala od wścibskich oczu dopadnę ją. Nie mogłem się doczekać wyrazu jej twarzy, zdziwienia i miałem nadzieję, radości.

Po dwóch godzinach wreszcie wstała i jak wczoraj, poszła do ubikacji. Na to czekałem!
Pognałem prawie za nią. Na szczęście w sobotę niewiele osób kręciło się po firmie. Zaryzykowałem, mając nadzieję, że i w ubikacji nie będzie nikogo poza nią. Wszedłem. Była sama. Drzwi ubikacji zamykały się właśnie za nią. Zatrzymałem je ręką i pchnąłem. Aga wystraszyła się i krzyknęła. Rozpoznała mnie i zamurowało ją.
- Cześć Simone... o przepraszam, Agnieszko - uśmiechnąłem się drapieżnie, czując się jak wąż skradający się do myszki. - Nie mogę przestać myśleć o wczorajszych wydarzeniach - postąpiłem krok w jej kierunku a ona cofnęła się. - Nie mogę znieść faktu, że nie posmakowałem twojej brzoskwinki - Agnieszka przylgnęła plecami do ściany oddychając szybciej i czerwieniąc się rozkosznie.
Odwróciłem się i zamknąłem nas w toalecie. Nie była przestraszona, tylko wyraźnie podniecona. Kręciło ją to, tak samo jak mnie.
- Przyszedłem więc do ciebie, żeby skosztować twojego smaku. Będziesz teraz grzeczną dziewczynką i rozszerzysz nóżki a ja podciągnę ci spódnicę i cię dotknę.
Patrzyłem jej w oczy sięgając dłonią między jej kolana. Nie zamrugała nawet, tylko rozchyliła lekko nogi. Przesunąłem dłoń wyżej. Pończochy...
- Grzeczna dziewczynka - uśmiechnąłem się do niej. Wędrowałem dłonią wyżej, sunąc po wewnętrznej stronie uda. Dotarłem do bielizny. Pocierałem delikatnie wzgórek patrząc na jej twarz. Strasznie pragnąłem jej ust, pocałunku, siebie w niej, ale opanowałem się. Jęknęła. Bardzo starała się patrzeć mi w oczy, ale powieki zdecydowały za nią. Zamknęła oczy.
Pocałowałem ją delikatnie. Chciała więcej. Usta domagały się mocniejszej pieszczoty, cipka też. Naparła mocniej na moją rękę. Przerwałem pieszczotę. Patrzyła na mnie z wielkim znakiem zapytania w oczach. Uklęknąłem przed nią i zadarłem jej spódniczkę aż do pasa. Wciągnąłem w nozdrza zapach cipki przez cienki materiał bielizny. Panowałem nad sobą z wysiłkiem. Byłem twardy i gotowy by w nią wejść. Ale nie taki miałem plan. Chciałem ją pozostawić z niedosytem.
- Słodki zapach rozkoszy - mruknąłem z nosem przy jej cipce.
Patrzyła na mnie w dół, nie protestowała. Oblizała usta. Cholera, jak seksownie potrafiła to robić!
Odchyliłem materiał i musnąłem językiem wargi. Jęknęła i złapała mnie za włosy. Nie odciągała mnie, ani nie przyciskała, tylko trzymała za włosy. Wsunąłem czubek języka między wargi i jeszcze głębiej. Przeciągnąłem pomiędzy wargami i zamknąłem usta na guziczku, który z każdą chwilą moich pieszczot stawał się większy. Agnieszka zaczęła cicho jęczeć. Do pieszczot ust dołączyłem palce, którymi poznawałem jej śliskie wnętrze. Postawiła nogę na sedesie, dzięki czemu mogłem spenetrować jej cipkę na tyle głęboko, na ile pozwalał mi język, jednocześnie kreśląc palcami kółka na jej łechtaczce. Agnieszka zaczęła dociskać do siebie moją głowę. Twarz miałem mokrą z jej soków. Byłem tak podniecony, że wystarczyły by mi dwa ruchy żeby skończyć. Tego nie chciałem jednak. Wiedziałem, że lada chwila będzie miała orgazm i chciałem go poczuć na języku. Jęczała coraz głośniej. Znów zakrywała sobie usta.
Poczułem to. Najpierw stężała, by po chwili zacząć drżeć. Na języku czułem skurcze rozkoszy jej cipki. Nadal wpychałem go jak najgłębiej, starając się poruszać czubkiem języka. Drżała przyciskając mnie do siebie tak mocno, że prawie traciłem dech. W końcu zaczęła się rozluźniać. Nogi jej drżały.
Opuściłem jej spódniczkę i wstałem. Nie otworzyła jeszcze oczu. Pocałowałem ją wpychając jej język do ust, aby mogła poczuć swój smak. Objęła mój język ustami i ssała jakby to był kutas. Byłem niebezpiecznie blisko wytrysku. Przylgnęła do mnie w nadziei na więcej. Rozochocona, złapała mojego wyprężonego kutasa przez spodnie. Jeszcze chwila i...
- Dosyć! - przerwałem. - Przyjadę do ciebie o siedemnastej. Zjemy kolację. I to jest polecenie służbowe! - zakończyłem z uśmiechem, parząc na jej minę. Pomieszanie rozkoszy ze zdziwieniem.
Na prawdę, zapominała przy mnie języka w gębie.
Dobrze, że ja nie zapominałem swojego...

Zostawiłem ją taką zdyszaną i zaczerwienioną, a sam zdjąłem marynarkę, żeby się jakoś przedostać do auta, bez manifestowania publicznie namiotu w spodniach.
Włączony komputer olałem. Ktoś wyłączy.
Wiedziałem gdzie mieszka, miałem dostęp do bazy danych pracowników. Pojechałem na małe zakupy. Butelka wina, włoska pikantna kiełbasa, makaron, warzywa, trochę ziół i przypraw. To, że ją zaprosiłem na kolację, nie znaczyło, że pójdziemy do knajpy. Ona tego jeszcze nie wiedziała. Lubiłem gotować i robiłem to dobrze. Nie powinna mieć nic przeciwko temu. A ja chciałem być z nią sam, na sam. I niekoniecznie w publicznej toalecie.

Stanąłem blisko wejścia do kamienicy, w której mieszkała. Ale nie za blisko. Tak, żeby ją widzieć gdy będzie wchodziła.
Nauczony doświadczeniem, woziłem w aucie ciuchy na przebranie. Przebrałem się w dżinsy, koszulkę i bluzę. Pewnie się zdziwi... Widziałem oburzenie starszej kobiety, która przechodząc obok, zauważyła moje akrobacje związane z przebieraniem się w aucie. Co w tym dziwnego?
Czekałem. Nie dawałem sobie rady z nierozładowanym, po dzisiejszych wydarzeniach w damskiej toalecie, podnieceniem. Miałem ochotę ulżyć sobie ręką. Cholera. Gdybym miał przyciemnione szyby, nie było by z tym problemu. Wpadłem na pomysł. Na oknie pasażera powiesiłem wieszak z marynarką. Rozłożyłem gazetę na kierownicy i wyswobodziłem się ze spodni. Zacząłem powolny masaż. Miałem czas. Często walę konia i lubię wydłużać tą zabawę. Trzymałem kutasa samymi palcami i poruszałem dłonią krótkimi ruchami.
Zobaczyłem ją. Podeszła do drzwi wejściowych i zaczęła szukać czegoś w torebce. Objąłem kutasa całą dłonią i wydłużyłem ruchy. Poczułem znajomy dreszczyk biegnący od jąder.
Agnieszka straciła cierpliwość, kucnęła, położyła torebkę na ziemi i zaczęła w niej grzebać obiema rękami. Czy wszystkie kobiety mają taki bałagan w torebce?!
Jej pupa rysowała się wyraźnie przez spódniczkę. Przyśpieszyłem ruch dłoni i mocniej ją zacisnąłem. Byłem już blisko... Wstała i włożyła klucz do zamka, otworzyła drzwi i już miała wejść, gdy widocznie zauważyła coś na ziemi, co jej wypadło z torebki. Ze stopą w drzwiach i w lekkim rozkroku pochyliła się po to. Widok wypiętej pupy, którą dziś miałem nadzieję widzieć, pomógł mi pozbyć się ładunku. Ulga...
Czekanie.
Siedemnasta!
Wyjąłem z bagażnika zakupy i poszedłem do niej. Zadzwoniłem, zabrzęczał domofon.
Wbiegłem po schodach. Otworzyła gotowa do wyjścia. Sukienka, żakiet, szpilki. Ładny obrazek. Zdziwił ją mój ubiór. Wszystko zgodnie z planem. Wpakowałem się do mieszkania.
- Witaj - mokry całus. - Gdzie jest kuchnia? - zapytałem.
- Tam - wskazała ręką, a ja udałem się we wskazanym kierunku.
- Zaprosiłem cię na kolację, którą sam chcę ci przygotować. Pozwolisz?
- T... tak - wyjąkała.
- To dobrze - uśmiechnąłem się. - Ty nic nie musisz robić.
Usiadła przy bufecie kuchennym wyraźnie zaciekawiona.
Zlokalizowałem patelnię, deskę do krojenia, nóż.
- Otwieracz do wina? - zapytałem.
- Druga szuflada od góry - odpowiedziała zwięźle.
- Kieliszki?
- Środkowa, górna szafka - znów krótka odpowiedź.
Podałem jej kieliszek i zastygłem na chwilę, gdy znów oblizała usta. W spodniach mi drgnęło. Stąd wybór padł dziś na dżinsy...
Umyłem i obrałem warzywa, kiełbasę pokroiłem w cienkie słupki i wrzuciłem na gorącą patelnię. Zagotowałem wodę i wrzuciłem do niej makaron. W międzyczasie, do kiełbasy dorzuciłem grubo pokrojoną cebulę, czosnek, słupki marchwi. Zapachy zaczęły atakować nasze nozdrza. Dopiero teraz poczułem głód. Agnieszka przyglądała mi się w milczeniu z lekkim uśmiechem.
- Lubisz to robić - nie wiem czy spytała, czy stwierdziła fakt.
- Lubię - odpowiedziałem i przyglądałem się, gdy próbowała wyciągnąć z patelni gorący pasek kiełbasy. Złapała go zębami i czekała aż ostygnie. Wyglądała przy tym zabawnie.
Na patelnię wrzuciłem jeszcze paprykę, pomidory, zioła i przyprawy, a następnie makaron i wszystko wymieszałem.
- Gotowe. Zapraszam do stołu. Gdzie masz talerze? - spytałem.
- Lewa, górna szafka. Tak szybko? - zdziwiła się.
- Nie we wszystkim jestem taki szybki - wyszczerzyłem zęby.
Zachichotała i usiadła przy stole. Postawiłem talerze i nałożyłem makaron.
- Masz talent do zaskakiwania mnie - stwierdziła i zaczęła jeść. - Mmmm. Dobre!
- Myślałaś, że chcę oszczędzić na restauracji? - spytałem. - Chciałem być z tobą sam.
Uśmiechnęła się zalotnie, upiła łyk wina i wstała.
- Dziękuję za pyszną kolację. Jednak... - zawiesiła głos i podeszła do mnie. - Nie mogę przestać myśleć o dzisiejszych wydarzeniach - podeszła bliżej. - Nie mogę znieść faktu, że nie posmakowałem twojego penisa - stanęła za moimi plecami i pochylając się z ustami przy moim uchu, przesunęła dłońmi po moich ramionach, klatce piersiowej, brzuchu i zamknęła dłonie na penisie, który natychmiast zareagował. - Przyszłam więc do ciebie, żeby skosztować jego smaku. Będziesz teraz grzecznym chłopcem, obrócisz się do mnie przodem i rozszerzysz nogi a ja wezmę go do ust.
Słysząc słowa, którymi sam ją dziś pobudzałem, poczułem uderzenie podniecenia. Nic stopniowego. Po prostu nagły napór żądzy. Zrobiłem jak kazała. Obróciłem się do niej wraz z krzesłem i czekałem.
- Grzeczny chłopczyk - uśmiechnęła się jak kocica.
Uklękła między moimi nogami i zaczęła rozpinać mi spodnie. Wyglądała jak gejsza, klęczała jak gejsza. Zdjęła mi buty i skarpety, pieszcząc przy tym moje stopy. Elektryzujące uczucie. Uniosłem biodra, by mogła mi ściągnąć spodnie. Zdejmowała spodnie powoli omijając wzrokiem kutasa. To wzmogło dreszcz oczekiwania. Sam zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją niecierpliwie na podłogę. Nie spuszczałem z niej wzroku. Patrzyła teraz na mojego kutasa. Ujęła go w dłoń i powąchała.
- Słodki zapach rozkoszy - mruknęła z nosem przy kutasie.
Najpierw polizała czubek i gdy myślałem, że zamknie na nim usta, obniżyła głowę i językiem zaczęła pieścić jądra. Dłonią powoli przesuwała to w górę, to w dół. Siedziałem, nie mogąc oderwać od niej oczu. W końcu objęła mnie ustami. Zacząłem się zagłębiać w jej ustach, czując pieszczotę języka. Nie chciałem jeszcze kończyć. Musiałem ograniczyć bodźce. Zamknąłem oczy i odchyliłem do tyłu głowę. Jedną ręką obejmowała kutasa, drugą wędrowała po moim brzuchu, do sutków, bawiła się włosami na moich piersiach. Czułem, że nie wytrzymam długo takich pieszczot. Przyspieszyła. Za jej dłonią podążały usta. Oczy miała zamknięte. Nie mogłem na nią nie patrzyć. Wiedziałem, że jeszcze chwila i...
Orgazm przyszedł gwałtownie. Złapałem ją za włosy i przytrzymałem jej głowę w bezruchu, nie mogąc wytrzymać siły doznań. Wytrysnąłem jej do ust, a ona nie cofnęła głowy. Ścisnęła moje jądra i połykała kolejne porcje gorącej spermy. Po chwili, z cichym cmoknięciem wypuściła go z ust, oblizała usta i uśmiechnęła się. Wstała i pocałowała mnie, wpychając mi głęboko w usta swój język. Po raz pierwszy smakowałem sam siebie...
Sięgnęła do tyłu i rozpięła suwak sukienki, która opadła na ziemię. Stała przede mną w szpilkach i w pończochach. Była piękna. Pełne piersi, płaski brzuch, poniżej krótkie włoski. Wstałem.
- Chodź - powiedziała. Wzięła mnie za rękę i jak dziecko zaprowadziła do sypialni.
W pokoju panował już półmrok późnego popołudnia. Pomieszczenie było zdominowane przez duże, białe łóżko. Położyłem się, czekając na nią. Znów byłem gotowy.
Materac ugiął się, gdy uklękła na nim. Weszła na mnie i zaczęła się ocierać cipką o kutasa. Trzymała jego czubek i lekko go uciskała. Położyła się na mnie i całując mnie w usta, powoli zaczęła się na niego nadziewać.
- Prezerwatywa... - tyle zdołałem wydusić.
- Nie trzeba - wymruczała.
Poruszała się powoli trąc cipką o mnie. Wiedziała jak osiągnąć przyjemność. Moje ręce gorączkowo próbowały się wcisnąć pomiędzy nasze ciała by posiąść piersi, chwytały pośladki, pieszcząc pupę i dziurkę między pośladkami. Język poznawał język, kształt jej zębów i sprężystość warg. Oddechy mieszały się przyspieszając. Jej ruchy stały się gwałtowniejsze i mniej kontrolowane. Pot zlepiał nasze ciała. Byłem już na skraju, gdy krzyknęła i znieruchomiała. Jej cipka zaciskała się na mnie. Nie mogłem znieść jej bezruchu. Złapałem ją za pośladki i docisnąłem do siebie. Byłem już na niej. Zacząłem gwałtownie poruszać się w jej wnętrzu. Zacisnęła mi dłonie na ramionach, do bólu wbijając w nie paznokcie. Jęczała i wyprężała ciało pode mną. Poznałem nowy smak orgazmu, z gwałtownością wbijający się w mój mózg jak błyskawica. Usłyszałem krzyk. To ja krzyczałem.

Leżeliśmy spoceni, uspokajając oddechy i nie do końca wierząc w przebieg wydarzeń dzisiejszego dnia. Gdyby ktoś mi powiedział, że można się zakochać w ciągu dwóch dni, to bym go wyśmiał. Nie wierzyłem w takie rzeczy. Aż do dziś. Może to tylko zauroczenie, które minie, ale prawdę powiedziawszy, miałem to w tej chwili głęboko w dupie.
- Zaraz wracam - powiedziała Aga i wstała z łóżka. W błogim otępieniu obserwowałem jej ruchy, gdy bez żadnego skrępowania, nago wychodziła z pokoju. Po chwili wróciła z patelnią i dwoma widelcami.
- Zgłodniałam. To co ugotowałeś jest naprawdę pyszne. Smacznego - podała mi widelec.
Leżeliśmy w łóżku jedząc makaron prosto z patelni. Nie potrzebne były słowa. Po prostu patrzyliśmy na siebie. To była TA czarodziejska chwila, którą w szczegółach pamięta się do końca życia.

Minął rok od tamtej chwili. Nadal jesteśmy razem. Żar nie wygasł, a raczej nabrał formy.
Mieszkamy razem, pracujemy osobno. To Aga zmieniła pracę. Ponoć miała taki zamiar od dawna, ale nie miała powodu. Ja go jej dałem.
W dzień jesteśmy jak falujące morze. Nocą, jak wzburzone.
Nie wydaje mi się, żeby miało się zmienić na gorsze.
Nie wydaje mi się, żebym mógł bez niej żyć.
Nie wydaje mi się, żebym mógł żyć bez powietrza...

POLECANE OPOWIADANIA

Kurwa, ja!

Biała 1

Formuła

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Czytałam to już na Pokątnych i teraz z rozkoszą przeczytałam znów !!! A teraz idę “dorwać” męża! Dzięki za twoją pracę urozmaica moje życie!

  2. laid back
    | Odpowiedz

    Jak mijam AutoGrill w drodze na Wrocław to mi się przypomina.;-)

    • Mikakamaka & Babeczka
      | Odpowiedz

      Też tak mamy 🙂

Napisz nam też coś :-)