Biała (XXVIII)

with 9 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiKochani.
Bardzo proszę byście nie myśleli, że Was zaniedbuję. Nie jest tak. Przekonacie się o tym wkrótce. Lubię niespodzianki, więc nic więcej nie powiem 😀
ps. za brak komentarzy pod wpisami przepraszam, ale coś mi się popsuło na blogu. Wszystko będzie poprawione, a wasze wypowiedzi wrócą w odpowiednie miejsce 😀

Miłego weekendu 😉

- Przyciągasz Burki, sieroty i niedojdy. Taka z ciebie Matka Teresa. – Sebastian rzekł to z kpiną w głosie.

Miałam zamiar sarknąć, odpowiadając czymś mało uprzejmym, ale zrobił coś nieoczekiwanego. Uniósł dłoń i założył mi kosmyk włosów, czy raczej sprężynkę, którą tworzyły, za ucho. Prostota gestu była tak nieoczekiwana, że zwyczajnie zatkało mnie i mogłabym przysiąc, że opadła mi szczęka.

- Nie prosiłam się o to. – Zapatrzyłam się w kształt ust i przypomniałam sobie jego pocałunek. Zamrugałam gwałtownie, jakby ten drobny zabieg mógł odegnać wspomnienia.
- Też bym cię chętnie pocałował. – Nachylił się do mnie, mówił ściszonym głosem. – Musimy to jednak odłożyć, bo warunki odrobinę nie sprzyjają. – Mina świadczyła o tym, że bawi się świetnie moim kosztem. – Jeśli się jednak uprzesz, to możemy wrócić do apteki, z dala od ludzkich oczu. Chcesz?
- Palant – warknęłam, czerwieniąc się aż po nasady włosów.

Młodziaka zapakowaliśmy do auta, na miejsce pasażera. Burek wylądował w bagażniku, ale paka była otwarta na wnętrze pojazdu, więc nie był więźniem blaszanego zamknięcia.
Droga dłużyła się niemiłosiernie. Bardzo chciałam dowiedzieć się wreszcie, gdzie mamy zamieszkać, jakie miejsce stanie się moim nowym domem.
Długo jechaliśmy przez las. Droga ledwie utwardzona, z masą dziur i kałuż. Widziałam przez boczną szybę auta głowę Adama. Podskakiwała na każdym wyboju, niczym u szmacianej lalki. Czy ocknie się w końcu? A może fakt, że Kasia się przebudziła to jedynie przypadek, a Adam ma pozostać warzywem.
Może to i dobrze. Szkoda mi się robiło Matiego gdy pomyślałam, że zauroczył się heteroseksualnym facetem.

Biłam się z myślami przez kolejny kwadrans. Po tym czasie pokonaliśmy wyboisty odcinek drogi, dojechaliśmy do ciągu zabudowań.
Dom wyglądał na solidny budynek. Do budowy użyto w głównej mierze jasnych kamieni i drewna. Okna zakrywały opasłe okiennice i wszystko wyglądało tak, jakby domownicy wyjechali właśnie na wakacje. Jedynie ujadanie psów, dobiegające z oddali rozpraszało ciszę, która nastała po wyłączeniu siników.
Przypatrywałam się współtowarzyszom doli. Zafrasowanie pomieszane z obawą przed czymś nowym i radością, że może wreszcie dotarliśmy do celu. Dla wszystkich poza mną było to tym bardziej dojmujące przeżycie, bo ja już przecież znalazłam swoje miejsce na Ziemi. Miało nim być to u boku Gabriela, a że było i minęło. No cóż, takie życie.
Zamarłam widząc ból, który malował się na twarzy Sebastiana. Podeszłam, wzięłam go za rękę, uścisnęłam ją. Oderwał oczy od budynku i spojrzał na mnie gwałtownie mrugając. Chciał zamaskować łzy, które zaszkliły mu oczy. Nie zdołał, ja zauważyłam.

- Oprowadź nas, proszę. – Starałam się mówić wesołym tonem. – Gospodarzysz, więc oprowadzasz i rozlokowujesz nas. Mogę ci jednak pomóc w tym – dodałam widząc, że nie do końca kojarzy, co do niego mówię. – Jak się dostać do środka?

Kolejne dwie godziny spędziliśmy na lokowaniu się w pokojach, wietrzeniu domostwa i podziale zajęć. Porobiły się oczywiście pary i siłą rzeczy ja wylądowałam w pokoju z Oliwką. Sebastian zajął sypialnię z chłopcem, który ja dotąd nie odezwał się ani słowem.
Obchód gospodarstwa odłożyliśmy na dzień następny. Tego popołudnia postanowiliśmy zjeść coś, wypić trochę wina i nasiąknąć atmosferą domostwa. Rozluźnić się po końcu świata. Poczuć, jak w przysłowiowym domu.
Okazało się, że większość z balonów poustawianych wzdłuż ściany w pomieszczeniu, była pełna wina.

Z deszczu pod rynnę - pomyślałam. - Może nie markowe i drogie gatunki, jak te w piwniczce Gabriela, ale żaden ze mnie znawca. - Ucieszyłam się odkryciem.

Centralnym pomieszczeniem była ogromna izba z paleniskiem na samym jej środku. Rura zwisająca z wysokiego sufitu ciągnęła się od powału do metra nad podłogą i niknęła w glinianej obudowie. Za żaroodpornym szkłem tańczyły wesoło płomienie ognia. Porozsiadaliśmy się wokoło i w milczeniu wpatrywaliśmy się w ten prymitywny telewizor.

- Idę spać. – Mateusz ziewnął przeciągle, uśmiechnął się do nas i życząc wszystkim kolorowych snów, opuścił nasze wyjątkowo milczące towarzystwo.

Wiedziałam, że ciągnie go do Adama. Biedny chłopak. Albo się rozczaruje, gdy ten się ocknie, lub będzie miał po prostu żywą lalkę tak długo, jak będzie karmił go własną krwią.
Tomek działał szybko. Wziął Kasię za rękę i pociągnął w kierunku sypialni. Wolałam się nie zastanawiać nad tym, co będą robili, gdy zamkną się za nimi drzwi pokoju.
Zostaliśmy z Sebastianem sami.

- Niech dzieci śpią same – zwrócił się do mnie, po długiej chwili milczenia. – Śpij ze mną.
- Mam się z tobą pieprzyć? – Momentalnie się wkurzyłam. – Chyba ustalaliśmy, że to nie wchodzi w grę.
- Mówiąc o spaniu, mam na myśli sen. – Patrzył na mnie, jak na idiotkę. – Chcę się wreszcie przytulić do ciepłej, miękkiej osoby, a nie mam zamiaru spać z dzieckiem, w dodatku z chłopcem.

Zastanawiałam się, gdzie tu ukryty jest podstęp. Całowanie kogoś to jedno, ale spanie z nim to już zupełnie poważna sprawa. Przynajmniej kiedyś taką była.

- Może uda mi się wreszcie przespać kilka godzin. – Ewidentnie mnie podpuszczał, ale ziarno padło na żyzną glebę.
- Dobra – skapitulowałam. – Ale łapy przy sobie, albo będziesz spał na podłodze.
- Bez obaw. – Wstał z kanapy, odstawił szklaneczkę po winie. – Jutro ciężki dzień. Musimy ogarnąć gospodarstwo. Ciekaw jestem, ile zwierząt padło. Myślę, że niewiele. Nie trwało to aż tak długo. Trzeba będzie też spisać zapasy, sprawdzić daty przydatności jedzenia i leków. Jest też bojler w piwnicy, który musimy podłączyć do płaszcza wodnego w kominie, żeby ogrzać cały dom i wodę na  mycie.

Szedł i mówił, ja poczłapałam za nim. Tak naprawdę to po raz pierwszy ktoś przejął ode mnie pałeczkę w planowaniu i zawiadywaniu wszystkim. Poczułam się bezpiecznie, ale nie chciałam się jeszcze cieszyć tym stanem. Poczekam dzień, może dwa i zobaczę, jak się to nowe życie układa.
Młodziaka przenieśliśmy do pokoju Oliwki. W dziewczynce z miejsca obudziła się opiekuńczość. Trajkotała, jak najęta opowiadając chłopcu o domownikach.

- Nie chcesz, to nic nie mów. – Mała wzruszyła ramionami. – Może kiedyś ci się zachce, a jak nie, to będę mówiła za ciebie. – Machnęła ręką, sadowiąc się na jednym z niskich łóżek. – Nazwę cię Antek, bo lubię to imię i wiem, że ciebie też będę lubiła. Już cię lubię.

Przyglądałam się chłopcu, a ten przyglądał się nam. Oliwka wytrzepała poduszkę i kazała mu się wygodnie położyć. Obiecała opowiedzieć bajkę i ochrzaniła mnie, gdy chciałam zgasić lampę oliwną. Powiesiliśmy ją więc na haczyku w ścianie, który zamontowaliśmy naprędce. Zostawiliśmy dzieciaki same i musiałam przyznać, że Sebastian miał świetny pomysł. Chłopiec wyglądał na mniej przerażonego i był wpatrzony w Oliwkę, niczym w święty obrazek.
Wyszłam z pokoju, cicho zamykając za nami drzwi.

- Czy spanie z brudasem bardzo będzie ci dzisiaj przeszkadzało? – Nie uśmiechało mi się mycie ciała w zimnej wodzie tym bardziej, że byłam już śpiąca. – Nie będę ci chuchać w nos winem. Obiecuję. – I ziewnęłam rozdzierająco.
- Bardzo się cieszę, że to mówisz, bo też mi się nie chce szukać teraz szczoteczki i pasty. – Uśmiechał się szczerze. – Chodźmy spać, bo teraz będzie się trzeba przestawić na bardziej naturalny cykl dobowy.
- Wstajesz skoro świt i idziesz spać z kurami? – zgadywałam.
- Pierwsze się zgadza – przytaknął. – Drugie powinno mówić o pójściu do łóżka, co nie zawsze oznacza spanie.

Mrugnął do mnie i ruszył w kierunku sypialni. Podreptałam za nim. Nie miałam wyjścia. To on niósł lampę, a po ciemku mogłabym nie trafić.

- Wolisz prawą, czy lewą stronę łóżka? – Odgarnął koc i kołdrę.
- Obojętne. – Zbyt głośno przełknęłam ślinę.

Przyglądałam się, jak ściąga przez głowę bluzę i zrzuca spodnie, pozostając w samych majtkach. Wzrok odruchowo ocenił klatkę piersiową i płaski brzuch, po którym ścieżka włosków obniżała się i niknęła za ściągaczem majtek. Później powędrował w kierunku jedynej części odzieży, jaka na nim została.

- Jeśli wolisz, to mogę to zdjąć. – Włożył palce pod ściągacz obcisłych slipek.

- Wolę, żebyś w nich został. – Odwróciłam wzrok czując, jak pąsowieję na twarzy. – Mógłbyś jeszcze jakąś koszulkę założyć.
- Mówiłem ci że nie zrobię niczego, czego sama nie zainicjujesz. – Położył się na materacu z ramieniem pod głową, po czym teatralnie poklepał jego powierzchnię przed sobą. – Nie licz jednak na mój zdrowy rozsądek i to, że będę ci się opierał. Mam ogromną ochotę by cię zerżnąć od momentu, gdy weszłaś z tą wściekłą miną na siłownię. Widziałem też jak patrzyłaś na mnie, gdy wychodziłem z wanny. Płynie w twoich żyłach gorąca krew i jeśli pozwolisz, to podgrzeję ją jeszcze bardziej. Mam bardzo sprawną grzałkę. – To mówiąc złapał się przez majtki za przyrodzenie i z uśmiechem potrząsnął garścią, którą ją objął.

- Że też ja muszę trafiać na same niedojdy i baranów – marudziłam pod nosem. – Może zamiast podłączać bojler, wsadź fiuta do zbiornika z wodą i będzie ciepło w całym domu. Durna pała.

Również rozebrałam się z wierzchniej odzieży, zostając w bieliźnie, oraz koszulce sięgającej mi do połowy pośladków. Wsunęłam się pod kołdrę, nakryłam nią po samą brodę i ułożyłam na plecach. Sebastian westchnął rozdzierająco, po czym przyciągnął mnie do siebie, wpasowując się we mnie w pozycji na łyżeczkę. Zastygłam ze zgrozy, ale nie odzywałam się. Wolałam się nie wiercić, lecz zmusić ciało i umysł do snu.
Po kwadransie, który dla mnie trwał wieczność usłyszałam spokojny oddech Sebastiana, a w końcu cichutkie pochrapywanie.
Czyli jednak mówił prawdę. Przytulił się do mnie, by usnąć i najwyraźniej działałam na niego jak usypiacz. Czy to dobrze, nie wiedziałam. Teraz przyjemnie robiło się i mnie. Ciepło ciała za mną uspokajało, oddechem zgrałam się z nim. Usypiałam.

Obudziło mnie nieokreślone uczucie rozpalenia ciała. Otworzyłam oczy, lecz wokoło panowały egipskie ciemności. Odczucie to płynęło od dołu ciała i było więcej niż przyjemne. Było rozkoszne tak bardzo, że aż jęknęłam, próbując złapać oddech. Świadomość wracała a wraz z nią słońce, które budziło mi się pod powiekami i wewnątrz czaszki.

- Co ty robisz? – Wymacałam dłońmi głowę Sebastiana, która znajdowała się między moimi udami.
- Lunatykuję.

I wtedy eksplodowałam z jękiem.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Aya
    | Odpowiedz

    ? Haha mega końcówka!!! “Lunatykuje” no boskie opowiadanie!!!!!

    • Dziękuję 😀
      A teraz jeszcze moderacja komentarzy się włączyła, a ja nie umiem jej wyłączyć.
      No cudnie :-/
      Ale dziękuję 😀

  2. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Ufff! Kamień z serca! W pierwszej chwili pomyślałam, że zablokowałaś mnie, żebym tyle nie gadała/nie pisała:) A tu, nie dość, że nie, to jeszcze i następna część “Białej”! A wcześniej “Przebudzenie” – niezły szok! A i Babeczka rozpieszcza tekstami – jak się to mówiło w mojej szkole: “suchy orgazm” po prostu:)
    Co do tekstu: chciałam zażartować, że ciekawe do której grupy Sebastian siebie zalicza, zważywszy, że Ewa zdecydowanie go przyciąga, ale uprzytomniłam sobie durna, że przecież jest sierotą i mi się śmichów-chichów odechciało.

    Sebastian podoba mi się coraz bardziej – facet ogarnięty jest i wie czego chce. Żal mi było tego czegoś między Ewą i Gabrielem, ale zdaje się, że byli dla siebie swoistą “trampoliną” i wspólna przyszłość nie była im pisana.
    He, he… słowa “grzałka” i “lunatykowanie” nabrały nowego …głębszego znaczenia:)

    • Ciebie zablokować? No co Ty! Uwielbiam Twoje komentarze 😀
      Widzę, że moderowanie dotyczy tylko niektórych komentujących, ale rozgryzać to będę dopiero po weekendzie 😀

      • Tony F.P.
        |

        Widocznie jakiś mały złośliwy gnom chodzi po złączach i na kogo wypadnie, na tego bęc.

  3. Basia Kraj
    | Odpowiedz

    To opowiadanie coraz bardziej mnie intryguje 🙂 🙂 Końcowy fragment mnie powalił. Czekam na kolejną część 🙂

  4. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Usłyszawszy dzisiaj hasło “alternatywne źródła energii” od razu pomyślałam o “grzałce” Sebastiana i propozycji Ewy, żeby wyręczył brojler w podgrzewaniu wody:)

    • Ha ha 😀
      Jesteś po kosmatej stronie mocy 😀

      • Tony F.P.
        |

        Oj, jestem – mnie się wszystko z jednym kojarzy:)

Napisz nam też coś :-)