Amen (II)

with 5 komentarzy

Amen tajemncze zniknięcie dziewczyny, jej miłość do księdza i tajemnica do rozwikłania.Krążę znów w przestrzeni murów i zawieszenie czekania na niewiadome, przerywają mi jedynie msze. Bicie dzwonu wyrywa z uśpienia, głos księdza kołysze, a modlitwy wiernych uspokajają i usypiają. Tak mija jeden dzień i noc.
Czuję, że stany na jawie są coraz krótsze i rzadsze i nie podoba mi się to. Zanikam i zdaję sobie z tego sprawę.
Nie zniknę! Nie godzę się na to!

Znów pływam między ludźmi, lecz nie reagują na mnie już wcale. Słabnę i boję się tej słabości. Podczas przyjmowania Ciała Chrystusa, zawisam przed każdym z wiernych i myślami do nich krzyczę.

Nic, zero reakcji.
Gdy już mam zrezygnować i pogodzić się ze znikaniem czuję, że ktoś macha we mnie ręką. Tak! Macha we mnie!

Dotąd przenikałam przez ludzi i nic nie czułam, odbierałam ich nijako. Teraz poczułam nagromadzenie energii wycelowanej we mnie po to, bym poczuła.
Oszołomienie, ale i wzmocnienie otrzymaną dawką energii.

- Ty mnie widzisz! - krzyczę do księdza, a ten zamiera z palcami przed wywieszonym jęzorem kobiety, która czeka na opłatek. - Widzisz mnie, prawda?

Ksiądz podaje spokojnie opłatek i wszystko wraca do poprzedniego stanu, ale ja teraz nie odpuszczę. On musi mnie usłyszeć ponownie. Przez całą mszę krzyczę do księdza, śpiewam jakieś bezsensowne piosenki. Nie wiem, skąd je znam, ale drę się całą sobą i chcę, by mnie usłyszał.
Ksiądz prowadzi mszę nadal, ale co jakiś czas się zacina, przejęzycza, czym dziwi wiernych. Co chwilę, któraś z kobiet pochyla się do sąsiadki i szepce jej coś do ucha. W końcu wierni opuszczają kościół, ksiądz otwiera tabernakulum i zamiera w bezruchu.

- Czemu stąd nie odchodzisz? - pyta cicho.

To do mnie?

- A więc mnie słyszysz?! - wołam myślą. - Miałam rację i widzisz też!

Utwierdza mnie w tym przekonaniu, obracając się w moją stronę.

- Tak, widzę i słyszę. - Jest zdenerwowany, a może wystraszony? - Nie powinno cię tutaj być. Powinnaś odejść, jak robią to inne dusze, więc co tutaj robisz?

- Nie wiem - odpowiadam smutno. - Nie pamiętam nic.
- To nie może być. - Kręci głową. Teraz widzę wyraźnie strach na jego obliczu. - Nie jesteś gotowa do ponownych narodzin! Nie zapomniałaś jeszcze całkiem...
- Nic z tego wszystkiego nie rozumiem! - Czuję, że gdybym miała oczy, to właśnie lały by się z nich łzy. - Kim ja jestem? Pomóż mi!
- Czy wtedy odejdziesz? - Podchodzi do mnie bliżej. - Opuścisz to miejsce?
- Nie wiem. - Podpływam bliżej niego. - Pomóż.

Dłuższą chwilę patrzy, milcząc i drapiąc się po brodzie. W końcu ramiona opadają, podchodzi do pierwszej ławy i opada na nią ciężko.

- To cię zaboli Ado. - Opuszcza głowę i bawiąc się nerwowo różańcem przyczepionym do sutanny, mówi dalej. - Zostałaś zamordowana, uduszona w wieku dwudziestu jeden lat. Mordercy jeszcze nie znaleziono.

Zerka w moim kierunku, jakby czekał na coś.

- Nie pamiętam. - Złości mnie własna bezradność i pustka w jaźni.
- Poczekaj chwilę. - Nadal nie spuszcza ze mnie wzroku. - Daj czas wspomnieniom, by wróciły. Teraz mają dalszą drogę.
I wtedy to czuję, oglądam, jak film.

Wychodzę z pracy i idę przez ciemny parking, kierując się do swojego auta.
Nie docieram do niego, gdyż ktoś zasłania mi dłonią i trzymaną w niej szmatką nos i usta, drugą ręką obejmując ciasno w pasie. Próbuję się wyrwać, lecz umysł traci czucie w członkach, a te wiotczeją. Wiotczeję i odpływam w nicość.

Budzę się i stwierdzam brak możliwości ruchu. Ogarnia mnie przerażenie i chcę krzyknąć, lecz usta blokuje kulka, zapięta czymś naokoło głowy.

- Stul pysk! - To głos wychodzącego z cienia mężczyzny.

Jest nagi i podniecony.
Podchodzi powoli i pochyla się nade mną.
Skupiam załzawiony wzrok na jego dłoni i strzykawce wypełnionej przeźroczystym płynem. Ukłucie w szyję i coś dziwnego dzieje się z moją świadomością.
Spowolnionym tempem oczu obejmuję jego twarz i ten obraz jest ostatnim, który pamiętam.

- Już wiem - mówię cicho. - Wiem, dlaczego nie odeszłam.
- Tak? - Ciekawość na twarzy księdza.
- Morderca tutaj był i widziałam go podczas pogrzebu. - Myślę coraz głośniej. - Ciągnęło mnie do trumny, na dwór i jeszcze dalej, ale się oparłam.
- To jest dziwne Ado. - Kiwa głową na boki. - To jest bardzo dziwne.

I nagle coś, jakaś siła wyciąga mnie z kościoła. Widzę najpierw oddalającą się i zszokowaną twarz księdza, po chwili jasność dnia wokoło. W coraz szybszym tempie przemieszczam się w kierunku... cmentarza. Nad nim zawisam.

Patrzę na swój grób, kolorowe kwiaty i zaczynam opadać na nie i przez nie niżej. Otacza mnie ciemność, wciąga mnie moje ciało. Skurcz powiek. To czuję i strach, że taka właśnie ma być moja wieczność. Będę więźniem w martwym ciele!

Ponowny skurcz powiek i tak szybko, jak wyciągnęło mnie ze świętych murów, tak samo szybko wróciłam do nich.

- Co się stało?! - Pyta przerażony ksiądz.
- Nie wiem! - Strach zaczyna ustępować.

Tutaj czuję się bezpiecznie. Ten człowiek jest dobry, przy nim jestem spokojna.

- Wróciłam do ciała na chwilę. - Opisuję. - Poczułam powieki i znów wróciłam do ciebie. Dobrze mi przy tobie. Jak masz na imię?
- Mateusz. - odpowiada w zamyśleniu. - Nie rozumiem tego. Nigdy nie widziałem czegoś takiego.
- Czy widzisz wszystkie duchy? - Chcę wiedzieć więcej.
- Tak. - Kiwa głową. - Ale one odchodzą przed, lub tuż po pogrzebie. Niektóre nie odwiedzają nawet żałobników.

I znów powtórka.
Targnięcie porywa mnie na cmentarz i wpycha w trumnę, w ciało i poraża bólem w klatce piersiowej. Ból, strach i powrót do kościoła.

- Mateuszu! - Boję się, bo nie rozumiem. - Znów wróciłam do ciała i zabolało!
- Niemożliwe! - Mateusz zrywa się z ławki. - Nie możesz czuć, skoro jesteś martwa! Chyba, że...

I kolejny raz wracam do ciała.
Tym razem boli mnie czaszka i oczy w niej, serce i ramiona.
Znów kościół.

- Mateuszu! - krzyczę już tak głośno, że ten zatyka odruchowo uszy. - Wszystko zaczyna mnie boleć! Serce, głowa i oczy! Co się dzieje?!
- Nie wiem! - Panika na twarzy i rozłożone szeroko ramiona.

Błyskawiczne przeniesienie i patrzę na cienkie pasemko światła, wpadające z boku trumny. Ona nie jest całkowicie zamknięta, ja mam otwarte oczy i zaczynam czuć palce dłoni.
Chcę jęknąć, ale ledwo oddycham. Nie ma mowy o poruszeniu strun głosowych.

Mateuszu! - Myślę mocno. - Ratuj mnie!

Nic się nie dzieje, słyszę ciszę i swoje bicie serca. Czy ja żyję?
Co się dzieje?!

Cisza i pasmo światła, powoli przesuwające się, wraz z upływem czasu. Niedługo zajdzie słońce i pasmo nadziei zgaśnie.
Mateuszu!

Dźwięk szurania dobiegający z góry, coraz głośniejsze odgłosy. Więcej światła i coś szarpiącego wieko nade mną, ruchy pudła, w którym mnie pochowano.
Stęknięcie na zewnątrz i bardzo powoli unosząca się pokrywa i zapach powietrza wdzierające się przez nozdrza do płuc. Wreszcie twarz i szeroko rozwarte źrenice Mateusza.

- Ada! - Udaje mu się mnie dosięgnąć. - Ty żyjesz!

Jego dłoń dotykająca policzka jest w tym momencie najcudowniejszym świadectwem tego, że nie umarłam. Czuję jej gładkość i bezpieczeństwo, które z sobą niesie.

- Muszę cię stąd wyciągnąć! - Stanowczość i złość?

Pochyla się nade mną i z trudem unosi w objęciach. Po chwili policzek dotyka miękkiej i nagrzanej słońcem trawy. Znów jestem w jego ramionach i patrzę w cudownie niebieskie tęczówki mojego zbawcy. Już nie jest mi zimno. Jego ciepło przenika we mnie poprzez sutannę.

- Wszystko będzie dobrze - szepce, prawie biegnąc. - Nie bój się już.

Chcę powiedzieć, że wiem, ale nie potrafię. Utknęłam spojrzeniem w błękitnych oczach i nie chcę być już nigdzie indziej.

Znów jesteśmy w kościele. Zanosi mnie na tyły budynków i układa ostrożnie na podłodze. Sięga po coś i po chwili słyszę nerwowe wezwanie karetki pogotowia.

- Trzymaj się dziecko. - Znów mam go w kadrze widzenia. - Nie zostawię cię.

Trzymam się jego słów, gdyż czuję ogarniającą mnie słabość, nie panuję nad powiekami. Zamykają się.

- Ado! - Jego krzyk z oddali. - Nie waż się umierać! Nakazuję ci tu zostać!

Coraz cichsze słowa, a po chwili widzę nas z góry. Przyglądam się temu ze spokojem. Jest mi dobrze. Tu nie ma emocji.
Nie ma ich nawet wtedy, gdy rozrywa moją pogrzebową sukienkę i wali pięścią w nagą klatkę piersiową. Uderzenie i pochyla się, wdmuchując w moje usta powietrze. Kładzie skrzyżowane dłonie na mostku i uciska nerwowo. Kilkanaście uciśnięć i znów usta dotykają ust.

A może jednak byłoby dobrze wrócić? Poczuć jego usta będąc w swojej powłoce?
Kilkanaście uciśnięć dłoni...
A może lepiej jest poczuć te dłonie skórą?
Znów usta wdmuchują powietrze i to powietrze i usta czuję już.
Rejestruję kropelkę potu spływającą po jego skroni, a po chwili ból atakuje mnie i paraliżuje myślenie.

- Ada - szept Mateusza. - Dziękuję.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kajjka
    | Odpowiedz

    Zabawne 🙂 Znaczy opowiadanie nie zabawne ale interesujące, zabawne bo sama właśnie wystartowałam tekst, w którym bohaterka ma na imię Ada i 22 lata ;). I początek też mi się otarł o cmentarz, chociaż zdecydowanie w innych okolicznościach :).
    U Ciebie jednak jest znacznie ciekawiej i zdecydowanie niekonwencjonalnie. Uzbrajam się w cierpliwość w oczekiwaniu na dalszy ciąg…

  2. laid back
    | Odpowiedz

    😉

  3. Michałina
    | Odpowiedz

    Mika czy zauważyłaś że nie działa Wasze Opo/Ero?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Jak nie działa?
      U mnie działa ;-(

      • Kajjka
        |

        Mika, na pasku u góry jest ok, ale na stronie głównej pod działem “moje opo/ero” faktycznie dział “wasze opo/ero” się nie otwiera tylko wyskakuje “error 404 sorry page not found”

Napisz nam też coś :-)