Bestseller (III)

with Brak komentarzy

o pewnym pechowym porwaniu
 
Dziewczyny z tekstami trochę mi się wykruszyły, od razu dodam, że z ważnych powodów, więc czekajcie cierpliwie 😉 W zamian daję moje kawałki, ale jeszcze maks dwa w tym tygodniu, bo co za dużo, to... ;-D

Od razu tez zdradzę czyn rewolucyjny. Żal mi się zrobiło jednego z tytułów, więc wycofuję go z bezpłatnych, przerabiam końcówkę na bardziej jajcarską i puszczam w papierowej wersji. Trochę to potrwa, bo korekta, redakcja, przygotowanie i takie tam, ale na lato powinnam się uwinąć 😀
 

– No dobrze – skapitulowałam. – A dostanę bezalkoholowego drinka z palemką? I lody? Najlepiej czekoladowe. Albo nie! Solony karmel poproszę. Z dużą ilością bitej śmietany, truskawkami, sosem czekoladowym i pokruszonymi orzeszkami. Do tego mrożoną kawę i kruche ciasteczka. A może sernik?

– Chleb i wodę – mruknął opryskliwie. – Ja nie kucharka. Drinka ci zrobię, bez reszty musisz się obyć.

– Bez lodów? – spytałam z żalem, podążając z nim w kierunku domu.

– Loda to możesz mnie zrobić.

– Nie bądź wulgarny. A może byśmy pojechali do jakiejś kafejki? Przecież ci nie ucieknę? To nie miałoby sensu, bo i tak byś mnie znalazł. No i nie zostawię Miecia – rozczuliłam się. – Pękłoby biedaczkowi serduszko! To taka słodka świnka!

– Dziwny wybór pupila.

– Nie taki dziwny – nagle spoważniałam. – Kiedyś chciałam schudnąć i zaczęłam biegać o poranku. Szczerze mówiąc, biegać to w moim przypadku eufemizm, ale nie o to chodzi. W parku natknęłam się na czwórkę chłopców, którzy znęcali się na czymś futrzastym. Zdążyli odciąć mu jedną łapkę. Więcej nie, bo chwyciłam potężny drąg i ruszyłam na nich z takim rykiem, że od razu dali nogę. Mieciu nie tylko jest kaleką, ma również zranioną duszę.

– Aha – potaknął, patrząc na mnie dziwnie.

– Wiesz jak strasznie kwiczał, gdy robili mu krzywdę? – otrząsnęłam się. – Tego nie da się zapomnieć. Tych chłopaków czasami spotykam w parku i najchętniej wynajęłabym kogoś, kto też by im zdrowo przyłożył. Może wtedy zrozumieliby, jak to jest być po przeciwnej stronie barykady. No właśnie! – ożywiłam się. – Masz giwerę i czarny pas w karate?

– Nikogo nie będę bił.

– Dlaczego?

– Dobrze, pojedziemy do tej kawiarni – powiedział zrezygnowany.

– Super! – ucieszyłam się. – Kwestię prywatnej wendety zostawimy na później. Zaczynam mieć poważne wątpliwości co do celowości wynajęcia akurat twojej skromnej osoby. Jeszcze bym musiała nie tylko brać udział w ataku, ale cię bronić, kiedy z będziesz uciekał w podskokach przed bandą krwiożerczych nastolatków. To byłby widok – dodałam szczerze ubawiona. – Ty na czele, zawodząc piskliwie, za tobą ta wściekła czwórka z głuchym pomrukiem, a za nimi ja, z kijem w ręku i obłędem w oczach!

Jakoś nie podzielił mojej wesołości, co w sumie nie było takie dziwne.

– Idź się przebrać, zanim zmienię zdanie.

– Przebrać? Po co? To tylko krótki wypad. I tylko z tobą. Jestem daleko od domu, nikogo znajomego nie spotkam, na podrywy i głupie krygowanie nie mam ochoty, a kawie obojętne, jak będę wyglądała, pijąc ją. Chyba że nos mi się znów świeci? – spytałam zaniepokojona, macając się po wspomnianej części twarzy.

Pokiwał jedynie zrezygnowany głową.

– Zaczekaj tu na mnie – rozkazał.

– Rozumiem. Idziesz umyć zęby, poprawić makijaż i usztywnić żelem włosy.

– Jest coś, co miewam sztywne i nie są to włosy.

– Nogę? Prawą czy lewą? – dopytywałam ,złośliwe się uśmiechając. – Dobrze, ja też skoczę do łazienki. I ucałuję Miecia, bo pewnie mu się nudzi.

– Daj mu do zbudowania drabinę.

Nie było sensu dalej się kłócić. Na wszelki wypadek przypudrowałam nos, po czym zamyślona utkwiłam wzrok w moim lustrzanym odbiciu.

Kurczę! Trochę wyglądałam, jakby się oderwała od szmaty podczas wielkich porządków. Może faktycznie należało zmienić garderobę? Brzydal w białej koszulce i jasnych spodniach prezentował się szałowo. Ja wręcz przeciwnie. Wykrzywiłam się i zanurkowałam w ogromnej szafie, do której włożyłam zawartość mej walizki. Gdybym to ja się pakowała, zabrałbym ze sobą spodnie i koszulki. Niestety, asystowała mi Kamila, pełna nadziei, że natknę się na plaży na jakiegoś super przystojniaka i wplączę w wakacyjny romans. W związku z tym zostałam zabrana na zakupy i zaopatrzona w nową, moim zdaniem, całkiem niepotrzebną garderobę. Pierwsza z brzegu wisiała błękitna sukienka, z przodem a la bikini, koronkowymi wstawkami, wiązana na szyi i dość krótka. Można uznać, że krawiec wraz z projektantem poskąpili materiału. Opalona już byłam – efekt sesji na ogródku – więc jedynie spięłam włosy w niedbały węzeł, wsunęłam stopy w ulubione japonki i sięgnęłam jeszcze po okulary. Torebki nie zabierałam, bo i po co? Porwali mnie, to niech fundują.

Brzydal czekał przy samochodzie, gapiąc się w ekran trzymanej w ręku, komórki.

– No, nare… – I urwał. Oko błysnęło mu uznaniem, niestety tylko przez chwilę, bo potem zsunął na nos okulary. Po dżentelmeńsku otworzył przede mną drzwi czarnego cabrio, zamknął i ruszył z piskiem opon.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)