Biała (XIV)

with 17 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiJak jeszcze raz powiem, że mam więcej czasu to proszę Was, kopnijcie mnie w dupę. Tak mocno, bym poszybowała w kosmos.
Ilekroć cieszę się głośno, że mam czas na pisanie dzieje się coś, bym go nie miała ani trochę.
Miłego czytania i końca wakacji.
Jeśli o mnie chodzi to cieszę się, bo znów wrócę do utartych schematów, regularności, cykliczności. Określona pora na spanie (dotyczy to szczególnie dzieci), wczesne pobudki.
Tak, tego mi trzeba 😀
Całusy :-*

Kolejne dni zaczęły zlewać mi się z sobą.
Wymieszanie wysiłku fizycznego podczas prac w ogrodzie i szklarni. W międzyczasie przetwarzanie owoców, które napełnione słonecznym sokiem spadały już z drzew, w niewielkim sadzie. Część z nich była nie do uratowania. Pękały pod wpływem upadku, siniały. I one miały swoje miejsce, w tym niewielkim ekosystemie. W rogu sadu, przy ogrodzeniu, za którym zaczynał się las, stał kompostownik. Każdy element tutejszego gospodarstwa, był mądrze pomyślany. Naturalnie potrzebny, doceniający zaistnienie danego elementu w przyrodzie.
Zapełnialiśmy przetworami półki, w piwnicznych pomieszczeniach. Marchewki układaliśmy, w wypełnionych piaskiem skrzyniach.
Wieczór, oznaczał koniec pracy. Był to czas odpoczynku, planowania prac na dzień kolejny.

Z kartką i ołówkiem w ręce usiadłam w ciszy podziemia. Musiała być tu klimatyzacja. Nie czułam wilgoci, ani stęchlizny. Zauważyłam w rogu pomieszczenia kocią kupkę. Chciałam ją sprzątnąć, nie zrobiłam tego jednak. Przypomniały mi się słowa babci.
Była świetnym ogrodnikiem. Kwiaty w babcinym, przydomowym ogrodzie kwitły przez cały sezon, krzewy owocowały. Trawników nie powstydziłoby się pole golfowe.
Pewnego razu wyszła przed dom, po czym posypał się grad przekleństw. Wybiegłam zaintrygowana na ganek. Babcia stała, pochylając się nad czymś. Podeszłam bliżej ciekawa, co tak rozzłościło spokojną zazwyczaj kobietę.
To był kopiec kreta. Niewielkie zwierzątko śmiało zniszczyć zieloną gładź trawnika. Zbeszcześcić efekt jej zabiegów.

- Kocia kupa – wycedziła babcia przez zaciśnięte zęby. – Znajdź i przynieś kupę.

Najpierw myślałam, że postradała rozum. Dopiero gdy znalazłam kocie odchody i przyniosłam je na łopatce, ta wytłumaczyła mi, w czym tkwi sekret. Wzięła koci „kupsztal” w palce i wepchnęła go w otwór na szczycie kopca.

- To stary i sprawdzony sposób – mówiła, nie zważając na smrodek, rozchodzący się wokoło. – Wystarczy, by kret poczuł odór, a już tutaj nie wróci. Teraz trzeba uklepać kopiec i po robocie. Krety i myszy wyczuwają, rozpoznają zapach swojego największego wroga, kota.

Pomyślałam, że i w tej piwnicy smród podziała odstraszająco na gryzonie. Widziałam mąkę, ułożoną w workach pod ścianą. Miałam zamiar nauczyć się pieczenia chleba. To nie mogło być trudne. Może znajdę jakiś poradnik, książkę kucharską. W domu, mama miała ich wiele. Najwięcej o pieczeniu ciasta. Lubiliśmy w trójkę pichcić. Tomek nie raz dostał po łapach za wyjadanie kremów, pchanie obślinionych paluchów do misek.
I wtedy naszła mnie myśl. Bolesna, ściskająca bólem żołądek. Coś, co tak długo udawało mi się zepchnąć w podświadomość. Myśli, na które nie byłam gotowa. One jednak wróciły. Niespodziewanie i podstępnie.
Pomyślałam o bracie. Tym, że nie mógł być tu teraz ze mną.
Dlaczego uciekł z mieszkania i dokąd? Co działo się w jego głowie i organizmie, gdy wirus mutował ludzi. Czy umarł, jak moja wredna siostra, czy żył, jako somnambuliczny krwiopijca.
Czy żył jeszcze?!

Siedziałam w piwnicy, a łzy płynęły mi po policzkach. Wielkie grochy smutku i złości na obecny stan rzeczy. Ja w tej całej sytuacji wygrałam. Było mi dobrze. Nie mogłam myśleć inaczej. Moi rodzice jednak i Tomek, oni przegrali. Nie żyli.

- Co robisz?

Aż podskoczyłam na taborecie, tak głęboko zakopałam się myślami, w przeszłym życiu.
Gabriel stał w progu, cały umorusany. Widać było, że walczył z pracami ogrodowymi, może porządkowymi na dworze.
Otarłam oczy, przyglądając mu się z bladym uśmiechem.
Pobyt tutaj, tych kilka dni zaledwie, zmieniły go. Zmieniały. Nabrał ciała, nie był już tak przeraźliwie chudy. Słońce przybrązowiło jego skórę, włosy na głowie coraz bardziej ciemniły czaszkę. Spokój na twarzy i w oczach.
Tak, stawał się innym człowiekiem i miałam w tym swój udział.

- Robię spis tego, co zgromadziliśmy na zimę. – Starałam się wlać choć odrobinę radości w głos. – Całkiem sporo tego. Jest szansa, że spokojnie przetrwamy do lata.
- I to nad zapasami płaczesz? – Nie dał się zwieść mojej udawanej wesołości.
- Nie - Otarłam nos wnętrzem dłoni. – Nad bratem. Chciałabym wiedzieć, co z nim.

Westchnął, wytarł dłonie w spodnie, jedną wyciągnął w moim kierunku.

- Chodź. – Kiwnął zapraszająco głową. – Czas na odkrycie przed tobą kolejnego sekretu tego domu.

Odłożyłam kartki i długopis na podłogę, chwyciłam jego dłoń, pozwoliłam się prowadzić.
Przeszliśmy wąskim korytarzykiem w głąb pomieszczeń piwnicznych.

- Tutaj jest kotłownia – objaśniał. – Awaryjna. Na wypadek, gdyby brakło drewna do opału w pomieszczeniach, a baterie słoneczne nie naładowałyby się dostatecznie. Tutaj natomiast – podprowadził mnie do szarych, metalowych drzwi – jest coś, o czym dowiedziałem się w wielkiej tajemnicy. – Wstukał w klawisze bocznego panelu kod. Drzwi ustąpiły z cichym warkotem zamka elektrycznego. – Oto zbiór i oczko w głowie poprzednich właścicieli. Piwniczka z trunkami. Wina i mocniejsze alkohole. Przywozili je sukcesywnie z podróży zagranicznych. Część z tego, to wyrób własny pani Agnieszki. Myślę, że powinniśmy odkorkować którąś z butelek i uraczyć się, rozluźnić.

Powoli, przepełniona uczuciem pietyzmu, przestąpiłam próg piwniczki. Panował półmrok, ciszę zakłócał cichy szum wentylatorów.

- Wejdź. – Pchnął mnie delikatnie. – Urządzenia utrzymują odpowiedni mikroklimat. Niektóre z tych butelek są bardzo cenne. Nie wiem tylko, które z nich.
- To chyba nie ma teraz zbytniego znaczenia. – Rozglądałam się dokoła. – Pieniądze straciły raczej swoją wartość. Banki, to bunkry z bezwartościowymi kosztownościami. Więcej warte jest jedzenie. Powinniśmy pozwozić trochę z marketów, nie uważasz?
- Przestań teraz planować. – Drzwi zamknęły się za nami, z głuchym szczęknięciem zapadki zamka. – Napijmy się.
- Tutaj? – Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Tutaj. – Zdjął umorusane ziemią buty, po chwili spodnie. Został w samej koszulce.
- Lubisz się przede mną obnażać? – Patrzyłam na jego podbrzusze. Podobał mi się ten widok. Nagość Gabriela sprawiała mi przyjemność.
- Lubię twój zachłanny wzrok. – Usiadł po turecku na podłodze. Sięgnął po pierwszą z brzegu butelkę. Ze skrzynki, stojącej w zasięgu ręki wyciągnął pudełko, a z niego dwa kieliszki i korkociąg.
- Ten dom nie ma przed tobą tajemnic – stwierdziłam, sadowiąc się naprzeciw.
- Spędziłem w nim prawie całe dzieciństwo. – Wbił spiralny drut w korek, wkręcił go powoli. – W tej piwniczce upiłem się po raz pierwszy. – Uśmiech złagodził oczy, rozpogodził twarz. – Rzygałem, jak kot. Obaj rzygaliśmy. I wiesz co?
- Co?
- Pani Agnieszka nie miała do nas nawet pretensji. – Zatopił się we wspomnieniach. Dłoń z korkociągiem znieruchomiała. Oczy patrzyły w przestrzeń ponad moim ramieniem. – Jeszcze nam ziółka podała i stwierdziła, że lepiej, że inicjację alkoholową zaliczyliśmy w domu rodzinnym, niż na jakiejś imprezie, bez nadzoru.

Znów dławiąca mnie obręcz zacisnęła się na gardle.
Mój pierwszy raz z alkoholem i związane z tym wspomnienia. Tomek, trzymający mi miskę pod brodą. Tomek, mój brat.

- Pij. – Podstawił mi, wypełniony do połowy kieliszek, pod nos. – Za życie.
- Za spotkania. – Uniosłam szkło, w geście toastu. – Za ciąg dalszy.

Nie wiem, kiedy osuszyliśmy pierwszą butelkę. Piłam wino, opowiadając mu o sobie, o rodzinie. Rozluźniłam się, ciało ogarniał spokój. Znalazłam się oto w momencie życia, gdy do szczęścia nie potrzebowałam niczego poza tym, co dane mi było otrzymać.
Nie powinnam była tego pomyśleć. Nie powinnam była pozwolić dojść takiej myśli do świadomości. Nie raz przekonałam się, że gdy napawam się swoim szczęściem, los rzuca mi pod nogi kłodę. Tak dla odmiany. Pstryczek w nos, przy użyciu kilofa.

- Rozbierz się, mała. - Odstawił kieliszek na podłogę, zdjął koszulkę. Siedział nagi, oparty o ścianę.
- Czy ty nie masz dosyć seksu? – zaśmiałam się. Język trochę mi się plątał.
- A ty masz? – Brwi uniosły mu się w zdziwieniu. – Ewka! – Pochylił się ku mnie, nogi zaplótł w siadzie skrzyżnym. – Mieliśmy umrzeć. Miałem nigdy nie poznać seksu. Byłem w takim stanie, że już mi nawet nie stawał! – Był wzburzony, mówił z przejęciem. – Jedno zdarzenie zabiło wszystkich, pewnie z niewieloma wyjątkami. Dostałem drugie życie. Mam się zastanawiać, planować kolejny seks z tobą? Skąd wiesz, ile nam zostało czasu? Może zdrowiejemy, a może to tylko odwleczony w czasie wyrok.
- Zdrowiejemy! – odparłam z przekonaniem. – Wiem to i czuję! Nawet tak nie myśl! – Wycelowałam w niego palec. – Znaczy o umieraniu – poprawiłam się.
- A chodź tutaj.

Wyciągnął po mnie dłonie, zagarnął, jak własność. Pozbawił mnie ubrania w kilku ruchach. Tyle samo czasu zajęło mu podniecenie się, doprowadzenie do stanu gotowości. Nawet siebie nie dotknął. Po prostu widziałam, jak sztywnieje, celując we mnie czubkiem coraz bardziej nabrzmiałego penisa.
Nie oporowałam, zafascynował mnie ten przyspieszony proces. Fascynował mnie Gabriel. Nie poznałam dotąd nikogo tak otwartego na życie i to, co mu ono przynosi. On nie czerpał pełnymi garściami. Wciągał radośnie i zachłannie każdą chwilę, niczym tornado. Tak jak ono, cieszył się przyjemnościami, ale i zwyczajnymi czynnościami, jak na przykład prace wokół domostwa, czy wspólne spożywanie posiłków. Najmocniejsze reakcje widziałam jednak w momentach, gdy brał mnie w posiadanie, jak teraz.
Nie zadawał zbędnych pytań by dowiedzieć się, czy chcę się kochać. Może po prostu poznał mnie już na tyle. Wśliznął się we mnie palcem, w ten sposób badając moją gotowość. Po chwili poczułam gorący kształt, wciskający się we mnie powoli.

- Jaka ty ciasna jesteś – mruknął mi w usta. – I mokra. Lubisz tak?

Wszedł na kilka centymetrów i cofnął się. Pocierał sobą łechtaczkę. Rozsmarowywał na mnie moje własne soki.

- A może wolisz tak? – Mocne pchnięcie i kolejne.
- Lubię wszystko, co robisz – jęknęłam. – Teraz chcę być na górze.

Przetoczył mnie na siebie, oddał się w moje ręce, ciało. Rozrzucił ramiona na boki, zamarł w bezruchu i tylko pierś unosiła się w przyspieszonym oddechu.
Miałam przejąć inicjatywę, robić to, czego chciałam. Nie z nieprzytomnym prawie facetem.
Przypomniał mi się Adam i seks z nim. Trochę podobieństw. Na szczęście niewiele.
Gabriel obserwował mnie spod wpółprzymkniętych powiek. Nie uśmiechał się. Usta miał rozchylone. Czekał.
Pochyliłam się do przodu, opierając mu dłonie na barkach, zaglądając w oczy. Wiedziałam, że to lubił. Dzięki temu czuł, że żyje. Żyjemy oboje.
Przesunęłam biodra w przód, nabijając się na niego do końca. Powolny ruch w tył i powolny z powrotem. Każdy następny szybszy i nakierowany na własną przyjemność. Pochyliłam się jeszcze bardziej wprzód czując, że w tej pozycji ocieram się o niego nie tylko wnętrzem, ale i nadwrażliwą łechtaczką, o jego podbrzusze. Kołysanie przeszło w galop. Gwałtowny, mlaszczący naszymi sokami. Zderzającymi się śliskimi częściami. Galop ku słońcu w żarze, od którego brakowało płucom tlenu. Usta rozchylały się, by wessać w ciało więcej powietrza. Bezskutecznie, wciąż mało. W końcu błysk w umyśle i skurcz w reszcie ciała. Znieruchomienie, niczym zastygnięcie lawy, gdy wpada ona do lodowatej wody. Jak ciekły metal, który ktoś wlał do naczynia z zimnym płynem. Istniała jednak pewna różnica – metal nie drżałby, nie pulsował, jak ja w tym momencie.
Opadłam na niego czując, jak mocno zaciskam się wnętrzem na penisie. Nie doszedł, lecz nie byłam w stanie doprowadzić go na szczyt. Zbyt wiele wysiłku kosztował mnie orgazm. Pierwszy tak dojmujący, rozbijający mnie na atomy. Obezwładniający i osłabiający, ale i dojrzały. Tak mi się przynajmniej wydawało.

- Teraz ja – szepnął mi w ucho, przetaczając się na mnie. – Też tak chcę.

***

- Zadupczysz mnie na śmierć – mruknęłam sennie, gładząc jego pierś.

Oddychał spokojnie, ja wsłuchiwałam się w rytmiczne uderzenia serca Gabriela. Wkomponowana ramieniem w jego pachę, głową w zagłębienie szyi, z udem zarzuconym na jego nogi.

- Nie na śmierć. – Głos senny, leniwy, niewyraźny. Miód wypełniający głowy, sklejał słowa, łącząc wypowiadane spółgłoski z głoskami. – Na śmierć i życie.
- Ładnie powiedziane. – Zadumałam się nad jego stwierdzeniem, okręcając sobie wokół palca wskazującego nieliczne włoski, rosnące mu na piersi.
- Łaskoczesz. – Zamknął palce dłoni na mojej, unieruchamiając ją.
- Po co ci ten plaster? – Znów miał świeży opatrunek na przegubie ręki. Zaniepokoiłam się. – Nie chce się goić?
- Wszystko dobrze. – Cofnął dłoń. – Założyłem, bo pracuję przy ziemi. Nie chcę złapać jakiegoś paskudztwa.

Czułam, że kłamie, a przynajmniej nie mówi mi całej prawdy. Chciałam dopytać, pociągnąć za język, może nawet zerwać mu plaster siłą.
Znalazłabym siłę, mimo rozleniwienia po seksie.
Nie zdążyłam.
Walenie do drzwi poderwało mnie do siadu. Poderwało nas oboje.

- Co się stało? – krzyknęłam przez drzwi, naciągając równocześnie spodenki na uda.
- Ktoś jest na dworze! – Piskliwy głos Oliwki.
- Kto? – Gabriel ubierał się również. – Pies?
- Człowiek! – Słychać było, że mała jest wystraszona. – Ale nie wiem, czy to kobieta, czy mężczyzna.

Znalazłam się oto w momencie życia, gdy do szczęścia nie potrzebowałam niczego poza tym, co dane mi było otrzymać?
Czemuż pozwoliłam sobie tak pomyśleć?
Durna ja...

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. AG_ucha
    | Odpowiedz

    Jeżeli to będzie siostra jego kumpla, ta w której był zakochany to chyba padne 😉
    Takie pierwsze skojarzenie 🙂
    Część zakończona w takim momencie że będę teraz myśleć kto, jak i skąd oraz z niecierpliwością czekać na ciąg dalszy 😀

  2. Risande
    | Odpowiedz

    Cudo 😀
    A może to będzie kumpel Gabriela, lub inny samiec, i Gabriel będzie miał konkurencję, a Ewa zabawę… 😀 w dodatku jakby był myśliwym… ach:D pożyjemy, zobaczymy 😀

  3. Wsad
    | Odpowiedz

    Fajne. Ale wciąż czekam na swoje opowiadanko. Kibicuję Ci i wierzę, że z nim pójdzie Ci lepiej niż siatkarzom albo piłkarzom ręcznym

  4. Alicja K.
    | Odpowiedz

    A ja tak myślę, że mogłabyś napisać w końcu coś,co nie będzie mi się podobać… Tak ciągle chwalę i wielbię… Monotonnie w tych moich komentarzach się zrobiło 😉
    Bo co ja mogę znowu napisać?
    -JESZCZE 😀

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Nie, no co Ty. Po co mam pisać coś, co z założenia będzie do kitu?
      Wiem, że sporo muszę się nauczyć, ale dzięki Wam i temu miejscu ciśnie mnie do rozwoju.
      Przecież o to chodzi. Ja robię coś, co daję satysfakcję mi i Wam. Nie?
      Bo mi to daje bardzo dużo, nie ma co ukrywać. Szukanie historii z których każda jest inna od poprzednich.
      Wiesz, najgorsze w harlequinach z lat dorastania było to, że większość była na jedno kopyto. Przystojni faceci, dziewice, pitu pitu i żyli długo i szczęśliwie. Pracuję z ludźmi, dużo rozmawiam, obserwuję i widzę, że w życiu każdego jest coś “ciemnego”. Jakiś trup w szafie. Przez to nie umiem pisać landrynkowo i wolę już wampiry i inne fantastyczne stwory, niż absolutnie szczęśliwych i pięknych ludzi.
      No to się rozpisałam 😀

      • Alicja K.
        |

        No i za to między innymi uwielbiam to co piszesz! Że nie zawsze jest słodko i cukierkowo 😉 Właśnie… Nie planujesz czasem jakichś mrocznych, mega przystojnych demonów? 😉 Ostatnio chodzi za mną fantastyka w tym rodzaju 😉 poczytałabym 🙂

      • Alicja K.
        |

        A co do harlquinów,to przeczytałem w swoim życiu trzy. Na trzeciego skusiłam się licząc na “coś innego”… Więcej nie dałam rady. Mdliło mnie 😉

      • Alicja K.
        |

        *”przeczytałam”miało być 😀

      • mikakamaka-old.guff.pl
        |

        Proszę u Babeczki w tym temacie 😀
        http://babeczkarnia.blogspot.com/2016/04/uwikani-i.html

      • Alicja K.
        |

        U Was dwóch jestem codziennym gościem, wręcz namolnym 😉 jeszcze czekam cierpliwie aż Anna Valetta do nas wróci 🙂 nie raz nie mając czasu w ciągu dnia na czytanie,zarywam noce żeby być na bieżąco 🙂 już dawno powiedziałam że Jesteście moim nałogiem 😉 Ale nie zamierzam się z niego leczyć 😉

  5. PikkuMyy
    | Odpowiedz

    Dopiero niedawno zabrałam się za czytanie Białej, bo jakoś nie mogłam się do niej przekonać i cały czas liczyłam, że dodasz chociaż malutki fragment “Po drugiej stronie lustra”. Pierwsze części mnie nie zachwycały. Jednak z biegiem akcji coraz bardziej wkręcałam się w ten post-apokaliptyczny świat i w tym momencie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, po przeczytaniu wszystkich części, że moja początkowa niechęć rozpłynęła się gdzieś w czasie i przestrzeni, a teraz nie mogę doczekać się dalszych losów bohaterów 🙂 Jestem ciekawa co za nowego gracza wprowadzasz na arenę 🙂 Nurtuje mnie jednak mała, nieistotna w sumie kwestia, co z Gammą i Adamem?

    A tak poza tym, to uwielbiam tą bezpośredniość i prostolinijność Gabriela 🙂 Ewka też jest niczego sobie, ale to zdecydowanie Gabriel w tym utworze skradł moje serce <3 i może dzięki niemu przekonałam się do "Białej"?
    Dziękuję, że jesteś i tworzysz 🙂 Życzę weny 🙂

    Aaa, jeszcze jedno pytanko. Zauważyłam, że wycofałaś "Nowe", masz może względem niego jakieś plany?
    Buziaki :*

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      O “Nowe” na razie cicho sza 😀 Niedługo odpowiem na to pytanie.
      Adam i Gamma? Nie martw się o nich. Już wkrótce wątek z ich udziałem. Nie są nieistotni. Zapewniam Cię 😀
      “Po drugiej stronie lustra” zdechło, czyli musi poczekać, by nie wyszedł pasztet 😀

      Doszłam do wniosku, że doprowadzę “Białą” do końca i dopiero wrócę do poprzednich tytułów. Chyba, że i “Biała” zdechnie nagle 😀 Nie wydaje mi się jednak.
      Co do Gabriela, to nie planowałam go. Miał być Adam i Ewa. A tu nagle Gabriel wyskoczył, niczym Filip z konopi 😀

      • PikkuMyy
        |

        I chwała Gabrielowi za to, że postanowił zaistnieć w tej historii 🙂
        Pozostaje mi cierpliwie czekać na dalszy rozwój wydarzeń 🙂

        Jak również czekać na dalsze losy Leo i Sławka, jakoś muszę wytrzymać, choć z trudem bo strasznie spodobała mi się ta historia, ale cieszę się, że nie próbujesz ciągnąć jej na siłę. Czasem pomysł musi dojrzeć, żeby wyjść na światło dzienne 🙂

        Tymczasem pozostaje mi cieszyć się tym co publikujesz 🙂

      • mikakamaka-old.guff.pl
        |

        Jutro (oby) białaska 😀
        Może tym razem nie zapeszę 😀

Napisz nam też coś :-)