zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Trzydzieści plus (I)

0 Review
1,60 zł
Brutto
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

To opowiadanie dedykuję Zuzce – mojej prywatnej studni świetnych pomysłów i kochanej przyjaciółce.

Rozdział pierwszy

Żyła 30 lat. Nikogo nie kochała. Samotny wilk.

Tak, zdaniem Majki, brzmiałby napis na jej grobie, gdyby nagle umarła. Sądziła, że nie zależy na niej nikomu. Może poza rodzicami, ale ich naturalnym odruchem, jest miłość do dzieci. Nie mieli na to wpływu, więc i nie o takiej miłości, myślała tego czarnego dnia, Maja.
Miała ochotę umrzeć, a właściwie strzelić sobie w łeb, ale zacznijmy jej opowieść od początku.

Maja mogła się poszczycić posiadaniem względnie ciekawej pracy, dzięki której dane jej było pozwolić sobie na w miarę wygodne życie. Opłacenie mieszkania, jedzenia, fryzjera, oraz kosmetyczki i zawsze jeszcze coś udało się odłożyć na zagraniczne wakacje. Nie było łatwo być singielką. Niezamężna, bez rodziny na utrzymaniu, miała kłopot nawet z zaciągnięciem kredytu. Gdyby chociaż była rozwódką, inaczej patrzono by na jej CV.
Wychowana w wielodzietnej rodzinie, otrzymała gruntowne wykształcenie. Magister w papierach, brak narzeczonego na stanie i w planach - tak o sobie myślała.

Nie znosiła dzieci i wcale tego nie ukrywała. Rozwrzeszczani mali ludzie brzydzili ją od zawsze. Odwracała wzrok od obsmarkanych  twarzy, drących się wniebogłosy, bo czegoś chcą, choć tak naprawdę nie mogły mieć jeszcze tak rozwiniętej świadomości. Zazwyczaj chodziło o coś przyziemnego, jak jedzenie i nie raz dziwiła ją obserwacja podobnego zjawiska w sklepie, czy restauracji. Faktem jest, że zaczęła unikać miejsc, w których zmęczone i zaniedbane zazwyczaj matki robiły zakupy, użerając się z uciekającym jej maluchem. Zgrzane i spocone, lub zestresowane i nerwowe, za każdym razem pragnące zejść ludziom z oczu, uciec poza zasięg ciekawskich spojrzeń.

Nie jej pisane było bycie matką i wiedziała o tym od zawsze. Nigdy nie poczuła ukłucia tego osławionego instynktu macierzyńskiego, nie zaczęła ślinić się na widok wózka z niemowlęciem. Nie raz zastanawiała się, co by było, gdyby miała swoje własne dziecko. Może wtedy poczułaby coś głębszego? Jednego była absolutnie pewna - nie chciała stać się matką i uważała, że nie nadaje się na nią. Tak zwyczajnie i wbrew regułom, była całkowicie inna, niż reszta rodziny.
Dwie siostry, obie zamężne i spełniające się w byciu matkami i żonami. Rozumiała to, nigdy nie zakpiła z żadnej i tylko uciekała z miejsc, w których te spotykały się. Choroby dziecięce, omawianie kolejnych etapów rozwoju fizycznego i psychicznego dziatwy, odżywianie i usypianie, były tematami, które całkowicie pochłaniały je przy każdym spotkaniu. Majka uciekała z miejsca ich pogaduch, byle zejść z linii strzału, gdzie amunicją były opisy rzadkich kupek, wzdęć i cudnych przepisów kulinarnych, składających się z rozgotowanych warzyw i królików z ekologicznych gospodarstw. Majka przyjmowała możliwość, że można kochać bycie rodzicem, obsługiwanie męża, dbanie o domek z ogródkiem i realizować się w polowaniu na zdrową żywność, a nawet zrobić z tego swoją osobistą religię. Podziwiała takie kobiety za cierpliwość do swojej rodziny, bo dzięki nim rasa ludzka istniała.
Zdawała sobie jednak sprawę z faktu, że żyją na świecie też ludzie, jak ona – niestworzeni do egzystowania w stadzie. Majka najlepiej czuła się sama z sobą. Może jeszcze z kwiatami, które były jej hobby. Wyhodowanie rośliny od ziarenka fascynowało ją, toteż każdy z parapetów w mieszkaniu pokryła doniczkami. Tak właściwie to te parapety, ich szerokość i nasłonecznienie, były głównym atutem mieszkania i to dla tego je kupiła. Bliskość parku, była kolejnym ważnym plusem i to z myślą o Jajniku - starym, bezzębnym już psie, z odzysku. Z bielmem na oku, przerośniętymi pazurami na końcu krótkich, powykrzywianych łapek i z lekko łysiejącym karkiem, był najbrzydszym, a przez to i najsłodszym psem pod słońcem. Inteligentny, zrównoważony, z mnóstwem nawyków, jak przystało na jedenastoletniego psiego seniora.

- Zośka. – Majka warknęła w telefon. – Muszę się z kimś schlać. Oblać moją trzydziestkę i opłakać byłą pracę.
- Straciłaś pracę?! – Od lat nie bawiły się w uprzejmości i od pierwszego słowa przechodziły do rzeczy. – Sprzedam Majtka mamie i przyjadę do ciebie. Coś przywieźć?
- Siebie i wódkę. Jedzenie zamówię.
- To do wieczora. – I rozłączyła się.

Powyżej to tylko fragment opowiadania. Jeśli chcesz poznać całą część, to zapraszamy do zakupu.
To audiobook, który kupując pobierasz na swój telefon i słuchasz, kiedy masz na to ochotę.
Czas trwania: 25 min.

mikakamaka

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Płatne

Zobacz także