Baraka 39:35 (IX)

with 9 komentarzy

Baraka opowiadanie erotyczne o miłości i podróży pomiędzy światami. Erotyka i tajemnica.Zgodnie z obietnicą zamykam nowelkę.
Życzę miłego 😉

- Pomóż mi! – krzyknęła do Neeba. – Musimy się schować!

I wtedy mnie zauważyła. Znieruchomiała, z szeroko otwartymi oczami.
- Pomóżmy jej – zwróciłem się do Neeby i zamarłem również.

Obok mnie, zamiast człowieka którego znałem, stał o wiele młodszy mężczyzna, w dodatku inaczej ubrany.

- Kim jesteś? – Był równie przerażony, jak kobieta.
- Waszym aniołem stróżem – wypaliłem pierwsze, co mi przyszło do głowy. – Schowajcie się tam, gdzie ta kobieta każe i słuchaj jej, a przeżyjesz wojnę.
Podszedłem do szafy i szarpnąłem z impetem. Odsunęła się, coś za nią cicho kliknęło i moim oczom ukazała się głęboka wnęka z jakimiś skrzynkami.
- Bądźcie cicho – nakazałem. – Zbirami zajmę się ja.
Wcisnęli się do wnęki we trójkę, pies wlazł pod stół, ale nie było czasu zajmować się nim teraz.
Może przeżyje chuderlak.
Pchałem szafę z całych sił do momentu, gdy usłyszałem ciche szczęknięcie.
Teraz ruscy zostali.
Dotarło do mnie, że jeśli zabiją mnie tutaj teraz, to zabiją mnie na amen!
Adrenalina uderzyła mi do głowy. Przyczaiłem się za drzwiami z żeliwnym nocnikiem, który porwałem z podłogi i czekałem w napięciu.
Wszystko układało mi się w głowie.
Neema wrócił do tego miejsca w czasie, gdy jeszcze go nie opuścił w czasie wojny.
Jego mózg najwyraźniej nie był w stanie pomieścić przyszłości i powrotu w czasie, więc to wykasował.
Cholera, ale to sprytne. Może zacznie mieć sny z wydarzeniami z innego miejsca?
Byle nie przypomniał mu się wagon wiozący go do obozu pracy.
- Atkryjtie! - Usłyszałem krzyki za drzwiami mieszkania i walenie w nie. – Eta prikaz!
Uchyliłem lekko drzwi do pokoju, by wyglądało na to, że nikogo w mieszkaniu nie ma, a już na pewno nie za drzwiami.
Kolejnym dźwiękiem, był huk wywarzonych drzwi.
Nastąpiła cisza, którą zakłócił łomot ciężkich buciorów.
Zbliżali się, ja uniosłem wyżej nocnik, zaciskając dłonie na jego uchu.
Pierwszy z nich dostał metalowym urynałem w głowę i gdy z jękiem padał na podłogę, drugiego kopnąłem w jaja.
- Boże moj… - stęknął i padł obok kompana.
Zabrałem im broń i podbiegłem do szafy.
- To tylko ja – powiedziałem w szczelinę za szafą. – Mam broń, może wam się przyda. Odsunę trochę szafę, a wy ją weźcie.
Stałem nad skulonymi ścierwojadami zastanawiając się, gdzie ich przenieść.
Do wioski nie, to jasne.
Wiedziałem już i aż się w głos zaśmiałem na kolejny, wariacki pomysł.
- No to chłopaki macie przejebane…
W przypływie radosnego nastroju, jaki mnie ogarniał, chwyciłem pod pachę chuderlawego psa, objąłem szmaciarzy nogami i pomyślałem o…
Heh, ja to mam pomysły.
W Warszawie było ciepło i ciemniło się. Nie aż tak ciepło, by w samych skórzanych gatkach nie było mi zimno.
Trudno, chwilę wytrzymam. Szczególnie, że mój strój był idealny w miejscu, do którego chciałem wejść.
Stałem pod żelaznymi, ciężko kutymi drzwiami lokalu nocnego. Nie był to zwykły lokal, a raczej miejsce otoczone bardzo złą sławą.
Miejsce, obok którego nie raz przechodziłem, przyspieszając kroku.
Zastukałem metalową kołatką, była w kształcie penisa w spoczynku.
Będę musiał później umyć tą rękę…
Wizjer w drzwiach uchylił się, a w jego otworze ukazało się oko.
- Czego? – Głos miał najwyraźniej odstraszać, ale nie mnie, nie tym razem.
- Przesyłka specjalna. – Z uśmiechem wskazałem w dół.
Facet nie mógł widzieć dwóch skulonych na ziemi ciał, więc uchylił drzwi.
Chciało się uciekać na sam jego widok. Szeroki, jak szafa trzydrzwiowa, z karkiem jak tur i facjatą recydywisty.
- Mam kolei do przemiału - Mój szept był teatralnie cichy. – Z pozdrowieniami od naczelnika więzienia.
Czytało się onegdaj o aferze, w którą była zamieszana szycha zakładu karnego. Gościu nie dość, że lubił zabawy z chłopcami, to jeszcze lubował się w katowaniu ich. Z usług tego tutaj przybytku korzystał również. Miałem nadzieję, że pozyskana wiedza pozwoli mi znaleźć odpowiednie miejsce do utylizacji śmieci u moich stóp.
- Wchodź – warknął tylko, taksując otoczenie wokół wejścia.
Widząc nieskuteczność moich prób wniesienia odpadów człowieczych za drzwi, schylił się i jednym ruchem wciągnął ich do środka, jak dwa wory kartofli. Ciągnął ich dalej, nie zważając na schody w dół, po których zsuwali się jęcząc co stopień. Szedłem za nim uspokojony świadomością, że w każdej chwili mogę się stąd ewakuować. Obok mnie dreptała zaadoptowana namiastka psa.
Na dole znajdowała się przestronna, lecz kompletnie zadymiona sala, a w niej tłum. Z głośników sączyła się senna muzyka. Światło było mroczne, przecinane pojedynczymi mignięciami flesza.
Gdy weszliśmy do środka, zainteresowanie znajdujących się tam mężczyzn skupiło się na mnie i na dwu bezwładnie leżących i postękujących postaciach.
Musiałem się odezwać.
- Panowie! – krzyknąłem. – Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami od naczelnika wiadomego więzienia, przynoszę te oto dary i życzę miłej zabawy. Dopuszczona jest każda forma dopieszczenia tych panów! Przyjemności bez ograniczeń! – Uniosłem ramiona w górę.
- A ty słodziaku nie zabawisz się? – szepnął mi do ucha facet w obcisłym, lateksowym kombinezonie. – Mogę ci pokazać takie sztuczki, że jaja ci zdrętwieją…  
- Następnym razem. – Jęknąłem, powstrzymując odruch wymiotny. – Obowiązki wzywają. – Zasalutowałem, schyliłem się po psiaka i pomyślałem o Zuri.
Zastałem wszystkich tak, jak ich zostawiłem. Mama miała nawet tą samą, przerażoną minę.
- Jestem – wysapałem z przejęciem. – Wy też będziecie, bo udało mi się tak, jak chciałem. I to jak cholera! – krzyknąłem radośnie wypuszczając skulonego czworonoga spod pachy.
Ten przycupnął od razu przy moim udzie.
- Są bezpieczni?! – Mama była bliska łez.
- No pewnie! – Byłem z siebie dumny. – Neema jest z rodziną. A wy, zostajecie tu na stałe?
- No pewnie! – Tata ze łzami w oczach patrzył to na mnie, to na Tośkę. – Jeśli mama zechce… - dodał z miłością w oczach.
Już rozumiem, dlaczego mamuśka wybrała TAMTEN wymiar.
Tata będzie tu pasował, ma dobre podejście do kobiet.
Muszę brać ze starego przykład.
Spojrzałem w czarne, spokojne oczy Zuri…
EPILOG
Jurij chciał otworzyć oczy, ale worek na twarzy uniemożliwiał mu to.
Chciał się ruszyć, ale był unieruchomiony.
Chciał coś powiedzieć, ale gumowa kulka w ustach uniemożliwiała mu to.
Czyżby radziecka władza dopadła go za te drobne kradzieże w składzie ze spirytusem do dezynfekcji masek gazowych? Przecież był tak oddany krajowi, strzelał z rozkazu, bez wahania!
Było mu bardzo niewygodnie i chłodno. Góra tułowia leżała na czymś płaskim, a nogi zwisały swobodnie. Dłonie miał związane pod blatem, na którym leżał. Spróbował poruszyć nogami, z marnym skutkiem. Łydki ktoś obwiązał sznurem, pozostawiając niewielki dystans od tego, do czego były przymocowane.
Zginę tu, pomyślał.
Gdyby było mu to dane w tej chwili, czułby się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Ale nie było…
Pod ścianą stał Gustlik. Nadano mu taką ksywę, gdyż jak znany wszystkim bohater „Czterech pancernych”, był wielki i miał tak samo wysuniętą szczękę do przodu. Wielki był wzrostem i w pale.
Nie miał z tego powodu zbyt wielu chętnych do obcowania z jego sprzętem partnerów, a musiał sobie jakoś radzić.
Duże miał również potrzeby.
Ruchem ramion odbił się od ściany, o którą się opierał i niedbale rzucił niedopalonego papierosa na wykafelkowaną podłogę. Na środku pomieszczenia stał stół, pod nim umieszczono kratkę ściekową.
Uśmiechnął się pod nosem zadowolony z tego, że facet na stole odzyskuje przytomność.
Nie lubił pieprzyć kłód, wolał żywiołowe reakcje, w szczególności te pełne bólu.
Rozpiął rozporek skórzanych spodni, czując przyjemne swędzenie w jądrach. Wyciągnął sprzęt, pieszcząc się niedbale długimi, posuwistymi ruchami.
Rozsunął pośladki leżącego mężczyzny i przytknął czubek grubego penisa do ciasnej dziurki odbytu.
- Dziewica, czy co?... – mruknął i pchnął.
Senną muzykę w lokalu rozdarł stłumiony gumową blokadą krzyk.
Nikt nie zwrócił na to uwagi.
Może ktoś poczuł ukłucie zazdrości.
KONIEC

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Karel Godla
    | Odpowiedz

    Kupy się trzyma ale słabo 🙁
    Trza by na spokojnie przemyśleć, podopisywać, pozmieniać.
    Ale tego chyba nie lubisz. Lepiej uciekać do przodu 🙂
    Ukłony.

  2. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Karelu. Sprawdź pocztę pliz 🙂

  3. mika kamaka
    | Odpowiedz

    gmail, tam jest chat 🙂

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    Moja droga! Wytłumacz mi proszę co oznacza tytuł

  5. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Tytuł filmu i moment (w minutach i sekundach), przez który to opowiadanie się popełniło.
    Gorąco polecam film, w dobrych słuchawkach, przez wzgląd na muzykę.
    To dzieło (mówię oczywiście o filmie) to taki czasowstrzymywacz :-).

  6. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Koniec! Przeczytałam w końcu! I trochę zakończenie mnie rozczarowało. Za szybko wszystko na raz. Ale w końcu to opowiadanie. Naprawdę podziwiam Twoją kreatywność tyle rzeczy! Świat fajnie wykreowany.

    Ps. Jesteś ze Śląska?

  7. Megami
    | Odpowiedz

    Magiczne. Doskonałe na dni, kiedy ma się wszystkiego dość. Poprawia humor i skłania do zastanowienia się. Świetne.

Napisz nam też coś :-)