fbpx

Bestseller (X)

with 4 komentarze

o pewnym pechowym porwaniu
 

Napiszę krótko - idę spać 🙂 Dziś nadrobiłam Bestseller, jutro będzie Jo, w poniedziałek prawdopodobnie bydlę w trakcie transformacji w romantyka czyli Marcinek. Na razie rozmyślam, co wrzucić na płatne, bo bezpłatna jeszcze potrwa, poza tym mam do kontynuacji Jak wiatr. W płatnych do wyboru Wilk albo Ta brzydka, ten zły i cała masa kłopotów, miks kryminału oraz erotyki, tym razem z policjantką w roli głównej 🙂 Co wybieracie?

 

Zagryzłam dolną wargę i w tym momencie na mnie spojrzał. Nie, nie rozzłościł się. Po prostu jego spojrzenie przesunęło się po mojej skromnej osobie jak po przedmiocie codziennego użytku. Obojętnie, beznamiętnie. A potem pochylił się ku swej towarzyszce i namiętnie ją pocałował.

Oczywiście wszelkie prawidła łzawych romansów przewidywały teraz zaszycie się kącie z flaszką wódki, orgię pijaństwa i ronienie łez. Niestety, ja miałam w dupie zasady. Zamiast rozpaczy poczułam wściekłość.

Już ja ci bydlaku pokażę! pomyślałam mściwie, rozglądając się w poszukiwaniu broni zaczepnej. Błyskawicznie namierzyłam wazę pełną płynu w kolorze słodkiego różu i chociaż nie w pełni zaspokajała moje krwawe potrzeby, uznałam, że na początek się nada.

Po pierwsze zdjęłam buty. Atak w dziesięciocentymetrowych szpilkach nie wchodził w rachubę. Po drugie podciągnęłam wąski dół sukienki. Po trzecie przyjęłam pozę szarżującego byka.

I ruszyłam.

Tłoku nie było, więc nie musiałam się przedzierać przez tłum. Sprawie zawładnęłam wazą z ponczem i z rozmachem chlusnęłam jej zawartością na tego podłego sukinkota.

Momentalnie zapadła cisza.

Nawet kwartet smyczkowy przestał grać.

Znacie takie sceny w filmach, gdy odgłosy znakomitej imprezy nagle się urywają i słychać już tylko wściekłe sapanie? No… To właśnie to. Jeszcze tylko skrzypki zafałszowały, a potem nic. Cisza. Cisza absolutna, wytrzeszcz oczu i purpurowy z wściekłości Brzydal.

W końcu uznałam, że muszę przełamać ten impas.

– Ups! Potknęłam się…

Jak on ryknął! Normalnie jak za dawnych, dobrych czasów. Baba przy nim za to zaczęła kwiczeć. Reszta gości nadal zbierała szczęki z podłogi, tylko Jolka wyglądała, jakby z trudem powstrzymywała wybuch śmiechu. Niestety, kiepsko jej szło i w momencie, gdy rozjuszony Szymon rzucił się w moim kierunku, a następnie wywinął pięknego koziołka, bo wdepnął w jakiś zmaltretowany owoc z ponczu, ciszę przeszył radosny kwik.

Co by dużo nie mówić, wrażenie na obecnych uczyniłam piorunujące.

To się nazywa wejście! triumfowałam, patrząc na oszołomionego Brzydala. Nic dziwnego, bo przydzwonił makówką o rant stołu, aż zastawa zadźwięczała.

Niestety, wredna ze mnie baba, bo postanowiłam dobić przeciwnika uszczypliwym słowem.

– Ty to masz pecha! – cmoknęłam z przyganą. – Albo fiuta zamkiem od spodni przycinasz, albo ćwiczysz łyżwiarstwo figurowe w salonie.

Jego towarzyszka, przestała się wydzierać i wlepiła we mnie zaskoczone spojrzenie.

– No co? Nie tylko ciebie zaliczył.

I odwróciwszy się na pięcie, z godnością udałam się do swojej sypialni.

Starannie zamknęłam drzwi, po czym padłam na łóżko. Teraz mogłam przemyśleć głupotę, jaką uczyniłam. Tylko czy miałam jakiś wybór? No w sumie to miałam. Udawać równie obojętną, co on. Wersja z flaszką i paczką chusteczek odpadała. Dość miałam ronienia łez z powodu tego pizdokleszcza. Nie, nigdy więcej, postanowiłam z mściwym zacięciem. No i miałam szansę na napisanie kolejnego poradnika…

Zachichotałam i wtedy ktoś zapukał. Spokojnie, bez większych nerwów, więc chyba to nie był Szymon.

– Żanetka!

Ciężarnej się nie odmawia, więc wstałam i z westchnieniem wpuściłam ją do środka.

– Z tobą nie sposób się nudzić. O mało co, nie urodziłam! – roześmiała się, a ja od razu dostrzegłam rozmazany makijaż.

– O mało co? – zaniepokoiłam się.

– To już czterdziesty tydzień, a małej się nie spieszy. Ale zabawa, hi, hi, przednia!

– Niepotrzebnie mnie zapraszałaś.

– Ależ skąd! Mój brat to głupek, lecz ja kocham tego głupka. Dlatego właśnie cię zaprosiłam.

– Brzydko bawić się w swatkę.

– Jaką swatkę? Sami się zeswataliście. Tylko idiota nie chce się wiązać, bo jest przekonany, że cię skrzywdzi.

– Nie rozumiem…

– Kiedy wrócił po tej nocy, którą razem spędziliście, zaszył się w swoim domu i przez kilka dni nie trzeźwiał.

– Dlaczego? – spytałam zdumiona, pomijając nawet kwestię jej wiedzy na temat „wspólnie spędzonej nocy”.

– I ty pytasz? – Jolka wlepiła we mnie wzrok pełen wyrzutu.

– Ale ja nic nie powiedziałam, nic nie zrobiłam. Nie pokłóciliśmy się, wręcz przeciwnie – mówiłam z narastającą rozpaczą. – O co mu chodzi?

– O gówno! – rozległo się głośne warknięcie z okolic drzwi. No tak, zapomniałam zamknąć za Jolką. – A ty się siostra nie wtrącaj!

– Dorosły facet, dojrzała kobieta, a zachowujecie się jak dwoje smarkaczy. No cóż – pomasowała brzuch. – Zostawię was samych. I Natka – mrugnęła do mnie okiem. – Trzeba zdjąć z niego te mokre ciuchy.

Szymonowi chyba nie spodobał się ten pomysł, bo dziwnie wykrzywił twarz. Za to, kiedy za Jolką zamknęły się drzwi, podszedł bliżej. Zbyt blisko. Nie tylko poczułam niepokój, ale i strach, bo prawą stronę oblicza miał zakrwawioną, zresztą koszulę i marynarkę również. Znaczy się w starciu ze mną odniósł rany bitewne. Stół miał chyba ostry rant…

– Musiałaś przyjeżdżać? – wysyczał, zaciskając palce w pięści. – Nie mogłaś sobie odpuścić?

– Nie. – Z miejsca mnie rozzłościł. No co za cham!

– Będę robić to, na co mam ochotę! – pomachałam mu wyzywająco przed twarzą zaciśniętą dłonią. – Jak ci się nie podoba, zawsze możesz mi przywalić – dodałam drwiąco. – O ile dobrze pamiętam, bicie kobiet świetnie ci wychodzi.

– Ugryzłaś mnie wtedy!

– Pewnie jako cel powinnam wybrać twój tyłek. Potraktowałbyś to jako grę wstępną. W końcu uwielbiasz od tyłu – dodałam kpiąco.

– Nic dziwnego, że tylko świnka z tobą wytrzymała. Pies by pewnie dawno uciekł – odgryzł się. – Chociaż i ona w końcu postanowiła zdechnąć, bo miała dość.

To były wyjątkowo podłe słowa. Wrzasnęłam coś niecenzuralnego i rzuciłam się na chama, z zamiarem wydrapania mu oczu. Niestety, tym razem bez problemu przerwał atak. Atak szału podsunął mi myśl kolejnego użycia zębów, ale nie zdążyłam nic zrobić, bo Szymon mnie pocałował.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Ten kapturek kiedy będzie?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziś 🙂

  2. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Przeczytałam całość i jeszcze się tak chyba nie uśmiałam 😂 rewelacyjna ta książka.Jestes niesamowita Babeczko wiesz co nam w duszy gra♥️

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 A Bo tylko czarne oczy zdążyłaś przeczytać?
      PS. Scena końcowa z wypadku najlepsza :-)))

Napisz nam też coś :-)