fbpx

Baw mnie (III)

with 6 komentarzy

 

Udanej niedzieli życzę i przypominam, że jutro frunie do Ciebie opowiadanie mailem 😉 Oczywiście, jeśli jesteś na liście newsletterowej! Jeśli Cię nie ma, to wskakuj i zapisz się 

TUTAJ


Rozdział 3

- Szefie, ale po co ci tu dziewczyna na stałe? - Gruby tarł nerwowo pofałdowaną skórę na czaszce. - Nigdy żadna tu nie mieszkała.

Gruby wiedział, że wprowadzenie się nieznajomej wiąże się z jednym – więcej pilnowania, kłopotów, a tym samym pracy. Przywykł do obecnego stanu rzeczy, zdawane raportów Mirkowi, który był jego drugim pracodawcą było szybkie i łatwe. Niewiele się działo, więc i pytań było mało. Teraz Tomek wymyślił sobie dziewczynę i nie wiedzieć czemu, nie starczała mu krótka, intensywna znajomość fizyczna. On chciał z nią mieszkać.

- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? - Tomasz wiedział, że jakoś musi umotywować tą trochę jednak szaloną decyzję. - Kiedy w moim wieku przydarzy ci się coś takiego to wiesz, że nie ma na co czekać.

- Ale szefie – Gruby nie dawał za wygraną. - A jeśli ona udaje i będzie cię chciała okraść?! W końcu poznałeś ją w takich okolicznościach.

- Gruby, przecież wszystko jest ubezpieczone – westchnął, przyoblekając twarz w pobłażliwy uśmiech.

- No niby tak – sapnął czując, że kończą mu się argumenty. - To może chociaż ją prześwietlimy? Wie szef, rodzina, byli fagasi i takie tam.

- Nic z tych rzeczy – warknął Tomasz, niecierpliwiąc się już nadgorliwości ochroniarza. - Chcę ją mieć przy sobie i w dupie mam, kim jest jej rodzina i byli faceci.

- No ale szefie…

- Tak ma być i nie chcę już o tym dyskutować!

- To który pokój mam kazać dla niej przygotować? - wreszcie dał za wygraną.

- Ten obok mojego.

Po tym zdaniu brew grubego powędrowała wysoko, marszcząc jeszcze bardziej pofałdowaną skórę czaszki.

***

Pierwszym, co zrobił Gruby, było zadzwonienie do drugiego chlebodawcy – Mirka.

- Wprowadziła się do niego dziewczyna. - Zdawał raport, zaciągając się przy okazji papierosem. - Poznał ją na dworcu raptem kilka dni temu.

- I wziął ją do siebie?! - Mirek nie krył zaskoczenia.

Znał Tomka od lat, ten był jego najlepszym i jedynym źródłem utrzymania. Dużo w tym było szczęścia, któremu nie omieszkał dopomóc. Zgrabnie sporządzona przez zaprzyjaźnionego prawnika umowa chroniła w głównej mierze jego interesy, blokując decyzyjność Tomka jeszcze przez dziesięć kolejnych lat trwania kontraktu. To Mirek stanowił o umowach z wydawnictwami, później z wytwórnią filmową. Musiał więc dbać o to źródełko, a Gruby jako informator pomagał mu w tym od lat.

- Mówi, że to miłość od pierwszego wejrzenia – mruknął zdegustowany Gruby. - Zakazał prześwietlania małej, a w dodatku kazał ją wprowadzić do pokoju obok jego sypialni.

- No to grubo! Dzięki – rzucił, rozłączając się, wybierając kolejny numer.

Po trzech sygnałach połączenie po drugiej stronie zostało odebrane.

- Cześć Tomek! - Mirek nie tracił czasu, postanowił działać. - Daj się zaprosić na imprezę do mnie w ten weekend. Wąskie grono znajomych.

- No cześć – Tomek stęknął słabo. Zatkało go, że po pierwsze wywiad Mirka działa tak szybko, a po drugie on sam tak ekspresowo przystąpił do sprawdzenia zmian w jego życiu. - W ten weekend jestem zajęty, ale może w przyszły?

- Wszystko w porządku? - Mirek udał zmartwienie i troskę.

- Tak… - Zawieszenie głosu, westchnięcie. - Poznałem dziewczynę i chcę z nią pobyć sam na sam.

- To coś poważnego? - Mirkowi nie podobały się te nagłe zmiany w życiu klienta. A co, jeśli dziewczyna zacznie mieszać Tomkowi w głowie?

- Myślę, że tak – westchnął, zamilkł na chwilę. - Nie chcę nic mówić. Czas pokaże.

No tak – pomyślał Mirek. - Oszczędny w słowach w życiu. Dobrze, że rekompensuje to w słowie pisanym.

- To zarezerwujcie sobie przyszłą sobotę. - Mirek musiał poznać nieznajomą. - Bądźmy w kontakcie. W sprawach zawodowych zadzwonię w poniedziałek.

Po obu stronach telefonu panowie zamyślili się nad zaistniałą sytuacją. Mirek planował sprawdzenie dziewczyny, bo to mu nakazywała dbałość o interesy. Tomek zastanawiał się nad nadchodzącymi dniami i tym, jak się zachowywać przy Grubym, bo ten z pewnością o wszystkim opowie Mirkowi.

***

Pozwoliła się odwieźć do centrum. Adam najchętniej odprowadziłby ją pod drzwi apartamentu. Nie tak się jednak umówiła. Miała przyjechać z podręcznym bagażem na dworzec, stamtąd miała być odebrana przez ochroniarza Tomasza.

Bardzo starała się, by cień ekscytacji na jej twarzy nie zaniepokoił Adama. Ten człowiek nie był normalny i obawiała się, że mógłby jej zabronić zamieszkania z Tomaszem i zrobiłby to dla pokazania jej, kto tu rządzi. Nawet tracąc tak okazały zarobek. Rządził on i miała nadzieję, że to to zlecenie pomoże jej się od niego uwolnić. Jej i Oldze. Biedna dziewczyna. Biedne one obie.

Zatopiła się we wspomnieniach. Wiedziała, że to pomoże jej pohamować ekscytację.

Dzień, w którym spotkała Adama był jednym z pierwszych wiosennych w ten słoneczny, napawający nadzieją sposób dni. Czuła się błogo pomimo, że matka znów przyprowadziła na noc obcego mężczyznę do domu. Ewelina dawno już nauczyła się oddzielać mentalnie od wstrętnej rzeczywistości. Wchodząc do śmierdzącej szczynami klatki kamienicy wstrzymywała oddech i na wdechu docierała do mieszkania. Nie patrzyła na obłażące z resztek farby ściany, czy zapałki przyklejone w efekcie dziwacznej zabawy na sufit. Starała się nie zauważać brzydoty otoczenia, brudnych okien i nędznego miejsca, w jakim przyszło jej żyć. Nie mogła na to nic poradzić, więc nie widziała sensu, by z tym walczyć.

Tego dnia szła do szkoły. Głodna, ale to nie było niczym dziwnym. Trochę niewyspana, bo matka znów urządziła głośną imprezę z nowo poznanym fagasem. Ewelina czuła spokój, bo w szkole będzie mogła pobyć z normalnymi ludźmi, a w dodatku zje ciepły posiłek.

Tego dnia jej życie miało zmienić bieg. Nie wiedziała o tym w momencie, gdy przestępowała próg szkoły. Nie zaniepokoiły ją umizgi jednego ze starszych uczniów. Wiedziała, że jest atrakcyjna mimo, że brak ładnych ubrań często zasmucał ją, czuła się z tym faktem gorsza.

Tego poranka chłopak przyciągnął ją do siebie, wyznał jej miłość. Zaśmiała się, potraktowała jego sowa jako żart, odepchnęła od siebie.

- Co, patolko! - krzyknął za nią, ją w efekcie wbiło w posadzkę. Większość uczniów umilkła, ktoś szturchnął sąsiada w ramię, bo szykowało się widowisko. - Po co grasz taką niedostępną? Twoja matka daje za flaszkę. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Urok dnia prysł, Ewelinę zalała masa sprzecznych uczuć. Złość, bo ktoś śmie ją publicznie obrażać. Wstyd, bo informacja o prowadzeniu się matki była powszechnie znana. Smutek, bo ona przecież nie była niczemu winna.

- Odpierdol się od niej i przeproś. - Z tymi słowy wkroczył w jej życie Adam. - Albo ci mordę obiję.

Wtedy myślała, że oto jej rycerz przybył na białym koniu i niczym księżniczkę uratuje przed smokiem. Skąd mogła wiedzieć, że to nie rycerz, lecz smok, jego najohydniejsza odmiana.

- Jesteśmy. - Z zamyślenia wyrwał ją głos Adama.

Zamrugała, odganiając cień wspomnień, przywołując na twarz zasmucenie, starając się, by do oczu napłynęły łzy. Przez lata życia z Adamem musiała nauczyć się manipulować nim i udawać, zmieniając się niczym kameleon.

- Nie marz się – mruknął rozdrażniony. - To tylko miesiąc, a kasa niezła.

- Ale przez miesiąc będziesz bez kobiety – chlipnęła pociągając nosem. - Taki mężczyzna jak ty samotny? Zaraz się jakaś przypałęta.

- Idź już – warknął, zmuszając się do pocałowania Eweliny w czoło. To, czego najbardziej nie cierpiał, to płaczące kobiety. Wywoływały w nim agresję i siłą musiał się powstrzymać, by nie uderzyć Eweliny. - Jakby się coś działo, to dzwoń.

Opuściła głowę, by nie dostrzegł błysku triumfu w jej oczach. Wysiadła z auta, pociągnęła leżący na podłodze plecak, zarzuciła go na ramię. Niewiele miała do zabrania, ale też nie przywiązywała się do rzeczy. Klapnęła drzwiami i patrząc na odjeżdżające auto pozwoliła sobie na dopuszczenie do umysłu radości, ekscytacji i podnieconego oczekiwania.

Może i na chwilę, ale jednak dane mi będzie zaznać odmiany i połowicznej wolności. Jak więźniowi na przepustce. - Westchnęła, obróciła się na pięcie, weszła na dworzec kolejowy.

Znała to miejsce na wylot. Było jej drugim domem, w dzieciństwie spędzała tu więcej czasu, niż we własnym domu. Mniej tu śmierdziało, było ciepło, a nie raz się zdarzyło, że udało jej się coś zjeść. To tutaj nauczyła się fachu, który teraz miał się stać furtką do wolności. Jej wolności i Olgi. Małej, niezaradnej siostrzyczce. Aż ją w gardle ścisnęło na myśl, jak samotna musi się czuć w tej chwili. Ewelina gotowa byłaby oddać dla niej wszystko.

- Dzień dobry. - Tubalny głos ochroniarza przywołał ją do rzeczywistości. - Jedziemy?

Uśmiechnęła się, pozwoliła zabrać sobie plecak, poprowadzić się przez dworzec na tylny parking.

- Jestem Krzysiek, ale wszyscy mówią mi Gruby – przedstawił się, otwierając jej drzwi samochodu.

- Ewelina. - Podała mu dłoń. - Bardzo mi miło poznać cię w prawie normalnych okolicznościach.

Zaśmiał się, zamknął za nią drzwi, po chwili ruszył autem, włączył się do ruchu drogowego. Mijali najbogatsze kamienice miasta, po kilkunastu minutach powolnej jazdy samochód zjechał do podziemnego garażu. Ewelina czuła, że wkracza w świat jej nieznany. Bogaty, pachnący drogimi perfumami, nieznający głodu i zimna.

Poużywam, zarobię, nie przywiążę się. - Ustalała z sobą zasady pobytu tutaj. - Skończę robotę, zabiorę Olgę i wyjedziemy z kraju. Zapomnę o wszystkim, co spotkało mnie w Polsce. Zacznę nowe życie.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    To teraz akacja się rozkręci, już nie mogę się doczekać😉 życzę miłego popołudnia😙

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      A ja miłego tygodnia 🙂

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Podoba mi się! Czekam na więcej ❤️

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂

  3. L
    Lena
    | Odpowiedz

    Kiedy możemy się spodziewać kolejnej części?

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Dzisiaj 😉

Napisz nam też coś :-)