Bestseller (IX)

with Brak komentarzy

o pewnym pechowym porwaniu
 

I nagle mój umysł przeszyła myśl, że to wszystko bez sensu. Dobrze, prześpię się z nim i co później? Zniknie o poranku? Zostanie i będzie udawał, że mu zależy? A może zostanie, grając rolę przyjaciela, co to zaliczył mnie w geście pocieszenia?

Taka samotna bidulka, nieco szurnięta, opłakująca gryzonia…

Nieoczekiwanie nawet dla samej siebie, wybuchłam tak gwałtownym szlochem, że Szymon zamarł zdumiony.

– Żanetka! Co jest? – dopytywał, podczas gdy ja obficie moczyłam mu koszulę. – Ej, słoneczko! Nie płacz już, proszę! Natka? – Przysięgłabym, że w męskim głosie pobrzmiewała autentyczna troska i czułość.

– Jasna cholera! – mruknął w końcu, ale nie odepchnął mnie, tylko posadził sobie na kolanach, otaczając ramionami. – To do ciebie całkiem niepodobne.

Chciałam coś odpowiedzieć, ale jedynie potężnie czknęłam. Szymon spojrzał prosto w moje oczy, przygryzając wargi. Dałabym głowę, że przypomniała mu się scena z oranżerii.

– Doszły mnie słuchy, że wydajesz kolejny bestseller?

– Tak.

– O czym będzie to niewątpliwe dzieło sztuki?

– Nie kpij. Hik! Jak zabić męża, praktyczne porady w pigułce. Hik! Łącznie z planem przestrzennym wykopania dołka w ogródku.

– Przecież nie masz męża? – Delikatnie ścierał palcem wskazującym łzy na moich policzkach.

– Ale mam wyobraźnię.

– Myślałem, że będzie to gorący romans, z porwaniem i seksownym brutalem w roli głównej?

– To później. Poradniki lepiej się sprzedają. Hik!!!

– Trzeba coś zrobić z tą czkawką – oświadczył poważniejąc i znów mnie pocałował. Jak określić smak jego ust? Jak znaleźć słowa które nazwałyby cały wachlarz emocji, opanowujących moje ciało, gdy tylko mnie dotykał?

– Szymon, nie, proszę! – wzdychałam, przymykając oczy, podczas gdy jego wargi sunęły po mojej szyi, a dłonie błądziły po całym ciele. Ale on zachowywał się, jakby w ogóle tych słów nie dosłyszał.

– Proszę, co? – wyszeptał. – Bo niedosłyszałem.

Był rozbawiony, lekko kpiący i najwyraźniej napalony. Powinnam była stanowczo go odepchnąć, ale niestety, nie miałam siły na jakiekolwiek stanowcze działania. Zwłaszcza, że wstał i bez zbędnych pytań, obrał drogę ku sypialni. Niewielka była, przy czym połowę metrażu zajmowało wygodne łóżko, na którym błyskawicznie wylądowaliśmy.

– Szymon! – szeptałam, czując jak niecierpliwie rozpina moją koszulę. Na rozpięcie swojej nie starczyło mu nerwów i guziki rozsypały się po pokoju, niczym koraliki z zerwanego naszyjnika.

– Tęskniłem – powiedział, ściskając moje biodra, oddechem pieszcząc płatek ucha. – Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo, dopóki dziś cię nie spotkałem.

– Ale…

Dłońmi błądziłam po jego nagich ramionach. Pod palcami wyczuwałam napinające się mięśnie, silne, twarde, doskonale wyćwiczone. Zresztą nie tylko mięśnie miał twarde.

– Tak szybko? – zdziwiłam się, na chwilę odzyskując odrobinę przytomności.

– Przy tobie to nic nowego – mruknął, unosząc się nade mną na wyprostowanych ramionach. Przez kilka sekund patrzył na mnie z góry, a kiedy bezwiednie oblizałam usta, oszalał.

Dostałam to, o czym czasami jedynie śniłam. Nagie, męskie ciało, opływające potem. Biodra poruszające się z pierwotną siłą w dzikim rytmie. Twardą męskość szczelnie wypełniającą moje wnętrze. Ugięłam nogi, krzyżując je na jego plecach. Bez skrępowania, głodna, odpowiadałam na każdy pocałunek. A kiedy wplótł palce w moje dłonie, kiedy naparł na mnie całym ciałem i kradł każdy oddech, niespodziewanie dotarłam na szczyt. Zduszony krzyk wyrwał się z moich ust, podczas gdy drżałam, zanurzając się w fali rozkoszy przetaczającej przez ciało. Poczuł to i jeszcze przyspieszył. Nagle zerwał się, klęknął i wytrysnął na moje piersi. Przyglądałam się temu zmęczona i zafascynowana. Dopiero kiedy Szymon opadł obok mnie, uznałam za słuszne zgłosić reklamację.

– Gra wstępna była do bani – oświadczyłam, kładąc się na boku i podpierając głowę dłonią. Łypnął na mnie okiem, ale zamiast się rozzłościć, roześmiał.

– Wiem.

– I nie wstyd ci?

– Miałem na ciebie straszną ochotę. Nawet bez gry wstępnej.

– Zabrali ci zniżki na panienki z burdelu?

– Tak jakby. – Też położył się na boku. Patrzył na mnie lekko ironicznie i, co niezwykle zaskakujące, bardzo czule. – Natka, nie marudź. Zaraz nadrobię braki i zobaczymy czy przypadnie ci do gustu sytuacja, gdy będziesz błagać o koniec.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)