Bada boom (VI)

with 10 komentarzy

Bada boom opowiadanie o zaskakującej miłości i pagnieniu. Romans i erotyka.To, co opisuję w pierwszej części, to moje pianie naturalnemu sposobowi radzenia sobie z bólem. Nauczyłam się go na zajęciach jogi i pochwalę się, że od stuleci nie łyknęłam tablety.
Poprawka! Łyknęłam ostatnio jedną ziołową na uspokojenie, gdyż kurwica, jaka mnie dopadła, unicestwiała mnie samą i otoczenie wokół z mocą supernowej.
Organizm wyczyszczony z medykamentów zareagował dziwnie. Naćpałam się, jak biszkopt i rozśmieszyłam otoczenie. Tym bardziej, że zareagowałam, jakbym z dżungli nie skażonej chemią wyszła. Taką miałam dziwną reakcję psycho – fizyczną.
Oddech, to narzędzie przeciwbólowe i rozluźniające.
Odetchnij głębiej proszę. Aż po sam koniec płuc 😀

- Jasna dupa! - zaklęłam.
- Że co? - Zawisnął z łyżką nad sosem. - Osz ty fajtłapo! Dobrze, że masz ratownika medycznego pod ręką.

Z mojego palca sączyła się krew wprost na cebulę. Boguś porzucił łyżkę z równie czerwonym sosem i złapał mnie za dłoń, odkręcając równocześnie wodę nad zlewem.

- Chodź tu – mruknął i przyciągnął kapiący palec ku strumieniowi zimnej wody. Zaszczypało, ja syknęłam, on przewrócił oczami. - Niuńka...
- Że co?! - Poczułam się tym określeniem spoliczkowana.
- Odbierałem kiedyś poród w ambulansie – mówił i owijał mi palec papierowym ręcznikiem, zaciskając go na skaleczeniu. - Kobieta miała skurcze co chwila, a po pewnym czasie, a właściwie przed skrzyżowaniem w połowie drogi do szpitala, zaczęła przeć. Nim dojechaliśmy do szpitala, urodziła i ani razu nie krzyknęła. Wiesz dlaczego?
- Dlaczego? - Wymusił na mnie to pytanie.
- Bo doceniła oddychanie i ulgę, jaką oddech może przynieść – odparł, patrząc mi z powagą w oczy. - Więc i ty to doceń i nie ślimtaj, ale głęboko oddychaj.
- Przecież oddycham! - fuknęłam urażona.
- Większość ludzi nie docenia prostoty i mocy oddechu, mała. - Pochylił się ku mnie i w tym momencie na pewno nie zapomniałam o głębokim wdechu. - Zamknij oczy – nakazał.

Zamknęłam i czekałam na ciąg dalszy. Może wreszcie mnie pocałuje tak naprawdę.

- A teraz weź głęboki wdech i wyobraź sobie, że ten oddech płynie od ust, aż do palca i zabiera z sobą ból. - Jego głos był coraz bardziej pieszczotliwy dla uszu. - Wdech i ulga wraz z  nim płyną i zabierają ból do płuc, byś go wyrzuciła z siebie z wydechem.

Spróbowałam wepchać oddech z płuc do palca i zabrać z nim nieprzyjemne uczucie z rozcięcia.
Może pomogło oddychanie, a może dłonie Bogusia, ale zapomniałam o szczypiącej nieprzyjemności i skupiłam się na jego ciepłych dłoniach. Stał tak blisko, dotykał mnie, a znów nie miało to żadnego związku z rozładowaniem erotycznego napięcia, jakie mnie ogarnęło.

- Lepiej? - Dobiegło moich uszu ciche pytanie.
- Aha – mruknęłam ciesząc się, że dał mi oto powód do otwarcia oczu.

Widziałam, że myśli o tym samym co ja. Poznałam to, po nieruchomym wzroku, utkwionym na moich ustach.
Dlaczego mnie nie pocałuje? Jakim cudem facet może zignorować sygnały wysyłane przez kobietę, którą ma na wyciągnięcie dłoni? Przecież mógłby mnie mieć tu i teraz. Na tym blacie kuchennym!
Dziwiły mnie własne reakcje i pragnienia, gdyż nie tak siebie wychowałam.
Ze mną trzeba pochodzić, nie rzucam się na samca, jak wygłodniały wilk na mięso!
Znów poprawka. Teraz, taką tylko właśnie myślą zapętlił się mój umysł i zniesmaczył mnie samą.

Dotąd kontakty z mężczyznami wyglądały dosyć jednakowo. Facet mnie przyuważał, oceniał moją zdatność do związku i vice versa. Jeśli była zgodność zaczynało się coś, poznawaliśmy się rozmawiając. Przychodził czas pocałunków i rozbudzania wzajemnego. Zaufanie nadchodziło z upływem kolejnych spotkań, aż w końcu lądowaliśmy w łóżku, lub jego okolicach i bywało wtedy różnie. Zawsze jednak schemat był podobny.
Teraz stało się inaczej.
Napaliłam się na nieznanego mi  i nie widzianego na oczy mężczyznę, którego poznałam w wyjątkowych okolicznościach i zaczarowałam samą siebie. Poznałam go i choć nie był ideałem, to jego oczy, uśmiech i tak odmienny od większości sposób bycia, nie zdołały wyrwać mnie z tego zaczarowania. Tkwiłam w tym dziwnym czymś i nie miałam ochoty wyleźć z tego z własnej woli. Było mi błogo i ekscytująco.

- Ty sobie usiądziesz i poczekasz na obiad, a ja pokroję cebulę. - Wypuścił z dłoni mój palec. - Cebulę, jeśli pozwolisz wezmę inną.

Patrzył na zakrwawioną deskę i różowe paski warzywa.
Usiadłam grzecznie i obserwowałam dalsze poczynania kucharskie Bogusia.
Zwykły facet fizycznie, niezwykły umysłem. Fizyczność nie przeszkadzała w tym, by jego spojrzenie łaskotało mnie w dole brzucha.
Jakież głupie są opowieści romantyczne mówiące o tym, że on jest idealnie i wzorcowo piękny, ona smukle wyniosła i dziewiczo niedoświadczona. On, jako przystojny loverboy przybywa do niej i zaurocza ją, a ona drży w oczekiwaniu na pierwszy pocałunek, później pierwszy raz... Wszystko eterycznie nierealne i wyimaginowane. Happy and i satynowa pościel...
Tutaj miałam faceta z krwi i kości, a ten mimo nieidealności w wyglądzie rozgrzewał mnie jednym spojrzeniem i nie potrafiłam już myśleć o niczym innym, jak o zmienieniu się miejscami z drewnianą łyżką, którą oblizywał z przymkniętymi oczami.
Cholera! On był tak wyuzdanie wyluzowany w każdym geście i ruchu, że chciałam w pewnym momencie jedynie powalić go na blat i zerwać chociaż spodnie, by dostać się do skarbu w nich i poczuć go  sobie!

- Kurwa! - stęknęłam i szurając krzesłem, odsunęłam się od blatu.

Musiałam się zamknąć w łazience i ochłonąć. To, co się ze mną działo, nie było normalne. Nie myślałam, a stałam się właśnie instynktem.
Stałam przed lustrem z dłońmi na krawędziach umywalki i wpatrywałam się w swoje rozszerzone źrenice. Nienaturalny rumieniec na policzkach i nadwrażliwe usta. Światło w oczach.

- Jedzenie gotowe! - Doleciał mnie okrzyk z kuchni.

Głęboki wdech i wydech. Gotowa na udawanie opanowania i braku instynktu...
Okleiłam palec plastrem, który znalazł się na szczęście w szufladzie pod umywalką i wróciłam grzecznie do kuchni.

- Smacznego. - Znów ten uśmiech czytającego w myślach faceta.

Nie mogłam nie docenić smaku, lecz nie musiałam artykułować pochwał. Wcinałam makaron, aż mi się uszy trzęsły. Zjadłam, podziękowałam i przyglądałam się Bogusiowi, podpierając głowę na dłoniach.

- Co? - Nie wytrzymał w końcu.
- Dlaczego mnie nie pocałujesz? - Walnęłam pytaniem. - Nie masz na to ochoty?
- Mam, ale równie dobrze to ty możesz pocałować mnie – odparł, wciągając w zabawny sposób nitkę makaronu. - Zrobisz to, gdy będziesz gotowa.
- Jetem gotowa. - Mój spokojny głos przeczył temu, co działo się właśnie w moim brzuchu. - Chcę teraz.

Odsunął się od stołu z tym swoim uśmiechem i... czekał?
Szurnęłam krzesłem i podeszłam do niego z pełną świadomością odmienności tej sytuacji, od pierwszych pocałunków, które były w moim życiu dotąd.
A co tam, może o to właśnie chodzi.
Nie wstawał, więc usiadłam mu na kolanach. Nie objął mnie, więc położyłam sobie jego dłonie w pasie i wplatając palce we włosy, wpiłam się w uśmiechnięte wciąż wargi. Scałuję ten uśmiech!
Czułam to. Najpierw lekkie zaskoczenie, a po chwili przeskok iskry między naszymi wargami i głodne napieranie, ocieranie się miękkich języków.
Smakował, jak i ja. Oddychał ciężko, lecz dłonie pozostały nieruchome, a ja nie tego teraz pragnęłam. Chciałam czuć ich wędrówkę po ciele. Po gołym ciele.
Oderwałam się od niego jedynie po to, by zmienić pozycję i usiąść na nim okrakiem.
Tak, to dawało większy kontakt ciał. Nawet mimo ubrań.
Mimo ubrań również czułam jego podniecenie i to ja byłam tego sprawcą. Docisnęłam biodra jeszcze bliżej, mając twardy dowód własnego nań wpływu na mojej kobiecości.
Fakt twardości przy cipce, oddzielonej od niej jedynie ubraniem oszałamiał.
Ile wytrzyma? Kiedy pęknie i położy mnie na stole, zerwie ciuchy i wejdzie w gotową śliskość?
Mruczałam, co zarejestrowałam zaskoczona sama sobą.
Ocierałam się, drażniąc go i wydzierając z jego gardła jęk, przy każdym ruchu.
Każdy kolejny ruch był gwałtowniejszy i pozbawiał mnie coraz skuteczniej oddechu i zdolności całowania. Tarłam i zbliżałam się ku spełnieniu. Działo się to w tak dziwny sposób po raz pierwszy w moim życiu seksualnym i podniecało swoją dziwnością.
Jego dłonie nareszcie ożyły, by zacisnąć się prawie boleśnie na pośladkach i przyciągnąć mnie jeszcze bliżej, unieść i opuścić.
Coraz głośniejsze oddechy i jęki.
Bliskość ciał odseparowana wyłącznie grubością materiału.
Głód jego dłoni na piersiach, a przecież mam tak niewrażliwe sutki...
Jęk Bogusia w załamanie mojej szyi i kolejny, ocierający moją spuchniętą wrażliwością ruch.
Krzyknęłam, zaciskając palce na włosach tyłu głowy.
Drżałam, oddychając spazmatycznie, czując pulsowanie między nogami.

Oto poznałam dziwny smak zaspokojenia. Nie znałam takiej przyjemności. Coś sycącego, ale nie do końca. Pozostawienie ciała na częściowym głodzie z ochotą na więcej.

- Czy ty... - szepnęłam, nie zmieniając pozycji ciała.
- Tak – mruknął, pieszcząc mi gorącym oddechem szyję.
- Mam przepraszać za to?
- Idiotka. - Wargi na szyi, budzące głód do życia. - Lubię takie pocałunki.
- Ja też. - Zajrzałam mu w oczy. - Ja nie jestem jakaś ździra, wiesz?

Nie wiem skąd się wzięła we mnie potrzeba wytłumaczenia tego samozapłonu.

- Tak? - Podpuszczał mnie i widziałam to.
- Tak! - Mimo woli zaperzyłam się. - Wiem, że poznaliśmy się dzisiaj, ale nie idę do łóżka z każdym facetem w dniu poznania!
- Wiem, Aldono – odparł spokojnie. - Wiem też, że nie poznaliśmy się dzisiaj.

Oddech mi się zatkał w gardle, a może gdzieś niżej.
On wiedział, że ja, to ta z wypadku? Musiał wiedzieć, bo nazwał mnie po imieniu!

- Ty wiedziałeś? - Podniosłam się z jego kolan, opanowując drżenie kolan. - Nie powiedziałeś nic...
- Ty też nie powiedziałaś. - Uniósł brwi już bez uśmiechu.
- Więc dlaczego... - Nie wiedziałam o co właściwie pytam.
- Aldono, pójdę już i proszę tylko, byś pomyślała o wszystkim na spokojnie. - Poprawił koszulkę, zasłaniając ciemniejszą plamę na spodniach.

Zarumieniłam się pewnie jeszcze bardziej zdając sobie sprawę, że przeze mnie będzie musiał zasłaniać mokry ślad spermy nasączający ubranie. Może ja sama też go pomoczyłam?
Oderwałam głodne oczy od wciąż widocznej wypukłości i zajrzałam w rozszerzone źrenice.

- Pomyśl, czego właściwie ode mnie chcesz i oczekujesz – mówił z powagą. -  Nie chcę się bawić w gierki i głupie podchody, chodzenie za rączkę. Przeżyłem śmierć kilkudziesięciu osób i nie będę tracił energii na odbijanie piłeczki i zapasy miłosne. Jestem trudny i to ci mówię na wstępie. Pomyśl teraz, a ja pójdę sobie.

Wstał, postał jeszcze chwilę przyglądając mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy i wyszedł z mieszkania, zostawiając mnie osłupiałą w pozycji stojącej.
Wbiłam wzrok w zamknięte już drzwi, nie ogarniając mózgiem całej tej sytuacji.
Byłam pewna, że mnie nie rozpoznał, a tymczasem podłożyłam się i zgwałciłam go przez ciuchy.
Co teraz o mnie myśli?
Jestem dla niego ździrą?
Co ja mam o tym wszystkim myśleć?!
Jestem ździrą? Teraz, gdy już przestałam być spięta i poukładana w konwenansach życia?...

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. laid back
    | Odpowiedz

    fujj,po cebuli ,błeee…

  2. Ela
    | Odpowiedz

    Cuuuudo… I standardowo oczekiwanie na więcej

  3. wiera
    | Odpowiedz

    co tam po cebuli… a nawet po czosnku!
    po tym rollercosterze karetką nie powinna mieć apetytu na cokolwiek

  4. laid back
    | Odpowiedz

    Odzyskałam łaczność i wreszcie mogę się wypowiedziec,choćby o autodestrukcji.Adrenalina,oksytocyna ,serotonina?Znieczula w cholerę.Pokroiłam się naście lat temu w Walentynki,kiedy mi absztyfikant przesłał kurierem pokaźny bukiet róż.Jedyny godny(kryształowy)wazon zalegał na strychu,jak to na wsi,nieogrzewanym.Luty…wazoniszcze myłam w ciepłej wodzie,ręka była wolniejsza,niż mózg,który już rejestrował szkarłatną strużkę,ale ja myłam dalej.Skończyło się na 8 szwach na niemalże odkrojonym kciuku.Cud,że mogę nim ruszać.
    A co do cebuli…podtrzymuję!;-)

  5. Danika
    | Odpowiedz

    Twoje opowiadania są jak narkotyk ciężko się od nich oderwać i wciąż za mało

  6. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Żeby nie było, że nie ma dowodu na czytanie. Przeczytałem i chcę więcej.

  7. Magdalena Raczkowska
    | Odpowiedz

    Moje nowe uzależnienie.
    Chcze jeszcze!!!

  8. Basia S
    | Odpowiedz

    Komentuję, bo poczułam się okrzyczana postem. :/ Tak mi smutno!
    Część jak zwykle świetna. Ja mało kiedy krytykuję.

  9. agata
    | Odpowiedz

    A ja nigdy nie komentuje lecz jesli jako jedna z wielu moge wplynac na Twoj dobry nastroj i dac motywacje powiem : kocham Twoj styl pisania i wchodze codziennie, czekam na kolejna czesc, pozdrowionka od Agaty

Napisz nam też coś :-)