Biała (XV)

with 11 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiPłynie sobie ta bajka płynie. Akcja się toczy, zmienia.
Zdaje się nadeszła pora, by dodać w niej więcej cienia 😀
Mam tak, jak Ewka. Gdy pomyślę, że mam więcej czasu, lub choćby ucieszę się poukładaniem wszystkiego, to dostaję pstryczka w nos przy pomocy kilofa.
Wczoraj oczywiście też.
Ta część miała być w czwartek, ale wyskoczyła mi nagle nastogodzinna zmiana w pełnym ruchu, w lokalu. O ósmej trzydzieści dowiedziałam się, że mam być na dziewiątą w pracy.
Cóż, samo życie 😀 Dobrze, że lubię to, co robię.
Postałam sobie przy grillu, porobiłam desery i kawy, drinkami raczyłam ludzi. Sprzątałam, zmywałam. Zwykłe czynności.
Wracając do domu miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze dopisać ostatnie zdania, sprawdzić teks, dodać i opublikować. Zmieniłam zdanie w momencie, gdy usiadłam z kompem na kolanach. Oczywiście w łóżku. Biurko pozostaje wciąż w sferze marzeń 😀
Usiadłam i spłynęła na mnie senność.
Lubię, gdy dodawane przeze mnie teksty są dopracowane (przynajmniej w miarę moich umiejętności), bez błędów (zawsze się jakieś ostaną). Wiedziałam, że jeśli skończę i dodam na siłę, to nie będzie on taki, jakbym chciała. Jak Wy lubicie.
Miłego czytania dziś, z całusami z wczoraj. 😉

Czasami intuicja mówiła mi, że nadciągają zmiany. Wewnętrzne przekonanie, jakby cisnące żołądek, ugniatające płuca. Fizyczna reakcja na coś, co zachodziło w umyśle.
Teraz było dokładnie tak. Wino podeszło mi do gardła, płuca ograniczyły dopływ powietrza. Zablokowałam się, oddychając płytko. Dłoń docisnęłam do brzucha, włoski na przedramionach uniosły się. Sam instynkt!

- Cholera. – Mocowałam się z zapięciem stanika. Zmusiłam ciało do motorycznej reakcji. – Kto to może być?
- Jeśli ktoś obcy, to przegonimy go chyba, że będzie miał pokojowe zamiary. – Gabriel zapinał spodnie, założył koszulkę. – Prawdę mówiąc, nie chcę obcych w naszym domu. Za dobrze mi w obecnym układzie. Po co to zmieniać? Nigdy nie czułem się tak spełniony, jak tutaj z tobą.

To było jego pierwsze, tak osobiste wyznanie. Nasz dom? Pięknie brzmiało.
Nie patrzył mi w oczy, nie mówił o głębszych uczuciach. Wiedziałam jednak, że jest szczery. Ucieszyłam się ostrożnie, lecz intuicja kopnęła mnie od wewnątrz w żołądek. Skuteczne osłabienie radości, spowodowanej jego słowami. Nie było też ani słowa o uczuciu. Po prostu dobrze mu i tyle. Czy to wiele?

Coś się zmienia – pomyślałam. – Idą zmiany. Nie chcę zmian. Oboje ich nie chcemy. Coś się zmienia i to jest złe.

- Chodźmy. – Naparł na drzwi, wpuścił ciepłe powietrze do środka niewielkiego pomieszczenia, wypełnionego butelkami z alkoholem. – Prowadź, maluch – uśmiechnął się do Oliwki.

Ta druga nie zwróciła nawet uwagi na określenie jej mianem malucha. Nie lubiła zdrobnień ani niczego, co stawiało jej status poniżej powagi dorosłych. Teraz drobiła kroczki, idąc przed nami. Nie wyrwała, niczym pies myśliwski do przodu, jak to miała w zwyczaju. Czuła się niepewnie. Bała się.

Coś się zmienia – szepnęło mi w głowie. – Idą zmiany. Złe zmiany.

Gabriel nie zaprzątał sobie głowy zerkaniem przez okna, wyglądaniem przez nie, w celu znalezienia intruza. Skierował się ku drzwiom wyjściowym z garażu, chwytając po drodze motykę. Marna to obrona, ale zawsze jakaś. Choćby działanie na psychikę, odstraszenie, zakomunikowanie gotowości do agresji.
Poruszał się, jak drapieżnik. Ramiona usztywnione, głowa wysunięta lekko do przodu, ręce również. W prawej dłoni narzędzie ogrodowe, lewa zaciśnięta w pięść.
Uchylił drzwi, wyjrzał przez nie, zamarł w bezruchu. Czekaliśmy. Nie odzywałam się. Był skoncentrowany, ja przestraszona. Oliwka została w kuchni, tam czuła się bezpieczniej. Złudne bezpieczeństwo to było. Stałam tak blisko jego pleców, że prawie dotykałam ich piersiami. Mogłabym wdrapać się w tej chwili na niego. Nie wiedziałam tylko, czy dla lepszej widoczności, czy w celach ochronnych.
Wyszedł powoli, ja w ślad za nim. Przemieszczaliśmy się bezszelestnie, ostrożnie.

- Kto tu jest?! – krzyknął Gabriel, a ja w ślad za nim. Niczym echo tyle, że ze strachu, odruchowo. – Wyjdź, albo strzelę.

Miałam ochotę, uderzyć go za to. Milczałam jednak, zastygła w bezruchu, zaciskając nerwowo szczęki, oddychając płytko. Musiałam przyznać, że blef Gabriela był sprytny. Nie wiem, jak długo trwaliśmy tak, niczym dwie figury woskowe. Już po chwili, może kilku, w czasie których mózg mój rejestrował każdy detal otoczenia bardzo szczegółowo, krzewy po naszej prawej zaszeleściły listowiem, gałęzie rozhuśtały się i wyjrzała z nich dziewczyna. Drobna, przygarbiona, przerażona, ale i ucieszona. Najbardziej skondensowała się radość i ta umiejscowiła się w oczach. Wszystkie te uczucia, a właściwie ich miks widziałam na jej bladej twarzy. Właściwie to twarzyczce, tak była niewielka. Mierzyła może z metr pięćdziesiąt. Duże oczy, powiększone pewnie dodatkowo strachem, emocjami wywołanymi spotkaniem z nami. Niewielki nos i malutkie usta. Różowy punkt poniżej dziurek nosa. Śliczny, filigranowy, kontrastowo egzotyczny. Usta, niczym malina. Dojrzała, soczysta, odznaczająca się różowością, na tle bladości skóry. Jedynym odznaczającym się elementem tej kruszynki, był biust. Nieproporcjonalnie duży, jak u Gabriela penis.

O czym ja do cholery myślę?! – Aż potrząsnęłam głową, by pozbyć się natrętnego obrazu, który zagościł w mojej głowie. Ona na plecach i on posuwający jej piersi. – Cholera, jestem nienormalna.

- Gabriel.

Nie usłyszałam jej głosu, wyczytałam to słowo ze spowolnionego ruchu warg.
Znała go?! Musiała! Pewnie mieszkała w okolicy, może nawet bawili się razem w dzieciństwie.
Próbowałam okłamać własną podświadomość. Dobrze wiedziałam, kim była dziewczyna.
Jego PIERWSZA MIŁOŚĆ. Ta, o której mówił mimochodem.

Jesteś zbędna – szeptała złośliwa franca – podświadomość. – Wróciła pani tego domostwa. On tutaj też jest u siebie. Adam i Gamma się nie liczą. Oliwka jest dzieckiem. Ty będziesz zawadą. Nie jesteś tak atrakcyjna, jak ta cycata. Przygotuj się na zmiany. Idą zmiany – złe zmiany. Złe dla ciebie.

Odsunęłam się krok w tył, objęłam ramionami. Wino znów podeszło mi do gardła. Tym razem żółcią, goryczą rozczarowania. Gabriel tymczasem wyprostował się, ramiona mu opadły, motyka – narzędzie obrony, wysunęła się spomiędzy palców.

- Gabriel! – pisnęła, niczym dziecko i w kilku susach pokonała dzielącą ich odległość. – Gabek!

Podskoczyła, zarzuciła mu ramiona na szyję i przytuliła się ufnie do jego piersi.

Jestem intruzem. Musiałam to przed sobą przyznać. Tak właśnie się czułam.
Łączył mnie z Gabrielem seks, było nam dobrze.
Co łączyło tych dwoje?
Wspólna przeszłość z czasów, gdy wszystko było normalne, gdy Matka Ziemia należała do ludzi. Teraz człowiek był zagrożonym gatunkiem, Wszystko się zmieniło.
Wspomnienia dzieciństwa pewnie, jak i wspólnego dorastania. Wszystko obudowane normalnością i tym, czego teraz nie ma już. Dojrzewanie w otoczeniu innych ludzi. Nie zarażonych, nie zmienionych w warzywa.
Kolejnym kaktusem kłującym mnie w mózg myślą była świadomość że to, co połączyło mnie i Gabriela, było wynikiem osamotnienia. Brak konkurencji, ponieważ cała potencjalna kobieca część populacji wymarła. Zgniła i się rozpadła, bądź zamarła w bezruchu, niczym figura z lodu.
Może nie cała, ale większość większości. Reszta była gdzieś tam, w odległej odległości.
Gabriel nie miał wyboru. Ja jedyna jawiłam mu się na horyzoncie świadomością reakcji. Skorzystał ze mnie w obawie przed tym, że umrze jako prawiczek. Z odpowiednikiem gumowej lalki, w postaci Gammy, nie mógł nabrać doświadczenia, stać się pełnoprawnym mężczyzną, poczuć się nim.
Pełnoprawny... jak bardzo straciło to słowo sens.
Wiele myśli przepływało mi przez umysł.
Jena to ta, że wygląd jego PIERWSZEJ MIŁOŚCI tak bardzo różni się od Gammy. Byłam wręcz pewna, że wybrał ją z spośród dziewczyn dla tego, że przypominała mu osobę, w której się zauroczył.
Pudło.
Druga, że to drobne blond dziewczątko, które tak ufnie lgnęło do Gabriela, było nad wyraz urocze i wdzięczne. Emanowało kobiecością, kruchością, budziło instynkt chronienia czegoś bezbronnego i delikatnego.
Trzecia, że taka drobina nie pomieści w sobie ogromnego fiuta mojego kochanka.
Mój kochanek! Tak! Tym z pewnością był Gabriel!
Był moim kochankiem, a w obecnej rzeczywistości takie więzy powinny liczyć się najmocniej szczególnie, gdy seks smakuje z drugą połówką, aż tak nieziemsko i soczyście.

Okłamuj się, durna – szeptało mi jadowicie w głowie. – Z tą filigranową kobietką, seks może mieć jeszcze lepszy. Będzie nią wywijał, obracał sobie na fiucie. Z takim biustem nie mogą się równać twoje... Jak je nazwiesz? Przecież nie melony. Ona może mu swoimi zrobić dobrze. Ty raczej nie.

Szczelniej i ciaśniej objęłam się ramionami. Ze spuszczoną głową, spod byka, obserwowałam tych dwoje. Jej ramiona ufnie obejmujące Gabriela w pasie i jego z początku martwe dłonie, które zwisały po bokach ciała. Musiał być zszokowany spotkaniem, lecz szybko mijał ów stan. Objął ją również i przytulił. Oparł brodę na czubku jej głowy, pochylając się do przodu. Zamknął oczy i tak trwali. W milczeniu, z błogością malującą się na twarzach. W ciszy naładowanej intymnością.
Nie mogłam stać i patrzeć. Czułam się jak podglądacz. Nie powinnam uczestniczyć w ich spotkaniu, ale wyszło, jak wyszło. Musiałam się wycofać.
Postąpiłam krok do tyłu, później kolejny. Coś pod moją stopą zaszeleściło, ja zaklęłam w duchu.
Chciałam wycofać się rakiem, opuścić ten słodki obrazek. Zniknąć bezgłośnie. Oddalić się i ukryć.
Po co? By kląć głośno, zamknąć się w jakimś pomieszczeniu i zło życzyć tej blond piździe. Wściekać się na to, że nie umarła z innymi. Przeżyła, by swoim pojawieniem się zetrzeć śliczny obrazek, który z Gabrielem utworzyliśmy.
Gabek.. ja jebię! Jak można mówić tak do mężczyzny? Przecież to poniżające zdrobnienie pasuje do chomika, może kanarka!
Odwróciłam się na pięcie, gotowa opuścić tę miłosną pocztówkę.

- Ewa. – Zachrypły męski głos.

Zachrypły ze wzruszenia, czy podniecenia?
Kurwa! – zaklęłam w duchu. – Tak? – wyartykułowałam na głos.

- To Asia...
- Cześć, Asia.

Przerwałam mu, unosząc dłoń. Pomachałam nią obojgu, przyoblekając twarz w pogodny uśmiech. Wiedziałam, że ta pozorna wesołość nie dotarła do moich oczu. Nie miała prawa. Oczy zawsze wyrażały prawdziwe emocje. Obecny stan emocji był rozedrgany, niczym uszkodzony rdzeń elektrowni atomowej. Tylko chwila dzieliła mnie od wybuchu. Podejdę do nich, podniosę z trawy motykę i umieszczę ją w czaszce cycatej. Będę przyglądała się strugom krwi, spływającym po blond włoskach, sunących po skórze w dół. Zlepią jasne pasma, oszpecą tę anielską urodę.
Wyciągnę metal motyki z kości jej głowy i zobaczę, jak padając na trawnik okrasza trawę czerwienią. Oczy umkną w oczodołach, odwracając się w głąb czaszki. Usta rozchylą się, wydychając ostatnie oddechy.
Musiałam umykać. Źle działo mi się w głowie. Nawet suka - siostra nie wzbudziła we mnie tak złych myśli.

- Wy powspominajcie, a pójdę sprawdzić, co tam z Adasiem i Gammą.

Moje ruchy były zbyt nerwowe, powierzchowność nadmiernie radosna. Nie chciałam jednak zapoznania z tą słodką lalunią. Nie byłam gotowa na reakcje Gabriela w stosunku do niej.
Musiałam uciec, odizolować się. Najlepszym miejscem była sypialnia z naszymi seks lalkami – Adamem i Gammą.
Cholera, jak Gamma mogła mieć na imię?

- Zobaczymy się później. – Krok po kroku w tył, z nadzieją na brak przeszkód po drodze. – Widzimy się w kuchni. Coś sobie ugotujemy, pogadamy.

Po tych słowach odwróciłam się na pięcie i nie czekając na ich reakcję, skierowałam kroki ku garażowi. Musiałam umknąć, zniknąć im z oczu. Przestać czuć wzrok na karku i plecach. Nieważne, które z nich patrzyło. Spojrzenie paliło, więc musiałam się schować.

- I co? – W kuchni dopadła mnie Oliwka.

Ogromne oczyska, wybałuszone strachem i oczekiwaniem. Usteczka ułożone w dziubek, a właściwie w kółeczko, w miejscu ust. Dłonie zaciśnięte w piąstki, przyciśnięte do brzucha.
Cała poza wyrażała jedno – oczekiwanie i napięcie. Nie strach, bo przecież wróciłam.

Zmiany. – Znów zaszeptało mi w głowie. – Ona czeka na zmiany. Te zmiany będą dobre, ale nie dla ciebie.

- Wszystko ok – skłamałam. – To stara znajoma. Idź się przywitać. Ja sprawdzę nasze dorosłe dzieci. Adama i Gammę – dodałam widząc, że Oliwka nie rozumie przenośni. – Idź. Ucieszą się.

Jakby czekała na takie właśnie słowa. Bryknęła, niczym młode koźlę, po czym pognała, a pies za nią.
No tak, nawet dla psa ta dziunia, będzie bardziej znajoma, niż ja.

Potrzebowałam spokoju, chciałam się również wygadać komuś. Kobietą jestem, pomaga mi wyartykułowanie myśli. Poszłam do sypialni Adama i Gammy zastanawiając się równocześnie, gdzie będzie spała nowoprzybyła. Czy zostanę wyekspediowana z pokoju zajmowanego przeze mnie i Gabriela do innej sypialni, by zatrzeć efekt bycia z nim parą?
Raczej nie. On taki nie jest. Tak mi się wydaje.
Z drugiej strony zaledwie go poznałam. Zaznajomiłam się z ciałem, ale dusza pozostawała zagadką.
Oparłam się ciężko o drzwi, przyglądając się spokojowi pary leżącej na łóżku.

- Nawet wy jesteście tu bardziej na miejscu, niż ja – westchnęłam, czując zdradzieckie pieczenie pod powiekami. Nie chciałam płakać. Od dawna nie pozwalałam sobie na ten luksus. – Och, Adamie. – Znów rozdzierające westchnienie. Co najmniej, jak aktorka filmu niemego z tym wyjątkiem, że niema nie byłam. – Co by było, gdybym cię wtedy nie znalazła? Po co cię ciągnęłam za sobą? Miałam olać stukanie w kaloryfery. Ty byś już umarł dawno, ja bym się upijała do upadłego. Pewnie też bym się przekręciła w końcu...

Usiadłam na brzegu posłania, w nogach Adama. Obrócona twarzą do niego, mogłam podziwiać nienaturalnie wręcz piękną twarz. Policzki i podbródek porastał mu lekki zarost. Włosy rosły wolniej, niż przeciętnemu człowiekowi. Adam znajdował się jednak w czymś pomiędzy śpiączką, a zwykłym snem. Zaburzenie procesów życiowych było nieuniknione.

- No dobra. – Wzruszyłam ramionami. Bezcelowy gest zważywszy fakt, że nie było odbiorcy tego ruchu. – Nie dla mnie takie bzdety – szity. Użalanie się nad sobą, gdybanie co by było, gdyby tamto, czy siamto. – Usiadłam na materacu przy stopach Adama, opierając się o dechy łóżka, stanowiące zakończenie mebla. – Muszę wymyślić, jak się teraz zachowywać. Jak myślisz? – Sięgnęłam do stopy Adama, zaczęłam się nią bawić, huśtając zakończeniem jego kończyny dolnej, na boki. – Powinnam być normalna? Taka jak zawsze, czy może odsunąć się od nich i dać Gabrielowi możliwość wybrania? – Rozbawił mnie widok sporych rozmiarów stopy Adama, obijającej się o drobną stópkę dziewczyny, leżącej obok niego. – Ty sobie jaja robisz!

Krzyknęłam, gdyż nawet zabawa odnóżem dolnym Adama, wywołała u niego wyraźne pobudzenie. Spodnie odznaczały się zgrubieniem w miejscu krocza i nie podejrzewałam, by był to efekt puszczanych przez niego gazów. Podejrzewałam, że Adam nie wydziela żadnych smrodków wynikających z przemiany materii. Pił krew, więc nie miał czego trawić. Przypuszczam, że wchłaniał sto procent pokarmu.

- Ja pier...

Miałam zamiar zakląć siarczyście. Może nawet zbluzgać nadpobudliwość Adasia. Kto wie. Może naszłoby mnie nawet na zrobienie mu dobrze ręką. Oczywiście tylko trochę. Kawałek drogi ku spełnieniu i przerwa.
Dla czego? Dla ukarania.
Za koniec świata. Za pogrzebane marzenia. Za ukradzioną śmierć moją. Za odwleczenie wyroku w nieznane.
Zaklęłabym, ale zatkało mnie zwyczajnie.
Wzrok mój padł na dziewczynę obok.

Gamma leżała z otwartymi oczami. Te oczyska były wlepione we mnie.
Nie przejęłoby mnie to specjalnie, bo przerobiłam przecież podobną sytuację z Adamem. Poruszyłam się, gdy na mnie patrzył, a jego oczy nie podążyły za mną. Były wbite w punkt w powietrzu, w którym znajdowałam się wcześniej. Ja zmieniłam położenie, on pozostał czasie przeszłym.
Teraz było inaczej. Nie dość że dziewczyna patrzyła mi w oczy, to jeszcze jej wargi poruszyły się. Nie wydobył się z nich żaden dźwięk, lecz miałam pewność, że było to zamierzone działanie. Chciała coś powiedzieć.
Zamarłam.
Zamarł świat we mnie i wokół mojego ciała.
Zamarłam na wdechu.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Wsad
    | Odpowiedz

    Jasny pieron. Chyba sie nie doczekom. Gryfnie jak zwykle.

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Dzięki. Na razie nie ciągnie mnie do pisania hardkora, bo “Biała” mnie wciągnęła na maksa 😀

  2. AG_ucha
    | Odpowiedz

    Nie, nie padłam. Dosłownie poleciałam z łóżka jak to czytałam. Jestem w szoku. Totalnie.
    Chyba byłoby mi łatwiej gdybym wcześniej nie pomyślała że to może być ta jego ukochana. Aż mnie zamurowało. Musiałam dodatkowo dwa razy przeczytać żeby wszystko do mnie dotarło.
    Do tego to zakończenie. No naprawde???? Jak te zombiaśne wampirusy zaczną wracać do normalnego życia to chyba zacznę sie bać.
    Chyba nadal jestem w szoku
    Ale to dobre emocje 🙂
    Teraz pozostało tylko czekać na ciąg dalszy co w tym przypadku robi się coraz trudniejsze 🙂

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Ty padłaś?!
      Ja się zastanawiałam, czy nie zmienić biegu wydarzeń, bo odgadłaś 😀
      Stwierdziłam jednak, że to zbyt dobry bieg, by go pognać w inną stronę 😀

  3. hhh
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna część?

  4. aaaaaa
    | Odpowiedz

    Kurczę, ale emocje! Lubiłam bardzo ideę Gabriela i Ewki jako pary. Już nie mogę się doczekać kolejnej części

  5. Wsad
    | Odpowiedz

    Wiesz co mi przyszło do głowy? Oto mamy Gammę, Asię i Ewę oraz Adama i Gabriela. Dwóch facetów, trzy kobitki… Z tego może być taki piękny, jednoczęściowy grupensex… Wiem, wiem. Zboczony jestem.

Napisz nam też coś :-)