Amen (III)

with 3 komentarze

Amen tajemncze zniknięcie dziewczyny, jej miłość do księdza i tajemnica do rozwikłania.Szpital, badania, szok osób zaglądających mi w oczy i w końcu policja.
Pytania, na które potrafiłam odpowiadać jak na razie jedynie kiwaniem głowy.

Kroplówki, facet ze szkicownikiem rysujący twarz napastnika i powracające przerażenie, gdy zobaczyłam ukończony rysunek.

W końcu mogłam wstać, porozmawiać z rodziną, uspokoić ich i pominąć prawdę.
Nie mogłam natomiast nikomu opowiedzieć historii o tym, co mi się przydarzyło.
To musiało pozostać tajemnicą. Moją i księdza Mateusza.
Musiałam go zobaczyć, zapytać, sprawdzić, czy to wszystko nie było aby jakimś sennym koszmarem.

Rodzice mnie pilnowali, wciąż pod opieką. Każdy bał się niedoszłego mordercy, który podał mi, co wykazały badania, tetrodotoksynę i zabawiał się mną w ten sposób. Dobrze, że niewiele pamiętam.

Tata przywiózł mnie i odprowadził pod sam kościół. Poprosiłam go, by mnie tutaj zostawił, gdyż chcę porozmawiać z księdzem, wyspowiadać się i pomodlić. Przekazana w ręce księdza Mateusza, i zamknięta w błękicie zatroskanego spojrzenia.

- Chodź dziecko. - Poprowadził do wnętrza kościoła. - Jak się czujesz?
- Zamknij proszę drzwi. - Wciąż wydawało mi się, że jestem śledzona przez niedoszłego mordercę.
- Dobrze. - Zrozumiał.
- Znowu pogrzeb? - Patrzyłam na trumnę przed ołtarzem.
- Tutaj, to nic niezwykłego. - Uśmiechnął się uspokajająco. - Usiądź. - Wskazał ławkę.

Nie usiadłam, oklapłam ciężko i westchnęłam.

- Jak się czujesz? - Przysiadł obok i pochylił się do przodu, zaglądając troskliwie w oczy.
- Fizycznie dobrze. Gorzej z psychiką. - Musiałam go zapytać. - Mateuszu, czy ja byłam duszą poza ciałem?
- Tak - przytaknął.
- Dzięki Bogu. - Poczułam ulgę. - Zastanawiałam się, czy to nie był sen.

I wtedy to zobaczyłam i zamarłam.
Tuż obok trumny, czy właściwie nad nią unosiło się... coś. Jasne i migoczące. Rozmazywało się i przesuwało raz w jedną, raz w drugą stronę. Mateusz wyczytał z mojej twarzy strach i podążył za spojrzeniem.

- To dusza - szepnął. - Zniknie po pogrzebie. Już nawet nas nie dostrzega. Nie to co ty wtedy.

Objął mnie ramieniem, gdyż drżałam. Drżałam, bo po raz pierwszy widziałam coś takiego.

- Ale dlaczego ja ją widzę? - spytałam, dygocząc.
- Umarłaś, byłaś poza ciałem - wyjaśnił spokojnie. - Wróciłaś, pewnie dlatego.
- Ale ja nie chcę. - Zbierało mi się na płacz.

Czegoś takiego nie da się przyjąć, ot tak.

- Nie musisz się bać Ado. - Pogłaskał mnie po policzku. - One nie robią krzywdy, a teraz już wiesz, że śmierć to nie koniec.

Uniósł delikatnie moją brodę i z uśmiechem zaglądał błękitem w moją zieleń.

- Wydarłem cię śmierci - szepnął, a ja przestałam mrugać, przyglądając się pięknie wykrojonym ustom.

To te usta wdmuchiwały we mnie powietrze. Ciekawe jak smakują. Jaki smak mają usta księdza. Mateusza...

Przybliżyłam twarz, on swojej nie cofnął. Ciepły oddech na ustach, to te usta ściągnęły mnie zza lini śmierci. Pokonałam ostatnie centymetry i posmakowałam gładkości warg. Nie zareagował w pierwszym momencie, ja tylko musnęłam.
Znów wdychałam jego oddech. Kolejny dotyk warg i w tym momencie stało się coś dziwnego z naszymi ciałami. Mateusz wpił się we mnie, jakbym była jego ratunkiem. Ja objęłam go, oddając pocałunki, a po chwili wdrapałam się, siadając na nim i obejmując udami. Ręce oszalały. Moje przyciągały jego głowę, on przyciągał moje biodra, zacisnął ramiona w pasie i poczułam podniecenie. Swoje i Mateusza. Jęknęłam i poruszyłam się, na co on odpowiedział jękiem.
Najchętniej zdarłabym z niego wszystko, nabiła się na to, co czułam przez dzielący nas materiał, ale nie było mi to dane. Zbyt szybko rozpaliliśmy się, zbyt mocno ocierałam się o niego. Za bardzo się podnieciliśmy i kilka chwil później zaciskałam kurczowo palce w jego włosach, sprawiając mu zapewne ból, lecz on znalazł się w tym samym miejscu. Jęknął w moją szyję dysząc i trzymając biodra, unieruchamiając mnie.

Nie wiem co to było, ten samozapłon. Bez wstępu, bez planowania, tak nagle... tak nieodpowiednio i zakazanie.

Żadne z nas nie spieszyło się do rozdzielenia ciał. Siedziałam w bezruchu uspokajając oddech, on nadal mnie przytulał.
W końcu jednak któreś z nas musiało się poruszyć i zrobiłam to ja. Zsunęłam się i usiadłam na poprzednim miejscu.

- Przepraszam - mruknął ze spuszczoną głową. - Ja... nie wiem, co powiedzieć.

A co tu można powiedzieć. Jakaś iskra przeskoczyła i przyciągnęła nas do siebie, jak dwa magnesy, nim zdążyliśmy pomyśleć.

- Pójdę już. - Bałam się na niego spojrzeć. - Zadzwonię tylko po tatę.
- Będę na tyłach kościoła. Jak przyjedzie, odemknij tylko zamek.

Wstał i chwiejnym krokiem odszedł, znikając w bocznych drzwiach.
Ja zostałam, przyglądając się duszy, która musiała nas jednak widzieć i teraz zawisła przede mną. Bałam się jej, ale już mniej. Przecież była tam, gdzie wcześniej ja.

Co ja przed chwilą zrobiłam? I to z kim?! Czy to grzech?

Wyszłam w światło dnia, gdy tata załomotał w drzwi i wciąż rozedrgana, pozwoliłam się odwieźć do domu.

Nikt ode mnie niczego nie wymagał. Miałam się zajmować sobą, lecz ja bez przerwy myślałam o nim.
Dlaczego Mateusz?
Wiedziałam dlaczego.

Uratował mnie, stając się moim bohaterem.
Był niewinny i kusił tą niewinnością. Która kobieta nie marzy o mężczyźnie mającym nakaz celibatu. Wiedziałam, że to niemoralne, ale te błękitne oczy, spokój w nich i usta, które całowały może po raz pierwszy...
Czy kochał się z kobietą? Czy chciałby się kochać ze mną?
Myśli o tym co zrobiliśmy, tego byłam pewna i wiedziałam, że i ja nie zapomnę.
Umarłam i wróciłam. Dojrzewało we mnie przeświadczenie, że muszę zrealizować to pragnienie, bo może dlatego właśnie wróciłam. Może Mateusz nie powinien być księdzem. Powinien być moim mężczyzną i kochankiem.

Postanowiłam, że wrócę tam jutro, porozmawiam z nim.

Dziwne otępienie, w którym byłam od przebudzenia w szpitalu, zastępowało drżenie serca i nowe uczucie w żołądku.
Ty mnie wydarłeś śmierci? - pomyślałam. - Ja cię zawłaszczę miłością.

Usnęłam tej nocy spokojnie i po raz pierwszy od powrotu do domu nie miałam koszmarów.

- Tato - zaćwierkałam rano tak radośnie, że aż wszyscy osłupieli nad śniadaniem. - Czy mogę pożyczyć twój samochód? Chcę iść na poranną mszę.
- Zawiozę cię stokrotko. - Tata chciał dobrze, ale ja musiałam sama.
- Nie możecie mnie cały czas pilnować. - Tłumaczyłam, starając się robić to spokojnie. - Będę w grupie ludzi, więc nic mi się nie stanie. Przecież tam mnie nie zaatakuje.
- Pojadę z nią. - Inicjatywę przejął bracik zgadując, że nie chcę obecności rodzicielskiego oka. - Po mszy ją odbiorę.

Nie raz kryliśmy się nawzajem, gdy sytuacja tego wymagała.

- Co ty kombinujesz siostra? - Wiedziałam, że długo nie wytrzyma bez zadania tego pytania.
- Nie powiem.
- Nie, to nie. - Obruszył się. - I tak się dowiem. Aś się odpindrzyła!

Fakt. Sukienka podkreślała, makijaż również, włosy luźno podrygiwały lokami. Zawsze chciałam mieć proste, teraz już mnie to nie zajmowało.
Zajmował mnie Mateusz i jego spragnione usta, złaknione ciało i błękit oczu.

- Muszę się wyspowiadać. - Uśmiechnęłam się do brata.
- Od wczoraj nagrzeszyłaś? - Uniósł zdziwione brwi.
- I to jak - parsknęłam, czym zmieniłam pozycję tych ostatnich i rzeźbę jego czoła. - A poza tym, wczoraj się nie spowiadałam.
- Zmieniłaś się od... - I tu przerwał, czym mnie tylko rozśmieszył.
- Od mojego pogrzebu. - Dokończyłam za niego. - Kiedyś ci coś opowiem, ale jeszcze za wcześnie na to.
- Wiesz, jak mnie takie gadki wkurzają! Albo mówisz, albo nie robisz smaka na coś - fuknął i zamilknął.

Podpuszczałam go, ale co tam. Mam czas na opowieści zza drugiej strony.

W kościele stanęłam w krótkim ogonku osób, czekających na rozgrzeszenie.
Nie po rozgrzeszenie tu przyszłam, ale by grzeszyć właśnie i kusić do tego w dodatku.
Byłam ostatnia, co ucieszyło mnie dodatkowo.
Uklęknęłam, zbliżyłam twarz do konfesjonału i szepnęłam:

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

Cisza i oczy Mateusza za drewnianym ażurem.

- Na wieki wieków Amen. - Cicha odpowiedź po dłuższej przerwie.
- Ostatni raz spowiadałam się przed... śmiercią.

Zapadła cisza. Widziałam zaskoczenie w oczach, które spoglądały na mnie zza przegrody.

- Mów dalej... dziecko. - Na ostatnim słowie głos się załamał.

Czyli nie pasuje mu to określenie do mojej osoby.

- Popełniłam grzech ojcze. Mam nieczyste myśli i nie mogę z nimi zwyciężyć. Nie chcę nawet. Myślę wyłącznie o niebieskich oczach i miękkich ustach mojego wybawcy, o jego... - Przerwałam czując, że tych słów wypowiedzieć nie mogę i nie muszę. - Wiem, że on jest związany ślubami, ale wiem też, że mnie pragnie. Nie proszę o rozgrzeszenie - kontynuowałam, słysząc ciszę i głośniejszy oddech Mateusza. - Błagam o ciebie.

I w tym momencie Mateusz wstał i wyszedł po prostu z konfesjonału, kryjąc się w zakrystii.

Usiadłam w pierwszej ławce i czekałam cierpliwie na mszę.

- Siostra, co to było? - Marcin przysiadł się i gorączkowym szeptem zapluł moje ucho.
- Moja przyszłość Marti - mruknęłam, przyglądając się Mateuszowi, który przygotowywał się właśnie do rozpoczęcia mszy.
- Jaja se robisz? - To było wyszeptane zdecydowanie za głośno, w skutek czego kobieta w ławce obok zgromiła nas wzrokiem.- Że ty i on...
- Oj tak, bracik. - Przyglądałam się mechanicznym ruchom księdza. - Oj tak...

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. laid back
    | Odpowiedz

    Nikt?Oprócz mnie dziś nie zaglada?

    • Kajjka
      | Odpowiedz

      ja zaglądam i jeszcze wczoraj przeczytałam, ale nie chcę pisać pod każdym kawałkiem, że mi się podobało i czekam na cd. :D, bo Autorka i tak to wie 😉

  2. Jędrek
    | Odpowiedz

    Główna bohaterka zdaje się mylić miłość z rządzą…

Napisz nam też coś :-)