Bada boom (V)

with 7 komentarzy

Bada boom opowiadanie o zaskakującej miłości i pagnieniu. Romans i erotyka.Wiem, dużo u mnie gotowania, ale uwielbiam gotować 😀
Jest seksi 😉

Miłego czytania!

- Powinniśmy iść. - Próbowałam przerwać zawieszenie spojrzeń. - Cholera!

To ostatnie fuknęłam, gdy placek topniejącego sorbetu postanowił zmienić miejsce pobytu z rożka waflowego na moje spodnie.

- Trzeba było jeść, a nie patrzeć na mnie, jak sroka w kość. - Parsknął, widząc słodki potop.
- Sprowokowałeś mnie – warknęłam.
- Czym? - Wrócił do swoich lodów.

Nie odpowiedziałam, bo co miałam powiedzieć? Że wyobraziłam sobie siebie, zamiast sorbetu?
Czyżbym była tak wygłodzona seksualnie?
W sumie byłam. Nie pamiętam, kiedy ostatnio...

- Masz torebkę, prawda? - Rzucił zagadkowo.
- Jasne! - Przytaknęłam. - Jak każda przeciętna kobieta.
- To powinnaś tam mieć chusteczki, pralkę, suszarkę i inne niezbędniki.
- Ha ha ha – sarknęłam. - Widocznie aż tak przeciętna nie jestem.
- Widzę. - Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej kawałek gazy, po czym zebrał nadmiar płynnych lodów z mojego uda.

Przyglądałam się tej z pozoru niewinnej czynności, ale ani trochę niewinną nie była. Niby czyścił ślady mojej fajtłapowatości, ale ruchy dłoni były powolne, pieszczotliwe, parzące wręcz.
Zupełnie inne niż wtedy, gdy przecierał mi twarz we wraku samochodu.
Patrzyłam, jak zahipnotyzowana na jego rękę do momentu, gdy ta zamarła. Spojrzałam znów w oczy i pochyliłam się ku niemu.
Chciałam spontanicznie go pocałować, lecz dawna ja zakazywała i kopała w tył głowy, że przecież nie powinnam. Jak mogę się tak narzucać i podkładać?! Taka łatwa?!
Na szczęście Boguś pokonał ostatnie centymetry i pozwolił mi poczuć smak słodkich ust.
To było tylko dziobnięcie i tyle dawki przyjemności. Ledwie zdążyłam przymknąć oczy, a już się ode mnie oddalał.

- Byłaś ciekawa i już wiesz – powiedział cicho.
- Co takiego? - Zaskoczenie jego słowami zostawiło mnie na wdechu.
- Chciałaś wiedzieć, jak to jest mnie pocałować i już wiesz.
- No wiesz co?! - Oburzona odrzuciłam sflaczały wafelek na trawę.
- A nie było tak? - Obgryzał końcówkę wafla. - Nie o tym pomyślałaś?

Nic na ten zarzut nie odpowiedziałam, gdyż z jednej strony czułam się urażona, lecz z drugiej  zaskoczona tym, jak trafnie odczytał moje zachowanie.
Unosząc się, otrzepałam tyłek z trawy i ruszyłam w kierunku, który skojarzył mi się z domem.

No dobrze. Jest ratownikiem i pewnie stąd tak dobrze zna się na reakcjach ludzkich. Obserwuje rannych, będących w szoku po urazie i interpretuje, bo to jego zawód.

- Co? - Dogonił mnie po chwili. - Obraziłaś się, bo nie bawię się w gierki?
- Nie obraziłam się wcale – burknęłam, przyspieszając kroku.
- No widzę właśnie. - Złapał mnie za dłoń i zatrzymał w miejscu. - Słuchaj, Donia. Za dużo umierania widzę na co dzień i nie chcę udawania, podchodów i innych pierdół uskuteczniać. Coś zaiskrzyło, tak?

Kiwnęłam przytakująco głową.

- Chcesz iść na pizzę? - Znów mnie zaskoczył.

I wtedy ja zaskoczyłam samą siebie.
Nigdy dotąd nie zachowałabym się w ten sposób, ale zawsze też włączałam samodyscyplinowanie swoich myśli i zachowań. Popędu przede wszystkim!
Ostatnio mogłam umrzeć i stracić okazję na doznawanie życia.
A dupa tam! Jakieś wnioski przecież trzeba wyciągnąć z otarcia się o śmierć...

- Ok. - Obserwowałam jego reakcje. - Jeśli tą pizzę zrobię ja i zjemy ją u mnie.
- Ok. - Zaskoczenie podwyższyło tembr jego głosu. - Teraz?
- Pewnie! - I ruszyłam dalej przed siebie i po popękanych płytach chodnikowych.

Wreszcie rozpoznałam okolicę. Jakieś pół godziny piechotą do mieszkania. Zdążę pomyśleć choć dłoń, której Bogusław nie wypuszczał ze swojej, dekoncentrowała mnie skutecznie.
On wydawał się być wyluzowany i wesoły. W moim brzuchu natomiast żołądek skręcał się z nerwów z każdym krokiem, w coraz ciaśniejszy węzeł.
Ok, idziemy robić pizzę i zjeść ją, jak nowo poznani znajomi...
I kogo ja okłamuję?
Miałam na niego ochotę i tylko nie rozumiałam źródła pochodzenia tego uczucia.
Podobał mi się, to owszem, ale nie był pierwszym facetem, w którym zafascynowało mnie coś fizycznie. Nigdy jednak nie  napalałam się na żadnego po pierwszym, drugim, a nawet piątym spotkaniu. Był jakiś ustalony tryb tych rytuałów godowych. Rozmowy, pocałunki, w końcu nabierałam zaufania...
A może to jest jakiś syndrom pourazowy?! Uratował mnie, więc widzę w nim bohatera i nogi same mi się rozkładają w odpowiedzi na takie przeżycie?
Rzuciłam na niego szybkie spojrzenie, ale to on przyglądał się mnie. Błąkający po ustach pobłażliwy uśmiech i ten wzrok... Zupełnie, jakby znów odczytywał moje myśli.

- To tutaj. - Trochę zbyt gwałtownie wyrwałam dłoń i gorączkowo grzebałam w malutkiej torebce.

Powinnam mieć jakąś smycz przyczepioną do tych dwu kluczy i breloczek, to bym teraz nie musiała wysypywać wszystkich pierdół na chodnik przed sobą.
Wyłowiłam kluczyki złączone skręconą wsuwką do włosów i wpakowałam bibeloty z powrotem do skórzanego woreczka.
Robiłam się coraz bardziej nerwowa, a on rozbawiony.

- Czym cię tak śmieszę? - Musiałam zadać to pytanie. - Mam coś narysowane na czole?
- Prawie – odparł tajemniczo.
- Aha. - Odwróciłam się do niego plecami i jak idiotka, wciskałam nieodpowiedni klucz do drzwi wejściowych klatki schodowej.

Idiotka do kwadratu!
Mam dwa różne klucze. Srebrny do dolnych drzwi i czerwony, do mieszkania. Teraz pomyliłam kolory...

- Daj, świrusko. - Sięgnął po klucz, wyjmując go z mojej dłoni i opierając się mimochodem o moje plecy. - Pomogę ci wejść do mieszkania – szepnął mi w ucho, muskając je przy okazji wargami.

Jeśli chciał, bym skamieniała z wrażenia, to nie mógł zrobić nic lepszego. Zapomniałam o oddechu i pozwoliłam zabrać sobie z dłoni klucze. Nie odsunął się, lecz przekręcił ten srebrny w drzwiach i napierając na mnie ciałem, pchnął łagodnie do wnętrza budynku.

- Oddychaj – mruknął, czym odblokował mój chwilowy bezdech. - Które piętro?

Patrzyłam tępo w przyciski pięter w windzie i myślałam jedynie o scenie, którą widziałam w jakimś filmie.
Seks w windzie...

- Siódme – pisnęłam, wpatrzona w błąkający się po jego ustach uśmiech.
- Szczęśliwe. - Wcisnął guzik i poczułam lekkie szarpnięcie kabiny.

Czy ja jadę właśnie z obcym facetem, o którym wiem tak niewiele?
Czy za chwilę wpuszczę go do własnego mieszkania i będę się z nim kochać?
Czy ja zwariowałam, że coś takiego biorę w ogóle pod uwagę?!

Nie oddał mi klucza, lecz przytrzymał drzwi windy i kierując się wskazówkami oczu, którymi wskazałam własne drzwi, otworzył je czerwonym kluczem i przepuścił uprzejmie, jakbym to ja była gościem w tych progach.

- To gdzie kuchnia? - Rzucił wesołym głosem, rozglądając się w moim skromnym przedpokoju.

Poczułam się goła psychicznie.
Zazwyczaj, gdy ktoś mnie odwiedzał, sprzątałam wcześniej i układałam wszystko w jak najgustowniejszym porządku. Zdałam sobie właśnie sprawę, że żadne z pomieszczeń nie wygląda perfekcyjnie, a tym samym nie nadaje się do przyjmowania gości. W łazience leży bielizna i maszynka do golenia na umywalce. W kuchni kilka nieumytych naczyń czeka na mnie w zlewie, a łóżko jest skołtunione kołdrą i  przyozdobione koszulką nocną.

Poprawka. Tak bym pomyślała kiedyś. Teraz obeszło mnie to mniej więcej z siłą topniejącego, zeszłorocznego śniegu.
Jaki to  może mieć wpływ na obecne życie?
Na odbieranie przeze mnie świata i wrażeń?
I dlaczego do kurwy nędzy kiedyś tak bardzo się na tego typu pierdołach skupiałam, tracąc przy okazji czas?!

Bogusław stał i obserwował walkę myśli, która musiała rozegrać się na mej twarzy. Spokojnie odczekał na koniec rundy pierwszej pomiędzy rozsądkiem i nową mną.

- Kuchnia? - Ponowił pytanie.

Wskazałam drzwi za jego plecami, nie ufając w tym momencie głosowi.
Bez skrępowania zaczął buszować w szafkach, lodówce, by po chwili stwierdzić:

- Na pizzę to ty nie masz składników, mała.
- Aha... - Błysnęłam w odpowiedzi.
- Ale coś z tego przygotujemy. - Pocierał w zamyśleniu brodę. - Bo wiesz, moim hobby jest gotowanie.

No to przepadłam z kretesem.
Gotujący faceci od zawsze jawili się w moich oczach seksbombami przez sam fakt umiejętności łączenia składników w coś smacznego. Może dlatego, że sama nie byłam w tym względzie zbytnio utalentowana.

- A co? - Ciekawość zwyciężyła.
- Masz makaron, puszkę pomidorów, czosnek – wyliczał, wyjmując produkty na blat. – Cebula jakaś się znalazła i przyprawy nawet. Będzie spagetti!
- Mniam. - Mlasnęłam przy okazji, gdyż odruch Pawłowa uruchomił nadprodukcję śliny.
- Pokrój cebulę i czosnek – rozkazał, a sam zajął się garnkami i patelnią.

Kroiłam i zachwytem przyglądałam się zwinności ruchów, gdy poruszał się w mojej kuchni z płynnością wielokrotnie przewyższającą moją, a przecież to moja kuchnia była!
Obierałam czosnek i gdy zobaczył z jaką topornością kroję go na płatki, zabrał mi to zajęcie i poszatkował z wdziękiem rasowego kucharza.
Woda w garnku bulgotała zmiękczając makaron, a patelnia pobudzała zapachami nadprodukcję kwasów żołądkowych. Przyglądałam się frunącym do bulgocącego sosu pomidorowemu przyprawom i ustom Bogusia, ostrożnie badającym smak z drewnianej łyżki i wtedy wydarzył się wypadek.

Gdy kroję coś nożem, powinnam skupić się wyłącznie na tej czynności, lecz wargi spijające gorące smaki z łyżki zbytnio przykuły moje patrzenie, w wyniku czego po pokrojeniu cebuli, zaczęłam kroić palec.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kasia
    | Odpowiedz

    hahahahaha super, uśmiałam się:) zwłaszcza na końcu

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dzięki:D
      Dziś, pod wpływem tej części zrobię spagetti i może je tu opiszę w formie przepisu?
      A może by tak zrobić wideo przepisy?

      • Maleficent
        |

        Opisz, a co! Już Ci mówiłam, żebyś połączyła przyjemne z pożytecznym 😀

  2. Mmmm
    | Odpowiedz

    A dziś może coś, tak na rozgrzanie, bo wieczory już chłodniejsze 😉 ?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Powiem tak, wyszłam rano o ósmej z domu i piętnaście minut temu do niego wróciłam z pracy. Lecę na pysk i nie napiszę dziś raczej części. Może pół, bo to kocham 😀
      Rozgrzeję Was następną częścią i pewnie w niedosycie pozostawię, bo taka franca ze mnie 😀
      Całusy!

  3. Agnes
    | Odpowiedz

    Mika co z Pomyłką?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Chwilowo zdechła, ale jeszcze ze dwie części bada booma i wracam do niej 😀

Napisz nam też coś :-)