fbpx

Bestseller (I)

with 2 komentarze

o pewnym pechowym porwaniu
 

Dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny. Gdzieś tam na wschodzie kłębiły się ciemne chmury, ale nawet one nie zdołały stłumić złocistego blasku rozświetlającego rozedrgane powietrze. Cudowna pogoda, gdyby nie jedna rzecz.

Byłam w połowie drogi nad morze, jadąc na upragnione wakacje. Niestety, tuż przed samym wyjazdem w moim aucie wysiadła klimatyzacja. Szlag ją trafił wczoraj z wieczora, więc teraz kisiłam się w niewielkim wnętrzu, niczym śledź w beczce. Owszem, otworzyłam okno, ale wtedy żar atakował z podwójną siłą, bo przy prawie czterdziestu w słońcu, nie mogło być mowy o jakimkolwiek orzeźwieniu.

– Żeby cię szlag! – warczałam pod nosem, wyładowując swą złość na pedale gazu. A że właśnie wjechałam na pustą, szeroką drogę, miałam pole do popisu. Strzałka pomknęła do przodu. Sto, sto dziesięć, sto dwadzieścia… Bardzo rzadko jeździłam z taką prędkością i to mnie zgubiło. Albo po prostu miałam pecha.

– Żeby cię szlag! – powtórzyłam, gdy rozległ się za mną charakterystyczny dźwięk policyjnej syreny. Posłusznie zjechałam na pobocze i od razu zerknęłam w lusterko. Oczywiście, od mojego nosa bił mega blask, co mnie ogromnie zdegustowało. Odruchowo sięgnęłam po puderniczkę i kiedy władza rodzaju męskiego znalazła się tuż przy otwartym oknie auta, z zapałem machałam pędzlem.

– Dokumenty…

– Zaraz, tylko skończę! – przerwałam mu niecierpliwie. Po czym odłożyłam akcesoria upiększające i wystawiwszy głowę, bez zbędnego zapału spojrzałam na policjanta.

– Boże, dzięki ci! – jęknęłam, od razu czując przypływ animuszu. – Pan władza pozwoli, że wysiądę.

– Po co? – Chyba zdołałam go lekko ogłuszyć, może nie tyle słowami, ale pazernością spojrzenia.

– Będzie łatwiej mnie skuć – oświadczyłam godnie, gramoląc się z fotela i usiłując zrobić to w miarę wdzięcznie.

– Skuć? – Zerkał na mnie z autentycznym zainteresowaniem w błękitnych, jak niebo nad naszymi głowami, oczach. Do tego te złociste włosy… Ech!

– Kajdankami! – podsunęłam mu radośnie, łypiąc jednym okiem w kierunku drugiego funkcjonariusza, wysokiego bruneta. Ten nie był tak seksowny jak kolega, chociaż trzeba przyznać, też coś w sobie miał.

– To jak? Będzie przesłuchanie, przeszukanie, może jakieś inne bajery? – dopytywałam się natrętnie, wręczając mu dokumenty.

– Bajery? – usta zadrżały mu od z trudem powstrzymywanego śmiechu. – Mam panią rzucić na maskę, skuć i aresztować?

– Nie wiem. Pierwszy raz jestem zatrzymana do kontroli – przyznałam uczciwie. – Rzucanie na maskę mi się podoba. Kajdanki też, aresztowanie już nie bardzo. A tak przy okazji, mogę zadać kilka pytań?

– Pytań?

– O służbę i takie tam – machnęłam ręką. – Piszę książkę. Dla kobiet, no wie pan, dużo seksu, szalona miłość, seksowny stróż prawa z taaaką giwerą – rozłożyłam ramiona.

– Pytań? – powtórzył, ale dziwnie słabym głosem.

– Nie znam żadnego policjanta, inaczej już dawno bym go przemaglowała – przyznałam uczciwie. – Już nawet chciałam iść na kawkę do dzielnicowego, ale ostatnio mnie unika.

– Dlaczego? Chociaż nie, proszę nie odpowiadać. Zaczynam się domyślać dlaczego…

– To co? Może jakiś kawa mrożona albo lody? – spytałam zachęcająco. – Jedziemy waszym wozem, bo w moim nawaliła klima. Fatalne warunki podróży. Kilka kilometrów stąd jest taki przydrożny bar, posiedzimy sobie, pogadamy. Wezmę tylko notes, bo będę robiła notatki. I proszę mi oddać dokumenty. Teraz, bo później zapomnę. Chwilka! Wezmę laptop z bagażnika. To rupieć, nikt go nie ukradnie. Samochodu znaczy się, nie laptopa. Mam tam cenne rzeczy i wciąż zapominam zrobić sobie przynajmniej jedną kopię. Już raz siadł mi system i musiałam pójść do informatyka. Strasznie się wtedy zdenerwowałam. W ogóle jak się zestresuję, to zaczynam dużo mówić. Nie, nie, teraz nie jestem zestresowana – machnęłam lekceważąco ręką, zbierając dobytek, podczas gdy mężczyzna stał nieruchomo, gapiąc się na mnie z zaskoczeniem. – Teraz jestem podekscytowana.

– Aha. – Tylko tyle, bo najwyraźniej wyglądał na oszołomionego. – Czym?

– Wizją rzucania mnie na maskę – roześmiałam się głośno. – Niech pan nie robi takiej groźnej miny. Żartowałam przecież. O nie! Zapomniałam o Mieczysławie!

Policjant sapnął tylko, podczas gdy ja wepchnęłam mu w objęcia torbę z komputerem i cofnęłam się do samochodu.

– Moje maleństwo! – rozczuliłam się. – Chodź! Ci mili panowie podwiozą nas do przybytku smakowych rozkoszy.

– My nie…

– Proszę, niech pan patrzy! Biedne zwierzątko, biedny Mieciu. – Po czym klatkę z moją ukochaną świnką morską, też wepchnęłam w ramiona osłupiałego stróża prawa. – Jeszcze o czymś zapomniałam.

– Co tu się dzieje? – Drugi policjant uznał za słuszne sprawdzić, jak przedstawia się sytuacja.

– Jedziemy na lody – rzuciłam przez ramię i zanurkowałam w czeluściach bagażnika. – O, mam! – triumfalnie uniosłam w górę dwie książki. – Dostaną panowie egzemplarze autorskie. Z dedykacją i podpisem.

– To są pani dzieła? – spytał ten drugi, patrząc na okładkę „Jak wychować sobie posłusznego męża”. Całe szczęście, że nie dostrzegł tej drugiej, pod spodem, z tytułem „Mężczyzna – wróg numer jeden, cel zniszczenia”.

– To poradniki, od czegoś trzeba było zacząć – odparłam pobłażliwie. – Przeczytacie, dacie komuś w prezencie. Co tam chcecie. Może żonie? Mają panowie żony?

– Ja mam – oświadczył ten drugi surowym tonem. – A w zasadzie miałem, bo naczytała się podobnych głupot – wskazał na trzymane w ręku książki.

– Tytuł chwytliwy, ale przysięgam, można ją nawet czytać dzieciom do snu. Morze łagodności, ocean wyrozumiałości. Jak ja! – uśmiechnęłam się promiennie, a obaj policjanci dziwnie się wzdrygnęli.

– Musimy wracać na komendę. – Moja pierwsza upatrzona ofiara, jakby odzyskała zdrowy rozsądek. – Przykro mi, ale dostaliśmy wezwanie.

– Chyba telepatyczne – pokpiwałam, zamykając auto. – Dobrze, to ja jadę z wami. Macie tam klimatyzację? Murzynem z wachlarzem też bym nie pogardziła…

– Nie możemy…

– To mnie aresztujcie. Przecież nie zostawicie biednej kobiety w potrzebie? Albo biednej, spragnionej cienia i chłodu świnki morskiej? Wyobraźcie sobie jakbyście się czuli, mając takie owłosienie jak Mieciu? Na nogach, pod pachami, w kroku!

Nie wiem czy bali się wariatek, czy na ich decyzję miał wpływ upału otępiającego zmysły oraz tłumiącego zdrowy rozsądek, ale wpakowali mnie na tylną kanapę radiowozu, a potem wepchnęli mój dobytek. Poczułam zadowolenie, bo w środku powiało chłodem. Nawet Mieciu poruszył wąsikami z aprobatą.

– Jaka ulga! – westchnęłam z taką siłą, że kilka kosmyków, które opadły na twarz, teraz podfrunęło do góry. – Cele też macie klimatyzowane?

– A jakże! – warknął ten brzydszy. – Jacuzzi, sala bilardowa, sauna. Co tylko sobie jaśnie pani zażyczy.

– Dwóch wytatuowanych brutali! – oświadczyłam radośnie, a biedak, który siedział za kółkiem, o mało co nie wyrżnął w stojący na poboczu słup. – Taki film kiedyś oglądałam. Ero… No, romans powiedzmy. Się działo, mówię wam panowie! Kiedyś napiszę o tym książkę. Bohaterką będzie nadobna niewiasta, o żelaznym charakterze nieustępliwej dziewicy, a bohaterem seksowny brutal, co to łamie karki, serca, do tego gwałci, porywa i oczywiście rozkochuje w sobie wszelkiej maści panienki.

– Literacki nobel gwarantowany – podsumował zgryźliwie brunet.

– Będzie też upiornie bogaty – kontynuowałam niezrażona ich pesymistycznym podejściem. – Może zrobię go szefem jakiejś mafii? To teraz chodliwy temat. Wróg go walnie czymś w czerep, a ten jak się ocknie, zobaczy nad sobą anielskie oblicze mojej bohaterki. Jak w Małej Syrence. Znają panowie? Zresztą, kto nie zna? Potem znów popadnie w omdlenie i jak znów się ocknie, to ona zniknie. On będzie jej szukał i oczywiście znajdzie. Motyw Kopciuszka. Postawi na piedestale, będzie wielbił oraz traktował nieco brutalnie. No, sami rozumiecie. Też chodliwy temat. Takie skrzyżowanie komandosa z siostrą miłosierdzia.

Przy siostrze miłosierdzia kierowca nie wytrzymał. Jęknął, podczas gdy ten drugi odezwał się głuchym głosem:

– Spokojnie, już niedaleko.

– Dlatego możecie mnie nawet zamknąć w celi. Będę pisała z autopsji. Z brutalami żartowałam, panowie mi wystarczą. Macie więcej przystojniaków w mundurach na tej komendzie? – zainteresowałam się gwałtownie.

– Po co? Zdaje się, że ma pani napisać książkę o porwaniu przez mafię?

– Mogę napisać dwie książki. Druga wywoła skandal, bo napiszę o przesłuchaniu przez pięciu cholernie seksownych policjantów. Chociaż nie, mafia lepiej się teraz sprzedaje. Stworzę postać arcy mafioza. To musi być wyjątkowy bydlak; pali wioski, wyrzyna w pień wrogów, gwałci wszystko co ma dwie nogi i nic między nimi nie dynda…

– Weź przyspiesz, bo ja kurwa nie wytrzymam! – syknął brunet.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Będą jaja co czuje 🙂

  2. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    O matulu. Leżę i kwiczę. Mąż patrzył jak na wariatkę. Prawdopodobnie podobnie jak szanowni Panowie policjanci na bohaterkę. Zapowiada się cudownie.❤️❤️❤️

Napisz nam też coś :-)