fbpx

Baw mnie (IX)

with 5 komentarzy

Witajcie w tą piękną niedzielę. Ktoś mi dzisiaj wysłał emotkę cierpiąca przed jutrzejszym dniem, poniedziałkiem. A jak masz Ty? Lubisz poniedziałki, czy lepiej, by zmieniły się w drugą niedzielę? 😀
Całusy i udanego wieczoru :-*


Rozdział 9

Tomasz ułożył Ewelinę na wielkim łóżku, zdjął jej buty, stanął w nogach łoża. Wyglądała krucho, delikatnie, wyjątkowo pięknie. Ciemne włosy rozsypały się wokół głowy, okalając ją połyskliwą aureolą. Dziewczyna westchnęła, zacisnęła mocno powieki, grymas bólu na chwilę zagościł na twarzy śpiącej. Dłonie powędrowały na brzuch, docisnęły się w miejscu, w którym Tomasz widział szramę. Bardzo był ciekaw skąd się wzięła. Czy to po operacji? Jeśli tak, to po jakiej? A może to ślad po wypadku?

Potrząsnął głową, by odegnać natrętne myśli. Nie powinien tak się nią interesować. Nie chciał, by zależało mu bardziej, niż na sfinalizowaniu interesu, uwolnieniu się od Mirka i ewentualnie na seksie z tą małą.

Stopy. - Poczuł węzełek w żołądku na widok smukłej linii podeszwy i drobnych paluszków. - Jak ja bym ją w nie zerżnął.

Syknął, zacisnął szczęki, odwrócił się, powędrował do łazienki. Chciał zmyć z siebie brud podróży, a może oczyścić skórę przed pobytem w tak pięknym, naturalnym miejscu. Cicho zamknął za sobą drzwi pokoju kąpielowego i aż westchnął na widok pomieszczenia tak innego od jego łazienek. W centrum stała biała metalowa wanna na wygiętych nóżkach. Jedną ze ścian było ogromne okno, czy właściwie wyjście na okolony ażurową balustradą niewielki balkon. Szyby rozsunięto na boki, a jedyną dającą poczucie intymności zasłoną były białe, powiewające lekko na wietrze firany. Tomasz westchnął, podszedł do wanny, odkręcił kurek. Zrzucił ubrania, przestąpił brzeg i usadowił się na jej dnie. Woda unosiła się powoli, zakrywając kolejne centymetry ciała. Poirytowany Tomasz patrzył na stojącego penisa, którego czubek jeszcze przez jakiś czas miał pozostać nad powierzchnią.

- Durny kretyn – rzucił do kawałka mięsa, który zmienił się w barometr jego emocji.

Oparł głowę o brzeg wanny, pozwalając się masować ciepłej wodzie.

Ewelina powoli odzyskiwała kontakt z rzeczywistością. Otumanienie ustępowało, zastępował je koszmarny ból głowy. Usiadła na łóżku, przycisnęła palce do skroni. Rozejrzała się wokoło i na chwilę zapomniała o uciążliwym dyskomforcie.

- Ja pierniczę – wyszeptała, rozglądając się wokoło. - Co to za pałac?

Pokój skojarzył jej się z egzotyką, z Indiami. Soczyste kolory ścian, złocone wykończenia w formie ornamentów i piękne, okolone ciężkimi zasłonami okna, oraz masa odurzająco pachnących kwiatów w kilu wazonach zachwyciły ją przepychem i onieśmieliły bogactwem. Chwilę potem zganiła samą siebie za podobne myśli. Nie powinna się wstydzić tego, kim jest. To nie jej wina, że nie znała takiego świata. Życie wepchnęło ją w łapy diabła, ten odebrał jej wolność i możliwość stanowienia o sobie. Przecież to z jego powodu znalazła się tu, gdzie jest. By uciec, zapomnieć, oderwać się od przeszłości.

Westchnęła, spuściła nogi na podłogę, rozejrzała w poszukiwaniu czegoś do picia. Poczuła, że silniejsze od bólu głowy jest pragnienie. Suche gardło uniemożliwiało przełknięcie śliny, język przywarł do podniebienia. Zastanawiała się, gdzie w tej chwili jest Tomasz. Czyżby ten pokój i to ogromne łóżko należało w tej chwili tylko do jej dyspozycji? Podobało jej się samotne spanie, czyli coś, czego nie miała na co dzień. Adam oplatał ją nocami sobą niczym bluszcz, często korzystał z niej, jak z prywatnego usypiacza. Brał ją sobie, używał jak lalki, po czym uspokojony po seksie odpływał w sen. Kiedyś spróbowała się od niego uwolnić i powiedziała, że odchodzi, że nie chce być już jego zabawką. Taki błąd popełniła raz i omal nie przypłaciła go życiem. Po tamtym wydarzeniu pozostała jej blizna i wspomnienie smutku na twarzy lekarza, który oznajmił, że nie daje szans na zajście kiedykolwiek w ciążę. Jak to powiedział – musiałby się zdarzyć cud. Pogodziła się z tym, nie pragnęła cudu, a jedynie możliwości ucieczki i zabrania z sobą siostry.

Potrząsnęła głową, próbując odegnać natrętne myśli. Teraz jest daleko od tego złego człowieka. Znalazła się w najpiękniejszym domu, w jakim kiedykolwiek była i chciała się tym cieszyć. Życie w nieustannej czujności, niczym niewolnica przy nieobliczalnym właścicielu, miało dobiec końca. Teraz będzie się cieszyć urokami wystawnego życia tutaj, bo być może będzie to jedyna okazja na skosztowanie czegoś takiego. Nie to było jednak ważne. Będzie, jak będzie, a cel i tak pozostanie ten sam – zabrać Olgę i zniknąć z życia Adama.

Westchnęła i powłócząc nogami skierowała się ku drzwiom, które na oko powinny prowadzić do łazienki. Tam znajdzie kran, więc będzie się mogła napić. Ugasi pragnienie, a tym samym odzyska zdolność jasnego myślenia. Bardzo chciała jasno myśleć by móc cieszyć się tą nagłą wycieczką i pobytem w miejscu tak daleko od domu. Domu, dobre sobie! Raczej więzienia.

Pchnęła drzwi, weszła do pomieszczenia i w pierwszym odruchu zamarła z wrażenia. Znów piękno poraziło ją i oszołomiło. Powiodła wzrokiem po ścianach, zatrzymała się na ogromnym oknie i powiewających delikatnie firanach.

Jakie to niepraktyczne – pomyślała. - Ale jakie cudowne!

I wtedy wzrok jej spoczął na wannie, w której nagi, z głową na łagodnie wygiętym obrzeżu spał Tomasz. Przydługie czarne włosy opadły na tył głowy, gęste rzęsy rzucały cienie na policzki, usta miał lekko rozchylone. W pierwszym odruchu Ewelina cofnęła się krok w tył, by wyjść z pomieszczenia, nie przeszkadzać mu, zostawić go samym. Po sekundzie zreflektowała się, bo przecież to nie był Adam, jego nie musiała się obawiać. Przecież jej nie uderzy, nie zgwałci, bo wiązała ich tylko umowa o współpracę. Właściwie to Tomasz zdecydował się na wspólny pobyt w jego domu w Polsce i tutaj teraz wiedząc, kim jest Ewelina i czym się zajmuje. Wziął sobie pod dach bezczelną złodziejkę, więc mogła nią być. Nie musi hamować się tak, jak przy Adamie i może być sobą.

Podeszła bliżej wanny, przyjrzała się nagiemu Tomaszowi. Był ładnie ukształtowany i widać było, że dba o formę fizyczną. Powiodła wzrokiem od pokrytej włoskami piersi w dół na płaski, lekko umięśniony brzuch. Był tak inny od nadmiernie ukształtowanej sylwetki Adama. Ten większość dnia spędzał na ćwiczeniach z ciężarami, w wyniku czego wyglądał masywnie, a co za tym idzie agresywnie. Przynajmniej w jej odczuciu, ale w końcu znała prawdziwą naturę Adama. Zjechała wzrokiem w dół i tu zatrzymała się na dłużej. Znów porównywała go do jedynego kochanka, jakiego dotąd miała. Był większy, ale mogło jej się tak tylko wydawać. Adam był mocno umięśniony, wręcz przerośnięty, więc przyrodzenie było nieproporcjonalnie mało masywne. Smukłość ciała Tomasza bardzo się od tego różniła i może to przez to wydawał jej się większy w tych rejonach ciała. Nie myślała o seksie z nim, bo seks brzydził ją i odrzucał. To było coś, czego nie potrzebowała w życiu, a czego nadmiar miał pozostać złym wspomnieniem.

- Cześć. - Aż podskoczyła, słysząc krótkie powitanie. - Napatrzyłaś się już?

- Cóż się dziwisz? - Wzruszyła ramionami, odważnie spojrzała mu w oczy. - Gdybyś był na moim miejscu, też byś sobie oglądał.

- Aż żal, że nie wpadłem na ten pomysł, gdy spałaś – mruknął uśmiechając się, unosząc do siadu.

- Czyli jesteś gapa – zaśmiała się i unikając już spoglądania w dół na jego przyrodzenie obeszła wannę i podeszła do umywalki.

Tomasz przyglądał się, jak pochyla sylwetkę, wcześniej odrzuciwszy włosy na plecy. Nabiera wodę w złączone, ułożone w łódeczkę dłonie i pije nabraną wodę, przymykając oczy. Musiał przyznać, że podoba mu się bardzo. Na razie nie wiedział, co o niej myśleć, ale pociągała go fizycznie. Oderwał wzrok od wypiętej pupy i podźwigując na ramionach wstał, wyszedł z wanny, sięgnął po ręcznik.

- Wieczorem jesteśmy zaproszeni na przyjęcie – powiedział, po czym zarzucił ręcznik na głowę i szybkimi ruchami suszył włosy.

- Jak mam się ubrać? - Słowa zamarły jej na ustach gdy odwróciła się, stając na wprost nagiego Tomasza.

Z jednej strony zaniepokoił ją brak skrępowania nagością i potrzeby zakrycia się przed nią, z drugiej ciekawił, bo w takiej sytuacji widziała dotąd tylko jednego mężczyznę – Adama. Nie czekając na odpowiedź przemknęła ku drzwiom, postanawiając nie pytać o więcej. Założy sukienkę, któreś z pięknych butów i upnie finezyjnie włosy. Dotąd dawała sobie radę z wymyślnymi metamorfozami, więc ubranie się na najbardziej nawet wystawne przyjęcie nie powinno być większym wyzwaniem.

Po powrocie do sypialni Tomasz milczał, lecz co chwila spoglądał na Ewelinę. Nie wyglądała na skrępowaną jego obecnością. To on czuł się nieswojo w zaistniałych okolicznościach. Po raz pierwszy dzielił pokój z kobietą i nie wiedział, jak się zachować. O czym rozmawia para, którą przecież nie byli?

- Jak wyglądam? - Z zadumy wyrwało go proste pytanie.

Akurat zapinał koszulę stwierdzając, że zajmują wspólną sypialnie z kobietą, ma spać w jednym łóżku, a teraz wykonują tak banalną czynność, jak ubieranie się.

- Wyglądasz…

Po tym słowie urwał, sunąc wzrokiem od ubranych w wysokie szpilki stóp w górę łydek i na okryte materiałem sukienki kolana, później uda. Połyskliwa zielona materia opinała biodra, brzuch, stając się luźniejsza na piersiach. Dwa cienkie ramiączka powstrzymu materiał, by nie ześliznął się ze sterczących piersi. Ewelina upięła włosy tak, że smukła linia szyi kusiła go, by podejść i objąć ją dłonią, przyciągnąć do siebie.

- A coś więcej? - Podparła się pod boki i widział, że rozbawił ją wędrówką wzroku po ciele. - Nie bywam na przyjęciach i nie chciałabym palnąć głupoty, ubierając się niestosownie.

- Bez obaw, wyglądasz świetnie. - Z wysiłkiem odzyskiwał rezon.

Po tych słowach pomyślał, że może wyjazd nie był najlepszym pomysłem. W domu mieli osobne pokoje i mógł uciec, schować się, osłabić emocje. Teraz sam skazał się na ciągły kontakt z dziewczyną i tylko nie rozumiał własnych intencji. Z jednej strony pragnął jej towarzystwa, z drugiej czuł, że naraża się na nazbyt wiele.

- Spotkamy się na dole. - Odwrócił się, ruszył ku drzwiom. - Samochód ma podjechać za kwadrans.

Osłupiała Ewelina nie wie wiedziała co myśleć o zachowaniu Tomasza. Widziała, że mu się podoba. Wcześniej ją to martwiło, bo obawiała się jego napastliwości, a tej miała dosyć i brzydziła się nią przez Adama. Tomasz nie czynił jej żadnych propozycji i widać było, że zamierza się wywiązać z wcześniejszych ustaleń. Interes, wymiana usługi na pieniądze i nic ponadto. Z jednej strony pasowało jej to, z drugiej obudziło w jej wnętrzu przekorę i chęć sprowokowania go.

- Skąd to u mnie? - Spojrzała w odbicie w lustrze, pochyliła się, jakby mogła znaleźć odpowiedź we własnych oczach. - Ale w sumie, co mi szkodzi? Ryzyko niewielkie. Szczególnie tutaj.

Sięgnęła po szminkę, przeciągnęła czerwienią po wargach. Zmrużyła oczy, doszła do wniosku, że poza szminką nie potrzebuje więcej makijażu. W brzuchu zawiązał się węzełek ekscytacji nadchodzącym wieczorem i tym, czego będzie jej dane dowiedzieć się o Tomaszu. Kto wie, może i o sobie dowie się czegoś nowego?

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Ja tam lubię poniedziałki, bo lubię swoją pracę 😁👍

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Też tak mam :-*

  2. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Ciekawe, co tam się wydarzy na tym przyjęciu😉 Ewelina zaczyna kusić Tomka😁 ja lubię poniedziałki☺

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Oj zaczyna zaczyna 🙂 No to mamy klub lubiących poniedziałki 🙂

  3. M
    Martirio
    | Odpowiedz

    Dobrze, że się nie cofnęła do przodu… 😉 Poniedziałek może być, ale wolę czwartek.

Napisz nam też coś :-)