Bestseller (II)

with 2 komentarze

o pewnym pechowym porwaniu
 

– Mogę korzystać z basenu? – Postanowiłam wyjaśnić najbardziej palącą kwestię.

– Możesz – zgodził się łaskawie grubas. – A ty pilnuj, aby się przypadkiem nie utopiła.

Brzydal wyraźnie spochmurniał. Widać nie w smak mu było zostanie moim prywatnym bodyguardem. Mnie również, ale nagle pomyślałam, że przecież nie będzie siedział mi na karku całą dobę. Musi też spać, jeść i takie inne, a wtedy z pewnością przydzieli zastępstwo swojemu złotowłosemu koledze. Ta myśl od razu poprawiła mi humor.

– Umiem pływać – pochwaliłam się. – Co prawda tylko żabką, nie cierpię nurkować i nie lubię jak woda sięga wyżej niż do podbródka.

– Basen z jednej strony ma dwa metry – mruknął Brzydal. – Dobrze, nie spuszczę z niej oka.

– Co jeszcze mogę tu robić? Spacerować?

– Tak, ale bez podejrzanych wybryków.

– Na mur się wspinać nie zamierzam. Chyba że słabo karmicie? I gdzie ta maszyna do pisania? Już czuję jak pęcznieje we mnie natchnienie. To będzie prawdziwy hit na rynku – westchnęłam, nie zważając, że grubas podejrzliwie poczerwieniał. Nie wyglądał przy tym na rozweselonego, a raczej na rozwścieczonego. Nie wiadomo, czy by mnie z tej złości nie udusił, albo chociaż lekko sponiewierał, gdyby nie dźwięk komórki. Sapnął, odebrał i pogrążył się rozmowie, dając jakieś dziwne znaki Brzydalowi. Ten zerwał się z fotela, zmusił mnie, abym zrobiła to samo i pociągnął w głąb ogrodu.

– Jego żona dzwoni – wyjaśnił niechętnie. – Zdajesz sobie sprawę jaką burzę wywołałaś?

– Przecież tylko napisałam książkę.

– Tylko? To stek wypocin sfrustrowanej, porzuconej przez faceta kretynki.

– No faktycznie – przyznałam niechętnie. – Druga część powstała, jak Adrian zdradził Kamilę. Jakoś musiałyśmy to odreagować.

– Pan Gałązka jest innego zdania.

– Czy on naprawdę się tak nazywa?

Nie uszło mej uwagi, że Brzydal lekko się zawahał.

– Nie, inaczej. Ale to nie powinno cię obchodzić, zrozumiałaś?

– Dlaczego?

– Z wielu powodów. Ma tyle kasy i znajomości, że w krótkim czasie możesz skończyć pod mostem. Poza tym naprawdę jest wściekły. Znikniesz w tajemniczych okolicznościach i nikt się tym nie przejmie.

– Kilka osób się znajdzie – odparowałam urażona.

– I co zrobią?

– Nie ma morderstw doskonałych.

– Są, uwierz mi, że są – spojrzał na mnie z ukosa. Przystanęliśmy w cieniu drzewa, a ja zagapiłam się na niego zachłannie.

– Zabiłeś już kogoś? – spytałam z ciekawością. – Ale tak w otwartej walce czy podstępem? I co zrobiłeś z trupem? Policja złapała twój trop? Ścigają cię? A dlaczego zabiłeś? Bo…

Zakrył mi usta dłonią.

– Mordowałem, kradłem i gwałciłem wszystko, co miało dwie nogi i nic pomiędzy nimi nie dyndało – oświadczył poważnym tonem, chociaż w złocistych oczach dostrzegłam rozbawienie. – Wszystko na zlecenie. Obecnie zakopuję trupy pod płotem posiadłości, tam gdzie kucharka ma ogródek warzywny.

– Nie kpij ze mnie. – Strąciłam jego rękę z moich ust.

– A nikt mnie nie ściga, bo pracuję w kryminalnej na drugi etat i torpeduję wszelkie działania, mające na celu złapanie samego siebie.

Dowcipniś się znalazł! Pewnie ani jedno słowo nie było prawdziwe. Nauczył się machać bronią, trochę kopać i zatrudnił jako ochroniarz tego upiornie bogatego dupka. A teraz zgrywa twardziela, sądząc że jestem kretynką, która nabierze się na każdą bzdurę.

– Phi! – wydęłam wargi. – Dam głowę, że na widok krwi mdlejesz, te muskuły to efekt zażywania jakiś wspomagaczy, a tak naprawdę jesteś pacyfistą, który muchy by nie skrzywdził.

Nie rozzłościłam go. Wzruszył tylko ramionami, opierając się o pobliskie drzewo. Po czym zadarł głowę, wpatrując się w coraz bardziej zachmurzone niebo. Podążyłam za jego wzrokiem, ale prócz skłębionych, grafitowych obłoków, nie było tam nic ciekawego.

– Zatrzymanie za prędkość, to była z góry zaplanowana akcja czy szliście na żywioł?

– Zaplanowana – odparł lakonicznie.

– Przecież na początku nie chcieliście mnie z sobą wziąć?

– Kto? Aleks tak powiedział? Widocznie skłamał.

– Aleks? Ten złotowłosy bóg ma na imię Aleks?

– Złotowłosy bóg? – Tym razem spojrzał na mnie z zaskoczeniem.

– Śliczny jest – westchnęłam, opierając się o to samo drzewo. Moje ramię dotknęło jego ramienia i przez całe ciało przebiegł lekki dreszcz. To było zaskakujące i zaskakująco przyjemne. – Taki ładniutki. W przeciwieństwie do ciebie. I do twojego pracodawcy.

– Czyli jestem brzydki?

– Powiedzmy że interesujący brzydal.

– Dlaczego interesujący? – Nie widziałam jego twarzy, ale byłam pewna, że się uśmiecha.

– Nie mógłbyś mu przydzielić fuchy mojego anioła stróża? – Ożywiłam się. – Wtedy mogłabym się topić, mdleć i stosować te wszystkie sztuczki, dostępne wyłącznie kobietom.

– Prędzej by uciekł, niż dał się poderwać.

– Nieprawda! – zaprzeczyłam z ogniem. – Wyobraź sobie taką scenę. Wskakuję do basenu. I okazuje się, że tam są te dwa metry, o których wspominałeś. Zaczynam się topić. Wdzięcznie wołam o pomoc…

– Akurat! – prychnął. – Widziałaś kiedyś tonącego człowieka? Zaręczam cię, że nie ma w tym nic wdzięcznego.

– Ale mogłoby być – upierałam się.

– Wyciągnąłby z wody sine, sapiące i dyszące babsko, na dodatek w stanie permanentnej histerii, z mokrymi strąkami włosów, zwisającymi smętnie po obu stronach czarownie purpurowej twarzy. Faktycznie, cudny widok – zaczął się śmiać, podczas gdy mnie zapowietrzyło z oburzenia. – Omdlenie też byłoby niezłe. Zwłaszcza jak zwaliłabyś się niczym kłoda na ziemię, wyrżnęła nosem w coś twardego i pogubiła zęby. Już widzę, jak obdarzasz swego wybawcę szerokim uśmiechem bez górnych jedynek – kpił dalej.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Julcia552
    | Odpowiedz

    Przeczytałam już III części i chcę więcej. Uwielbiam tego typu opowiadania. Jest zabawnie 😀 Czuję, że to “Brzydal” jest szefem tej mafii. Przecież przyznał się na początku, że rozstał się z żoną. Tylko zastanawiam się w jaki sposób chce się zemścić.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Szefem?
      Poniżej fragmencik, który być może rozwieje wątpliwości. Albo i nie ;-)))
      Uniosłam głowę, chcąc wykrzyczeć, czy raczej wycharczeć, co myślę o takim traktowaniu i mnie zatkało. Innych również.
      – No co? – warknął, ocierając twarz dłonią. – Czego się tak gapicie?
      Cisza stała się bardzo wymowna. Nasze spojrzenia, skupione w jednym punkcie, również. Wzrok Brzydala podążył w tym samym kierunku i…
      Cóż. Tam w wodzie, nie za bardzo zwracałam uwagę, czego się czepiam. A że akurat to były jego spodnie, to już nie moja wina. Pewnie udało mi się je ściągnąć podczas tego miotania, więc biedak stał teraz naprzeciwko siedmiu osób bez dolnej części garderoby, prezentując światu walory swego przyrodzenia. Zresztą, bardzo okazałego, nawet jak na stan spoczynku.
      Czego oczywiście nie omieszkałam powiedzieć na głos.
      Brzydal milczał, bo najwyraźniej go zamurowało. A gdy w bursztynowych oczach ukazał się gniew, grupka gapiów rozproszyła się w pośpiechu. Zostałam tylko ja i jego eks.
      – Muszę się przebrać. A ty ubrać – dodałam z chichotem. – Chociaż może ona chce posprężynować?
      Zacisnął pięści i ruszył w moim kierunku. Więc zaczęłam uciekać. On za mną. Biegłam, zanosząc się śmiechem, a za mną Brzydal świecąc gołym zadkiem. I oczywiście wpadłam prosto na pana Gałązkę. Schowałam się za jego plecami i dalej chichotałam, podczas gdy tłuścioch stał w miejscu mocno skonfundowany.
      – Co tu się?… – zaczął, po czym jego wzrok spoczął na czerwonym z wściekłości, podwładnym. – Szymon, ja cię nie poznaję! – cmoknął z przyganą, znacząco zerkając na jego goliznę.
      – Mnie?! – ryknął Brzydal. Po czym wyrecytował długą i soczystą wiązankę przekleństw.
      – Szymon!
      – Nie będę przepraszał! Idę się ubrać. A ty! – wskazał na mnie palcem. – Z tobą się jeszcze policzę!

Napisz nam też coś :-)