Amen (IV)

with 13 komentarzy

Amen tajemncze zniknięcie dziewczyny, jej miłość do księdza i tajemnica do rozwikłania.

Następnego dnia znów dowieziona zostałam po kościół i tym razem nikt miał mi już nie towarzyszyć, czy raczej przeszkadzać. Nie wiedziałam, czy moja natarczywość odniesie zamierzony skutek, ale nie potrafiłam przestać.

- Cześć - miauknęłam, stając za plecami Mateusza.
- Szczęść Boże - odpowiedział odruchowo i skamieniał.
- Pewnie zastanawiasz się, co tutaj robię i czego od Ciebie chcę. - Starałam się mówić łagodnie, choć kurczący się od emocji żołądek zmuszał do wręcz odmiennych zachowań. - To od razu powiem, że zaparłam się na ciebie i uważam, że nie bez powodu mnie uratowałeś.
- Czyli? - Zaplótł ramiona na piersi.
- Czyli wyrwałeś mnie z łapsk śmierci, bym teraz ja porwała cię dla siebie. - Powiedziałam to i doszedł do mnie bezsens własnych słów.

Westchnął, opuścił ramiona i podszedł do ławy. Usiadł i popatrzył na mnie z powątpiewaniem.

- Ado, uratowałem cię i to moje największe osiągnięcie w życiu - zaczął powoli. - Cieszę się z tego, ale to nie powód, bym porzucił kapłaństwo.
- A to, co stało się między nami? - Nie wierzyłam, że może nie pojmować logiki zrządzenia boskiego.
- To było jakieś zaćmienie i przykro mi z tego powodu. - Obserwował moje reakcje, a mnie zbierało się na płacz. - Nie powinno było do czegoś takiego dojść i nie dojdzie więcej. Zapomnij o tym i o mnie.
- Mam zapomnieć? - Głowa sama przeczyła ruchami na boki. - Nie zapomnę i ty też nie zapomnisz!
- Ado, ja należę do Boga - Rozłożył ramiona, jakby to krótkie zdanie miało być dla mnie wystarczającym wyjaśnieniem.
- A ja do kogo?! - krzyknęłam. - Do Szatana i przyszłam by cię kusić, a ty masz się przede mną obronić? Idiota z ciebie i tyle!

Wkurzona, opuściłam kościół i puściłam się biegiem przed siebie. Nie zobaczy moich łez, nie będę w nim wzbudzać litości.

Przebiegłam przez cmentarz i dopiero za jego murami zatrzymałam się, dając ujście łzom. Usiadłam na murku obok śmietnika i ryczałam, jak idiotka.
Po co mnie ratował?! Byłabym teraz w innym miejscu i nie musiałabym tak cierpieć.

- Teraz mi już nie umkniesz. - Ten znajomy głos wpełzł w moją świadomość i zjeżył włosy na karku. - Raz się wywinęłaś śmierci i dosyć. O jeden raz za dużo.

Uniosłam głowę i napotkałam oczy. Złe oczy, złego człowieka. Więc jednak mnie znalazł.
Pierwszym uczuciem była panika i odruch ucieczki, lecz po chwili stwierdziłam, że tak przecież miało być. Miałam umrzeć tam, wtedy, a człowiek, który mnie uratował, nie chce mojej osoby i duszy przy sobie.
Poczułam rezygnację i coś na kształt ulgi.

Zbliżającą się do twarzy dłoń ze szmatką przyjęłam z ulgą, nie broniłam się.
Głęboki wdech i koniec.

***

Wiem, że jestem w kościele. Tego jestem pewna. Nie wiem natomiast, dlaczego. Jest pusto, pachnie kadzidłem, a przed ołtarzem klęczy postać. Rozpoznaję ją, to Mateusz. Przecież powinnam być już po drugiej stronie. Może przyszłam się pożegnać, tylko po co? Przecież on mnie nie chce. Nawet nie zatęskni.

Popatrzę sobie na niego jeszcze. Zakochałam się miłością ofiary i może gdyby nie miał tak pięknych oczu... Teraz to nieważne, już po wszystkim.

- Żegnaj - pomyślałam. - Z Bogiem.

Mateusz drgnął nerwowo, wyrwany z zamodlenia.

- Ada? - Rozejrzał się naokoło, aż w końcu odnalazł mnie w powietrzu nad sobą. - Co ty... Zabiłaś się?! Przeze mnie?
- Nie Mateuszu. - Spokój, który mnie ogarniał i ciągnął w dal, w ukojenie. - On mnie znalazł, a ja się nie broniłam. Czy zostanę za to potępiona?
- Ada! - Zerwał się, wyciągając ręce, jakby chciał mnie objąć, a te przepłynęły przez moją postać i pobudziły, ożywiły, zaniepokoiły. - Gdzie jesteś? Twoje ciało?
- Nie wiem i nie chcę już wiedzieć - odparłam czując, że nawet ten chwilowy kontakt z jego dłońmi wyrywa mnie z macek przyciągającej spokojem dali. - Żegnaj.
- Nie! - krzyknął i ruszył ku drzwiom. - Nie zgadzam się!

I wybiegł w jasność dnia, ja zostałam.

***

Szpital, rurki, pikanie, biel sufitu.
Znów uratowana?! Ale ja nie chciałam!

- Dziecko kochane. - Zapłakana twarz matki wisząca nade mną. - Czy ty się uparłaś, żeby znaleźć się już po drugiej stronie?!

Kiwnęłam potakująco głową, lecz nikt z zebranej wokoło łóżka rodziny nie zauważył tego.

- Zdrowiej i śpij. - Uścisnął moje ramię ojciec, a pielęgniarka wcisnęła tłoczek strzykawki w zaworek kroplówki.

Nicość.

Znów w domu, lecz już bez obstawy.
Mojego niedoszłego mordercę złapano i był nim pracownik domu pogrzebowego. Zostawił ślady na miejscu powtórnej nieudanej zbrodni i tak wpadł. Plus portret pamięciowy sporządzony, po pierwszym zamachu na moja osobę.
Nie musiałam się już bać.
Nie bałam się, przestałam czuć cokolwiek.

Znów uratował mnie Mateusz. Odkopał ziemię, którą przysypał mnie morderca, a ten nie wysilił się nawet. Odurzył eterem, wrzucił do niedoszłego grobu i zasypał niedbale, przysypując zwiędłymi kwiatami. Nie zdążyłam się niestety udusić.

Nie zamierzałam popełniać samobójstwa, lecz nie miałam zamiaru żyć. Wegetowałam, leżąc w łóżku. Nie chciałam jeść, ani pić. Nie chciałam niczego. Chciałam śmierci.

- Dziecko, ty musisz jeść! - Załamywała nade mną ręce mama. - Tyle życia masz przed sobą.

Karmiona kroplówką, myta na leżąco i oddychająca tylko samoczynnie.
Jakiż bezsens...

Wystawiana w ogrodzie na słońce, jak roślina tyle, że w wózku, nie w doniczce.
Coś śpiewało w koronie drzewa, coś szumiało i powiewało zapachami.
Niech sobie śpiewa, niech szumi. Mi to obojętne.

- Szczęść Boże. - Dobiegło mnie nieśmiałe zza pleców. - Co ty z sobą robisz dziecko?
- Nie nazywaj mnie tak! - Warknęłam i były to pierwsze słowa, wypowiedziane przeze mnie od ponownego odzyskania ciała. - Zostaw mnie w spokoju!
- Ada... - Bezradnie patrzył mi w oczy, kucając przed wózkiem inwalidzkim.
- Nie powinieneś był mnie ratować! - Ziałam jadem. - Wynoś się stąd do swojego kochanego Boga. Mnie zostaw w spokoju i nie ratuj kolejnym razem!

Mrugał nerwowo, zszokowany agresją mych słów. Wstał i odszedł. I dobrze!

Wieczorem toaleta i tym razem odmiana. Mama z pielęgniarką zawlokły mnie do wanny i szorowały wściekle, jakby to miało dodać mi chęci do życia. Znów milczałam i nawet na nie patrzyłam.

- Ada. - Mama płakała, rozczesując mi włosy. - Nie możesz tak.

Mogę, pomyślałam. I będę.

Usnęłam i śnił i się Mateusz, znowu. Nie morderca, nie koszmar trumny i śmierci pod ziemią, ale ten piękny i niedostępny człowiek. Dotykał mojej twarzy i obejmował czule.

- Przestań mi się śnić Mateuszu - poprosiłam, a łzy same popłynęły po uchu, na poduszkę. - Nie mam już siły, chcę umrzeć.
- Po pierwsze nie śnię ci się - mówił cicho w moje włosy. - A po drugie nie po to cię ratowałem, żeby dać ci teraz umrzeć.
- Nie kłam, to sen. - Szepnęłam zrezygnowana. - Poznaję przecież. Au! - Pisnęłam, gdy poczułam uszczypnięcie w biodro.

Szarpnęłam się, odwracając do niego. Zaniedbane brakiem ruchu mięśnie oporowały, lecz w końcu leżałam twarzą do niego, patrząc w spokojny błękit.

- I bądź cicho, bo nikt nie wie, że tu jestem. - Uśmiechnął się, zalewając moje serce radością. Zapomniane prawie uczucie. - Wszedłem przez okno.
- Po co? - Naciskałam.
- Wolę uratować jedną duszę, niż czynić starania względem dziesiątków innych. - To było wypowiedziane poważnym tonem. - Wybrałem twoją, gdy zrozumiałem, że ty wybrałaś mnie i miałaś rację. To się nie stało bez powodu.
- Chcę dowodu.
- To mężczyźni mówią przeważnie te słowa. - Uśmiechnął się i nie mogłam nie odpowiedzieć uśmiechem.
- Ale ja chcę. - Znów w brzuchu dziwny, radosny skurcz. - Czy ty kiedykolwiek...
- Nie. - Wpatrzył się w moje usta.

I dostałam, czegom chciała.
Wygłodniałe ciało Mateusza dało wiele, ale jeszcze więcej wzięło. Wpadł dosłownie w szał i gdyby nie okoliczności i rodzice piętro niżej, pewnie by mną zdemolował pokój. Czułam każdą kosteczkę i ociekałam potem, ale i świeciłam szczęściem.
Musiałam dwukrotnie umrzeć, by przekonać tego człowieka do bycia z sobą.
Umarłam i nie boję się już śmierci, lecz na razie nie wybieram się tam.
Teraz muszę poznać mojego duchownego szczególnie, że porzucił dla mnie kapłaństwo i ciężkim zadaniem będzie zastąpienie mu tego, co dotąd było jego życiem.
A może nie. Zobaczy się.

Rano zeszłam na śniadanie o własnych siłach, a za mną Mateusz.
Żałuję, że nie uwieczniłam min rodziny przy stole. To zdjęcie byłoby bezcenne.
Szok zastąpiła radość i takież łzy radości obojga rodziców. Bracik ograniczył się do porozumiewawczego mrugnięcia do mnie.

- Obiecaj mi coś. - Mateusz zwrócił się do mnie, lecz słuchali wszyscy.
- Tak? - Uniosłam zaciekawiona brwi.
- Nie dasz się już nikomu zakopać żywcem.

Po tych słowach jedzenie na stole stało się niezdatne do spożycia, gdyż brat mój zaparskał je wyplutym ze śmiechu kakao.

 KONIEC

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kajjka
    | Odpowiedz

    Amen…
    Nie jestem przekonana, że nie wyszło. Po prostu jest trochę inne. Czasem trzeba liznąć czegoś odmiennego, bo inaczej się człowiek zaczyna dusić ;). Nie wszystko musi być z najwyższej półki. Mnie tam czytało się dobrze, mimo wszystko. I już zacieram łapki na nowość 😀

  2. xyz
    | Odpowiedz

    Mnie także się bardzo podobało. Chyba dlatego że jestem typem romantyka i wszędzie widzę szczęśliwą miłość. No dobra w sumie uwielbiam o niej czytać jako ucieczka od tej paskudnej rzeczywistości. Świetnie Mika! 🙂

  3. Tomek
    | Odpowiedz

    Na taśmie nie pracujesz, by wychodziło wszystko pod strychulec :). Mnie również się podobało, no ale ja tam fan twojego pisania jestem i dlatego nieobiektywny…
    Zdrawim
    T.

  4. Honest girl
    | Odpowiedz

    Hmmm…. jakoś nie podobało mi się, niespójne niestety dla mnie. A to “czegom” skutecznie mnie odstraszyło 😉 Pozdrawiam

    • olga
      | Odpowiedz

      “czegom” itd. to nawiazanie bodajze do “Autobiogfrafii” Perfektu!

      • mika kamaka
        |

        Autobiografia? Zdecydowanie moje klimaty 😀
        Fajnie, że to zauważyłaś i to przede mną! Nieświadomy cytat 😀

      • HG
        |

        Nie wchodzę tu żeby domyślać się co (autor miał na myśli). I to nie tylko w tym opowiadaniu. Wymyśla słowa, albo bierze jakieś regionalne i wez sie człowieku domyślaj. To irytujące. Każdy ma własną opinie i nie trzeba rzucać się z pazurami 🙂 Jak dziewica broniąca cnoty

      • laid back
        |

        Jezusie,trochę wysiłku,wuj gugiel nie gryzie…

      • Kajjka
        |

        Jak jak kocham takich zakręconych… Irytujące to są takie komenty… Czy ktoś nad Tobą, MissMalkontent, sterczy, terroryzując spluwą i każe tu wchodzić, grożąc pociągnięciem za spust? Męczysz się na własne życzenie i jeszcze masz pretensje, no szczyt taktu, który Czomolungmę by zawstydził. (Jak nie wie, co to Czomolungma, niech se wygugla, jak wie, to niech więcej dupy nie zawraca, że sie domyśleć nie umi.)

      • HG
        |

        Wujek google nie gryzie to prawda i nikt mi nie karze tu wchodzić też prawda. ‘Se’ możesz sama sprawdzać 🙂 Szczyt taktu to nie wtrącać się w czyjeś komentarze. Bo nie przypominam sobie żeby to był wasz blog. I na tym kończę moją przygodę z tym blogiem :-). Bo harpie plują swym jadem na kilometr 🙂

      • Kajjka
        |

        “Każdy ma własną opinie i nie trzeba rzucać się z pazurami :-)” Twoje słowa… No, więc zgodnie z nimi wyraziłam swoją, oberwałam w odwecie harpią… Przykro mi, że okazałaś się osobą aż tak drażliwą, bo bynajmniej nie było moim zamiarem, wypłoszenie stąd kogokolwiek… Cóż… mea culpa…

      • mika kamaka
        |

        HG, regionalizmów ciężko się pozbyć. Podobnie jest z przeklinaniem na co dzień 😉
        Tak, lubię wymyślać słowa i bawię się nimi.
        Dziewicą nie jestem od dawna i swej cnoty bronić nie mogę (bo nie ma czego) 😀 – taki dżołk

  5. mokosz
    | Odpowiedz

    Właśnie takiego opowiadania dziś potrzebowałam 🙂 Włos mi się jeżył na głowie, miałam gęsią skórkę chwilami, na koniec prawie się poryczałam… I Ty mówisz, że coś nie wyszło? Może jestem dziś trochę rozchwiana emocjonalnie i niewiele mi trzeba, by mnie emocjonalnie “pobudzić”, ale bardzo mi się Amen podobał. Może też dlatego, że sama byłam mocno zauroczona pewnym księdzem 🙂
    Pozdrawiam!

Napisz nam też coś :-)