Bestseller (VIII)

with 8 komentarzy

o pewnym pechowym porwaniu
 

Panienka jęknęła, Szymon znieruchomiał. Potem dostrzegłam jak z całej siły zacisnął zęby, wycofał się i zapiął spodnie z dziwnym grymasem.

– Żaneta! – warknął. – Wyłaź z kryjówki!

Łatwo mu mówić! Po całej butelce szampana! Wyjść nie wyszłam, za to wyczołgałam się na kolanach, kolejny raz czknęłam i rozkraczyłam na wykafelkowanej posadzce.

Nie taki efekt chciałam osiągnąć dzisiejszego wieczoru.

– Ty mała!… – zmełł w ustach przekleństwo, podczas gdy ja patrzyłam na niego litościwie, a aktualna podrywka oddalała się ostrym sprintem, wykrzykując coś obraźliwego. Pewnie pod moim adresem.

– Jak ty do cholery wyglądasz? I co to ma znaczyć? – wydzierał się Szymon, chwytając mnie za ramię i usiłując postawić na nogach.

– Nic – odparłam zgodnie z prawdą. – Piłam sobie szampana… Hik!

Ustać na własnych nogach nie miałam siły. Miał do wyboru, puścić mnie, abym znów rymnęła o podłogę, albo przytrzymać po dżentelmeńsku ramieniem. Gdybym to ja była na jego miejscu, wybrałabym pierwsze rozwiązanie. On wybrał drugie.

– Co ja z tobą mam – mruknął, podnosząc mnie w górę. Nie powiem, miłe to było. Przyjemne. Wtuliłam się nosem w jego szyję, skuliłam i pozwoliłam zanieść do własnej sypialni. Przynajmniej tak myślałam, bo to nie była moja, a jego sypialnia.

– Chcę do siebie! – jęknęłam. – Do domu! Hik! Do mamy!

– Taka duża dziewczynka? Poza tym przepłoszyłaś moja aktualną podrywkę i musisz mi to wynagrodzić – dodał z podejrzanym błyskiem w oku.

– Ale mnie mdli – poskarżyłam się. – I kręci mi się w głowie! Hik!

– Ale mnie nie mdli. – Rzucił mnie na łóżko. Oczywiście tak jakoś niefortunnie upadłam, że od razu stoczyłam się na prawą stronę, a później rymnęłam na podłogę.

– Hik! – Kolejnym czknięciem zaprotestowałam przeciwko takiemu traktowaniu.

– Oszaleć można! – wrzasnął Szymon. – Czekaj, już ja cię ocucę!

Znów mnie chwycił, podniósł, a chwilę później władował pod prysznic, puszczając z góry strumień lodowatej wody. Upiorny wrzask rozniósł się po całej posiadłości. No bo jak to tak!… Pijaną kobietę takim prysznicem potraktować?

Chciał mi zatkać usta, to go ugryzłam. Z premedytacją wbiłam zęby w męską dłoń, a wtedy to on wrzasnął. I chyba stracił cierpliwość, bo poczułam jeszcze silne uderzenie w lewą stronę twarzy, po czym straciłam przytomność.

Powoli, bardzo powoli, wyłaniałam się z odmętów nieświadomości.

– No, nareszcie. – Znajomy, męski głos, pełen ulgi i jakby skruszony.

– Co nareszcie? – wychrypiałam, otwierając oczy. – Ale boli! – poskarżyłam się, chcąc dotknąć lewego policzka.

– To przez ciebie! – wściekł się siedzący obok Szymon. – Świętego wyprowadziłabyś z równowagi.

– Uderzyłeś mnie? – Żal ruszył wezbraną falą. – A jednak uderzyłeś… – powtórzyłam, a potem się rozpłakałam.

Byłam tylko przelotną znajomością. Zresztą, gdyby mu chociaż troszkę zależało, to zjawiłby się na przyjęciu sam, a nie z inną kobietą. A teraz jeszcze mnie uderzył.

– Ej, Natka, nie płacz – powiedział żartobliwie, próbując mnie przytulić. Nie pozwoliłam mu na to, nie po tym wszystkim co widziałam i czego doświadczyłam. – Wbiłaś mi zęby, aż po samą kość. Musiałem się jakoś bronić.

– Bijąc mnie? – spytałam z goryczą.

– Trochę mnie poniosło.

Nie odpowiedziałam. Skuliłam się na łóżku, zamknęłam oczy i próbowałam zwalczyć tępy ból po lewej stronie twarzy. I ten dużo gorszy, towarzyszący sercu połamanemu na drobne okruszki.

– Przyniosłem okład. Daj, przyłożymy coś zimnego.

– Nie chcę.

– Pomoże, obiecuję.

Wzdrygnęłam ramionami. Miałam gdzieś jego pomoc, okłady, tłumaczenie się. Fakty były niepodważalne.

Zakochałam się w Brzydalu.

A on nadal widział we mnie szaloną kretynkę, którą jedynie mógłby łaskawie zaliczyć. To bolało, bolało tak bardzo, że nie potrafiłam powstrzymać łez. Rozszlochałam się na dobre, obficie mocząc poduszkę.

– Natka… Cholera! Wiem, to głupie tłumaczenie, ale naprawdę nie chciałem. – Wbrew protestom, objął mnie ramieniem, przyciągając ku sobie. Leżałam teraz z Szymonem przytulonym do moich pleców, z jego oddechem muskającym skraj obolałego policzka. – Nie płacz już maleńka, proszę! – wyszeptał na ucho. Potem nieco się odsunął, przekręcił mnie tak, że leżałam teraz na plecach i zawisł twarzą nad moim zapłakanym obliczem.

– Przyrzekam, pozwolę abyś jutro mi oddała. Z całej siły i ani trochę się nie uchylę – zażartował, wodząc opuszkiem palca po moich drżących wargach.

Żaneta sprzed kilku dni szybko odzyskałaby rezon i zapytała, czy będzie mogła celować w jaja. Ta z chwili obecnej, tylko przygryzła usta, patrząc na niego oczyma pełnymi łez.

– Czkawka ci przeszła – zażartował.

Nadal nic nie mówiłam. W głowie miałam chaos, serce w rozsypce, duszę obolałą.

I pewnie dlatego mnie pocałował. Delikatnie, czule, a ja znów się rozbeczałam.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Dobra wybaczam 😁 i czekam na ciąg dalszy 😍

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    ❤️

  3. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Miał być wczoraj NIE TO MIEJSCE, czekałam cały dzień na to 🙁

  4. k
    kikiska
    | Odpowiedz

    Dlaczego dalej nie ma kolejnej części “Nie to miejsce”? Babeczko, obiecałaś że będzie na niedzielę kolejna część 🙁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Będzie, późnym wieczorem, pracy po zęby, wczoraj to ledwo się do łóżka dowlokłam :-))

  5. A
    AR
    | Odpowiedz

    Opowiadanie jest mega 😀 Co się uśmiałam to moje 😁😁😁 brakowało mi czegoś z humorem i to opowiadania własnie takie jest… czekam z niecierpliwością na kolejne części

  6. E
    Emka
    | Odpowiedz

    No kiedy następna część?!?!?!?!plis😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzisiaj 🙂 Rob się 😉

Napisz nam też coś :-)