Monika Liga

Tą książkę pisałam w czasach, gdy nikomu nie śnił się koronawirus. Mieszkam w Katowicach i idąc kiedyś na jogę stwierdziłam, że w niedzielny poranek miasto wygląda na niezamieszkałe. Tak powstał pomysł na przygody Ewki.
Ja sama też mieszkam w tym mieście, więc przemieszczanie tu Ewki było opisywaniem własnych wędrówek i pragnień. Zdradzę Ci, że też miałam ochotę wejść na zaplecze czyjejś kawiarni, bądź bezkarnie nabałaganić w sklepie.

 

ozdobnik

O czym jest książka?

Młody naukowiec wyręczając się rozgoryczonym zwolnieniem z pracy Janem wpuszcza specyfik do rozdzielni w wodociągach. Trująca ciecz w krótkim czasie rozprzestrzenia się na różne kontynenty zbierając śmiertelne żniwo. Ludzie zaczynają umierać, a pozostali jeszcze żywi nie stwarzają zagrożenia dla innych i dzielą się na trzy typy. Jedni gniją i umierają w chwili, kiedy kończą się im siły, u drugich zmienia się tylko sposób odżywiania, gdyż ich jedynym posiłkiem jej krew. Trzecią grupą tworzą ludzie, którzy paradoksalnie przeżyli dzięki chorobie, która wcześniej miała ich zabić- chorzy na białaczkę. Do tej grupy należy nasza główna bohaterka Ewka. Zostaje sama w świecie, który do tej pory był tak dobrze jej znany. Chodząc ulicami zagląda w każde miejsce starając się wypełnić sobie czas i szukając zajęcia, które skutecznie odciągnie ją od rozmyślań nad tym co ją czeka. Podczas jednej z wędrówek po opustoszałych mieszkaniach natrafia na umierającą kobietę, której obiecuje, że zajmie się jej synem. Tylko, że zamiast niemowlęcia znajduje przystojnego mężczyznę, z którym nie ma kontaktu. Związana obietnicą zabiera go ze sobą i rusza ulicami miasta. Jedynym jej celem jest odnalezienie brata. Nie traci nadziei, chociaż zdaje sobie sprawę, że rzeczywistość może okazać się inna.

ozdobnik

Przeczytaj fragment

(...) – Zrobimy dla ciebie smycz. – Sięgnęłam po pasek szlafroka. – Ubiorę cię jakoś i idziemy.

Łatwo było powiedzieć, lecz znów ciężko wykonać. Ubranie tak dużego faceta w wyprane i ciepłe jeszcze po suszeniu, w pralko – suszarce, ciuchy skończyło się po dwudziestu minutach tym, że byłam spocona jak mysz kościelna i wciąż naga. On natomiast leżał w nienaturalnej pozycji na podłodze obok kanapy i znów kłuł w oczy wzwodem. Rozporka nie próbowałam mu nawet zapiąć. Musiałabym wepchnąć twardy kawał mięcha w spodnie, a jakoś tak nienormalnie czułabym się w tej roli.

– Ty dziwny jesteś – sapnęłam, odklejając włosy od spoconego czoła. – Ale rozumiem twoje pobudzenie. Nie doszedłeś i dobrze ci tak. Idę wziąć prysznic, bo zmachałam się i ruszamy w miasto. O orgazmie zapomnij. Nie należy ci się.

Znów ogarnął mnie smutek, gdy przyglądałam się temu ślicznemu byczkowi. Leżał na podłodze z rozpiętym rozporkiem i sprzętem na wierzchu. Wiedziałam, że to odruch organizmu i nic ponadto. Nie czułam podniecenia, a jedynie złość na to, że dałam się uwieść własnej wyobraźni i poużywałam sobie na tej żywej, męskiej lali.

– Słabeusz ze mnie i tyle – sapnęłam, kierując się ku łazience. – To się już nie powtórzy. Nie będę się kurwiła skuli tego, że świat się kończy. – Właśnie zachodziła w mym wnętrzu zmiana. – Podpada mi to pod nekrofilię. Idziemy na rekonesans końca świata. Ludzkiego świata.

W łazience odkręciłam zimną wodę, pozwalając zbombardować skórę igiełkom lodowatej wody.
Karałam siebie za doznaną przyjemność.
Karałam siebie za nadzieję, której pozwoliłam wkraść się w serce.
Nadziei na lepsze, które nie miało już prawa bytu.
Skończył się oto świat i skończyć się wkrótce miałam ja. Ciało miało mi odmówić posłuszeństwa i tylko dziwił fakt, że było wciąż tak w pełni władne. Nic mnie nie bolało, nie traciłam oddechu, nie wpadałam w zwyczajową zadyszkę. (...)

ozdobnik

Opinie

ozdobnik

Pozwól, że się przedstawię

Mam na imię Monika i piszę od wielu lat. Kiedyś pod pseudonimem Mikakamaka, jakieś czas temu czasu porzuciłam pseudonim.
Jestem niepoprawną romantyczką
wierzącą w wielką miłość aż po grób 🙂 Stąd moje uwielbienie dla tego gatunku i to dlatego wybrałam romanse z nutką erotyki w tle.

 

ozdobnik