fbpx

Ale klapa! (I)

with 30 komentarzy

Ale klapa! (I)

pół żartem, pół serio.

Gotowi? Gotowe?

Zaczynamy z przytupem i wartką akcją!

Sprawdzicie, czy odpowiada wam język (niewybredny), czy bohaterka jest wystarczająco ciekawa (i piękna), czy jej perypetie rozbawią was (może nawet do łez)?

Dla tych, co wierzą w moje umiejętności i ufają palcom mym stukającym w klawiaturę, polecam od razu zakup.

To jak? Czytamy?


Ale Klapa! – Jadzia Gibson

1. O pechowym wieczorze i dziwnym poranku.

 

Zdjęła perukę, odkleiła rzęsy i ozdobne cyrkonie; obmyła twarz z egzotycznego makijażu. Zmęczonym spojrzeniem omiotła łazienkę, a upewniwszy się, że spakowała wszystko do torby, chwyciła za klamkę.

Ostatni dzwonek, by ulotnić się z imprezy.

Nie pierwszy raz tańczyła na wieczorze kawalerskim, więc doskonale rozpoznawała poszczególne etapy upojenia alkoholowego mężczyzn. Najpierw kulturalni, lekko speszeni, ale wyrażający podziw dla tancerek. Potem oswojeni z kusymi strojami kobiet, pozwalali sobie na coraz grzeszniejsze komentarze. Trzeci etap był "namacalny" – świętujący ożenek kolegi panowie, zaczynali niczym niewidomi szukać brajla na skórach dopiero poznanych pań. Etap czwarty, opatrzony gwiazdką, był "zadaniem na szóstkę". W fachu tancerek mało która dziewczyna odmawiała "zadania na szóstkę". Jak się można domyśleć, etap czwarty dotyczył serwisu erotycznego o indywidualnym podejściu, a że koszt występu nie obejmował ceny usług typu lody, zjazd na ręcznym czy wtykania czegokolwiek w jakikolwiek kobiecy otwór, to dziewczyny wymyślały kwoty na bieżąco.

Lidka odstawiała wówczas swój popisowy numer na rurze, a była w tym wyjątkowo dobra. Lekcje baletu pobierane od trzeciego roku życia, pozwoliły jej przekształcić pole dancing w istne dzieło sztuki. Bycie w ciągłym ruchu gwarantowało też spokój od namolnych napaleńców nie grzeszących trzeźwością. Uwielbiała swobodę jaką dawał ten rodzaj tańca. Zamykała oczy i świat pełen męskich uśmieszków, obleśnych „komplementów” oraz pełnych rozporków znikał. Zostawała tylko muzyka, ona i zimny metal. Mogła frunąć wolna, krążąc niczym baletnica w nakręcanej pozytywce. Co jakiś czas spoglądała na swoją widownię sprawdzając, czy dziewczyny zajęły się już klientami. Kiedy negocjacje koleżanek dochodziły do kolejnego etapu, realizacji, dyskretnie znikała. Skryta w łazience przeistaczała się w siebie.

Tak zrobiła również dziś. W niesłużbowym już stroju mknęła pod ścianą, unikając rozochoconych mężczyzn. Jeszcze dwa metry do drzwi, korytarz, winda, poprosi w recepcji o wezwanie taksówki i będzie w domu.

Dokąd to? Chyba nie zostawisz mnie bez pary?

Wyrósł przed nią bohater wieczoru kawalerskiego i przyszły pan młody w jednej osobie.

Już nie jestem w pracy, ale polecam Dorę. – Wskazała dziewczynę z największym biustem. – Każdy zachwala jej umiejętności i...

Chcę ciebie.

Na dowód, że nie kłamie, rozpiął pasek spodni. Lidka wycofywała się do drzwi. Plan był prosty: poczekać aż zsunie spodnie do kolan, by nie mógł ruszyć w pościg, i wiać na hotelowy korytarz czym prędzej. Wsparta plecami o drzwi czekała odpowiedniego momentu. Niestety, właściwy moment nie nadszedł, gdyż nagle została pchnięta i poleciała na półnagiego pana młodego. Tonący brzytwy się chwyta, a upadająca Lidka chwyciła się sterczącego penisa. Stało się. Dźwignia opadła, a ciało do którego była przymocowana zadrżało. Mężczyzna pozieleniał, dusząc się własnym krzykiem, po czym zgięty w pół upadł.

Widzę, że z nocy poślubnej nici – zadrwił sprawca zamieszania, który właśnie przyszedł świętować ostatnią kawalerską noc wijącego się z bólu biedaka. – Nic pani nie jest? – Pomógł Lidce wstać.

Wszystko w porządku. – Strzepała wyimaginowany kurz ze spodni.

  • Czyżby najlepsze mnie ominęło? – Obserwował dziewczynę podejrzliwie.

Czyżby przyszła pilnować swojego chłopaka? – pomyślał.

Już po scenach zazdrości? Który z nich należy do pani?

To dziwka. Aj! – jęknął leżący, dostawszy kopniaka od Lidii w piszczel. – Mógłbyś mi pomóc? – Wyciągnął rękę do kolegi, lecz pomocy nie uzyskał.

Dawid, schowaj pałę. Wstawaj! Nic ci nie będzie – pouczył kumpla, po czym zwrócił się do Lidki – Wiec jest Pani w pracy? To dziwne. Koleżanki, jak widzę, mają pełne ręce roboty, a pani się obija.

Rozbawiony własnym żartem, zignorował leżącego w agonii kolegę.

Nie jestem już w pracy! – oburzyła się Lidka. – Wychodzę!

Szarpnęła drzwiami, nieświadoma, że pan "złamana pała" się do nich doczołgał, próbując wstać. Oberwał w nos. Krew bryzgnęła po ścianie, a sam poszkodowany stracił przytomność.

Wezwać karetkę? – Przeraziła się nie na żarty.

Nie. Po co psuć reszcie zabawę. Zabierzemy go na pogotowie.

My? – spytała z niekrytym zdziwieniem. – Ja mam panu pomóc?

Skądże. To ja pomogę pani sprzątnąć ten cały kataklizm.

Przecież to był wypadek! Nie zrobiłam tego specjalnie – broniła się.

Sam nie dam rady. – Wskazał kumpla sugestywnie, bowiem David nie grzeszył zdrowym stylem życia i do szczupłych osób nie należał.

Lidka spojrzała na gościa.

Smukły, wysoki, uroda taka... Raczej nienachalna, lecz dobrze podkreślona stylowym ubiorem i dodatkami. Tylko gdzie te mięśnie? Zerknęła na Dawida – stukilogramową świnię, i znów na chuchraka. No, no... Bez pomocy faktycznie ani rusz. – pomyślała.

Pani zapnie mu spodnie, ja będę ciągnął.

Przyjrzała się mężczyźnie dokładniej.

Taaaaak. Ciągnął. Teraz widać te homoseksualne gesty, kocie ruchy i już wiadomo skąd ten wymuskany outficik. Koleś jest ciepły brat! Jaki normalny samiec spóźnia się na wieczór kawalerski ze striptizem?

Do windy go będę ciągnął. – Wyjaśnił zaniepokojony jej dziwnym wyrazem twarzy.

Uległa namowom tylko ze względu na wyrzuty sumienia. Zerkając niechętnie jednym okiem, upchnęła to, co ze spodni wystawało, a nie powinno. Naciągnęła materiał i szarpnęła suwakiem, patrząc na stojącego obok mężczyznę. Ten zrobił grymas zniesmaczenia, po czym wybuchł śmiechem. Od razu wyczuła, że coś nie poszło zgodnie z planem.

Pani się z tym urodziła, czy fatum rozwinęło się z wiekiem?

Lidka zerknęła z obawą na swoją ofiarę, dokładniej: na krocze, które padło ofiarą niedopatrzenia.

Ale klapa! – jęknęła, spostrzegłszy napletek i włosy, wystające spomiędzy zębów suwaka.

Proszę się nie martwic. – Świadek zdarzenia z trudem hamował chichot. – Jak widzę, nic nie poczuł.

No ubaw po pachy, ha, ha, ha! – Teatralnie udała rozbawioną.

Pierwsza kobieta, która znokautowała Dawida. Brawo! Musze panią poznać. Oliwier Ratej – przedstawił się, wyciągając w jej kierunku dłoń. – A pani to... – zamyślił się. Zlustrował ją dokładniej. – Czy my się już kiedyś spotkaliśmy?

Nie sądzę. Maria Magdalena – rzuciła od niechcenia, przyjmując dłoń.

To prawdziwe imię, czy pseudonim sceniczny?

Czy to ważne? Pomogę go panu...

Khm, khm, Oliwier, pamiętasz?

Pomogę ci go zapakować do auta i znikam. Nie musimy kontynuować znajomości.

Ratej wciągnął kumpla do windy, Lidia nacisnęła guzik i w pełnym milczeniu zjechali dziesięć pięter do podziemnego parkingu. Wspólnymi siłami usadowili wciąż oddychającego pana młodego na tylnym siedzeniu grafitowego Volvo.

Mogłabyś zapiać mu pas? – poprosił przyjaciel Davida.

Dziewczyna wsiadła z drugiej strony auta i kombinowała jak tylko mogła. Pasażer nie był zbyt chętny do pomocy. Właśnie naciągała bardzo oporne na współpracę pasy, gdy silnik zawarczał, zamki w drzwiach kliknęły, a Oliwier uśmiechał się do niej we wstecznym lusterku.

To porwanie! – pisnęła, szarpiąc klamkę.

Żadne porwanie. Zapewniam.

Spokojna tonacja głosu, nie ukoiła obaw Lidki. Spojrzała nieufnie w jego odbicie. Był skoncentrowany na manewrach kierownicą i nie dostrzegł przerażenia pasażerki.

No wariat! Psychopata jakiś! – zwyzywała go w myślach.

Przetrzymywanie wbrew woli to porwanie! – krzyczała, szarpiąc klamkę. – Oj! – jęknęła sopranowo. W ręku trzymała odłamany uchwyt, który już nie otworzy jej drzwi. Dyskretnie schowała go do kieszeni, a na pytający wzrok w lusterku wstecznym odpowiedziała srogim spojrzeniem.

Odwiozę cię zaraz po szpitalu gdzie tylko zechcesz. Słowo harcerza! – dodał, po czym wcisnął pedał gazu. – Po prostu nie wiem, jak wytłumaczyć lekarzowi, co właściwie się stało.

Wszystko przez ciebie! Miałam właśnie wiać, jak najdalej od tego napaleńca, ale pchnąłeś mnie drzwiami.

Masz rację, ha, ha. Czuję się współwinny. – Rozbawiła go pretensjami. Zajęty zerkaniem w jej odbicie, nie zauważył, że sygnalizacja świetlna skrzyżowania, do którego się zbliżali, zmieniła kolor. Zahamował nagle na czerwonym, a auto stanęło gwałtownie. Dawid, jako że nie miał aktywnych funkcji ruchowych, poprawił nos uderzeniem w zagłówek i osunął się między przednim, a tylnym fotelem. Oliwier spojrzał przez ramię na pojękującego nieświadomie kumpla.

Myślałem, że go przypięłaś! – wrzasnął, aż Lidka podskoczyła wystraszona.

Też tak myślałam. – Wciągnęła Dawida z powrotem na siedzenie. Zanim go przypięła Volvo ruszyło.

Przytrzymaj go.

Jak?

Nie wiem. Prowadzę. Ty pilnuj, by nie uszkodził nic więcej. Aśka mnie zabije za to, że jej męża przed ślubem dezaktywowałem wizualnie i fallicznie.

Lidia usiadła na Dawidzie okrakiem, tyłem do kierunku jazdy, i ujęła w dłonie jego zakrwawioną głowę. Właśnie w tym momencie śpiący królewicz otworzył oczy.

Ae jaaaaa sieem sa toboom steeeesknuuułeeeem kofafafanie – wybełkotał, po czym ułożył usta do pocałunku.

On bredzi – stwierdziła Lidka.

Dobrze, niech się wybudza. Porzucimy go na podjeździe i sam się będzie tłumaczył – żartował Oliwier.

Lidka nie była pewna, czy dobrze dla niej, że ta miernota odzyskuje przytomność. Mężczyzna coraz świadomiej poruszał dłońmi. Niby oczy miał przymknięte, ale mamrotał pod nosem, głaskał jej uda. Potem, z uśmiechem na twarzy, obmacał Lidkowe pośladki.

Daleko jeszcze?! – zapytała z wyraźną pretensją.

Dwie krzyżówki. Dlaczego pytasz?

Nie wiem czy wytrzymam.

Dawid poczynał coraz śmielej. Wsunął dłonie pod bluzkę Lidki i objął talię. Zniosła i to. Nerwy puściły dopiero, gdy złapał za piersi. Trzasnęła mu otwartą dłonią w policzek, aż odbił się od szyby.

Co ci!? – warknął Oliwier.

Nie wytrzymałam. – Wzruszyła ramionami.

Wystarczyło jeszcze chwile zacisnąć zęby – powiedział, parkując pod wejściem na SOR. Spojrzał przez ramię. – Przynajmniej nos już jest nastawiony. Poczekaj, przyprowadzę wózek. Nie będziemy go przecież ciągnąć po ziemi.

Dobry moment, by się cichutko i dyskretnie ulotnić, Lidka rozpoznawała szybko. Otworzyła drzwi po stronie Dawida, upewniając się, że Oliwiera nie ma w pobliżu.

Czysto! – pomyślała z ulgą.

Przeczołgała się po kolanach nieprzytomnego, by wyjść, a że jest dobrze wychowana, zamknęła za sobą drzwi. Niestety te odbiły się przy akompaniamencie jęku Dawida.

O nie! – Z przerażoną miną patrzyła na powykrzywiane palce; prawdopodobnie złamane wszystkie cztery. – To jakieś fatum, czy inna klątwa?

Delikatnie wrzuciła bordową i puchnącą w oczach dłoń na brzuch pasażera. Tym razem delikatnie docisnęła drzwi, dbając o to, by Dawidowi nic więcej nie złamać.

Głęboki wdech i sprint w krzaki. Z radością zauważyła taksówkę kilka metrów dalej. Oliwier właśnie wyjechał wózkiem, więc pełzała za żywopłotem, aż znalazła się wystarczająco blisko żółtego auta z neonem na dachu.

Na Marudera trzynaście, proszę! – sapała, ładując tyłek do auta.

Lidka? – odezwał się pasażer, który wsiadł właśnie z drugiej strony pojazdu.

Powoli i z mordem w oczach spojrzała na kolejnego świadka jej wieczoru hańby.

Ja pierdole! – wrzasnęła przez zęby. – Dwa lata unikam cię jak ognia i musiałeś napatoczyć się właśnie dziś?

To moja taksówka – zauważył słusznie. – Zamówiłem ją telefonicznie, jak na człowieka przystało. Nie podkradłem komuś innemu, jak to Lidki mają w zwyczaju.

Widziała przez przednią szybę jak Oliwier rozgląda się dookoła. Szuka jej.

Podzielmy się! – zaproponowała. – Błagam. Przez wzgląd na te dobre wspomnienia, i żeby zapomnieć o złych. Proszę Nikodem, eskortuj mnie do domu. TERAZ. – Ostatnie słowo podkreśliła wolno je sylabizując.

Wiesz, że nie robię nic za darmo. – Uśmiechnął się chytrze.

Niestety znam cie na tyle, by to wiedzieć – warknęła, ale widząc Oliwiera idącego w stronę taksówki, złagodziła wyraz twarzy i ton. – Proszę Niko. Zrobię wszystko tylko jedźmy już.

Proszę jechać – odezwał się stanowczo do kierowcy. Zacisnął dłoń na udzie byłej dziewczyny.

Być może to nie będzie całkiem stracony wieczór – pomyślał.

Taksówka ruszyła. Gdy przejeżdżała obok Oliwiera, Lidka schyliła się nisko w obawie, że zostanie zauważona. Jej głowa wylądowała przy rozporku Nikodema co wprawiło go w iście żartobliwy nastrój. Śmiał się z niej bezczelny!

Jeszcze nie mówiłem, jak mi się odwdzięczysz, ale możesz zacząć od ssania. – Chwycił za krocze.

Nie boisz się, że ci go odgryzę? – kąsała jadowitym sarkazmem.

Nie. Pamiętam, że nie jesz mięsa.

Chwycił ją za włosy i pociągnął do góry. Pocałował gwałtownie, a jej sprzeciw dodawał pikanterii pieszczocie.

Nie fikaj, bo jeszcze dziś przestanę być wegetarianką! – groziła, wycierając krew sącząca się z przygryzionej wargi.

Nie chcesz się pieprzyć? Trudno. Wymyślę inną walutę spłaty tej przysługi.

Byle nie biznesową.

Pomogłem ci, a ty mi warunki stawiasz? Nie ładnie Klapsa! – droczył się, szarpiąc i tak już zszargane nerwy dziewczyny. – Nie łóżko i nie biznes? – zamyślił się obserwując swoją eks.

Taksówka podjechała pod adres domu Lidki. Dziewczyna pożegnała się, lecz Nikodem wysiadł razem z nią.

Boisz się, że nie trafię, czy co?

Boję się, że nie mam twojego aktualnego numeru. – Oparł się o drzwi, zamykając Lidkę między ramionami.

Nie zmieniłam numeru. W dodatku, jak widzisz, adresu też nie. – Węszył przy jej twarzy niczym obcy obwąchujący Ellen Ripley w Obcym III. – Czemu Lidio? Czemu nie chcesz iść ze mną do łóżka?

Puść mnie, bo zacznę krzyczeć! – groziła przez zaciśnięte zęby. – Nie chcesz poznać mojej sąsiadki i jej przyjaciela.

Objął ją siłą i pocałował. Tym razem usta jego były delikatne. W zasadzie to tylko musnął wargi Lidki kilkakrotnie.

Zadzwonię do ciebie, by odebrać przysługę – szepnął wprost do kształtnego uszka.

Po kręgosłupie Lidii przeszedł dreszcz. Przytaknęła w odpowiedzi, z lekką obawą, że właśnie podpisała cyrograf z diabłem. Dyktatorskie ego Nikodema onieśmielało, a pewnością siebie mógłby gwoździe wbijać. Nic się nie zmienił. Takiego go pamiętała, takiego Niko się bała.

Żebyś szybko o mnie nie zapomniała.

Lidka dostała na pożegnanie siarczystego klapsa. Zawsze tak ją żegnał. Pośladek palił kilka dobrych godzin i wtedy nie sposób było zapomnieć o Nikodemie.

Wzięła głęboki wdech, nim weszła do mieszkania. Przykleiła uśmiech, łapiąc za klamkę.

W końcu jesteś! Liduchna! Prosiłam, byś była na czas! – Roman krzyczał szeptem. – Ostatni raz robię za niańkę.

Zawsze tak grozisz – skwitowała machnięciem ręki, lecz dojrzała w Romanie nieposkromione pokłady oburzenia. – Oj przepraszam. Wybacz Roma. Chciałam być na czas, ale...

Jutro skarbie! – Ucałował Lidkę w powietrze, by nie zniszczyć makijażu. – Jutro mam wolne to wypijemy winko, poplotkujemy. A teraz wybacz. Scena czeka, fani się niecierpliwią.

Roma, tusz ci się rozmazał – zwróciła mu uwagę.

Gdzie? – Zrobił wytrzeszcz, mrugając i uklepując palcami tonę fluidu pod okiem.

Na czole! – Roześmiała się. – No leć już! – Pomachała na pożegnanie przyjacielowi. – Pokaż kto jest najlepszą Drag Queen w tym mieście.

*

Jakiś pan do ciebie psysed.

Piszczący głosik dudnił decybelami w uszach Lidki. Otworzyła najpierw jedno oko z niezadowoleniem. Potem zamrugała parą powiek opierzonych długimi rzęsami.

Udawaj, że nas nie ma. – poinstruowała i od razu przysnęła, lecz Młoda szturchała ją uparcie. – Nie ma nas i już! – chrobotała zaspanym głosem Klapsa.

Skrzypniecie łóżka i szuranie kapci sugerowało, że Gabrysia odpuściła nękanie Lidki.

Nie ma nas, więs musi pan psyjść potem. – Dziecięcy głosik brzmiał niezwykle poważnie i tylko brak kilku mleczaków zaburzał dźwiękowo efekt prestiżowego kłamstwa.

Ku zaskoczeniu Lidki odpowiedź padła nie zza drzwi, ale z salonu. W dodatku był to głos, który kojarzyła. Wyskoczyła czym prędzej spod kołdry i nie zważając na swój wygląd a'la „lustra nie mam”, popędziła za Gabrysią.

O co cię zawsze proszę? – zapytała dziewczynkę spokojnie, nie zważając na towarzystwo.

Myślałam, że to wujek – wytłumaczyła się Młoda, po czym poszurała kapciami w stronę sypialni.

Gdy zniknęła za futryną, Lidka zwróciła się do gościa.

Co pan tu robi? – spytała bez emocji, odgarniając włosy z twarzy.

Nie pan, przecież już się znamy, Lidio alias Mario Magdaleno. – Uniósł jej torbę, która miała służyć jako wyjaśnienie tego porannego najścia. – Zostawiłaś w moim aucie. A w środku telefon i dokumenty. Nie zaglądałbym, gdybym nie musiał – usprawiedliwił się.

Lidka ukryła zażenowanie dłonią. Przejęła torbę i podziękowała. Niezręczność rozgościła się między nimi: Oliwier nie wyglądał na zainteresowanego opuszczeniem domu, a dziewczyna nie wiedziała, jak zasugerować, że jednak powinien już wyjść. Ratej rozejrzał się po niewielki pomieszczeniu pełniącym funkcję kuchni, jadalni i salonu. Ściany pewnie nie pamiętały już dotyku pędzla, lecz mimo to panował tu przytulny klimat.

Może kawa za znaleźne? – podrzucił propozycję.

Lidka wyjęła z szuflady kapsułkę do ekspresu i podała ją Oliwierowi. Ziewnęła, ponaglając go do wyjścia ruchem dłoni, który jej urocza sąsiadka nazywa wymiatającym.

Miałem nadzieję, że wypijemy wspólnie kawę.

Po co? – spojrzała groźnie na gościa.

Po to, bym mógł cię zaprosić na ślub.

Pierwszy raz dostaję taką ofertę, ale... Nie robię show sama – wyjaśniała, naciągając bluzkę na pępek. – Muszę zapytać o wolny termin dziewczyn i....

Nie, nie o to mi chodziło. Chciałem cię zaprosić w charakterze osoby towarzyszącej. Na dziś wieczór.

Lidka rozejrzała się dookoła, szukając adresata tegoż zaproszenia, lecz oprócz ich dwoje nie było nikogo. Nabrała powietrza do granic przepony, a wraz z wdechem wciągała z powrotem słowa, które wyrywały się z jej ust, chcąc ukąsić intruza.

Czego ode mnie chce ten gej? – myślała, przyglądając się mu uważnie.

Ratej zauważył jej wahanie.

Klapsa podeszła do drzwi wejściowych i zaczęła nimi machać. Zawiasy skrzypiały, ale mina dziewczyny mówiła jedno: też ujdzie.

Najwyraźniej wczoraj przyłożyłam nie temu co trzeba. Chodź tu, zaraz błąd naprawię. – Uśmiechnęła się złowieszczo.

Oliwier podszedł, ale nie po to, by wsadzić głowę między drzwi, a futrynę. Zdjął dłoń Lidki z klamki, patrząc w jej bijące sarkazmem oczy. Mocny uścisk nie pozwolił na ewakuację i zachowanie dystansu. Nagle szarpnął nią na środek kuchnio-jadalnio-salonu, zakręcił i położył na ramieniu. Pogłębiał pochylenie. Gdy spojrzał z satysfakcją na zdezorientowaną dziewczynę, odpowiedziała rumieńcem.

Trochę wyżej. – Zaśmiał się podciągając jej kolano na swoje biodro. – Właśnie takiej partnerki potrzebuję. Nie kłamali mówiąc, że świetnie się ruszasz.– Uniósł ją do pionu i poprowadził wokół stołu przez kilka figur tanecznych. – Przyjadę po ciebie o siedemnastej.

Nie.

Dlaczego? – dociekał, prowadząc dalej bezgłośne tango.

Nie będę się bawić na weselu faceta, któremu złamałam penisa. Umarłabym ze wstydu.

Nic mu nie jest. Wiedziałabyś, gdybyś nie uciekła sprzed szpitala. Sam Dawid nie pamięta, jak w ogóle do tego doszło. W sumie to nawet ja nie wiem, jakim cudem nieprzytomny zdążył jeszcze połamać sobie palce – mówił, podejrzliwie patrząc w oczy Lidki. – Masz grację baleriny – zauważył z uśmiechem. – Siedemnasta będzie w sam raz.

Zerknęła na bosą dziewczynkę, która przyglądała się im ukradkiem.

Nie mam z kim zostawić Gabi.

Ja się zajmę Gabi.

W drzwiach stanęła Roma i biła brawo tańczącym. Oliwier wypuścił partnerkę z objęć, zaskoczony niespodziewanym towarzystwem.

Nie wtrącaj się – syknęła Lidka jadowicie.

Podeszła do wyjścia i otworzyła drzwi szerzej, sugerując, że na Oliwiera już czas. Nieproszony gość przywitał się z Romą, po czym wymownie spojrzał na Lidkę.

Będę o siedemnastej odebrać swoje znaleźne – powiedział stanowczo, po czym wyszedł.

Lidka przecząco pokiwała głową i zatrzasnęła za nim drzwi.

Idiota! – warknęła w złości.

Słyszałem! – Oliwier wsadził głowę między drzwi, a futrynę, ryzykując, że podzieli los kumpla. – Przeprosisz jak przyjadę po ciebie. O siedemnastej, pamiętasz?

Zniknął, zanim trafiła w drzwi szpilkami wyrwanymi z rąk Romy.

Ej! To moje Lubotomy! Chińskie, bo chińskie, ale zawsze Lubotomy!

Lobotomię to ja ci zaraz zrobię, za wtrącanie się w nieswoje sprawy.

Uspokoiła się głębokim wdechem i zawołała Gabi na śniadanie.

Tylko ty nic nie żryj, Lidziuś, bo się w moją sukienkę nie wciśniesz.

Roma kontynuowała uszczypliwości, umykając czym prędzej do swojej sypialni.

Te swoje pożal-się-Boże sukienki zachowaj dla siebie, Romuś! Nigdzie nie jadę z cymbałem, który mnie wczoraj porwał, a już na pewno nie na ślub kolesia, któremu złamałam fiuta.

Porwał? Złamałaś komuś fiuta? – Do kuchni wszedł Roman, wielce zaintrygowany. – Opowiadaj! – Chichotał, zmywając makijaż. – Nie wiedziałem, że z ciebie taki fiutołamacz.

Co to fiut? – Gabi zasiadła przy stole, czekając na jajecznicę.

No i masz! – zmartwiła się Lidka. – To takie brzydkie słowo na siusiaka.

Przy tej łacinie co już żeśmy cię nauczyli, fiut jest raczej na poziomie ”jeszcze ujdzie, ale lepiej nie mów w szkole” – zwrócił się Roman do dziecka.

Tak jak pieprzyć? – dopytywała dziewczynka.

Które pieprzyć? W sensie „gadać głupoty” to tak, ale jeśli ci chodzi o...

Jedz już, bo ci wystygnie! – ponaglała Lidka, próbując jak najszybciej zakończyć temat przeklinania.

Wysłała Romanowi spojrzenie mówiące więcej niż tysiąc słów i zasiadła do swojego talerza.

Tobie nie! – Roman zabrał Lidce jajecznicę. – Nie ma czasu. Patrząc na to, co reprezentujesz, to musimy zacząć cię szykować już teraz, a i tak nie wiem, czy zdążymy na siedemnastą.

 

---------------------------------------------------------------------------------------------

W związku z negocjacjami z wydawnictwem, muszę wycofać Ale klapa! z regularnej sprzedaży. Nie zabiorę wam jednak całkowicie dostępu do niej. Na swoim FB co jakiś czas będę organizowała konkursy lub udostępniała tajne linki zakupowe dla moich fanów. Jeśli spodobał ci się pierwszy rozdział Ale klapa! to zalajkuj, by nie przegapić szansy wygrania całego ebooka, a wkrótce nawet książki z papieru i atramentu ;).

Gdzie mnie szukać?

A tu:

Jadzia Gibson

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. L
    Lily
    | Odpowiedz

    W temacie lasek tańczących na rurkach itp. Polecam książkę “Wenus bez futra”. Ciekawa lektura

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ooooo, wygooglam. Jestem ciekawa różnych perspektyw. Dziękuję za wskazówkę.

  2. K
    Katarzyna
    | Odpowiedz

    Jak nigdy nie komentuję żadnych opowiadań tak teraz muszę, muszę!
    Lidka rozwala system, a czuję że i Gabrysia będzie barwną bohaterką;) Nikodem mi się nie podoba, Oliwier jest taki… taki… taki sympatycznie przystojny podejrzewam 😉 Nic tylko czekać na kolejne rozdziały;)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tym bardziej dziękuję za komentarz!
      😘
      Nikodem, Oliwier,… A uwierz mi, że to nie jedyni faceci, którym Lidka namiesza w głowach😂

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    “Nie ma nas, więs musi pan psyjść potem” HIT!!!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To cytat z życia wzięty😂

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Oj to zdecydowanie był niezapomniany wieczór kawalerski, tylko nie wiem czy aby w pozytywnym sensie… ale dzięki temu wieczorowi noc po ślubna tez sie na taka zapowiada…😅 napewno pan młody dzięki Lidce jest teraz niezwykle wrażliwy na dotyk 🤭
    czytając ten rozdział nasuwa mi sie myśl „gdzie diabeł nie moze tam babę pośle” albo raczej „Lidke” 😄 Tylko ten Nikodem mnie wkurza na maksa… No nie lubię typka 😝

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dokładnie Asia!
      Gdzie diabeł nie może tam Lidkę pośle.
      😂😂😂
      Noc poślubna Davida zostanie przełożona na inną noc😂
      Ale o tym za tydzień👍

  5. G
    Gosiap
    | Odpowiedz

    Dawidek wytrzeźwieje i jeszcze biedak zakocha się w naszej baletnicy, no cóż zapowiada się fajne opowiadanko. Piszę komentarz, nie po to, żeby poczytać za free, ale tylko dlatego, że zbierałam się już wcześniej skomentować stronę 🙂 Najpierw Babeczkarnia – cudo, teraz Motyle – jeszcze więcej cudów w jednym miejscu 😛
    Kobitki ,macie zajebiste poczucie humoru, talent do pisania ogromny, nie marnujcie tego i piszcie wciąż i nieustannie :))
    Wasza wierna fanka 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Niestety. Lidka połamała mu już wiele, ale akurat serca nie.😂 jesli o serce Dawida chodzi to w nastepna środę przeżyje stres grożący zawałem, ale uratują go tabletki na rozluźnienie dupy, także…. Zapraszam na część drugą
      😂
      No i oczywiście dziękuję za komplementy w imieniu motyli.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Trzy zdania i humor mi się poprawił na cały dzień 🙂
      Dziękuję, że z nami jesteś! Oby jak najdłużej!!!

  6. Mikakamaka
    | Odpowiedz

    Napletek suwakiem!
    A ja myślałam, że piszę makabreski 🙂
    Super się zapowiada.
    I przyklasnę Babeczce: Dziękuję, że z nami jesteś! Oby jak najdłużej!!!
    🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      I tak ograniczyłam się do “przytrzaśnięcia”, bo mogłam dokonać pierwszego w literaturze obrzezania suwakie😂😂
      No! Moja droga!
      Dałyście mi zakładkę, to taaaaakii kredyt zaufania, że-o-matko!
      A wiadomo, że kredyt łączy skuteczniej niż ksiądz😂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Bo Jadzia to fajna babka, to fajnie, że jest na motylach!!!

      • J.Gibson
        |

        Danke😘

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    Od Kate już dawno tak się nie naśmiałam super.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Cieszę się bardzo!

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Wczoraj miałam zbyt sprany pracą umysł (Ministerstwo Finansów dostarcza nam sporo “rozrywki”), żeby porywać się na komentarz – dzisiaj , wspomagana anielskim głosem J.J. Orlińskiego postaram się sprostać zadaniu:) No dobra, od czego by tu zacząć? Jak zacząć, to chyba najlepiej od wstępu: mężczyzn sztuk 5? Hmmm… znaczy się, że po 4 rozdziale jeszcze jeden się pojawi… ciekawe, któż to będzie, “…rozpadający się dom ojca…” ?! – oj, to ci zagadka! “…marzy o dwóch”, “…trzech szczerych…” – mocno ciekawa jestem, co z których panów wylezie. Cholercia, muszę pamiętać, żeby trzymać się treści I rozdziału i nie pozbawić pozostałych Czytelników elementu zaskoczenia, a zaskoczeń będzie ohoho i jeszcze trochę, i w dodatku śmiesznych jak diabli:) Dla przejrzystości w punktach polecę:
    1. Szóstka za tytuły rozdziałów – przypomniała mi się “Trylogia Husycka” Sapkowskiego (“Rozdział siódmy, w którym Reynevan usuwa kamień z nerki, w nagrodę za co zostaje ojcem. W ramach tej samej nagrody dodatkowo zostaje szpiegiem. Z pełnym dobrodziejstwem inwentarza.”) 🙂
    2. Warsztatowo – relatywnie do “Julka” – to Kochana, skok wzwyż na poziomie rekordu świata – 2,45m:)
    3. Pomysł na opowiadanie – świetny. I skąd Ci się wziął?
    4. Bohaterowie pełnokrwiści, nie biali i nie czarni ( w sensie charakteru:)) – normalni. Wzbudzający emocje. Różnego rodzaju. Lidka, Roman i Gabrysia – przytulam i ściskam, Oliwier…hmmm… – napletka suwakiem bym nie haratała, ale lekkie zdzielenie z liścia by mu nie zaszkodziło. Nikodem… co by tu… żeby spoilerkiem nie polecieć… niech samo to, że chce być pamiętany przez pieczenie tyłka, da co nieco do zrozumienia:)
    5. Metaforki wypasione i soczyste. Smakowite, niczym idealnie dojrzałe awokado, mango, ananasek:)
    6. Komizm sytuacji i słów – na poziomie łez, spadania z krzesła i totalnej głupawki.
    7. Mocno ciekawi mnie przeszłość Lidki. I tata Gabrysi. A jak na razie nie ma o tym ani słowa.
    8. I skąd Oliwier może znać Lidkę… bo, że już się spotkali, to jestem prawie pewna – skądś się to wrażenie Oliwierowi wzięło. Lidka mogła nie zwrócić uwagi na wystylizowanego, wymuskanego chłopczynę, ale Oliwierowi jak najbardziej mogło zapaść w pamięć (bądź w podświadomość) gibkie, soczysto-gruszkowe ciało Lidki.
    Reasumując: podoba mi się jak cholera:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tony! Ty się ciesz, że to Ministerstwo Finansówb a nie Ministerstwo Dziwnych Kroków😂😂😂😂
      To byś dopiero chodziła….
      Tak droga Tony: mężczyzn sztuk 5:
      Oliwier
      Nikodem
      Roman
      Miłosz
      Bazyl.
      Mam nadzieje, ze każdy wyróżnia się ciekawą (pozytywnie lub negatywnie) osobowością😂
      1. Nie spodziewałam się, że nadawanie tytułów to taka frajda.
      2. Dziękuję😘
      3. Pomysł był całkiem inny, ale jak zwykle podczas pisania wyszło inaczej😂. Na szczescie główną myśl zachowam do ostatniej części – jeszcze nie wiem ile ich będzie, może to trylogia, może cała saga😂
      Żartuję. Jestem zbyt niecierpliwym czlowiekiem, by rozwlekać się na naście lub dzieścia tomów niczym Morgit Sandemo (nie pamiętam czy dobra pisownia).
      Pomysł przyszedł mi…. Hmmm Rozmawiałam z koleżanką o jakimś filmieb tam był wątek striptizerki. I ta moja kumpela do mnie wypaliła tak:
      ALE TY CHYBA NIE MYSLISZ, ZE TO WYGLADA TAK JAK NA TYM FILMIE!?
      A ja:
      [Chwila milczenia, nie za bardzo wiem co mam jej powiedzieć] A TY SKĄD WIESZ, ZE TAK NIE WYGLĄDA?
      ona:
      A TY MYŚLISZB ZE JAK JA OPŁACAŁAM STUDIA I MIESZKANIE I WAKACJE ZA GRANICĄ I… [Wymieniała coś tam jeszcze, jakis fortepian czy inne lekcje ale mnie tak zaskoczyla, ze bylam w szoku i już dalej nie moglam sie skoncentrowac – zawsze myslalam, ze ona ma starych nadzianych jak indyk dziękczynny)
      No i od słowa do słowa sprzedała mi kilka tajnikow sztuk erotycznych za które Zygmunt będzie jej dozgonnie dźwięczny.
      4. Cieszę się, ze postacie wzbudzaja emocje.
      5.metoforki to moje ulubione smaczki
      6. Nad komizmem jeszcze pracuję. Niestety nie kazdy rozdzial bedzie niczym wystep Górskiego czy Paczesia. Czasami rozjade clowna walcem.
      7. Tata Gabrysi to jest taka bajka i takie zaskoczenie, że nke mogę zdradzić 😈
      A przeszłość Lidki będzie powolutku, powolutku, pomalutku, po fragmencie odkrywana 😈😂
      8. Jeszcze nie wiem, ale mocno nad tym myśle, by was wprowadzić w szok level Magda Gessler, gdy jej zaserwowano mięsnego jeża😂
      Także… Narazie blefuję😂 przyznaję bez bicia.

      Cieszę się jak o-matko i o-dżizas jednocześnie, bo Ale klapa! narazie podbija serca.

      • T
        Tony Porter
        |

        He, he, ten sam poziom absurdu – istny Latający Cyrk Monty Pythona w wersji znad Wisły:)
        A! Roman! Jego nie brałam pod uwagę. Bardzo Cię, Romanie, przepraszam – troszczysz się o Liduchnę, a i ciąg dalszy opowieści pokaże, że potrafisz być użyteczny:) Panowie zdecydowanie się różnią – nie sposób ich pomylić. To wychodzenie inaczej podczas pisania to naprawdę niezła zabawa dla piszącego:) Ha! No to masz sprawdzone informacje z wiarygodnego źródła:) Nie samym Górskim czy Paczesiem żyje człowiek – czasem trzeba popłakać bynajmniej nie ze śmiechu. Walcuj clowna swobodnie:) No! Podgrzałaś atmosferę – tajemniczy tatuś, tajemnicza przeszłość… mniam:)
        Oczywiście, że podbija – mnie to wcale nie dziwi:) Pójdzie jak burza i wkrótce wyląduje na pierwszym miejscu wszelkich list przebojów:)

      • J.Gibson
        |

        O tak! Roman być bardzo użyteczna😛😛😛😛
        Aż tak dobrze mi wróżysz?
        Hiciorek nad hiciorki?
        Poczekaj, poczekaj!
        Nie chwal dnia przed zachodem, faveta przed ślubem, a książki po pierwszym rozdziale.😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Oczywiście, że Ci dobrze wróżę:) Nie, żebym była skrajną optymistką i bardzo często moja szklanka jest do połowy pusta, ale uważam, że historia Lidki będzie miała rzesze czytelników. Nie po pierwszym, tylko po czterech – to po pierwsze, a po drugie, to uważam, że nie ma co odkładać chwalenia na później, bo z tym jak z robotą – później odkłada się sama:) Wyobraź sobie, że każdy z komentujących bierze w chwaleniu na wstrzymanie i po pierwszym rozdziale czytasz komentarze typu: “nooo, niezłe”, “może coś z tego będzie”, “zapowiada się całkiem, całkiem”, ale nikt nie napisze, że “bardzo, bardzo mu się podoba, nóżkami przebiera, rączki z oczekiwaniem na ciąg dalszy zaciera, śmieszne, zabawne, boki zrywać, ojejuniu, zaj***ste, Jadzia, w Twym słowie jest moc!” No? To co, chwalić czy nie chwalić? 🙂

  9. J.Gibson
    | Odpowiedz

    No to jedź Tonyczku z tym miodem! 😂😂😂😂

  10. P
    PAT
    | Odpowiedz

    Pole dance… pozamiatane, dziękuję… 😎

  11. J.Gibson
    | Odpowiedz

    W sensie?
    Bo ja już raz wyjaśniałam, że nie jestem staromodna i nie zamiatam, więc trudno mi rozszyfrowac wydźwięk twojego komentarza.

    • P
      PAT
      | Odpowiedz

      Mam rurę w sypialni… 😂 Chyba wystarczy?? 🤔

    • P
      PAT
      | Odpowiedz

      W sensie rurę do pole dance mam w sypialni 😂 mało precyzyjne te moje komentarze ostatnio…. 🤦‍♀️

      • J.Gibson
        |

        No to zazdroszcze. Ja nie ryzykuję. Zygmunt nawet łóżka porządnie nie umie zmontować, to jakby mi rurę zamocował pewnie rypłabym po pierwszym obrocie od razu na ostry dyżur😂😂😂
        Tak. Wiem Zygmunt, że to czytasz! Jak ogarniesz łóżkob stół i dwie półki to się zastanowię czy ci w przypadku rury zaufać!
        A wracając do ciebie PAT.
        Przy jakiej muzyce najlepiej ci się tańczy na sprzecie?

  12. P
    PAT
    | Odpowiedz

    To zależy czy mówimy o pole sport czy o Exotic… Do pole sportu bardziej sprawdza się szybsza muzyka, natomiast do Exotic pasuje coś wolniejszego z mocnym basem, taki konkretny dźwięk. Jesli masz ochotę to możesz sobie sprawdzić piosenkę Two Feet – Go fu*k yourself – To, jak dla mnie, idealna piosenka do tańca na rurze (klip sam się broni :D).

    Zamontowanie rury nie jest takie trudne… Gorzej z jej zakupem bo to niestety droga zabawa…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Piosenkę sprawdzę a co do rury… Wiem że to nie taka pierwsza lepsza z hydraulicznego😂😂😂😂

Napisz nam też coś :-)