Bada boom (II)

with 3 komentarze

Bada boom opowiadanie o zaskakującej miłości i pagnieniu. Romans i erotyka.- To ma być ładne imię?! - Prychnęła, jak kot. - Moim rodzicom na mózg coś padło, gdy wybierali mi imię. To po jakiejś tam prababce mi przypadło.
- Nie lubisz swojego imienia? - Doleciało do lewego ucha. - Mnie się podoba.
- Szkoda, że rówieśnikom w szkole podstawowej podobało się w inny sposób. - Sarknęła. - Aldona, popier... - chrząknęła, przerywając w porę.
- Jesteś pewna, że chodziło im o imię? - Zaśmiał się zaczepnie.
- Nie znasz mnie, a już oceniasz? - Fuknęła i odruchowo uniosła dumnie brodę. To był kolejny, błędnie wykonany ruch ciałem, który okupiła kolejną dawką bólu. - Sadysta – jęknęła.
- Jak dla mnie, to wyglądasz na bardzo racjonalną osobę i chwali ci się to. - To stwierdzenie było już wypowiedziane poważnym tonem.
- Ten racjonalizm właśnie stał się przyczyną kolizji – smętnie stwierdziła.
- W sensie, że uznałaś za najbardziej racjonalny sposób na spędzenie wieczoru czołówkę z innym autem? - Niby niewinne i niedomyślne pytanie, ale uśmiechu zawoalowanego w słowach nie ukrył.
- No jasne – potwierdziła. - A cóż lepszego można robić w weekend?
- A tak naprawdę? - spytał łagodnie.

I opowiedziała mu o sobie, zastanawiając się równocześnie, dlaczego mówi to wszystko obcemu mężczyźnie. Nie zataiła braków w obecnym związku, wkradającej się weń nudy i monotonii. Opowiedziała o własnej nadproduktywności w firmie i szefowej, która lubiła świadomość, że to na Donię może właśnie liczyć, gdy zajdzie taka potrzeba.
Zrelacjonowała w końcu dzisiejszy wieczór w pracy i spóźniony przyjazd na urodziny koleżanki, oraz zaskoczenie widokiem już byłego chłopaka z solenizantką na kolanach.

- To bydlę z tego faceta jest i tyle – oznajmił spokojnie. - Takich rzeczy nie robi się w tak ułomny sposób.

Dało jej to do myślenia i przytkało na chwilę, lecz głos w ciemności mówił dalej.

- Pomyśl. - Skupił znów uwagę na sobie. - Tak naprawdę, to powinnaś się cieszyć. Z tego co mówisz, to wasz związek nie rozwijał się, a raczej kisł sobie i żadne z was nie próbowało nic z tym zrobić. Stało się samo i po bólu. Boli cię urażona duma, ale nie cierpisz z powodu złamanego serca.

W ostatnich słowach zadźwięczał ból, jakby mówił o czymś, co dotknęło jego samego.
Czuła, że nie powinna pytać, wtrącać słowem w jego wypowiedź. To byłoby niedelikatne i choć zżerała ją ciekawość, nie odezwała się.

- Gdy ktoś łamie ci serce i wyciera o nie podeszwy butów, ból jest o wiele większy, niż wyrwanie ręki wraz z ramieniem.  - Westchnął głęboko, milknąc.

Milczeli oboje i tylko deszcz wściekł się na świat, zalewając sobą.
Czuła palce, którymi pocieszał jej ramię i było jej dziwnie błogo.
Dwoje nieznajomych zrozumiało się w przeciągu pół godziny, którą z przymusu spędzili razem.
Donia stwierdziła, że po raz pierwszy nie krępuje jej cisza, a właściwie milczenie w obecności mężczyzny.

- Miło było cię poznać. - Ratownik przerwał wspólną ciszę. - Szkoda, że w tak nietypowych okolicznościach. Będzie dobrze – rzucił jeszcze w ciemność, którą rozjaśniały coraz bardziej światła zbliżającego się samochodu. - Teraz przejmą cię inni. Trzymaj się.

Nic nie odpowiedziała, gdyż nie wiedziała, jak powinna się w takiej sytuacji zachować. Otworzyła usta, jak wyciągnięta z wody ryba i... milczała.
Delikatny dotyk dłoni na czole, szelest ogumowanej, sztywnej kurtki ratownika, gdy wstawał z pozycji kucznej, w której trwał i w końcu jego oddalająca się sylwetka.
Nie zdążyła nawet powiedzieć „dziękuję”, gdyż inne ręce zaczęły ją dotykać. Padły pytania, na które musiała odpowiadać, a światło latarki zablokowało skutecznie widzenie.

Urządzenia, którymi rozcinano blachę drzwi syczały sprężonym powietrzem i wydobywały zgrzytający lament ćwiartowanej blachy. Unieruchomiono jej głowę wraz z szyją i przetransportowano do karetki pogotowia. Daremnie wyglądała swojego ratownika, a złość rosła w jej duszy z sekundy na sekundę coraz bardziej.
Sensowny facet, ciekawy i ten głos...

Nie mieściła jej się w głowie niesprawiedliwość losu.
Rozwaliło jej się właśnie życie prywatne, a przy okazji samochód. Poznała kogoś intrygującego, choć nie wiedziała czym ją tak właściwie zaintrygował i ten ktoś zniknął z horyzontu.

Mężczyźni od zawsze reagowali na jej nieprzystępność napieraniem fizyczno mentalnym, a ona się przed nimi broniła. Czasami pozwalała im się do siebie zbliżyć, ale wyłącznie wtedy, gdy zaintrygowali ją czymś.
Karol był bezpieczną opcją i wybrała go po burzliwym związku, który miał miejsce rok wcześniej.
Poprzedni facet okazał się być handlarzem dragów, pozującym na biznesmena. Przez dłuższy czas umiejętnie ukrywał prawdę, lecz w końcu  któraś z „klientek” wdarła się do kupionego przez Donię mieszkania żądając, by Szymon wydał jej obiecany towar i że gotowa jest zapłacić mu za to ciałem nawet.
Donia wyrzuciła małolatę za próg, gdyż ta cisnęła się nachalnie do środka, śmierdząc przy okazji tak, że nos wiądł i łzy stawały w oczach.
Przy okazji rewizji części szafy zajmowanej przez Szymona, odkryła całą masę tabletek i proszków w woreczkach, poupychanych pomiędzy ciuchami.
Szymon nie wypierał się winy. Przyznał, że taki jest jego sposób na życie i ona, Donia musi zaakceptować ten stan rzeczy, lub rozstaną się po prostu.
Rozstali się, gdyż nie zaakceptowała.
Wspólna przyszłość z takim facetem? Bała się takiej opcji, więc ją odrzuciła. Nie widziała siebie z brzuchem w otoczeniu piguł, prochów i dziwnych ludzi.
Seks z Szymonem był najmocniejszą dźwignią ich związku.
Przebolała brak mocnych wrażeń w łóżku Karola. Z nim miało być normalnie.

To „normalnie” uwięziło ją zgniecionym autem, zakleszczonymi drzwiami i kierownicą unieruchamiającą podudzia.
Ratownik odpływał z jej pamięci, wraz z ogłuszeniem podanym w postaci zastrzyku zaaplikowanego przez sanitariuszy. Strzępek wspomnienia został jednak i kołatał się w otłumanionym umyśle Doni.
Ona tak tego nie zostawi. Zrobi z tym coś i choć nie wiedziała jeszcze co, to była pewna, że na pewno będzie jakiś ciąg dalszy. Reszta wyjdzie w praniu. Na pewno nie zbagatelizuje palca bożego!
Teraz kręciła się wraz z głową i światem wokół.
Tak wygląda bycie naćpanym?

Ocknęła się w szpitalu, ubrana w kołnierz ortopedyczny, unieruchamiający jej głowę i w przepaskę na oku. Nie było kabelków podłączonych do ciała, pikania aparatury. Ból głowy ćmił namolnie, a oko krzyczało o wolność.

Dwa dni obserwacji, badania i ich wyniki zakwalifikowały ją do wypisu.
Z plastrem na pół twarzy opuściła budynek szpitala i dopiero poza jego murami oblepiły ją ciekawskie spojrzenia ludzi.
W oczach jednych widziała ciekawość, w innych litość, lub szyderstwo.
Kim im się jawiła?
Ofiarą przemocy domowej? Kaleką?
Nie zamierzała się tym przejmować. Jej myśli zajmował ratownik i na tym się skupiła. Było to o tyle utrudnione, że jej nietknięty farmakologią organizm odchorowywał każdą dawkę zaaplikowanych w szpitalu medykamentów z mocą mega kaca. Była wciąż osłabiona, skołowana, ale też szczęśliwa, że skończyło się plastrem na oku, które ponoć miało w najbliższym czasie odzyskać w pełni władzę.
Wytrzyma, poczeka i obmyśli sposób na odnalezienie swojego zbawcy i spowiednika. Przyjaciela poznanego w deszczowej ciemności. Pozna go i skonfrontuje wyobrażenia i marzenia z rzeczywistością. Może jest nudny i beznadziejny w sytuacji nie obarczonej stresem?
Ciekawe, jak wygląda...

Pod drzwiami mieszkania leżała wiązanka zwiędniętych róż z przeprosinami. Karol płakał pismem i prosił o szansę.
Kiedyś może i dopuściłaby taką opcję. Teraz ciekawość kierująca jej myśli ku nieznanemu facetowi i świadomość ulotności życia, którą posiadła w sekundach zgniatających auta ze sobą spowodowały, że nie miała już ochoty na próby.
Donia miała klarowność wiedzy na temat własnych pragnień.
Chciała coś przeżyć i poczuć ekscytację. Miała namiastkę tego uczucia, będąc uwięzioną we wraku i chciała poczuć to samo ponownie.
Nie męcząc kręgosłupa schyleniem się do zwiędniętych kwiatów, przeszła nad nimi przez próg mieszkania i skierowała swe kroki wprost do łazienki. Z niepewnością spojrzała w lustro i aż jęknęła widząc siebie. Siniaki na twarzy i zaschnięta krew nad plastrem. Szrama wzdłuż linii włosów i potarganie tych ostatnich.
Wyglądała, jak siedem nieszczęść, ale żyła.
Plaster ma zniknąć za kilka dni i wtedy zobaczy skutki swojej furii za kierownicą.
Jak to dobrze, że nikogo przy okazji nie zabiła...

- Proszę otworzyć oko. - Łagodny głos lekarza instruował ją. - Powoli, gdyż po tylu dniach może być boleśnie używać oka.

Zamrugała.
Szczypało, lecz nie bolało. Widziała i prawie popłakała się ze szczęścia.

Lekarz wydawał się być tym faktem przejęty równie mocno, co ona. Chrząknął i zmierzwił włosy, uśmiechając się.
Przede wszystkim widziała. Oko było więc całe i teraz pozostaje jedynie zrobienie czegoś ze swoim życiem. Bagatela...

Myślała o tym od momentu, gdy zblokowana kierownicą we wraku czekała, na uwolnienie.
Jej życie było przewidywalnie nieskomplikowane.
Przecież nie chciała tego, nie tak miała żyć!
Kiedy wszystko to tak właśnie się ukierunkowało?!
Pięć dni w tygodniu praca, a po niej egzystencja. Weekendy spędzone na ogarnianiu mieszkania, bądź nadganianiu firmowych obowiązków. Zainteresowań brak. Czasami wciągnięta treść książki, bądź wypad do kina, lub teatru.
Jak ona mogła żyć w taki sposób?!
Przecież to wegetacja!
Teraz wszystko zmieni, bo wie, że nie tędy droga. Jeden ruch kierownicą może zmienić wszystko.
Już nie będzie tak empatyczna. Pomyśli o sobie.

Miała cel.
Celem był ratownik.
Ratownika musi poznać, by skonfrontować wyobrażenia ze światłem dziennym.

Umyła zęby, wypiła herbatę i olała więdnącą i śmierdzącą częściowo zawartość lodówki.
Kiedyś zdezynfekowałaby ją w pierwszej kolejności i przesegregowała zawartość. Teraz miała to głęboko w nosie. Lodówka poczeka, a Donia od tego nie umrze.

Popijając herbatę, tonęła w marzeniach i czyniła to po raz pierwszy w życiu.
Marzyła...

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Edzia
    | Odpowiedz

    Mika! Nie katuj nas proszę zbyt długim czekaniem na kolejną część 😀 Jest super, opowiadanie zaintrygowało mnie całkowicie 🙂 Buziaki

  2. bogdan
    | Odpowiedz

    to czekanie na kolejną część mnie DOBIJA. codziennie o północy sprawdzam czy czegoś tam nie przybyło więc codziennie dodawaj przynajmniej jedną część. pozdro dla Mikakamaka

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Jak już będę to robić zawodowo, to dziennie będzie po osiem stron nowości. Ok?

Napisz nam też coś :-)