Biała (XXX)

with 8 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiOsoby mające powyżej dziurek w nosie Ewki i jej przygód informuję, że tak mniej więcej zbliża się powoli koniec 😀
Przyjemności w ten wtoreczek i całusy 😀

- Co to?! - Oliwka aż zachłystywała się z wrażenia.

Antek stał z tyłu, ale oczy świeciły mu, niczym dwa słońca. Nie dziwota. Chłopak i wielka, rycząca silnikiem ciężarówka naprzeciw. Marzenie każdego chłopca w jego wieku stało na wyciągnięcie ręki.

Sebastian zatrzymał cysternę przy budynkach gospodarczych pod drzewami i wyłączył silnik. Wysiadł i bardzo zadowolony z siebie wbiegł do domu.

- Znaleźliśmy trochę paliwa – uśmiechnęłam się do Oliwki, mrugnęłam do Antka. – Musimy zrobić prąd.

Zachowanie Sebastiana w stosunku do mnie zmieniło się bardzo. Nie zagadywał już, nie rzucał seksualnych komentarzy. Był ciepły, uśmiechnięty i współpracujący. Nic ponad to.

Wykonywaliśmy zwyczajne, codzienne obowiązki. Ja i Kasia, nowa miłość mojego brata, porządkowałyśmy spiżarnię, kuchnię i stodołę. Tam przygotowywałyśmy warzywa do przechowania przez zimę. Przygotowywałyśmy posiłki, oporządzałyśmy domostwo, niczym przykładne samice – karmicielki.

Sebastian i Tomek współdziałali bez słów. Jeśli już rozmawiali to o tym, co muszą jeszcze znaleźć, by włączyć urządzenie prądotwórcze. Tak tylko napinali mięśnie, by przenieść coś, jeden drugiemu potrzymać naprawiany element, okiennicę, jakąś rurę, czy dechy w stodole. Bez zbędnych komunikatów, niepotrzebnego zużywania energii.

Sebastian starał się zaangażować w lżejsze prace Antka, a ten z wdzięcznością przyjmował polecenia. Chłopiec przez pół dnia nosił drewno do salonu, układając je równiutko przy ścianie. Klocek ciasno dociśnięty do klocka, a na dolnej warstwie kolejna i jeszcze dwie. Niestrudzona praca kilku godzin zaopatrzyła nas w opał na co najmniej kilkanaście dni.

- Antek, za taką pracę należy ci się gorące kakao. – Czułam potrzebę pochwalenia tego milczącego dzieciaka. – Po obiedzie masz je u mnie, jak w banku.

- A ja?! – Oliwka podparła się pod boki. – Ja nie zasłużyłam?!

- Nakarmisz kury i gęsi, to pogadamy. – Sebastian stanął za mną, położył mi dłoń na ramieniu. – Jeszcze trzeba wydoić krowę i pomodlić się, że chociaż jedna żyje. Nauczę cię dojenia. – Zacisnął mi palce na barku. Zobaczymy, czy masz smykałkę.

Tomek parsknął, Kasia zaczerwieniła się aż po nasady włosów. Ja zazgrzytałam zębami i obróciwszy się na pięcie, skierowałam ku domowi.

Następnego dnia rano, Sebastian jak zwykle obudził mnie kubkiem kawy przyniesionym do łóżka. Nie rozumiałam, dlaczego zaszła w nim taka zmiana. Czemu przestał na mnie napastować? Czyżbym przestała mu się podobać? Nie pociągałam go już?

Owszem, w nocy oplatał mnie ramionami i udami, niczym bluszcz. Zasypiał jednak szybko, ja niestety nie potrafiłam. Czułam wzbierające we mnie podniecenie i energię seksualną w takim natężeniu, że zaczynał mnie z już boleć brzuch. W dzień nie było czasu na to, bym mogła samodzielnie rozładować to napięcie. W nocy ciało, do którego ciągnęło mnie coraz silniej, uniemożliwiało dotknięcie się w sposób niezauważony. Czułam się, niczym czajnik z wciąż gotującą się wodą i przytkanym gwizdkiem dziubkiem. Jeszcze chwila i zacznę gwizdać. Jeszcze noc, może dwie i zacznę cierpieć na bezsenność. Istniała również możliwość, że eksploduję, pokrywając swoimi szczątkami powierzchnię ścian i mebli w sypialni.

Wstałam stwierdzając równocześnie, że ranek ledwie szarzeje za oknem.

- Aż tak wcześnie? – Tarłam oczy. – Nie można krów doić później?

- Chodź. – Zmierzwił mi włosy. – Nie wiem ile czasu zajmie ci załapanie techniki, więc wolę zacząć wcześnie.

Wstał, lecz nie umknął mi wzrok, którym zanurkował w rozciągniętym dekolcie koszulki. Czyli jednak nie jestem mu całkiem obojętna!

- Będę czekał na dworze. – Szybko się odwrócił, wyszedł z sypialni.

Trochę to było dziwne, a może to tylko zwidy mojego zaspanego umysłu.

Okutana w kilka warstw odzieży zeszłam na parter i w zimną szarość poranka. Sebastian nie mówił nic. Kiwnął na mnie głową z tym swoim niedookreślonym w wyrazie półuśmiechem i ruszył ku zabudowaniom. Poszłam za nim zastanawiając się, na co tak się cieszy.

- Siadasz na taborecie. – podsunął mi pod zadek coś na czterech nogach. – Wiadro dajesz pod wymię i myjesz dokładnie ciepłą wodą.

Budynek był niewielki, dobrze zaprojektowany i wyjątkowo czysty. Krowa miała sporo miejsca, jedzenia i picia w bród i tylko może samotność jej mogła doskwierać. Dowiedziałam się, że rodzice Sebastiana mieli sześć krów, ale cztery gdzieś uciekły, piątą znaleźliśmy niedaleko od domu zdechłą. Miała złamaną kończynę. Zdechła, nie mogąc się przemieszczać.

- Nabierz wody i umyj każdy z osobna. – Starał się mówić to z powagą nauczyciela przekazującego instrukcje, lecz widziałam uśmiech, który bąkał mu się po ustach i wesołe ogniki w oczach.

Osz ty cholero przebiegła – zwyzywałam go w myślach. – Chcesz się bawić? Dobrze! Już ja ci postawie kutasa, bez dotykania go nawet. Franco jedna.

Kto wie, może nawet zgrzytałam zębami.

Usiadłam wygodnie, wsuwając się odrobinę kolanami pod zwierzę, które spokojnie czekało nad zabiegi. Spojrzałam spod rzęs na Sebastiana, po czym z niewinną miną spytałam.

- Mam umyć wodą z mydlinami? – Zanurzyłam dłonie w ciepłej wodzie. Była śliska w dotyku. – Każdy z osobna – powtórzyłam jego instrukcje. – Dobrze.

Nabierałam ciecz w łódeczkę wykonaną z dłoni i unosiłam do wymienia. Obmywałam ciepłą, usianą żyłami skórę. Obejmowałam delikatnie wymiona lecz wiedziałam, że robię to w bardzo dwuznaczny sposób.

- Możesz już wytrzeć i doić.

Niby spokojnie wypowiedziane słowa, lecz przez zaciśnięte zęby. Sebastian zabrał wiadro z wodą, rzucił we mnie ręcznikiem i przysunął drugie, puste wiaderko. Krowa przestąpiła z nogi na nogę, smagnęła nerwowo ogonem, ale po chwili znów stanęła spokojnie.

- Jak doić? – Zmarszczyłam brwi, bo choć nie bałam się zwierząt, to jednak wyciskanie z krowy mleka należało do nowości i bałam się tego trochę. – Pokażesz?

- Uciskasz u nasady. – Sięgnął mi ponad ramieniem, pochylając się, dmuchając ciepłym oddechem w ucho. Dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Podniecał mnie cholernik celowo. Czułam to.– Uciskasz i wyciskasz.

Aż pisnęłam widząc, jak z czubka wymienia tryska mleko. Nie mogłam jednak nie przyznać, że kojarzyło mi się niejednoznacznie.

Ujęłam wymię w palce i ucisnęłam, pocisnęłam w dół. Nic nie poleciało. Zza pleców dobiegł mnie chichot.

Wkurzyłam się, zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy. Postanowiłam się wczuć. Wyobraziłam sobie przewód mlekowy w miejscu, w którym zebrał się płyn. Objęłam kolejno palcami i płynnym ruchem wygniotłam wymię w dół. Drugą ręką to samo. Nie otwierałam oczu do momentu, gdy coś chlupnęło mi w kolano.

To było mleko. Krzywo trzymałam cycuszka i prysnęłam na siebie, zamiast do wiadra.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Byłam z siebie bardzo zadowolona. Już wiedziałam, jak to robić.
Wyprostowałam się, poprawiłam sobie ustawienie wiadra i coraz sprawniejszymi ruchami doiłam cierpliwe zwierzę.
Sebastian bez słowa wyszedł z obory.
Wygrałam.
Wiedziałam, że przyniosę świeże mleko na śniadanie.

Do domu wróciłam z wiaderkiem wypełnionym do połowy. Postawiłam je na stole i zakasałam rękawy. Mogłam się zabierać za przygotowanie posiłku. Jeszcze tylko przebranie się w coś cieńszego i porządne umycie rąk.

Postanowiłam nie budzić Kasi. Ostatnimi dniami przygotowywałyśmy posiłki we dwie, ale teraz samotność bardzo pasowała do mojego nastroju. Napawałam się faktem, że jestem zdolna i przydatna. Zauważyłam również i to, ze cieszy mnie wykonywanie zwykłych, codziennych czynności. Dojenie było jedną z nich. Może nawet ulubioną, tuż po gotowaniu. Jedynie mycie naczyń mierziło mnie i nudziło.

Weszłam na górę, skierowałam się do sypialni. Przechodziłam obok łazienki i byłabym się nie zatrzymała, gdyby nie zduszony dźwięk dobiegający zza drzwi. Coś, jakby się ktoś dusił, może cierpiał. Z niczym mi się to nie skojarzyło, lecz zaniepokoiło. Musiałam sprawdzić nawet, jeśli miałabym komuś przeszkodzić w robieniu kupy. Postanowiłam, że zrobię to cicho i dyskretnie. W razie czego wycofam się cichutko, nie narażając tego kogoś na zakłopotanie.

Nacisnęłam powolutku klamkę lecz zamarłam w momencie, gdy dobiegło mnie stęknięcie. Już prawie pewna byłam czyichś kłopotów gastrycznych. Miałam odblokowany zamek, więc nie szkodziło uchylić skrzydła o centymetr, by zaspokoić ciekawość.

Pieprzona ciekawość. Gdybym wiedziała, co zastanę w łazience, z całą pewnością nie zaglądałabym, lecz poszła prosto do sypialni.

Uchyliłam, przymknęłam lewe oko, prawym penetrując pomieszczenie.
Niewiele wysiłku kosztowała mnie ta penetracja. O wiele więcej powstrzymanie okrzyku grozy, może zaskoczenia, który zrodził się w gardle.

W środku pomieszczenia znajdowały się dwie osoby. Całowały się, przylegały do siebie ciałami. Dłoń jednej masowała penisa, usta nie odrywały się od ust. Namiętny pocałunek i leniwa pieszczota, gładząca naprężonego kutasa. W końcu odessanie się od siebie i uklęknięcie jednej, z twarzą na wysokości przyrodzenia. Jęk mężczyzny, gdy został objęty wargami i powolnymi ruchami głowy prowadzony na skraj rozkoszy.

Patrzyłam i zdaje się, że przestałam czuć ciało. Nie wiem, czy nawet nie zapomniałam o oddechu. Szok mijał bardzo powoli, ja jednak nie potrafiłam się ruszyć.
Patrzyłam na Mateusza klęczącego przed Adamem, który z zapałem przyjmował pieszczoty kochanka.
Kiedy on się obudził? Czyżby w nocy?
I co, tak od razu zapałał pożądaniem do mężczyzny?

Czy to znaczyło, że wykorzystałam homoseksualnego faceta, czy może zmieniła mu się orientacja po przebudzeniu?! A może stojąca pała była wyłącznie odruchem organizmu na wydzielane przeze mnie feromony. Może nawet nic tak zaawansowanego, lecz wystarczyła obecność żywego, nie spokrewnionego z nim człowieka. Płeć w tamtym stanie nieistotna, byle były odruchy kopulacyjne.

I co ja mam teraz zrobić? Jak spojrzeć w oczy Adamowi? Co mu powiedzieć? Przecież to mógłby być dla niego szok gdyby dowiedział się, że był napastowany przez kobietę. Wykorzystałam go, nie inaczej. Jeszcze mu pysk obiłam po spółkowaniu! I na smyczy, jak psa prowadziłam.

Po co okłamywać siebie? Zrobiłam sobie nim dobrze i tyle.

Cichutko zamknęłam drzwi i odwiodłam klamkę. Nie szłam do sypialni z obawy przed tym, że spotkam Sebastiana. Od razu zauważyłby, że jestem zdenerwowana. Zapytałby o powód, ja musiałabym skłamać. Nie chciałam go okłamywać.

Zeszłam po schodach, kierując się z powrotem do kuchni.

Wiedziałam jedno – nie zdradzę prawdy o seksie z Adamem. Pozostanie to moją tajemnicą. Nie przyczynię się dobrze nikomu, wyjawiając ten krępujący szczegół naszej znajomości.
Ciekawe, jakim człowiekiem okaże się w rzeczywistości.
Ciekawe, czy pamięta swoje prawdziwe imię.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. kaska
    | Odpowiedz

    Kuuuurde..czy bedzie z tego cos? Kiedykolwiek?

  2. Patrycja Sikora
    | Odpowiedz

    Wincyyyyyj! To chyba moje ulubione opowiadanie 🙂

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Jo też che wincyyyyj ino czasu brak 😀
      To się zmieni 😉

      • Patrycja Sikora
        |

        Już się nie mogę doczekać 🙂

  3. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Zdecydowanie nie mam Ewki powyżej dziurek w nosie i trochę żal będzie się z nią rozstać… ale, zaraz, jakie tam “rozstać”? Przecież będzie sobie można wrócić do opowieści kiedy chcieć – nader miło będzie przeczytać całość jednym cięgiem.
    Lekcja dojenia prima sort – Sebastian sam wpadł w dołek, który wykopał pod Ewką:) Mam wrażenie, że chce ją doprowadzić do takiego stanu, żeby rzuciła się na niego, zdarła ubranie i go posiadła – protestował nie będzie i wreszcie wyjmie gwizdek z dzióbka:)
    Przyznam, że przy scenie podglądactwa na początku strach na mnie padł, czy to aby Sebastian się tam z kim nie migdali, ale się opamiętałam, że przecież nie miałby z kim.
    Hmmm… ciekawe, czy Adam przypomni sobie co też Ewa z nim wyrabiała.

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      No właśnie. Powinien sobie przypomnieć, czy nie?

      • Tony F.P.
        |

        Z mojego miejsca siedzenia uważam, że lepiej by było, gdyby sobie nie przypomniał – Ewie będzie wstyd, Adam może mieć pretensje, że został potraktowany niczym wibrator, Sebastian może poczuć się zawiedziony – w takich okolicznościach trudno będzie stworzyć silną, zwartą społeczność, a przecież jakby nie patrzeć mają pod opieką dwójkę dzieci. Zgadzam się z Ewą, że ta wiedza nikomu dobrze nie zrobi. A przynajmniej tak się wydaje, ale zarówno Autorka, jak i pozostałe postacie mogą to postrzegać zupełnie inaczej:)
        Kurczę, teraz będę w nerwach: wyda się, czy się nie wyda i jakby co, to co z tego wyniknie. W każdym bądź razie trzymam kciuki za Ewę i Sebastiana.

Napisz nam też coś :-)