Bada boom (VII)

with 18 komentarzy

Bada boom opowiadanie o zaskakującej miłości i pagnieniu. Romans i erotyka.Słowo wstępu na końcu 😉

Pierwsze godziny po zdarzeniu w kuchni pałętałam się, jak smród po gaciach. Sprzątałam, zmywałam gary, czyściłam blaty, a w głowie mieszało się otępienie po przeżytym orgazmie i wkurzenie na...
No właśnie, na co?
Boguś wyraził się jasno. Nie będzie się bawił w podchody miłosne i to ja mam przyjść do niego, gdy będę pewna tego, czego chcę.
Czy ja chciałam jego? Skąd mogę mieć pewność, skoro właściwie go nie znam!
Rozmawialiśmy w aucie po wypadku, później po off roadzie w wydaniu miejskim, w karetce i chwilę tutaj, w mieszkaniu.
Przecież nic o nim nie wiem...
Kto mi może doradzić?
Odpowiedź była tylko jedna i gdy tylko zabłysnęła mi w głowie, wyciągnęła samoistnie dłoń po telefon.

- Babciu. - Jak zwykle, gdy rozmawiałam z babcią, głos mój miękł i dziecinniał barwą. - Masz czas na herbatkę z wnuczką?
- Aldusiu, kochanie. - Tylko w babcinych ustach moje imię wypowiedziane w ten sposób, brzmiało tak słodko. - Dla ciebie mam czas zawsze.
- Mogę przyjechać dzisiaj? - Zaproponowałam wiedząc, że babcia się zgodzi.
- Pewnie słoneczko. - Radość w jej głosie. - Jasne, kochaniutka.

Jechałam i analizowałam, jak to mam w zwyczaju, mizianki kuchenne z Bogusiem.
Był otwarty na mnie, bo dopuścił do siebie.
Podniecałam go, bo inaczej nie spuściłby się w spodnie.
Chciał więcej, gdyż zakomunikował to słowami.

- Witaj babciu. - Wpadłam w ramiona niziutkiej babulinki.

Pachniała lawendą i mydłem. Białe włosy upięte w kok i siateczka zmarszczek na twarzy, oraz spokojny uśmiech i każdy ruch ciała przepełniony spokojem i... wiedzą?

- Co cię tak trapi, że zachciało ci się zapytać chodzące muzeum o zdanie? - Zażartowała babcia, krzątając się w kuchni.

Za chwilę zrobi imbryk herbaty z cynamonem gdyż wie, że kocham zapach i smak cynamonu. Poza tym czuję, że piecze babeczki cynamonowe gdyż wie, że kocham zapach i smak cynamonu.
Babcia od zawsze odgadywała moje potrzeby i potrafiła stworzyć idealny nastrój do rozmowy o wszystkim, z czym do niej przyszłam. Cynamon będzie na wieki tym, co kojarzyć się będzie z babcią. Ze spokojem, mądrością i doświadczeniem.

- Trapi mnie moje serce, babciu – wyznałam szczerze.
- Zakochało się to serce? - zapytała domyślnie. - Nie wie, co zrobić?
- Ano nie wie – odparłam smętnie. - Nie wie nawet, czy się zakochało.

I opowiedziałam jej swoją historię. Przygodę w aucie i w karetce. Tylko spotkanie poobiednie dwu ciał przez ubranie, umiejętnie pominęłam. Nie musiałam tego opowiadać. Babcia, bardzo mądry i doświadczony życiowo człowiek, odgadnęła i to instynktownie. Widziała, że targają mną silne uczucia. Czuła moje emocje i jak zwykle znała odpowiedzi na wszystkie szarpiące mną wątpliwości.

- Myślę, że życie wokoło ciebie chce, byś miała receptę na nie, a tak się nie da Alduś. - Siedziała naprzeciw, po przeciwnej stronie stołu z pomarszczonymi dłońmi, ułożonymi na blacie stołu. - Zaplanujesz sobie wszystko i jesteś pewna swego, a tu ci los prztyczka w nos da i już nie wiesz, czego chcieć.
- Ale to znaczy, że co ja powinnam w tej sytuacji zrobić? - Pochyliłam się ku babci.
- Odpowiem ci tak, dziecko. - Zaplotła ramiona pod piersiami, rozpierając się wygodnie na sfatygowanym krześle kuchennym. - Poznałam twojego dziadka podczas wojny. Byłam sanitariuszką, a jego trafiła zbłąkana kula i znalazł się w szpitalu polowym. Opatrywałam go i zakochałam się w czułości i tęsknocie, która biła z jego oczu. Bardzo szybko stwierdziliśmy, że chcemy być razem i jeszcze na wózku inwalidzkim był, gdy braliśmy ślub przed kapelanem. Kochałam go aż do śmierci, a pokochałam w ciężkich okolicznościach.

Westchnęła i zamilkła, zatapiając się we wspomnieniach. Wpatrywała się w obraz świętych na ścianie, ale miałam wrażenie, że patrzy przezeń w przeszłość. W te piękne wspomnienia.

- Kiedyś było łatwiej. - Podjęła znowu. - Było uczucie i brak czasu nie wisiał nam nad głowami. Wy młodzi macie teraz ciągły pośpiech. Niby chcecie, ale się boicie. Miłość musi spełniać zbyt wiele warunków, by mogła mieć szanse na zrealizowanie. No i jeszcze te wasze rozwody... - Zamyśliła się i umilkła. - Za moich czasów wszystko się naprawiało. Teraz wyrzuca się dobre sprzęty, bo są przestarzałe. U nas nawet nie pomyślało się o rozwodzie, nie było czegoś takiego. Trzeba było to naprawić, a nie wymienić człowieka na nowego.

Słowa babci były głębokie i dało mi do myślenia. Faktycznie, brak czasu, pośpiech i to wszystko, czym musimy się otoczyć, by zdecydować  na bycie razem. Mieszkanie, praca, meble, samochód i dopiero reszta... Rodzina...

- Skąd wiedziałaś, że dziadek, to właśnie ten jedyny? - zapytałam wiedząc, jak naiwnie to zabrzmiało, ale przy babci mogłam być sobą. Ona nie oceniała.
- Tego nie wiemy nigdy. - Westchnęła. - Dzień, albo dwa i wiesz o tym kimś tyle samo, co o osobie, z którą mieszkasz przez lata. Początek zawsze jest piękny, ale liczy się praca nad byciem razem i szacunek do siebie, troska. To jest ciężka praca dziecko, ale warta wysiłku.
- Czyli powinnam ryzykować? - Czułam pochodnie, które zaświeciły mi się w oczach.
- A to już jest twoja decyzja. - Babcia uniosła ręce w obronnym geście, czyli nie chciała mi niczego narzucać. - Twoja i twojego serca. - Dodała z uśmiechem.
- Rozumiem babciu.

I wgryzłam się w ciepły jeszcze cynamon ukryty w cieście babeczek, rozmyślając podczas delektowania się i produkowania nadmiaru śliny w ustach.

- Wiem co zrobię, babciu. - Uścisnęłam ją na do widzenia. - I dziękuję.
- Cieszę się, kochanie i nie ma za co.

Wyszłam z pojemnikiem pełnym letnich babeczek i ciśnieniem, by do Bogusia pognać już teraz, zaraz.
Tylko, czy zastanę go w pracy?
Lepiej pójdę tam jutro z samego rana.

Źle spałam. Nerwowe pobudki co godzinę i boks z myślami.
Powinnam była iść do niego wczoraj wieczorem. Dzisiaj pójdę, albo mnie rozpierniczy!

O szóstej rano, ze spuchniętymi oczami siedziałam nad kawą przy stole kuchennym. Jeszcze trzy dni i muszę wrócić i wciągnąć się w wir pracy.
Dotąd cieszyłam się na wypełnianie codziennych weń obowiązków, ale nie teraz.
Coś się zmieniło...

- W czym mogę pomóc? - Zapytała kobieta za kontuarem w rejestracji pogotowia.

Nie było dziewczyny, która zrobiła ze mnie blogerkę, łowiącą informację na temat pracy ratowników.
Ta pani była rzeczowa, poważna, a nawet oschła.

- Czekam na Bogumiła – odparłam ostrożnie.- Powinien za niedługo zaczynać dyżur. - Zaryzykowałam stwierdzeniem w ciemno.

Nie zdążyła mi odpowiedzieć, lecz znacząco spojrzała na drzwi za mną.

- Cześć – usłyszałam ciepły głos, dobiegający zza pleców.
- Hej. - Odwróciłam się, odruchowo uśmiechając. - Możemy pogadać?
- Jasne. - Przytaknął. - Chodźmy na zewnątrz.

- Wiem czego chcę i muszę o tym z tobą porozmawiać – wypowiedziałam te słowa jednym tchem.
- Cieszę się. - Dwa słońca rozpaliły jego oczy. - Przyjadę do ciebie po pracy. Czy tak może być?

Przytaknęłam gorliwie głową, że prawie brodę odbiłam na klatce piersiowej, niezdolna do wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa ze wzruszenia. Ucałował mnie jeszcze i podnosząc torbę z chodnika, wbiegł po schodach, niknąc we wnętrzu budynku.

Godziny wlokły się niemiłosiernie, a wskazówka przesuwała po tarczy zegara kuchennego w zwolnionym tempie.
Wieczór i ciche pukanie do drzwi, wyrywające mnie z otępienia oczekiwania.

- Hej – zawołałam radośnie, nim jeszcze otworzyłam drzwi.

W tym momencie mój uśmiech zgasł. Miałam przed sobą smutek, a raczej rozpacz w czystej postaci. Zwiędnięte ramiona, zgarbiona sylwetka i zgaszone spojrzenie.

- Co się stało?! - Wciągnęłam Bogusia do mieszkania.
- Wszystko – mruknął.
- Chodź.

Widziałam, że jest źle, ale pytania nie były tym, co powinnam teraz mu zadawać na zgaszone emocje.

- Nie gotuję zbyt dobrze, ale zrobiłam łososia z ryżem i nawet dostałam pyszne ogórki małosolne. - Nakładałam letnie potrawy na talerz. - Nie miałam w tym daniu zbyt wielu rzeczy, które mogłabym schrzanić. No i palców sobie nie pocięłam! - dodałam z dumą.

Przyjął posiłek z wdzięcznością. Posiłek, lub mój brak pytań. Może jedno i drugie...

- Powiedz, że nie jest złe. - Wymogłam potwierdzenie skuteczności własnych umiejętności kulinarnych, lub chociaż starań.
- Nie jest – odparł cicho. - Nawet bardzo dobre ci wyszło.
- Dziękuję. - Upiłam łyk wina, drugi kieliszek podsuwając ku niemu.

Ujął szkło w palce i wypił sporą ilość rubinowego trunku w pięciu gładkich łykach.

- Aż tak źle? - Zaryzykowałam pytanie..
- Oj Aldżi. - Zdrobnił moje imię. - Tak źle, jak tylko może być.
- Będziesz o tym mówił, czy mam cię zatrajkotać bzdetami o niczym? - Zażartowałam.
- Powiem, bo komuś muszę. - Odłożył widelec. - Wiem, że chciałaś mówić ty, ale tym gównem, jakiego dziś doświadczyłem muszę się podzielić, albo w nim utonę.

I opowiedział mi o dyżurze, na którym brał udział w nieudanym reanimowaniu pobitego przez młodziaków bezdomnego i o rodzinie, do której zostali wezwani. Ojciec alkoholik wpadł w szał i chcąc zapewnić lepszy byt swojej żonie i czworgu dzieci, zadźgał ich w mieszkaniu. Ekipa ratunkowa przybyła, gdy on sam wykrwawiał się i schodził z tego łez padołu, a najstarszy syn obserwował wszystko, balansując na krawędzi życia i śmierci. Chłopak miał przeżyć jako jedyny, lecz jak to Boguś ujął, życie ze świadomością takich czynów własnego ojca nie mogło zaowocować normalnością w przyszłości. Roczne dziecko z poderżniętym gardłem i szklanym w swym martwym bezruchu wyrazem.
Milczałam zszokowana, gdyż tego typu anomalie życiowe dotykały mnie dotąd jedynie z papieru gazet, lub migającego obrazami szkła ekranu telewizyjnego.  Nie wiedziałam, co powiedzieć, jak go pocieszyć.

- Czego ty chcesz od życia Bogusiu? - rzekłam to prawie szeptem.
- Chcę mieszkać daleko od miasta, na wsi. - Desperacja tego pragnienia, zabarwiła szkliście jego oczy. - Chcę rano wyjść na werandę i słyszeć śpiew ptaków i nigdy więcej wycia sygnału karetki! - mówił z mocą. - Chcę mieć rodzinę i tym się właśnie cieszyć! Myśleć o zapasie opału na zimę i doglądać ewentualnie kur. Odkręcić ci słoik przetworów, który sama zrobisz, ale nie masz na tyle siły, by odkręcić go sama. Chcę rąbać drewno, pracować w drewutni i kształtować to drewno i nim się parać, nie gnojem ludzkim, przez samego człowieka stworzonym. Mam dosyć tego wszystkiego. To takie nieludzkie. Nie ma w tym boga...

Ukrył twarz w dłoniach, a ja siedziałam osłupiała.
Właśnie wyznał chęć założenia ze mną rodziny i życia gdzieś daleko stąd. Czy jestem na takie zmiany gotowa?!

I wtedy przypomniały mi się słowa babci o tym, że dziś zbytnio wszystko utrudniamy planowaniem, które i tak zazwyczaj bierze w łeb. Gdybym nie otarła się o śmierć i nie została uwięziona w zgniecionym aucie, nie brałabym słów Bogusia pod rozwagę.
Teraz wyobraziłam sobie siebie wiejskim domku, mój brzuszek, w którym kiełkowało życie i spokój życia. Niespokojne uspokojenie poza miastem.

Wstałam, podeszłam do niego i opadłam na zmęczone ramiona. Zmęczone zbytnią wiedzą o okrucieństwie życia.
Znów analogia do wojny  i miłości babci do dziadka.

- Zapisuję się na to, Bogusiu – szepnęłam mu w ucho. - Może to szalone, ale znalazłeś mnie w deszczu i tej puszce pogniecionego metalu, a ja się tam w tobie zakochałam. Resztę wypracujemy.
- Chcesz tego? - Uniósł na mnie zaczerwienione spojrzenie.
- A co mnie może powstrzymać? - Zmarszczyłam głupkowato nos. - Wybieram ciebie.

I tyle było słów.
Chwilę później zmiótł wszystko ze stołu i zaczął mnie gorączkowo rozbierać. Kolejne części ubrania lądowały na podłodze, a mnie zatkało podniecenie wywołane tą gwałtownością.
Nie bawił się w pieszczoty. Zerwał ze mnie majtki i choć były moim ulubionym, koronkowym łaszkiem, nie żal mi było roztargania tego szczególiku. Nie zwracał uwagi na moje reakcje, ale nie musiał. Byłam mokra podnieceniem i z jękiem przyjęłam twardą męskość, nakierowaną na mnie jego zaciśniętą dłonią. Pierwsze pchnięcie wydarło z mego gardła krzyk. Mieszanina bólu i rozkoszy. Przyciągnęłam jego biodra łydkami i głowę, palcami we włosach. Żadnych słów, tylko mokre pchnięcia i głuche stęknięcia, oraz jęki, zwieńczone najpierw moim, później jego gardłowym dźwiękiem rozkoszy. Drgał konwulsyjnie w mym wnętrzu i ja pod nim, oraz pod jego spoconym ciałem. Trwaliśmy tak długo, bez chęci przerwania połączenia ciał i... dusz?

- Mówiłam serio mój ratowniku – mruknęłam w czubek głowy, który wciąż miałam przy brodzie.
- Więc zróbmy to. - Ciepły oddech między piersiami.

Rok później żyliśmy na wsi. No prawie...
Sprzedaliśmy swoje mieszkania, a za kasę, która została po odliczeniu kredytów, kupiliśmy ruinę na zadupiu, a właściwie same ściany. Początkowo mieszkaliśmy w namiocie i gotowaliśmy na kuchence polowej, remontując pozostałości przedwojennego domostwa. Wieś pomogła i pokochała nas w momencie, gdy Boguś odebrał awaryjny poród dziewczyny we wsi. Córka sołtysa zasłabła i wtedy do akcji wkroczył mój mężczyzna. Wkroczył i trafił na akcję porodową, gdyż po ocknięciu się, dziewczyna zaczęła przeć. Nie wiem, co dokładnie zrobił, ale ponoć dziecko było okręcone pępowiną. Dzieko żyje, matka ma się dobrze,a wieś czuje się bogatsza o człowieka, który wie, co w ciele ludzkim piszczy.
Ja natomiast piszczę, gdy Boguś dobiera się do mnie i zadziwia przy okazji swą jurnością, która nie słabnie, lecz narasta z każdym miesiącem.
Wieś mu służy. Poprawka! Wieś służy nam!
Jakoś tak inaczej tutaj się żyje. Wolniej, spokojniej i pełniej. Pełniej o zapachy, smaki i dźwięki. Zaspakajają one nasze zmysły, a my zaspokajamy resztę.
Pracuje on, ja uczę dzieciaki języka angielskiego i starcza nam dzięki temu na życie.
Przydałoby się jeszcze dzieciątko, ale na razie czekamy na nie. Widocznie aż tyle szczęścia naraz, to za dużo, jak na nas dwoje. Nie tracę nadziei, ale wiem, że co ma być, to będzie.
Cholera! Jak to dobrze, że wtedy wrąbałam autem w to drzewo!

KONIEC

Dobra. Słodziarski happy and, ale jak to mówicie, za dużo gówna w życiu, żeby się jeszcze i tutaj dołować. Potrzebuję takiego zakończenia i polewam w nim lukrem, bo tak właśnie powinno to wyglądać w życiu!
Dobrej nocy 😀

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. mathiasmm
    | Odpowiedz

    Pierwszy!
    Lubię happy endy, ale za krótko :c

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      No weź przestań! Dłuższe niż zwykle!!!

      • mathiasmm
        |

        Wolałbym jakiegoś tasiemca ;3

    • Sandra
      | Odpowiedz

      Mi również się podobało , ale mogło się tak szybko nie kończyć 🙁

  2. Kajjka
    | Odpowiedz

    Lubię happy endy, wręcz uwielbiam 🙂 Lukier też i inne słodkości też lubię. Nie wiem jak tam innym, ale mnie się podobało. Może się zakończenie zdawać banalne, ale szczególnie w tej części jest tyle mądrych słów, że przynajmniej mnie absolutnie to nie przeszkadza. Masz rację, tak powinno być w życiu 🙂

  3. Kasia
    | Odpowiedz

    Dobrze że słodko się zakończyło. Życie jest czasami takie upierdliwe, że czasem potrzeba właśnie słodzenia i ja chętnie się na to piszę. Po za tym co to za historia miłosna, co się nie zakończy happy endem 😉
    Pozdrawiam i czekam cierpliwie na kolejne opowiadania zaglądając tu czasem i kilka razy dziennie

  4. Magdalena Raczkowska
    | Odpowiedz

    Na początku te opowiadania sie tak… “wlekły”. A czytając tą część czułam sie jakby ktoś włączył przyspieszenie 😀
    Ogólnie cud, miód i orzeszki :3

  5. Sandra
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję że za parę dni Mika zaszczyci nas kolejnym cudownym opowiadaniem 🙂

  6. laid back
    | Odpowiedz

    I pogalopowali w stronę zachodzącego słońca…
    Tak mi się marzyło,żeby Donia była stalkerką osaczającą co przystojniejszych ratowników i dyspozytorki też.Ale jak trza ku pokrzepieniu,to niech będzie.

  7. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Wróciłam do “Pomyłki”, która nie chciała iść do przodu i zaczęła kisnąć brakiem pomysłu.
    Wróciłam, a tu takie zaskoczenie! Startnęła w tak dziwnym kierunku ta opowieść, że sama jestem ciekawa, co z niej wyniknie. Zapowiada się niezły miks wielu moich pomysłów i scen.
    Niech się dzieje 😀

  8. Megami
    | Odpowiedz

    Kurczę, chciałabym się do czegoś przyczepić za każdym razem, ale piszesz tak doskonale, ze doprawdy nie wiem co mogę skrytykować… Zamiast tego Cię pochwalę – kolejne świetne opowiadanie!

  9. HISSS
    | Odpowiedz

    szkoda tylko tego fragmentu z cynamonem źle się to czytało :/ tylko cynamon i cynamon

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Pisałam ten kawałek w deszczowy, pochmurny dzień i miałam jazdę na cynamon, który uwielbiam.
      Na drugi dzień kupiłam bułkę drożdżową z cynamonem.
      Nie zjadłam, była kupiasta w smaku.
      Kiedyś kumpel podpuszczał mnie, że nie dam zjeść łyżeczki cynamonu. Chciałam mu udowodnić, że dam radę. W ostatnim momencie mnie powstrzymał, bo ponoć zaczęłabym się po tym dusić.
      No nie wiem…

      • mika kamaka
        |

        Aż ślinka cieknie 😀

      • laid back
        |

        naszezyciebezchemii.blogspot.com/2014/05/117-cynamon-i- cynamon.htlm

      • laid back
        |

        iiii link nie wchodzi,cham jeden.

      • GreatLover
        |

        zaczęłabyś się dusić – na YouTube pełno jest filmików typu Cynamon Challenge na których widać debili krztuszących się przy jedzeniu tej przyprawy – tak się składa że jej sypka forma ma zdolności absorpcyjne jeśli chodzi o wilgoć – starając się połknąć łyżeczkę cynamonu w ułamku sekundy wysuszysz sobie przełyk na wiór, a to niezbyt przyjemne uczucie ;]

Napisz nam też coś :-)