Biała (XI)

with 2 komentarze

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiPublikowałam rano, ale mi wykasowało wpis.
Dodaję ponownie i mykam na plażę 😀 Na Instagramie cudne widoki, z jeszcze cudowniejszego miejsca 😀

Z przetransportowaniem Adama i Gammy, nie mieliśmy problemów. Posłusznie, jak dzieci wiedzione za rękę, poczłapali za nami do sypialni. Ułożyliśmy ich obok siebie i zapadliśmy w zadumę, stojąc w nogach łóżka. Wyglądali, jak para, z upozowanego zdjęcia.

- Rozbieramy ich? – Zadane przez Gabriela pytanie, wkurzyło mnie.

Nie chciałam, by jeszcze bardziej wyglądali, jak para kochanków. Adam był mój. Może było to zachowanie psa ogrodnika, ale nie chciałam go oddawać. Jeśli można o czymś takim w ogóle mówić. Gabriel myślał zdaje się podobnie. Nie ciągnął tematu. Obrócił się na pięcie, zgasił światło i czekał, bym podążyła za nim.
Z ociąganiem, poszłam w jego ślady. Jak skazaniec, na szubienicę. Miałam w głowie jeden obraz. Oddaję się Gabrielowi, bo tego oczekuje. Obiecałam mu siebie, w zamian za ratunek. On się wywiązał z układu, teraz moja kolej. Jak dziwka. Ciało, służące za zapłatę. Towarem wymiennym, było bezpieczne lokum i dostatnie życie. Wyjątkowo wygodne, biorąc pod uwagę okoliczności.
Miałam podzielić los, który był udziałem wielu kobiet, na przestrzeni wieków.
Dobrze, zrobię to. Taki był układ. Wyrzuty sumienia i moralność, zamknę w pudełku w głowie. Na pudełku będzie napis: „Poświęcenia po dniu apokalipsy. Dostosowawcze zachowania. Przetrwanie”.
Tak naprawdę, to było to bez znaczenia. Nie powinnam w ogóle myśleć w ten sposób. Liczył się fakt, że żyję. Ja, Adam i Oliwka. Reszta, była ceną za to.
Będę musiała poczynić więcej zmian w myśleniu. W końcu skończą się zapasy, będzie trzeba podjąć kroki, by nie głodować. By być zdrowym.
Szłam za Gabrielem, który ledwie powłóczył nogami. Przygotowanie do wyjazdu, sama ewakuacja z miasta, musiała kosztować go bardzo wiele.
Czy się dla mnie poświęcał? Po części tak.
Logika nakazywała jednak, bym zauważyła prawdę oczywistą. On pragnął towarzystwa człowieka, podobnego sobie. Seks miał być elementem podporządkowania mnie sobie, pokazania mi, gdzie moje miejsce.
Dostosuję się, ale nie będę mu podległa. Pokażę temu człowiekowi, że lepiej, by „wziął” mnie po dobroci. Bez nacisków, zmuszania, robienia ze mnie kurwy.

Przeszliśmy korytarzem, po trzech schodkach w górę. Drzwi na jego końcu, prowadziły do łazienki. Aż mnie zatkało, gdy weszłam do jej wnętrza. Pokój kąpielowy wielkości salonu, w mym rodzinnym domu. Wanna, w centrum pomieszczenia, prysznic w rogu. Oświetlenie było zbyt jasne. Osłoniłam dłonią oczy, robiąc z niej na czole daszek. Raziło mnie tylko przez chwilę.
Gabriel musiał poznać dobrze ten dom. Bez szukania włącznika i regulatora, przyciemnił oświetlenie, czyniąc je nastrojowym.
Stałam w drzwiach, przyglądając się jego ruchom. Przypominał mi robota, którego baterie są na wyczerpaniu. Oczy wpółprzymknięte, jakby spał i tylko lunatykował, wykonując poszczególne czynności. Odkręcił kran przy wannie, wcisnął przycisk na panelu bocznym. Wsypał coś ze słoja, który zdjął wcześniej z półki. Wlał płyn z flakonu, stojącego na podłodze.
Nazwanie wanną zbiornika, który wypełniał się wodą, byłoby delikatnym niedookreśleniem. Bardziej trafnym określeniem, był by raczej mały basenik. Wykonany ze stali nierdzewnej, z mnóstwem tryskaczy, które napełniały kadź wodą, pieniąc ją przy okazji. Wyprofilowanie, służyło zapewne podniesieniu komfortu, opierającej się o brzegi, osobom. Byłam pod wrażeniem.
Gabriel nie odzywał się. Przez chwilę stał przy brzegu wanny, wpatrując się w wiry wody i kłęby piany, tworzące się na powierzchni. W końcu jednym ruchem ściągnął koszulkę przez głowę. Drugim zrzucił spodnie na posadzkę i wyszedł z kupki materiału, która utworzyła się u jego stóp. Nie miał na sobie bielizny. Stał przede mną nagi. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu rozebrał się, usiadł na brzegu wanny, zanurzając stopy w wodzie.

- Brakowało mi tego – mruknął. – Dołącz do mnie.

Stałam w drzwiach, nie mogąc się ruszyć. Z jednej strony miałam ogromną ochotę, by skorzystać z tego daru cywilizacji.
Z drugiej jednak, włączyło mi się wewnętrzne oporowanie. No bo jak to tak?
On mi każe wejść do wanny, w wiadomym celu. Pewnie mam mu zrobić dobrze, no bo cóż by innego miał na myśli.
Z trzeciej strony, jeśli taka może istnieć, widziałam jego klejnoty, a te nawet w stanie spoczynku intrygowały rozmiarem. Siedział z rozszerzonymi udami, a pomiędzy nimi zwisał największy penis, jakiego dotąd oglądałam. Chłopak był wysoki i szczupły. Rozmiary jego sprzętu odznaczały się przez to kontrastowo wręcz. Gruby, długi, nazbyt okazały kutas.
Przełknęłam ślinę, nie potrafiłam odwrócić oczu.
Czy ja coś tak wielkiego pomieszczę w sobie? Czy kobieta jest aż tak rozciągliwa?
Musi być. W końcu rodzi dzieci.
Coś w tym widoku kusiło. Poczułam znajome łaskotanie w podbrzuszu. Dołączyła do niego suchość w gardle.

- Chodź. – Uniósł wzrok, przyłapując mnie na przyglądaniu mu się. – Nie będę cię dzisiaj napastował. Pierwszy raz chcę mieć bardziej świadomy. Tak, wiem, mam wielką pałę. Nie martw się jednak. Rozgrzeję cię tak, że wejdzie w ciebie, jak w masło.

Parsknęłam, maskując rozbawieniem, oburzenie jego słowami. Nie byłam oburzona. Może co najwyżej tym, że tak łatwo rozszyfrował moje myśli. Jego ordynarne słowa miały w sobie seksualny przekaz. Coś w rodzaju: „Nie bój mała, będziesz się dymiła. Wykopcę cię tak, że zawyjesz z rozkoszy”. No dobrze, tak to sobie interpretowałam. Gabriel jest widocznie prostolinijny. Mówi, co myśli, bierze, czego zapragnie.
Czy to źle? Czy jest taki od zawsze, czy od końca świata?
Odepchnęłam nadmiar myśli, wyrzuciłam z głowy analizowanie sytuacji.
Rozebrałam się równie szybko, co Gabriel. Nie patrzyłam już na niego. Nie chciałam się speszyć, gdyby okazało się, że obserwuje mnie równie uważnie, co ja jego przed momentem. Jak Gabriel przed chwilą, usiadłam na brzegu wanny i zanurzyłam stopy w pianie, której warstwa utworzyła się na powierzchni.

- Mam do ciebie tyle pytań. – Odważyłam się wreszcie spojrzeć mu w oczy.
- Daruj... – zaczął.
- Wiem, jesteś ledwie żywy – przerwałam mu.

Zsunął się do wody, usadowił po jednej stronie zbiornika. Uczyniłam to samo, układając ciało naprzeciw niego. Zabawnym było. Że nasze nogi przeplotły się tak, że teraz każde z nas miało jedną stopę między udami drugiego. Wystarczyłoby, bym wyprostowała nogę, przesunęła się odrobinę do przodu, by go dotknąć.
Gabriel oparł głowę na wgłębieniu brzegu wanny, przymknął powieki. Wyglądało, jakby usnął. Poziom wody przestał się podnosić i teraz już tylko bulgotało powietrze wyrzucane z dysz, masując skórę, dostarczając relaksujących doznań.
Nie odzywałam się. Obserwowałam go.
Delikatny zarost pokrywał brodę i skórę głowy. Wyglądał jak człowiek, który goli się co kilka dni. Podejrzewałam jednak, że odtwarzało mu się owłosienie, które stracił podczas chemioterapii. Musiało tak być, gdyż w okolicach intymnych i pod pachami był nieowłosiony.
Co wirus, który zabił tak dużą część populacji ludzkiej, zrobił z naszymi organizmami? Uleczył nas? Na to wyglądało.

Nie wytrzymałam bezruchu. Sam relaks, był w tym momencie niewystarczającym doznaniem. Rozsadzało mnie od środka. Nadszedł oto moment, bym to ja zainicjowała nasz pierwszy raz. Nie przez przymuszenie mnie, ale z własnej chęci. Zaintrygowanie jego ciałem, to jedno. Chciałam jednak go dotknąć. Pragnęłam jego świadomości równie mocno, co on mojej. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego faktu. Pragnęłam go, jako potwierdzenia własnej atrakcyjności.
Adam reagował odruchowo. Pobudzałam go, więc stawał się gotowy. Nie było w tym jednak udziału świadomości. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie.
Świadomość.

Przesunęłam stopę, prostując nogę. Kolano zniknęło pod pstrykającą bąbelkami pianą. Dotknęłam delikatnie wnętrze uda, badałam dalej. Dotarłam do miękkości, przesunęłam po niej palcami. W brzuchu skurczył się mięsień, zabolało nagłe podniecenie. Jakby mi ktoś wlał rozgrzane pożądanie w trzewia, podgrzał od środka. Masowałam powoli, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. Rozchylił lekko usta, nie otwierał jednak oczu. Reagował, twardniał. Wyczuwałam to palcami. Dołączyłam drugą stopę, obejmując go, masując w ten sposób. Nie wytrzymałam napięcia. Przeniosłam się w jego kierunku, wpasowując obok, przywierając plecami i pośladkami do brzegu niecki. Pragnęłam dotykać dłonią. To dawało więcej odczuć. Tak mogłam dokładniej zbadać grubość i gładkość, gotowego już dla mnie penisa. Przesuwałam palcami, obejmując trzon, a właściwie próbując. Nie byłam w stanie domknąć palców, nie stykały się. Był na to zbyt gruby.

- Jak ja za tym tęskniłem – mruknął, nie unosząc jednak powiek. – Nie przestawaj, proszę.
- Nie przestanę – odparłam. – Ale chcę więcej.
- To tak, jak ja.

Przerzuciłam nad nim udo dociskając podbrzusze, do czekającej na mnie twardości. Nie od razu jednak chciałam się na niego nadziać. Odwlekanie tego momentu, było równie podniecające. Ocierałam się, unosząc i opuszczając biodra.
Nie otwierał oczu, ale może tak było lepiej. Byłam dzięki temu odważniejsza, bardziej skupiona na doznaniach. Kilka ruchów dzieliło mnie od szczytu, ale nie chciałam kończyć bez niego. Zbyt podobne byłoby to do tego, co robiłam z Adamem. Chciałam przeżyć to z Gabrielem wspólnie. Wzajemne dawanie i branie siebie.
Uniosłam biodra, nakierowując na sterczącego penisa. Powoli obniżyłam się. Centymetr i przerwa. Znów odrobinę w dół i zatrzymanie. Czułam, jak się rozciągam w środku, dostosowując do jego grubości. Nie bolało, raczej unieruchamiało mnie. Znów kilka centymetrów w dół i zatrzymanie.

- Ewa – jęknął, zaciskając palce na moich biodrach. – Powoli, błagam.

Jęk, może błaganie, lub wzrok, który we mnie wbił, wciągały coraz mocniej w wir. Rozkosz, którą widziałam w rozszerzonych źrenicach, pociemniałe tęczówki i gardłowy dźwięk, który wydarł się z ust Gabriela, doprowadziły mnie do stanu, gdy namiętność wyłącza rozsądek. W miejsce myśli aktywuje szaleństwo namiętności. Opadłam, nadziewając się na niego do końca. Gabriel krzyknął, zaciskając powieki, wbijając boleśnie palce w biodra. Podobał mi się ten ból, był przyjemny. Dodatkowe doznanie.
Ruch w górę i kolejny w dół. Każdy, w akompaniamencie jego jęku. Było to coś, czego nie zaznałam z Adamem. Tak naprawdę, to Gabriel przeżywał seks mocniej, niż mój były chłopak. Czy to przeze mnie, czy może dlatego, że Gabriel wrócił do życia? Miał umrzeć, gdyż taki wyrok wydała choroba. Tymczasem zdrowiał i mógł smakować życie.
Chciałam przestać myśleć, wyłączyć mózg całkowicie.

- Zrób to ty – wyskamlałam prośbę.
Zrozumiał moje pragnienie. Tak, jak on, tak i ja potrzebowałam być wzięta. Jakby czekał na te słowa. Objął mnie w pasie, uniósł i posadził na brzegu wanny. Po zmęczeniu sprzed kilku minut, nie pozostał ani ślad. Wysunięcie się ze mnie, wywołało głód w ciele. Chciałam go mieć powrotem w sobie. Już, teraz, od razu, mocno.

- Połóż się – poprosił, naciskając na ramię, popychając mnie w kierunku posadzki.

Wykonałam polecenie, nie odrywając oczu od wzwodu. Nawet, gdy leżałam, a skóra pleców oswajała się z zimnem kafli podłogi, widziałam sterczący czubek penisa i dłoń Gabriela, którą objął go. Obniżył czubek, nakierowując go na mnie.
Nie wszedł od razu, lecz pocierał nim łechtaczkę, odwlekając moment. Jakby smakował tę chwilę, a może drażnił się ze mną.

- Gabriel... – zaskomlałam ponownie. – Proszę.

Drwiący uśmiech i przymrużenie oczu. Jakby chciał powiedzieć spojrzeniem, że przewidział mój samozapłon. Wiedział, że tak będzie. To, że będę go błagała.
Zarzucił sobie moje uda na ramiona i bardzo powoli naparł. Znów uczucie wypełniania i ucisk palców na udach. Czyżby obawiał się, że będę mu chciała uciec, że cofnę się, zmienię zdanie?
Gwałtowny ruch bioder, zacisnął mi powieki, rozchylił usta. Tak wiele doznań, przyjemności.

- Patrz na mnie – rozkazał. – Chcę widzieć, że na mnie patrzysz.

Z wielką trudnością skupiłam zamglone spojrzenie. Na twarzy, w końcu na ustach, z których wydobywał się jęk, przy każdym pchnięciu.

- Właśnie tak. – Gardłowy pomruk. – Nie zamykaj oczu.

Przyspieszył, przyciągał moje biodra do siebie. Uderzał w me wnętrze z coraz większą siłą, zawodząc mnie na skraj. Z tego miejsca nie było już odwrotu.

- Gabriel – zawyłam, wyginając ciało w łuk, zakrywając twarz dłońmi.

Zrzucił moje uda z ramion, pochylił się do przodu, odgarniając mi dłonie na boki głowy tak, by widzieć oczy.

- Patrz na mnie – prosił, zawisając nade mną, zaglądając w nie.

Objęłam go udami, ramionami przyciągnęłam do siebie. Pocałowałam rozchylone usta, wciskając w nie język. Całowałam po raz pierwszy, od tak dawna. Moje ciało nie uspokoiło się. Czułam, że tego pocałunku brakowało mi do spełnienia. Jego jęków i dyszenia w usta. Wydychanego przez niego powietrza, smaku ust i krzyku, tuż przed znieruchomieniem ciała.
Zaciskał palce na moich włosach. Oczy odmówiły mu posłuszeństwa. Biodra drżały, drżał na całym ciele.
Jeszcze jedno pchnięcie i opadł na mnie, nieruchomiejąc.
Oddechy uspokajały się powoli. Serce spowalniało rytm.
Oparł ramiona po bokach mojej głowy, uniósł się, zaglądał mi teraz w oczy. Uśmiech i jakieś trudne do określenia spojrzenie. Jakby nadzieja pomieszana z radością. Oczekiwanie ciągu dalszego. Lepszego jutra, ze mną przy boku. Tak go odczytywałam.

- Teraz, to już na pewno nie dojdę do łóżka – zaśmiał się i opadł na mnie. – Ty diablico.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Wsad
    | Odpowiedz

    Jestem pod dużym wrażeniem. Subtelnie opisany, ale ostry, delikatny acz mocny seks. C’est manifique. Co do opowiadań i odpowiedzi na mój poprzedni komentarz – trzymam za słowo.

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Będzie, będzie 😀
      W tak cudnych okolicznościach przyrody, trudno jest mi się skupić na hardkorze.
      Wrócę do pracy, to wtedy napiszę. Oczywiście z dedykacją dla Ciebie 😀
      A za kuńplemencik – dziękuję.
      Mrauuuu 😉

Napisz nam też coś :-)