fbpx

Bestseller (V)

with 5 komentarzy

o pewnym pechowym porwaniu
 
Jo wróci, nie martwcie się. Na razie jestem ja 🙂 A tak przy okazji publikacji tego tekstu - jak robiłam autokorektę, to system wciąż mi podsuwał zamiast "pisareczka" słowo "szpareczka". Mój Libre Office jak widać lubi świntuszyć ;-D
 

– Cudownie cię poznać – westchnęła w końcu, siadając obok mnie. – Ach ten niedobry Maksiu. Też sobie wykombinował! Chociaż nie jestem pewna, czy to nie pomysł Szymona. Kochanie, wyglądasz na oszołomioną! I mam wyrzuty sumienia, bo to wszystko przez mój jeden, banalny i nierozważny wyczyn.

– Porzucenia męża nie zaliczyłabym do banałów – odparłam ostrożnie.

– Nie, nie! – Jolka zaczęła się śmiać. – Wiesz jaki to koszmarny zbieg okoliczności? Wcale nie chciałam… Ale psyt! On tego nie wie – położyła palec na ustach. – Wcale nie chciałam żadnego rozwodu. Jestem w ciąży.

– Eee! – Tylko na tak inteligentną odpowiedź było mnie stać.

– On tego jeszcze nie wie. Szymon też nie. Wiesz, Maksiu ma nadwagę i to sporą. Chciałam żeby schudł, ale stawia straszny opór. Kiedy się dowiedziałam o dziecku, postanowiłam stanowczo się z nim rozmówić, bo nie chcę, aby przez swoją głupotę, zbyt szybko opuścił ten padół łez – paplała, nalewając sobie mrożonej herbaty, przyniesionej przez służącą. – Pokłóciliśmy się, zagroziłam rozwodem i kiedy on wściekły spytał o powód, chwyciłam czytaną właśnie książkę, mówiąc, że to arcydzieło pokazało mi drogę do wolności.

– To o wychowaniu męża? – spytałam słabym głosem.

– A nie, to drugie. Świetnie napisane, serio, chociaż nigdy nie zamierzałam korzystać z zamieszczonych tam rad.

– Pewnie. Są do bani – przyznałam. – To miało być ironiczne spojrzenie na kontakty damsko-męskie.

– I jest. Potem się spakowałam i wyjechałam. Nie spodziewałam się tylko – znów zachichotała – że on będą chcieli cie porwać. Jeszcze Maksia rozumiem, ale Szymon?

Nic nie odpowiedziałam, bo mnie zatkało. Dosłownie.

– Nie zrobili ci chyba krzywdy? – zaniepokoiła się nagle.

– Nie.

– To dobrze. Inaczej już ja bym się z nimi policzyła – przybrała groźną minę. – Od razu odechciałby się im zabaw w porywaczy.

Postanowiłam, że nie wspomnę o groźbach wysuwanych pod moim adresem. Poza tym, chyba nie były autentyczne.

– Zostaniesz kilka dni, prawda? Będziemy udawać, że mnie przekonujesz i takie tam. Pomogłabyś też w przekonaniu Maksia do diety. Ma się rozumieć, że to ma być podstawowy warunek pojednania.

– Zostanę – westchnęłam. – Kwatera nad morzem pewnie mi przepadła, a tu jest cicho, pięknie, jest basen, świetnie karmią i mam na czym oko zawiesić.

– Masz na myśli Aleksa? – mrugnęła porozumiewawczo okiem. – Szkoda że nie mojego brata. Przydałaby mu się dziewczyna.

– Nie lubi mnie – wykrzywiłam twarz. – Chyba nawet bardzo.

– Szymon? A skądże! Odkąd trzy lata temu wrócił do kraju, to bacznie go obserwuję. W stosunku do kobiet bywa czarujący, obojętny, nawet pogardliwy, ale nigdy nie widziałam, żeby jakaś wywoływała u niego takie emocje, jak ty.

– Poskarżył się?

– Nie, to pani Zosia.

– Kucharka?

– Tak. Opowiedziała mi o incydencie nad basenem. – Jolka znów się uśmiechnęła, ukazując urocze dołeczki.

– Więc emocje nie powinny dziwić.

– Wręcz przeciwnie. Powiedz mi Żanetko, masz kogoś? Męża, narzeczonego, chłopaka?

– Aktualnie nie. – Ożywiłam się nagle. – Ale raczej Brzy… przepraszam, Szymon, kiepsko się do tego nadaje. Poza tym przyłapałam go, jak jego eks żona sprężynowała na… Znów przepraszam, kochali się – dokończyłam, zagryzając wargi.

– Eks żona? A! Mówisz o Matyldzie. Jaka tam żona – machnęła ręką Jolka. – Należy do jakiejś sekty, słyszą głosy z kosmosu i pobierają energię od roślin, czy coś w tym rodzaju. Ślub był ichni, według pokręconej ceremonii, gdzie wszyscy zawodzili, jęczeli i łapali się za głowy. Szymon zgodził się dla ubawu i to wszystko.

– W takim razie tylko eks. Nie chcę cię urazić, ale chyba żadne z nas nie jest zainteresowane pogłębieniem tej znajomości.

– Szkoda. – Jolka w końcu spoważniała. Również dlatego, że za jej plecami pojawił się szanowny małżonek. Puściła do mnie oczko, po czym surowo zasznurowała usta.

– Kochanie! – zaskamlał tłuścioch. – Wróciłaś!

– Wróciłam. Ale nie na długo – dodała groźnie. Pan Gałązka łypnął w moją stronę, co chyba zauważyła.

– No, może na długo. Żanetka jest cudowna i cudownie się z nią rozmawia.

– To dobrze – ucieszył się.

– Teraz idę się zdrzemnąć, podróż mnie zmęczyła.

– Odprowadzę cię moja duszko! – Z gracją, o którą bym go nie podejrzewała, wsparł małżonkę ramieniem i czule objął.

– Ale jaja! – szepnęłam, gdy zniknęli we wnętrzu domu.

Porwanie okazało się jeszcze bardziej do bani, niż przypuszczałam. Totalne dno i trzy metry mułu. Szalona Jolka, dookoła same napuszone mięczaki, którym ktoś dał broń, znudzony Aleks, podrywający wszystko jak leci i Brzydal, który wcale nie ustępował mu pola. Też brał wszystko, jak leci. W tym mnie, co przypomniałam sobie z niejakim niesmakiem. W dodatku jego siostrzyczka miała instynkt swatki i postanowiła wykorzystać sytuację.

Ja i Brzydal? Mimo woli się uśmiechnęłam. Absurd. Nawet biorąc pod uwagę zajście w altanie, to i tak był absurd.

Ostatecznie przestałam czuć się jak więzień. Korzystając z pięknej pogody i tego, że wszyscy gdzieś zniknęli, udałam się na spacer. Tym razem dłuższy i w przeciwną stronę niż poprzednio. Tereny niezbadane i nie tak wymuskane, jak pozostała część ogrodu. Szłam i szłam, a końca wąskiej ścieżki nie było widać. Zasapałam się, spociłam i mało brakowało, a wywaliłabym język jak pies. Nic dziwnego, spacerek w samo południe, w upalny, skwarny dzień. Tylko ja mogłam być tak bezdennie głupia. Upiorna wyobraźnia znów ruszyła w tany i przed oczyma ukazał się wielce wymowny obraz. Kościotrup pod drzewem, w bardzo malowniczej pozie, a obok, na ziemi napis ułożony z kamyków – żegnaj okrutny świecie. Na mój wyschnięty szkielet oczywiście natknąłby się Szymon podczas porannego joggingu. Może nawet łezka by mu się w oku zakręciła? Złośliwy chochlik dopowiedział: z żalu, że nie zdążył cię zaliczyć. Przyznałam mu rację i postanowiłam wracać. Wystarczyło obrócić się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i tyle.

Lecz właśnie wtedy do mych uszu dobiegł szmer rozmowy.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Aaaa
    | Odpowiedz

    Mam problem z kupnem.
    Naciskam na przycisk I wyświetla mi że nie można odnaleźć strony.
    Czy mogłabyś sprawdzić Babeczko??

  2. Babeczka
    | Odpowiedz

    Już naprawione, dziękuję za info. Czasami jak wklejam link, to się różne krzaczki dopisują, już wiem dlaczego, ale i tak czasami popełniam ten błąd 🙂

  3. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Wciąga mnie niesamowicie. 😨 Poproszę więcej ❤️

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jeśli Jo nie wróci, to w niedzielę.

  4. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Za-je-bi-ste!!!

Napisz nam też coś :-)